Komentarze 2006 (IV-VI)
Stałe błędy ortograficzne - Rzeczpospolita (4 kwietnia 2006)
Zachodniopomorskie na billboardach - tytuł notatki o turystyce. Po polsku raczej na bilbordach. To niejedyny region Polski, który prowadzi kampanię promocyjną. Skoro piszemy - (oni) niejedyni oraz nieostatni, to pewnie i niepierwsi, niedrudzy, niesetni, niemilionowi itp. (choć - nasi olimpijscy reprezentanci byli nie ósmi/óśmi, ale szóści). Poloniści uważają, że nie ma słów czwarci, piąci itd., a z drugiej strony twierdzą, że jeśli ktoś napisze jakiekolwiek słowo, to ono... istnieje. Co zrobią autorzy słowników, jeśli jednak dokładniej wsłuchają się w wolę ludu (zwłaszcza sportowego) mawiającego piętnasty, piętnasta, piętnaste oraz... piętnaści?
"Playboy" inaczej. Amerykański miesięcznik zamierza uruchomić w Wielkiej Brytanii pierwszą wersję dla gejów, bowiem uważa ten rynek za znaczący.
Do czego posuną się biznesmeni, aby zarobić? Przed niektórymi świętami wiele zwierząt w zoo pytało - kiedy wreszcie będą pisma dla zoofilów (czyli dla osób lubiących zwierzaczki... inaczej)?
Przewoźnik z Dubaju potwierdził odroczenie bezterminowo zamówienia u Airbusa na 20 samolotów A340-600. Linia chciałaby poczekać na poprawioną i bardziej ekonomiczną wersję tego samolotu. Wartość zamówienia to ok. 4,2 mld dolarów.
Pewnie - te gorsze i droższe w eksploatacji trafią do biedniejszych linii. Może nawet dostana opusty. A podana wartość nieaktualnej transakcji zapewne będzie podwyższona, wszak samoloty będą lepsze, zatem i droższe... Jeśli gorsze i tańsze aeroplany trafią do Polski to zostanie to uznane za dobry interes, ale kiedy prywatni kierowcy starają się o samochody, których ceny leżą w ich zasięgu, to rząd stara się rzucać kłody pod nogi i koła. A jaka jest różnica pomiędzy dubajskimi a polskimi liniami lotniczymi (w aspekcie dysponowania finansami)? Czyż nie podobna do różnicy pomiędzy niemieckimi a polskimi kierowcami?
Adidas zarobi na Mundialu - niemiecka grupa założyła, że sprzeda ponad 10 mln piłek.
Skądinąd wiemy, że na zawody (raczej pozasportowe, ale w najstarszej dyscyplinie) ściągają tłumy młodzieży damskiej. Trzeba uważać na organicznego adidasa, bo jest słabo widoczny.
Na adresie można zarobić. Za trzy dni setki tysięcy firm i mieszkańców Unii mogą przypuścić szturm na Europejski Rejestr Domen Internetowych. Będą się oni ubiegać o zarejestrowanie europejskiego adresu z rozszerzeniem .eu. Część z nich wykupi adres, aby później odsprzedać go z dużym zyskiem.
Już pewnie fachowcy wymyślają stosowne adresy, zaś bogate firmy zainwestują, aby być jeszcze bogatsze. Może dziennikarze coś wymyślą i zarobią? Może rząd zaproponuje lekarzom i pielęgniarkom wykupienie i zrobienie interesu życia? Bo większość z nich jeszcze przez wiele lat będzie klepać polska biedę, chyba że będą pracować ponad 8 godzin dziennie albo będą brać w łapę. Ale bogobojny rząd chyba nie zaakceptuje owych rozwiązań, natomiast eksport medycznego personelu obniży żywotność rodaków przywiązanych do polskiej ziemi, co grozi dosłownym (a nazbyt wczesnym z nią) kontaktem.
Czarny totek. Największe gwiazdy angielskiego futbolu obstawiają u bukmacherów wyniki meczów. Nieraz są to zakłady na setki tysięcy funtów. Nie ma gwarancji wygranej, ale szansa na nią jest wiele razy większa, niż w przypadku innych graczy. Przepisy angielskiej federacji zabraniają piłkarzom gry w totka albo przekazywania informacji, które mogą mieć wpływ na wyniki meczów. Zawodnicy nic sobie jednak nie robią z zakazu.
Jak widać, przestrzeganie prawa jest przywilejem biedaków, średniaków, a (ogólnie) łajz wszelakich. Inteligentni a bogaci ludzie mają w nosie prawo i pomnażają swe bogactwa kosztem także wymienionych nieudaczników życiowych. A w kościołach widać ich zwykle na pierwszej linii - pewnie w dwójnasób muszą się modlić za grzechy, a w czwórnasób wrzucać na tacę.
Od lat media podają, że takiemu to, a takiemu ważniakowi postawiono zarzut niegospodarności, na czym Państwo straciło miliony, a jemu grozi parę lat paki. Puste śmiechy biorą, ponieważ póki co - nikt jeszcze nie poszedł do pudła z takiego powodu. Ceniony przez wielu minister Ziobro, energiczny i odważny prawnik, stoi przed ciężką próbą - jakoś nie może zabrać się do znanej a kompromitującej sprawy zbierania datków na ratowanie stoczniowej kolebki Solidarności.
Do incydentu z Kubańczykami doszło na początku lutego w stolicy Meksyku w hotelu Sheraton. Podczas konferowania Kubańczyków z Amerykanami przyszedł dyrektor i kazał im się zbierać. Dyrektor hotelu jedynie wypełnił polecenie amerykańskiego Departamentu Skarbu, a ten zaś działał zgodnie z ustawą, która zakazuje amerykańskim firmom i ich zagranicznym filiom robienia jakichkolwiek interesów z Kubą.
- Sheraton w Meksyku jest filią amerykańskiej firmy, podlega więc prawu amerykańskiemu - tłumaczył rzecznik Departamentu Stanu. - W naszym kraju stosujemy prawo meksykańskie i żadne inne - odpowiedział mu szef dyplomacji meksykańskiej. I postraszył, że dyskryminacja jest karalna.
Jak to? Przedstawiciel USA, państwa szczycącego się najlepszą konstytucją, najlepszym prawodawstwem i jego najlepszymi wykładniami, twierdzi, że amerykański budynek na obcej ziemi podlega amerykańskiej jurysdykcji? To teraz nasz rząd powinien sprawdzić wszystkie budynki będące własnością państwa ze Statuą Wolności - któremu prawu one podlegają. I - powołując się na meksykański precedens - wyraźnie należy dopisywać stosowną uwagę na ten temat, wszak wielu Amerykanów żyje w przekonaniu, że od stanowienia prawa w świecie, to są właśnie oni...
Leszek Balcerowicz, prezes NBP, został członkiem Grupy Autorytetów Instytutu Finansów Międzynarodowych. Wybrano wybitnych przedstawicieli świata finansów.
Zatem mowa jest o osobach, nie instytucjach, czyli grupa zawiera szereg autorytetów (osób), więc trzy osoby w grupie, to trzej czołowi autoryteci. Ale słowniki nie mają tego słowa, choć Google sporządzają listę ponad 12 tysięcy wystąpień tego słowa w naszym języku. Może pora wpisać do słowników? Nie można dopuścić do sytuacji, kiedy powstanie klub Polscy Autoryteci, a słowniki będą w szczerym polu... Każde niepotoczne hasło oznaczające osobę rodzaju męskiego, powinno mieć uznaną męskoosobową wersję. Co na to poloniści?
A teraz pora na tytułowe błędy. 12 stycznia zamieściłem wykaz błędów popełnionych w dodatku Ekonomia i Rynek. Redakcja obiecała zająć się sprawą. Zobaczmy - co w ciągu niemal trzech miesięcy zmieniono w ważnej gazecie po wytknięciu błędów.
W tabeli kursów czytamy - dolar amerykański, australijski, kanadyjski, dolar hong kong. Skoro przymiotniki, to hongkoński (nie podoba się, to pretensje do polonistów, ale w tabelce ma być poprawnie, a nazwy państw pisujemy od wielkich liter, choć nazwy mniejszych obszarów administracyjnych od liter równie mniejszych). Prezes NBP jest autorytetem, jednak nie od języka polskiego i nie musi sprawdzać swoich tabel...
W tabeli kursów USD i EUR umieszczono nazwy szeregu państw, ale pominięto Jugosławię. W końcu zauważono, że nie ma takiego państwa... A może i nie zauważono, bowiem nie wymieniono Serbii i Czarnogóry, zatem nic pewnego - poczekamy do kolejnego wydania...
Po staremu tabelkę podzielono na dwie części - "w nowych krajach członkowskich UE" oraz "w Europie Wschodniej". Ten drugi wykaz oparto na podziale politycznym Europy jeszcze z czasów "żelaznej kurtyny", czyli sprzed kilkunastu lat. Po kiego stosuje się takie podziały? W obu przypadkach wymieniono nazwy państw, ich waluty oraz wartości tych walut w dolarach i w europach. Zatem pytam ponownie - kto wpadł na pomysł trwania przy takim podziale Europy? Równie dobrze można byłoby podzielić tabelkę na dwa sektory - "kraje należące do NATO" i "kraje nienależące do NATO" i wówczas przynajmniej byłoby przynajmniej logicznie, choć nadal bezsensownie. Podział proponowany w tabelce jest nielogiczny - są nowe kraje UE, które leżą w Europie Wschodniej, zatem oba zbiory mają części wspólne. A może to pojęcie zostało zmodyfikowane? Gdyby nauczyciele swoich uczniów wpisywali do dziennikach w dwóch grupach - "uczniowie rasy białej" oraz "pozostali uczniowie", to rozpętałaby się burza. Kiedy do autorów tabelki trafi, że państwa powinny być wymieniane wg alfabetu niezależnie od przynależności wg niejasnych kryteriów.
W tabelkach umieszczono opisy jednostek stosując trzy sposoby: bez nawiasów - szt., tys. zł, %; w nawiasach - (szt.), (tys. zł), (%) oraz z przyimkiem w - w proc., w tys. zł, w zł, w PLN. Proponuję ujednolicić zapis jednostek - najładniej (jednostka) albo nawet [jednostka]. Nic nie zmieniono przez niemal 3 miesiące - to samo mamy w omawianym numerze.
Pod wykresami napisano - kurs min. oraz kurs maks., ale w tabelkach - min. oraz max. Proponuję ujednolicić w kierunku "bardziej polskim" (podobnie faks, nie fax). W dalszym ciągu ta niekonsekwencja. W jednej z tabelek mamy zarówno maks. jak i max.
No i rodzynki dla łowcy błędów - przeliczenie wg. kursu dolara w NBP oraz wg. raportów jednostkowych, czyli szkolne błędy z "nadmierną" kropką. To już jest sabotaż językowy - nie po to tracę wzrok czytając małe literki, aby (nie)odpowiedzialne osoby miały w nosie obowiązujące wykładnie. Jak określić zachowanie redakcji - zwracam uwagę na błąd ortograficzny, a ludziska po maturze sobie bimbają?
Dodatkowo - dlaczego stosuje się dziwne skracanie? I tak - roczne maksim. oraz roczne minim. Miejsca sporo, zaś oszczędności po jednym znaku? Bezsens!
Przy okazji - gazeta stosuje dziwną, lecz irytującą zasadę. Widać wprawdzie akapity, jednak z wyjątkiem pierwszego nibyakapitu (bo go... nie ma). Skąd przywędrowała ta kiepska maniera? Jeszcze żeby to był polski wynalazek, ale przywlokło się toto z innych krajów i bezkrytycznie przyjęło... W dalszym ciągu bez zmian. Pewnie to już zostanie, bo jak ktoś przyjął pewne dziwactwo, to trudno się z tego wyleczyć.
Za trud przeczytania gazety z 12 stycznia i wynotowania błędów zawartych w jednym numerze, szanowna Redakcja nawet nie podziękowała, że o uznaniu nie wspomnę. Żeby choć poprawiono skandaliczne błędy. Obecna praca to także społeczna - jak za młodu. Ale jestem zaprawiony w świadczeniu niechcianych usług. Może zarejestruję firmę pod nazwą Świadczenie Usług Niechcianych?Nowy "Dziennik" z usterkami - Dziennik (pierwszy numer, 18 kwietnia 2006)
Są różne dzienniki. A tu ktoś dziennikowi wymyślił najprostszą nazwę - Dziennik, zatem zapewne nie było nigdy gazety o takiej (polskiej) nazwie.
Przepraszam, że przepraszam - pisze stały felietonista "Dziennika" Maciej Rybiński. Jak można być stałym już w pierwszym numerze?
Czy w wolnym kraju nie można grać w domino i w karty w niedzielę? Większość powie "nie ma takiego kraju"! Okazuje się, że w USA, a konkretnie - W Alabamie za złamanie prawa grozi grzywna w wysokości od 10 tys. do 100 tys. dolarów albo więzienie. Zabronione jest również przyklejanie sztucznych wąsów, które mogłyby kogoś rozśmieszyć w kościele.
I nie wiadomo, czy prawodawcy już w XIX w. przewidzieli takie grzywny (a były one wiele razy dotkliwsze niż dzisiaj, bowiem 10 dolców to była spora suma), czy obecnie jest to zrewaloryzowana kara? Czy gdyby ktoś złośliwie zagrał łamiąc prawo, to rzeczywiście musiałby zapłacić owe horrendalne pieniądze? I nikt by nie zaprotestował w najwolniejszym państwie świata? Przepis z wąsami jest do obejścia - można przyklejać, ale po powrocie z kościoła albo zastosować naturalne wąsy (nie sztuczne...).
Dlaczego na górze Żar w Beski- dzie Małym auta same toczą się pod górkę? Taki tytuł notki. Ciekawy także i przeniesieniem -dzie do niższego wiersza, bowiem w tytułach to wielka rzadkość. A zjawisko?
Można to wytłumaczyć dwojako - złudzeniem optycznym oraz zaburzeniem pola grawitacyjnego.
No tak, ale w dalszym ciągu nie wytłumaczono zjawiska, a mamy trzecie tysiąclecie i od niemal półwiecza latamy w kosmos...
Na 15. stronie jakaś awaria w trzech nadtytułach - CBŚ PRZEJęłO NARKOTYKI * KLEJNOTY WRÓCA [ogonek nad A zamiast Ą] DO MIASTA * WIELKANOC PRAWOSłAWNYCH. W ostatniej notatce dość powszechny błąd - "lepiej napisać od wielkiej litery, niż zostać posądzonym o nieposzanowanie spraw niezbyt doczesnych" - Wielkanoc już za nami, tymczasem do święta Zmartwychwstania Pańskiego przygotowują się wyznawcy Kościołów obrządku wschodniego. Gdyby jeden konkretny, to i owszem - Kościół, ale tutaj kościołów. Podobnie - Morze Białe i Morze Czarne, jednak rybacy obu mórz (nie Mórz). Katolicy świętują w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni Księżyca. Dobrze, że nie księżyca, bowiem w artykule o Bransonie czytamy - Gdyby mu nie przeszkodziła zła pogoda, miałby wielką szansę na okrążenie, jako pierwszy człowiek, ziemi balonem. I nasza poczciwa Ziemia została zrobiona w balona - powinno być od wielkiej litery...
W internecie można kupić najtaniej. Wystarczy sięgnąć po porównywarkę. Taki przydługawy tytuł wprowadza nas w świat nowych możliwości internetu (słusznie, że nie Internet). Gazeta w tabelce porównała 5 poszukiwanych a nowoczesnych artykułów - 4 to witryny, zaś piąta - Media Markt. Wbrew sloganowi - jest jednak dla idiotów (przynajmniej w aspekcie owych towarów), bowiem wszystkie porównywane ceny okazały się najwyższe właśnie w MM.
Autora artykułu przedstawiono - dziennikarz działu ekonomia. Ostatni wyraz powinien być wyróżniony (kursywa, pogrubienie albo w cudzysłowie) albo dziennikarz Działu Ekonomicznego (uwaga dotyczy również szeregu innych działów).
Trochę więc o ekonomii. Mówiono nam, że kapitalizm ze swą konkurencyjnością spowoduje obniżkę cen wszelakich. A tu czytamy - Benzyna mogłaby być tańsza w Polsce o 30 gr, dzięki czemu właściciel auta zaoszczędziłby 700 zł rocznie. Nie jest tak, bo mamy zbyt dużo stacji benzynowych. Na istniejące przypada zbyt mało samochodów, by mogły obniżyć marże.
No i co nam po nowym ustroju? Nastawiano stacji, wszyscy chcą zarobić, jednak każda obsługuje średnio dwa razy mniej aut niż w Niemczech, to i właściciele doliczają sobie wyższe marże. Skoro postawili interes to muszą. Gdyby choć pozamykano parę stacji dla postrachu z powodu fałszerstw paliwa, ale władza ludu jest zbyt łaskawa dla wybrańców ludu. No to będziemy nadal płacić zbyt wysoką marżę...
Drugi wątek - czy znane są przypadki, że pracownicy (i ich związki zawodowe) chcą wprowadzać nowoczesne maszyny nie obawiając się redukcji etatów? Zwykle ludzie pracy niszczyli takie nowinki techniczne, bo wydajność wzrastała, ceny towarów malały i zwalniano część pracowników. Ale nie w Poczcie Polskiej.
Dzięki nowym urządzeniom (za 800 mln zł) moglibyśmy być szybsi - zżyma się przewodniczący pocztowej "Solidarności". - Większość listów wciąż sortuje się ręcznie, co wydłuża czas ich dostarczania.
Czyżby związki nie obawiały się zwolnień? A może podrożeją znaczki pocztowe i korespondenci (coraz ich mniej) pokryją dodatkowe koszta? Takie działanie jest charakterystyczne dla państwowej strefy budżetowej, bowiem prywaciarz rozumuje - kupię koparkę i zwolnię 10 panów od łopat, ale tylko wówczas, kiedy mi się to opłaci. Są pewnie kraje, w których nie ma sensu taka zamiana, bo cena usługi wzrośnie, a ponadto 9 ludzi będzie bezrobotnych.
Tańsze rejestrowanie. Decyzja obniżenia opłaty za wydanie karty pojazdu rejestrowanego po raz pierwszy w Polsce - zamiast 500 zł wyniesie 75 zł. Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego, tak wysoka opłata była ukrytym podatkiem wprowadzonym niezgodnie z prawem. Teraz należy zwrócić nadpłacone pieniądze kierowcom.
Jednak szereg telestacji wyjaśniało - nie będzie automatycznego zwracania nadpłat. Każdy poszkodowany będzie musiał nękać odpowiednie organa stosownymi podaniami i znaczkami skarbowymi, zaprzątać prawnikom głowy, które aż pękają od ważniejszych spraw oraz czekać w pokorze miesiącami na zwrot. Takie działanie jest charakterystyczne dla państwa rządzonego niedbale i mającego swych obywateli mniej więcej tam, gdzie obywatele mają władze. W bogatszych i mądrzejszych społeczeństwach jest podobnie, jednak z tą subtelną różnicą, że państwo znacznie bardziej szanuje swój ludek, choć jest równie niepoważane przezeń.
Uśmiech Mona Lizy - tytuł równie frapujący, co sama postać. Słowniki (np. Ortograficzny słownik języka polskiego, przewodniczący RJP - prof. A. Markowski, Wilga 2001) podają Mona Lisa, choć Google o połowę więcej notują w spolszczonej formie - Mona Liza. Czy słownikowi poloniści wezmą to pod uwagę?
Wok (czyt. łok) to błyskawiczna chińszczyzna na okrągło. Tradycyjny wok wykonany jest z kutego żelaza, ma półokrągły kształt i dwoje metalowych uszu. Raczej powinniśmy czytać wok (wg słowa pisanego), zwłaszcza że pewien telemarket oferował owe naczynia już pod spolszczoną nazwą. W innych miejscach gazeta zamieściła wyrazy kamping oraz pikap (i dobrze, choć wspomniany słownik woli kemping, nie wiedzieć dlaczego, wszak podobne słowa to kampus oraz kampania; ma natomiast pikap, ale nie zna wyrazu wok).
Władze ChRL zamierzają obdarować mieszkańców Tybetu ogromnym pomnikiem Mao Zedonga. Ważący 35 t i mierzący 12 m monument zostanie wzniesiony... Masę i ciężar (zwany także wagą) określamy m.in. w tonach. Masę legalnie, zaś ciężar niezupełnie, ale to tylko ciekawostka. W obu przypadkach można napisać 35 ton, jednak jeśli piszemy tylko t, to wyłącznie o masie, natomiast w przypadku ciężaru powinno być 35 T. Oczywiście, humaniści nie wychwytują takich subtelności...
Tuż poniżej sporządzono zestawienie największych imperiów - wg powierzchni. Jedynie w przypadku imperium brytyjskiego (opisanego - nie wiedzieć dlaczego - od wielkiej litery; hiszpańskie już od... małej) podano prawidłowo jednostki powierzchni (km kw.); w pozostałych czterech przykładach zaproponowano nowe spojrzenie na sprawę (kmkw. - łącznie...).
W kontrowersyjny sposób opisano cenę nowego dziennika o frapującej nazwie Dziennik. Kto przeforsował niepolską pisownię liczby 1.50 zamiast 1,50? Co o tym sądzą poloniści? Zwykle ich opinie są raczej łagodne w stosunku do mediów - nie chcą się narażać, zatem nie wypowiedzą się. Tak jest wygodniej. Należy redakcję pochwalić za wyraz faks umieszczony w stopce, bowiem wiele gazet drukuje niepolskie fax. Jak wszyscy, przed emajlowym * adresem stawiają e-mail, co jest zbędne (wszak przed kodem pocztowym nikt już nie wstawia słów kod pocztowy - to jest oczywiste).
Ale pierwsze koty za płoty - życzmy redakcji sukcesów, także na niwie językowej...
* - propozycjaWulgaria - blaski i cienie - Angora (2 kwietnia 2006)
Toruń ma nową ikonę popkultury! Nie jest nią już ojciec Rydzyk, lecz bezrobotny Jan K. - Cygan z toruńskiej Starówki. Wszystko zaczęło się od wulgarnego wywiadu, jakiego udzielił internetowej telewizji.
Jaka to ikona, skoro z jakichś powodów nie podano nazwiska? Ale przynajmniej zasugerowano niezawodną metodę na popularność - zacząć trzeba od soczystych wulgaryzmów, to i sława przyjdzie. Zatem - cóż miała do powiedzenia owa ikona?
- Kurwa! Wielka mi straż! Za darmo pieniądze biorą. Moje pieniądze z renty! Kurwy jebane! I tak powiem! Połowę tych służb ochroniarskich bym zwolnił w pizdu! Połowę policji! I straż miejską wyjebał! - klnie wściekły Cygan.
- Jestem bardzo wylewny - śmieje się. - Bo mnie boli ! 500 zł renty za 35 lat pracy?! Oszukali mnie! Banda złodziei polskich, decydentów! Mam 3 złote na godzinę! To śmiech na sali! A te dykty, kurwy ciężkie!
Jedni mają go za pijaczka, inni chcą go na prezydenta. Po kulturze naszych polityków, ale nie tylko naszych, wszak debata (cóż za eleganckie określenie włoskiego wyborczego cyrku) z udziałem Prodiego i Berlusconiego pokazała, że u nas to mamy jeszcze salony. Występuje pod nikiem Cygan, co nie przydaje małemu, ale dzielnemu narodowi chwały. Jak nas by postrzegano, gdyby w USA podobnie menelską karierę robił (choćby nawet) rodowity Amerykanin (Indianin) albo zamierzchle* przybyły tam Irland* lub później przyjezdny Ital* pod ksywą Polacco? Żaden z nas nie byłby zachwycony, ale cóż (legalnie) można zrobić?
W tymże numerze, znany felietonista i coraz mniej znany polityk, Janusz Korwin-Mikke, mimo swej ekscentryczności, jest bardziej delikatny - W kraju socjal d***kratycznym ludzie głosują nad systemem gospodarczym. Zbędna spacja przed ekspresywną d, ale jakież bogactwo domysłu. A co delikatnie zasłonięte, to wzbudza większą ciekawość i przy tym jest moralniejsze, niż wszystko co na wierzchu. Na tym wszakże polega zasadnicza różnica pomiędzy czasopismami Playboy a Cats.
A przy okazji - czy powinna być cenzura w aspekcie wulgaryzmów? Mówią, że powinna, ale często pod pretekstem cytatów przemycane są słowne bezeceństwa wszelakie. Wówczas autor broni się - to nie ja powiedziałem, ja tylko usłyszałem i udokumentowałem. O, czyni z siebie niemal Kolberga, który nie tworzył, ale zbierał pomniki polszczyzny śpiewanej. A twórca Unii Polityki Realnej jako autor felietonu zastosował gwiazdkę, bo podlega ograniczeniom, zaś cytacz* (nie czytacz, ten od czytania, tamten od cytowania) zwykle nie podlega takowym...
Czy istnieje wulgaryzm zawoalowany? Na innej stronie czytamy dowcip -
Młody mąż wręcza z dumą swojej świeżo poślubionej małżonce pierwszą wypłatę. Kobieta przelicza banknoty i wzdycha: - Pobory też masz małe...
Do którejś klasy szkoły podstawowej mogą uczniowie nie zrozumieć o co chodzi w tym dowcipie, jednak wiek pojmowalności tego typu żartów ciągle się obniża. Niektórzy uznają to za wulgaryzm, inni nie. Ale na lekcji religii nie jest wskazany, choć na lekcji ekonomii lub anatomii - do przyjęcia, ale powyżej gimnazjum. Szereg przykładowych wyrażeń należałoby przedstawić rodzicom, i oni - stawiając plusy i minusy - określiliby granice, które zależałyby od ich wychowania, wykształcenia, wieku, miejscowości, w których przeprowadzano by badania. W ten sposób powstałaby mapa przyzwoitości (zwana tak przez jednych) albo zaściankowości (zwana przez innych).
13 kwietnia Poradnia Językowa PWN odpowiedziała na pytanie, które zostało internetowo rozesłane -
Serdecznie proszę Państwa o pomoc w rozwianiu wątpliwości nt. wulgaryzmu użytego na administrowanym przeze mnie forum dyskusyjnym. Sprawa dotyczy zwrotu zrobic loda. Jako administrator upomniałem użytkownika z powodu użycia zwrotu zrobic loda, gdyż jest on moim zdaniem wulgarny. Proszę o potwierdzenie, czy zrobic loda (w znaczeniu seksualnym) jest zwrotem wulgarnym.
Coś słabo wybiła się czcionka ć... Oto odpowiedź profesora z Poradni.
Słownik seksualizmów polskich J. Lewinsona notuje słowo lody w znaczeniu 'stosunek oralno-genitalny' i określa je jako grubiańskie. Nie jest to więc może wulgaryzm, ale na pewno wyraz, który do łagodnych nie należy (łagodnie mówiąc). Usunięcie czyjegoś postu z forum dyskusyjnego lub upomnienie internauty może zależeć nie tylko od tego, czy użyte przez niego słowo jest wulgarne, ale też od tego, czy narusza obyczaje panujące wśród dyskutantów. Decyzja należy do administratora.
Każdy z polonistów pewnie by nieco inaczej odpowiedział na pytanie, zwłaszcza że nie dotyczy ono ściśle języka, lecz moralności. Ten polonista uznał, że nie jest to wulgaryzm, ale wielu innych fachowców uznałoby omawianego loda za wyrażenie o "większej szkodliwości społecznej" niż zwyczajne słowo dupa, które już chyba nikogo nie bulwersuje, a jednak uznawane jest za wulgarne. A gdyby temat loda pociągnąć w kierunku druta i to ciągnionego bynajmniej nie w walcowniach (bo tam obocznie jest drutu)? Byłoby to mniej czy bardziej wulgarne?
Jadąc autobusem, chodząc ulicami, jesteśmy mimowolnymi słuchaczami obcych wynurzeń - wzrasta częstość wychwytywanych wulgaryzmów, ale odczuwanie ich jako naganne raczej ma tendencje malejące (z powodu osłuchania). Co kiedyś było nie do przyjęcia, obecnie jest akceptowalne i akceptowane. Media (głownie telewizja) w swych programach epatują nas przaśnymi (żeby tylko!) dowcipami, historyjkami i wymianami zdań, a my (częściowo oburzeni) oglądamy te spektakle (bijące rekordy oglądalności) z pewnym wyczekiwaniem - czym oni nas jeszcze są w stanie zaskoczyć? I zaskakują, choćby wmawianiem, że zajebisty to już niemal parlamentarne słowo, a na pewno internetowo powszechne (Google - parę milionów łącznie z deklinacjami i rodzajami). Rozmaite komisje czatują - od czasu do czasu wymierzane są jakieś kary (ale na ile ściągane po odwoławczych trybach?). Jeśli jednak decyzję pozostawiamy administratorowi, to już zakładamy ewentualne zastosowanie cenzury. Więcej - dobierając administratora, stosujemy mniej lub bardziej ostrą cenzurę, bowiem wiemy, jakich zachowań możemy spodziewać się po "naszym człowieku", którego powołaliśmy po "zapoznaniu się z jego kwalifikacjami". Jednocześnie jesteśmy poza zarzutem, że to my jesteśmy cenzorem. Inni za nas stąpają po kruchym lodzie, nim ewentualnie go zrobią (w omawianej przenośni). Tak czy owak - cenzura jest konieczna i w końcu dojdziemy do takiego wniosku po latach walki z "ludowym" słownym szlabanem... Skandynawi*, którzy dzierżyli palmę pierwszeństwa w legalnym szerzeniu świerszczyków i innych bezeceństw, teraz robią woltę i być może zabronią także robić lody (cokolwiek by to nie znaczyło) przed obiektywem.
Istnieją słowa, które w znaczeniu dosłownym są bardziej makabryczne, niż w przenośni i - z dwojga złego - lepsze są w wykonaniu wulgarnym (np. przerżnąć). I co ciekawe - nauczyciel szybciej opowie młodszej dziatwie wojenną a koszmarną historię z użyciem piły tartacznej, niż pokojową, ale z przenośnym użyciem traka (za to mógłby wylecieć z pracy, a na pewno długo tłumaczyłby się w kuratorium, gdyby w tornistrze ktoś miał magnetofon). Bo te pierwsze mieszczą się w ramach (albo modniej - wpisują się w ramy) opowieści znanych z filmów "niemal od dziecka", zaś te drugie są wprawdzie w świadomości wielu uczniów, jednak program szkolny ich nie przewiduje.
Kiedyś dziennikarze sami pisali listy do redakcji i chętnie je cytowali w swych gazetach. Sztuczki znane od początku klasycznej prasy i takiejże poczty. Teraz, w dobie internetu, mogą pisywać emajle* z dowolnie wulgarnym tekstem i z dowolnymi tezami, które podpiszą jakimkolwiek nikiem* (tylko nie nick, ale nik!; może w końcu nasłać kontrolę NIK na zwolenników nicka?). Zamieszczą dowolnie obsceniczny tekst na zasadach cytatu i cóż im zrobimy? Czy jest to oszustwo ścigane prawem, czy jest tylko moralnie naganne? Przypominają lekarzy, którzy świadomie zarażą pacjenta, a potem go leczą, aby zyskać sławę w przypadku powodzenia kuracji. Miejmy nadzieję, że takich "lekarzy" jest znacznie mniej, niż owych "dziennikarzy".
W innym artykule - Czas dziewic poruszone są rozterki polskich panienek, które autor streszcza zacytowanym emajlem* 16-latki - Czasami mam dość. Zrobię to przed ślubem - będę puszczalska; nie zrobię - będę cnotką niewydymką.
Oto jak mało znany wyraz, w kontekście staje się zrozumiały, w zasadzie nie jest wulgarny, choć jako całe wyrażenie jest bardziej wyuzdany niż typowe a przaśne - uważaj, bo wleję ci parę pasów na gołą dupę! Subtelność nieznanego słowa, poprzez nawiązanie do niewinnych wyrazów typu dymka (cebulka), dymarki (stare piece hutnicze), które jednak (może częściowo niesłusznie, ale kto to tak dokładnie wie) nawiązują do dymania, które to słowo odnosi się głównie do wszystkich bodaj stworzeń tworzących pary (parzących się), w przeciwieństwie do dmuchania, które zawsze można sprowadzić do dosłownego a niewinnego znaczenia...
Tuż poniżej tego artykułu jest niewielka notka - Czystość w cenie. Skoro nawiązuje do poprzedniej myśli, zatem wiadomo, że nie będzie o jakości alkoholu czy paliwa, takoż o transparentności naszych urzędników.
Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Plastycznej podało, że w ostatnich pięciu latach trzykrotnie wzrosła liczba zabiegów odnawiania dziewictwa. Dziewictwo odzyskują nie tylko młode, niezamężne dziewczyny, ale też stateczne małżonki, które chcą zrobić prezent mężowi. Moda na rewirginalizację dotarła już do Polski. - Nie jest to skomplikowany zabieg, wykonują go już polscy ginekolodzy - stwierdza dr Wiesław Ślósarz, seksuolog i psycholog.
Aby poczynać sobie w dziedzinie waginalizacji należy być złotą rączką, czyli ślusarzem (od biozamku), plastykiem i lekarzem w jednej osobie. Ongiś nieznane słowo rewitalizacja, teraz ma ponad pół miliona odniesień (Google). Jest to (Wikipedia) - działanie skupione na zdegradowanym obiekcie, którego celem jest przywrócenie jego pierwotnego stanu i funkcji, bądź też znalezienie dla niego nowego zastosowania i doprowadzenie do stanu, w którym obiekt ten staje się wartościowy i funkcjonalny. Ale również (www.sjp.pwn.pl) - przywrócenie ludziom starym sprawności fizycznej, sił witalnych.
Słowo rewirginalizacja jest w powijakach, ponieważ polskie Google nie notują w ogóle tego hasła, zaś wersja angielska, którą można sobie stworzyć na podstawie polskiej nazwy, ma jedynie kilka odwołań... Można zaryzykować, że jest to odmiana rewitalizacji, ale w odniesieniu do problemu medyczno-zabytkowego.
Jedyna korzyść z tego słowa to przypomnienie, że amerykański stan o oryginalnej nazwie Virginia [wirdżińja] po spolszczeniu piszemy Wirginia, zaś czytamy "po polsku" [wirgińja], podobnie jak nazwę tytoniu (wirginia) i imię żeńskie (Wirginia) oraz instrument muzyczny (wirginał). Angielka Virginia Woolf oraz Polka Wirginia Wilk - ich imiona i nazwiska będą czytane według zasad charakterystycznych dla obu narodowych języków.
W starożytności ludziska pędzili napoje i organizowali bachanalia. Teraz, po rewirginalizacji będą mogli sobie czas wolny przeznaczyć na waginalia* (ku czci odrestaurowanych paninych sedn*). Po zalegalizowaniu marszów równości, także analia* maści wszelakiej nam się namnożą, choć oczywiście nic z tego się nie pocznie. Pojedyncze wulgarium* bywa zabawne, ale masa zalewających nas wulgariów*, to jednak przesada.
Świetną ilustracją gry słownej (w aspekcie wulgarności) był dowcip (Szymon Majewski Show, 17 kwietnia 2006) - Gdzie Agata Młynarska spędzi wakacje? Na Krecie. Jeśli nie wiemy, że p. Jarosław Kret (znany prezenter pogody) i p. Agata miewają się ku sobie, to w dialogu nie dopatrzymy się żartu, jeśli jednak wiemy, to możemy ów dowcip uznać tyle za świetny, co jednak za wulgarnawy... Podobnie kapitalny kabaret Ani Mru-Mru w skeczu Otwarcie hipermarketu (wykonanie - niebracia M. Wójcikowie), kiedy jeden z nich (jako sprawozdawca) przekazuje nam informacje o półkach z nabiałem, drugi (jako mim) zagląda sobie w spodnie. Okazuje się, że scenka ta bywa wycinana podczas niektórych występów (cenzura?!). Tak czy owak - wulgarność bywa zabawna i jeśli jest przekazywana delikatnie a domyślnie (inteligentnie), to zyskuje przychylność nawet zagorzałych przeciwników przyziemnych a zbyt powszechnych wulgariów*.
PS W centrum Gdyni, tuż przed wejściem do szkoły, postawiono wielki bilbord, na którym leży śliczna panienka w stroju minimalistycznym, czyli w samej bieliźnie. Wielgachna panna (parometrowej długości, choć i owszem - proporcjonalna) plażowo reklamuje wyroby firmy Triumph. Decydenci (dyrekcja szkoły, kuratorium, władze miasta?) słusznie rozumują - uczennice bez tej reklamy wiedzą co ubierać, zaś ich koledzy znają owe stroje (choćby z internetu, w którym można podziwiać nie tylko takie kawałki fatałaszków, ale i całe połacie ludzkich skór), a zarobić na wystawie (ekshibicji) swoje można...
* - promowane słownictwo (nie wulgarne, ale dla polonistów raczej nie do przyjęcia)Kasablanka i Bordo - Onet (17 kwietnia 2006)
Z miłym zdziwieniem dostrzegłem informację Kasablanka od 899.00 zł. Tym milej, że w dziale Jak tanio latać na wakacje, a więc w dziedzinie biletów lotniczych, w której panują skostniałe (bo praktyczne) zwyczaje stosowania nazw oryginalnych albo już dawno spolszczonych. Ostatnio lansowany jest pogląd, że skoro niepolskie nazwy nie zdążyły się przeistoczyć w bardziej polskie słowa, to niech tak pozostanie. A tu - Kasablanka! Brawo! Na ile to świadoma decyzja, która wyjdzie obronną ręką, a na ile wybryk językowy, który zostanie poprawiony, kiedy tylko szef wróci ze świątecznego urlopu?
Teorię błędu niestety podpiera kolejna oferta (tuż pod Kasablanka) - Hong Kong od 1,919.00 zł, natomiast klikając na tę nazwę widzimy... Hongkong. Google notują na polskich stronach tysiąc razy więcej Casablanca niż Kasablanka, zatem jest sporo do zrobienia. Nawet są firmy o tej spolszczonej nazwie, chyba że nie nawiązują do słynnego miasta (lub filmu), lecz do pani Blanki ceniącej kasę...
Póki co proponuję rozszerzyć gamę "miejskich" spolszczeń - Bordeaux/Bordo, Canberra /Kanbera, Caracas/Karakas, Cardiff/Kardyf, Houston/Hiuston, La Valletta/Waleta, Quebec/Kebek, Vaduz/Waducja (stolica księstwa Liechtenstein/Lichtensztajn), Vancouver/Wankuwer, Wellington/Welington [welington] oraz Dublin [dublin].Komiczne polskie prawo - Dziennik (pierwszy numer, 18 kwietnia 2006)
3 pytania do rzecznika prokuratury prowadzącej śledztwo przeciwko Dochnalowi -
Czy Dochnal może wesprzeć fundację niosącą pomoc byłym więźniom?
Prawo nie zakazuje tymczasowo aresztowanym takiej działalności. Czy przekaże na to pieniądze, to już jego sprawa.
Nie sądzi pan, że gdy nazwisko Dochnala pojawi się w kontekście dobroczynności, zyska on w oczach opinii publicznej?
Za opinię społeczną się nie wypowiadam. To dla nas nieistotne.
Zawsze podziwiałem spokój wipów i ich rzeczników (tak państwowych, jak i kościelnych) - jako zwykły i czujący obywatele mogliby powiedzieć coś po ludzku, ale nie po to są notablami, aby wypowiadać się jak cała tłuszcza, która w swej masie ma jednak mądrość odbiegającą często od wymądrzania się ważniaków. Po prostu - opinia społeczna jest nieistotna w systemie demokratycznym! Machina prawna będzie czynić swoją powinność niezależnie od stanowiska społecznego - mojego, Twojego i paru milionów Polaków. O to walczyliśmy?
A czy sąd może potraktować taką działalność jako okoliczność łagodzącą?
Prokuratura jest od oskarżania i zbierania dowodów, a nie oceniania, czy ktoś jest dobrym lub złym człowiekiem. Jeśli fundacja działa legalnie, my nic przeciwko niej nie mamy.
Za komuny żaden podsądny nie wymyśliłby takiej fundacji, bo zaraz wpadłby klawisz i wybił mu pałą takie dziwne pomysły. Pomysły, które by ośmieszyły Temidę oraz naraziłyby ludek (pragnący pracować w spokoju i dla światowego pokoju) na niepotrzebne dyskusje. Teraz, w demokracji, każdy posiadacz szmalu (nie zawsze wiadomego pochodzenia, ale z powodu domniemania niewinności - nie można wejść mu na konto) może założyć dowolną fundację, pod szczytnym hasłem, nawet jeśli całkowicie ośmieszy cały wymiar sprawiedliwości. I pewnie po to powstała, ale tego nikt nie udowodni, nawet jeśli twórcy pomysłu będą tarzać się ze śmiechu w celach. Mrożek i Kafka zostali całkowicie porażeni tą informacją i chętnie zaserwowaliby (drugi z nieba) Dochnalowi mrożoną kawkę...
Oczywiście, rzecznik nie odpowiada za prawo w naszym dziwnym państwie - on interpretuje je, bo jeśli nie on to zrobi, to prawnik aresztowanego z tym wyjdzie do narodu i przedstawi szlachetny pomysł swojego klienta. Należy poprawić prawo, aby aresztowany obywatel nie mógł ośmieszać mnie i mojej Ojczyzny. Jeśli ktoś przekazuje pieniądze na fundację, w szczególności o wielce szlachetnej idei pomocy byłym więźniom, to niesie przesłanie (w podtekście), że wspierający nie jest złym człowiekiem, że siedzi raczej niesłusznie, a na pewno zaskarbi sobie sympatię wielu rodaków z obu stron krat. No bo - jak to? Taki dobry człowiek nie może być zepsuty do szczętu. Może nie jest winny, a jeśli nawet, to mógł się nawrócić na lepszą drogę. W końcu każdy z nas był pod wrażeniem pana Kmicica/Babinicza. A jeśli może zakładać fundacje to i może wystartować do wysokich stanowisk. I wielu zdezorientowanych rodaków na niego postawi!
Jak wyglądają nasi byli polityczni więźniowie (w szczególności czytający ów wywiad), którzy siedzieli za wolną i demokratyczną Polskę w znacznie gorszych warunkach niż faceci zawdzięczający ich walce swe luksusy i przywileje w nowej Polsce? I po co komu taki wywiad? A jeśli okaże się, że wprawdzie obdarowani dostali pieniądze zgodnie z obowiązującym prawem, ale wspaniałomyślny fundator wszedł w ich posiadanie w niezupełnie prawnie godny sposób? Będą zwracać fundę?"Dziennik" z kropką - Dziennik (29 kwietnia 2006)
Nowy dziennik o nazwie Dziennik reklamuje się na bilbordach, taksówkach, w reklamach telewizyjnych i prasowych jako gazeta o cenie 1,50 zł, jednak na wyrobie widnieje cena 1.50 zł. Czy w końcu wrodzona chęć respektowania (przez dziennikarzy) zasad języka polskiego, spowoduje korektę owego błędnego zapisu? Kiedy? Po Życiu z kropką mamy Dziennik z kropką...
Czy redakcja potrafi poprawnie pisać tego typu liczby? Owszem, na pierwszej stronie, w artykule Łapówka za stołki napisano Za 1,5 mln zł z państwowej kasy miał ocalić ich posady. Zatem w odległości 17 cm, na pierwszej stronie, mamy dwa warianty tej samej liczby - 1.50 i 1,50, z których pierwsza jest pisana codziennie z błędem. Dlaczego wszyscy żyją w zagrożeniu Ustawy o języku polskim, zaś dziennikarze są od pewnych (choćby symbolicznych) dolegliwości zwolnieni? Bo sklepikarz nie podskoczy Radzie Języka Polskiego, a prasa może?
A przy okazji wspomnianego artykułu - opisano przypadek pewnego b. działacza Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, który otrzymał odszkodowanie (część) 600 tys. zł. Działacze partyjni i obecny szef Poczty są zdumieni i przyznają, że to skandal. To od kiedy będziemy budować III+I RP?
A to nie wszystko - Jak to się stało, że pocztowcy, którzy wcześniej nie chcieli mu dać 100 tys. zaległej pensji, nagle zgodzili się przelać na jego konto 1,5 mln zł? - Takie odszkodowanie wcale nie jest za duże - upiera się były szef Poczty.
To ile trzeba zarabiać, aby wydać takie cyniczne oświadczenie? Z czyich pieniędzy idą kwoty na owe odszkodowania i pensje?
A z drugiej strony media są pełnawe próśb ciężko chorych dzieci o kilka tysięcy złotych na ratowanie życia. O take RP walczylim?
27 osób, czyli cała załoga i wszyscy pasażerowie, zginęli w katastrofie promu na jeziorze Wiktorii. Będę cynikiem - na Jeziorze Wiktorii! Gdyby Wiktoria była patronem planu miasta, a nie mapy, to (o dziwny polski języku!) mielibyśmy (i owszem): plac Wiktorii, rondo Wiktorii oraz nabrzeże Wiktorii. Ale nazwy większych obiektów geograficznych (w tym jezior) podlegają odmiennym zasadom. Dlaczego? To tajemnica legalizatorów naszych słowników. Najczęściej twierdzą, że logika nie obowiązuje w języku, zatem robią wszystko, aby totalny brak logiki zademonstrować również w przypadkach, kiedy mogliby jednak pomyśleć cokolwiek rozsądniej. Pewnie nigdy nie dojdzie do porozumienia na linii poloniści-matematycy (z winy tych pierwszych)...
Dwadzieścia tysięcy funtów nagrody za donos na szefa. Każdy Brytyjczyk, który poinformuje, że jego pracodawca używa nielegalnego oprogramowania, dostanie nagrodę 20 tys. funtów. W zeszłym roku dzięki takim donosom otwarto 420 postępowań. Takich radykalnych metod nie zamierzają na razie wprowadzać u nas.
Może istotnie warto wyjechać do Brytów (i pewnie do Irlandów) w gości? Popracować, pouczyć się języka i na pożegnanie donieść na chlebodawcę? Podczas okupacji nieliczni Polacy też brali kasę za donosy. Usługi tego typu znane są od tysiącleci. Bodaj najbardziej znana (przypowieść o srebrnikach) jest ostatnio energicznie podważana.
Bułgaria wpuszcza marines na swoje lotniska i poligon. Ma stacjonować ok. 2,5 tys. marines. Słowniki słownikami, ale Polacy powinni pisać po polsku, chyba że są poważne z tym kłopoty, jednak tu ich nie widzę. Zatem - wśród tysiąca marinesów (komandosów) były trzy marineski (komandoski), przybył jeden marines (komandos), mówili o amerykańskich marinesach (komandosach). Można? Można, ale trzeba chcieć! Górnicy do kopalń, malarze do sztalug, poloniści do słowników. Niech każdy tworzy nową Polskę na miarę swoich możliwości! A pułap tej miary należy podnosić!
Drugim stałym redakcyjnym błędem jest pisownia w rodzaju dziennikarz działu polityka. Jednak dziennikarz działu Polityka albo krótko - zamiast trzech wyrazów, tylko jeden - POLITYKA.Dziad, czyli polski inżynier - Wirtualna Polska (6 maja 2006)
Inżynierowie odpowiedzą za kradzież projektów. Dziewięciu śląskich inżynierów, którzy przechodząc do konkurencyjnej firmy zabrali ze sobą projekty i programy komputerowe warte kilka milionów złotych, odpowie przed sądem m.in. za kradzież i paserstwo. Może im grozić nawet pięć lat więzienia. To największa ze spraw dotyczących kradzieży własności intelektualnej i myśli technicznej, rozpracowanych w ostatnich latach przez śląską policję i prokuraturę.
Przeciętny Polak nie wymieni nazwiska choćby jednego polskiego inżyniera, który coś zrobił dla naszego kraju, mieszkał w nim, a jednocześnie uczciwie się dorobił. Owszem, bywają inżynierowie, którzy czegoś dokonali za granicą. Jeśli funkcjonowali w Polsce, to swym stanem majątkowym przypominają radzieckiego dziada a geniusza od broni maszynowej - Kałasznikowa. Polski inżynier, jeśli pracuje w swoim zawodzie, ale nie został prezesem lub głównym projektantem, to po 30 latach pracy jest zwykłym dziadem. A kapitalistyczne społeczeństwo ocenia ludzi według stanu majątkowego albo według wpływów politycznych (co zresztą często idzie w parze). Ceny na projekty, a zwłaszcza oprogramowanie, osiągają poziom światowy, jednak płace są żenujące. Kilkanaście lat transformacji nic nie dało - Polskę rozkradziono, a moralność inteligencji (w tym także inżynierów) schodzi na psy. Mamy też krezusowych inżynierów. Tacy "pracują" w branżach typu rafineria, energetyka, chemia i "wymyślają" rozmaite "wynalazki". Znane są wnioski racjonalizatorskie dotyczące produkcji silnikowego oleju, za co "wynalazca" a prezes wziął kilkaset tysięcy złotych (tu bez cudzysłowu, bowiem to jedyne prawdziwe precjoza w wirtualnym "twórczym" świecie). Słyszano o "modernizacjach" w branży wydobywczej (w szczególności produkcja miedzi). Inżynierowie (prezesi a kumple) rozpisują swoje pomysły na formularzach, wzajemnie się popierają i ciągną szmalec z oślego a oszukiwanego narodu. Zwykle zresztą zgodnie z... prawem.
Dlaczego polski inżynier (robotnik, nauczyciel, lekarz) jest dziadem w porównaniu z zachodnim odpowiednikiem? Ponieważ w swej płacy zawarty jest jakiś ukryty podatek związany z zadłużeniem naszego kraju. W każdej płacy (zgodnie z zasadą zachowania materii) musi być ten podatek, bowiem ileś miliardów dolarów rocznie spłacamy długów powiększonych o odsetki. I sytuacja się pogarsza z co najmniej trzech powodów - coraz więcej Polaków przechodzi na emeryturę i rentę (tu bijemy rekordy światowe), coraz więcej młodych i energicznych rodaków wyjeżdża za granicę oraz coraz więcej cwaniaków stosunkowo bezkarnie okrada wszystkie sektory, które można jeszcze oskubać, a demokratyczne prawo (cwani adwokaci, mierne sądy, przepełnienie więzień, rozmaite komitety helsińskie) sprzyja owemu szabrownictwu. Mało tego - im więcej wyjeżdża rozgarniętych rodaków i swoje najlepsze lata pracy i pomysły wtłaczają w już wyżej cywilizowaną gospodarkę krajów zachodnich, tym trudniej będzie - mało walecznym, a pozostałym w Ojczyźnie - rodakom dogonić uciekający peleton.
Spójrzmy na autobus, czyli na taki sobie wytwór robotnika i inżyniera. Firmy przewozowe podają koszty nabycia - od 800 tys. zł do miliona złotych. Zwykły, miejski autobus. No, te droższe to z bajerami typu przegub lub przyklęk. Ale ich cena dochodzi do 1,3 mln zł!
Tydzień temu podano, że autobusy, które będą wozić piłkarskie kadry narodowe podczas mistrzostw świata w Niemczech, kosztują po 300 tys. europów, czyli poniżej 1,2 mln zł. Polski autobus jest seryjnym niewyuzdanym wozem, przy czym polskiemu pracownikowi płaci się parę razy mniej niż niemieckiemu. A ten niemiecki autobus to jednak małoseryjny, specjalnie malowany w barwy narodowe i ma WC oraz małą kuchnię. I pewnie sporo innych bajerów. To kto kogo nabiera z tymi cenami autobusów? Czy ktoś to wyjaśni? W końcu takim niemieckim autobusem nie jeżdżą polscy inżynierowie, czy inne dziady, ale piłkarze, którzy na co dzień mają takie bryki, o których przeciętnemu Polakowi to nawet się nie śniło.
I porównajmy - nasz robotnik i inżynier za pracę ma kilka razy mniej niż niemieccy koledzy po fachu, a ceny autobusów są mniej więcej podobne. Kwadratura koła... autobusowego?
Polski inżynier może przez całe swoje zawodowe życie kupić jeden taki autobus. A dokładniej - nie przez, ale po, czyli przechodząc na emeryturę. Oczywiście - nic nie wydawać i lokować na koncie gwarantującym zachowanie mocy nabywczej zbieranych banknotów NBP. I jeśli trafi mu się okazja zakombinowania, to kilka milionów złotych (nawet do spółki) to niezła gratka, zwłaszcza że nie jest to bandycki napad rabunkowy, czy oskubanie lokatorów domu starców, a szansa niewyjścia sprawy na jaw - spora. Zwłaszcza, że polski inżynier codziennie czyta prasę i wie, że w Polsce w parę lat nie dorobi się na uczciwej pracy, lecz na kombinacjach wszelakich - widzi kariery polityków, którzy ze zwykłych ludzi za komuny, w parę lat zostali krezusami finansjery. Przecież nie z normalnej, chrześcijańskiej pracy, jak Pan Bóg przykazał.
Niemiecki inżynier musiałby być niespełna rozumu, aby połaszczyć się na programy, które dla niego są relatywnie kilkunastokrotnie tańsze. Tam inżyniera, lekarza i nauczyciela szanuje się i odpowiednio wynagradza. I pewnie nie jest to tylko sprawa godniejszego życia i ekonomii - to także sprawa prestiżu. Ten ostatni aspekt został dostrzeżony przez nowego ministra edukacji, który będzie walczyć o wyższe płace dla nauczycieli nie pod sztandarem wzrostu stopy życiowej w aspekcie pustawych żołądków, ale pod hasłem podniesienia prestiżu tej grupy zawodowej. Po kilkunastu latach III PR nareszcie zaczyna się mówić o prestiżu. Transformatorzy naszej polityki raczej o tym nie wspominali. Oni jedynie wyjaśniali, że popełniano wprawdzie błędy podczas zmian ustrojowych, jednak w skutek wypaczeń to nie oni ponosili straty - im prestiżu i bogactwa jakoś dziwnie przybywało...
Porządne firmy płacą swoim pracownikom godnie, to znaczy, aby społeczeństwo widziało, że praca w danej firmie to sprawa także prestiżu. Jak kolejarzom w II RP. A polski inżynier to zwykle autentyczny dziad, i jeśli mu się coś nie podoba, to usłyszy niemal salonowe "spie***aj dziadu" i będzie to właściwa odzywka pracodawcy, zresztą najczęściej także z... dziadowskiej firmy.Wyrok zależny od pełnionej funkcji - Onet (11 maja 2006)
Dwaj bawiący się po godzinach niemieccy policjanci zostali aresztowani, po tym jak na dyskotece jeden z nich wyciągał rękę w geście nazistowskiego pozdrowienia i krzyczał "Sieg Heil" - podały w czwartek władze. Do incydentu doszło w środę w nocy klubie w Monachium. Dwaj policyjni kadeci w wieku 23 i 25 lat wszczęli bójkę z bramkarzem, który poprosił ich o opuszczenie klubu. W odpowiedzi jeden z nich wyciągał rękę i krzyczał do bramkarza "Sieg Heil". Obaj krzyczeli również "jesteśmy z policji". Awanturnicy zostali zatrzymani pod zarzutem pogwałcenia przepisów antynazistowskich. Grozi im wydalenie ze służby.
Należy wprowadzić surowsze kary dla funkcjonariuszy państwowych i innych służb mundurowych. Także wobec przedstawicieli zawodów podwyższonego zaufania społecznego - lekarzy, prawników, nauczycieli. Kary byłyby orzekane w wysokości zwiększonej o 25-100% w stosunku do kary przewidzianej wobec "zwykłego" obywatela - przy wyroku do jednego roku więzienia, wyrok podnoszono by niejako automatycznie o 100%, przy 5-6 latach - o 50%, przy 10-11 latach - o 25%, powyżej 15 lat - 12,5% itd. (przy odpowiedniej interpolacji). Nie może być tak, że za identyczne przestępstwo hydraulik i policjant są zagrożeni tym samym wyrokiem za przestępstwo/wykroczenie choćby opisane powyżej. Lekarzowi orzecznikowi powinna grozić wyższa kara za oszustwo rentowe, niż pracownikowi biura turystycznego za oszustwo wycieczkowe.
Za sfałszowanie jakiejkolwiek listy, powinna być orzeczona wyższa kara wobec radnego, posła czy ministra, niż wobec tapicera.
Za posługiwanie się fałszywymi listami (albo tylko sprawienie wrażenia posiadania takowych), aby odroczyć (albo unieważnić) licytację przez jakiegokolwiek cwaniaka, kara powinna być wyższa wobec wipa niż wobec przeciętnego rodaka.
Nie ulega wątpliwości, że sędzia, adwokat, komornik, prokurator za przestępstwa, w szczególności dotyczące wykorzystywania swego stanowiska, powinni otrzymywać wyższe kary, niż kierowca autobusu.
Aby zapobiec spłaszczeniu orzekanych kar, proces należy przeprowadzać według procedur "jak dla zwykłych obywateli" i po orzeczeniu kary byłaby ogłaszana kara dodatkowa w przypadku sprawowania, przez daną osobę, funkcji uznanej w społeczeństwie za szczególną.
Polityczni pyskacze wyższego szczebla (od radnego) byliby surowiej traktowani niż zwykli (bazarowi, piwni, ogródkowi, wczasowi) awanturnicy.
Prawo powinno być sprawiedliwe. Ale sprawiedliwe to nie znaczy równe. Jeśli społeczeństwo wyniosło kogoś ponad swoją średnią, a ów wyniesiony sprzeniewierzył się zaufaniu w nim pokładanym, choć przecież korzystał z rozmaitych przywilejów, to sprawiedliwa kara będzie wyższa, niż w przypadku osądu zwykłego obywatela. Aby nie było nieporozumień - na umowie dotyczącej zatrudnienia, osoby pełniące wybrane funkcje, podpisywałyby formułę informującą je, że *Znana mi jest szczególna rola do spełnienia w społeczeństwie. W przypadku popełnienia przestępstwa, zgadzam się na surowsze potraktowanie przez wymiar sprawiedliwości*.
Osobną grupą są nasi rodacy, którzy swoimi przestępczymi działaniami przynieśli ujmę naszej Ojczyźnie. Niestety, sporo Polaków poza granicami kraju, dopuszcza się nie tylko alkoholowych hec, kradzieży i oszustw, ale również morderstw. Także zawstydzają nas niewybredne zachowania naszych narodowych reprezentantów sportowych.
W takich przypadkach procesy byłyby prowadzone według normalnych procedur (w kraju lub poza Polską), jednak po ogłoszeniu lub jeszcze podczas trwania procesu w niegodnej sprawie, w Polsce odbyłby się dodatkowy "proces o przyniesienie ujmy Narodowi Polskiemu". Dodatkowa wysokość kary zależałaby od skali przysporzenia szkód moralnych Polsce, czyli nam - Polkom i Polakom. Nie może być tak, że polski złodziej, oszust, zabójca, czy sportowiec, czyniący rasistowskie gesty lub machający swastyką, kompromituje nie tylko siebie oraz oburza swym postępowaniem w dwójnasób, przyczyniając się do spadku zaufania innych narodów do Narodu Polskiego.
W ramach Unii Europejskiej należy zunifikować i uprościć przepisy o wzajemnej ekstradycji wobec obywateli Unii. Nie może być tak, że wszyscy jesteśmy za sprawiedliwym osądem, ale każdy z osobna chciałby utrudnić przekazanie podejrzanego (bo to nasz, swojak i rodak) do kraju popełnienia przestępstwa (to oni - nie nasi). Przecież w obrębie polskich krain czy województw przekazuje się podejrzanych bez dodatkowych przeszkód. Jeśli autentycznie chcemy zwalczać przestępczość w Europie bez granic a wierzymy w sprawiedliwe europejskie sądy, to nie możemy studiować konstytucji, aby znaleźć jakiekolwiek powody przeciwko ekstradycji podejrzanego. Oczywiście, wszystkie konstytucje państw członkowskich powinny być niezwłocznie zmienione, aby ułatwić przekazywanie złoczyńców pomiędzy unijnymi państwami. Skoro w obrębie krajów UE pojęcia import/eksport zostały radykalnie zmodernizowane, zatem również pojęcie ekstradycja powinno zostać właściwie potraktowane, czyli uznane jedynie za... historyczne.Pani Europa w rozkroku - TVN24 (13 maja 2006)
Z okazji 25. rocznicy zamachu na papieża... Redakcja miała 25 lat na przemyślenie tego zdania, a jednak popełniła fopa. I tak dobrze, że kilkanaście dni temu o Wielkanocy nie napisano, że to święto z okazji ukrzyżowania Jezusa.
Henryk Piecuch, autor ok. 40 książek (w tym kontrowersyjnej o Polkach służących albo "służących" w Batalionie im. Emilii Plater) w wywiadzie udzielonym z okazji (sic!) zamachu na JPII, na pytanie - kto jest odpowiedzialny za tę tragedię?, zagadkowo wyjaśnił - odpowiedź jest prosta jak konstrukcja sierpa i młota.
Polska wśród państw organizujących komitet ds. budowy pokoju. Od paru miesięcy telestacja stosuje manierę pisania wieści wyłącznie wielkimi literami (małe zostały wyeliminowane). Radykalnie spadła liczba błędów językowych, ale mogą być problemy ze zrozumieniem tekstu, bowiem cytowaną informację można odczytać (zwłaszcza - a może wyłącznie - w naszym języku) jako kontynuację wyborczych zapowiedzi PiS. Wprawdzie my, Polacy, oczekujemy (jeśli już muszą powstawać) komitetów do spraw budowy całych mieszkań i dzielnic, ale od czegoś trzeba zacząć - niech budują choć tylko pokoje. Może także - wzorem zamożniejszych państw - w kontenerach tudzież przyczepach kampingowych.
W felietonie nt. czasu pracy w UE, autorka zauważyła, że *Europa stoi w rozkroku* po szerszym otwarciu granic państw Unii. Istotnie, coraz więcej naszych rodaków, w szczególności tej ładniejszej połowy, upodabnia się do wspomnianej Europy, jednak ową pozycję preferuje jako leżącą na wznak. Niemieccy fachowcy od sportu i "sportu" wróżą, że szczytowanie tej formy spędzania wolnego czasu przypadnie podczas Mundialu (dlaczego nazwa nie z niemiecka?), w czym górować mają reprezentantki z Europy Wschodniej, a konkretnie (o, tu nie powinniśmy mieć kompleksów w odstawaniu od czołówek) Polki. Zdaje się, że kibice będą mieli jednak co wspominać, nawet jeśli wyczynów naszych członków (narodowej kadry piłkarskiej) nie będą sławić poeci.Być czy mieć - Rewia (17 maja 2006)
61-letnia zakonnica przez 2 godziny klęczała przed katedrą w angielskim mieście Lincoln i modliła się, by nie powstała ekranizacja książki Dana Browna Kod Leonarda da Vinci, którą uważa za heretycką i wyjątkowo szkodliwą. W tym samym czasie w kościele kręcono sceny filmu. Dziekan katedry był podobnego zdania co siostra, ale zgodził się zamienić kościół na plan filmowy. Za zagłuszenie wątpliwości moralnych wytwórnia zapłaciła 100 tysięcy funtów.
Zaskakujące są takie "ludzkie" odruchy osób na świeczniku, zwłaszcza kościelnym. Swego czasu Jezus pogonił ze świątyni towarzystwo kupczące drobiazgiem jarmarcznym. Przez dwa tysiące lat zmienił się towar i skala handlu. Kapłani zwykle stawiają wysokie wymagania wobec swych owieczek, które nękane i prowadzone są również przez świeckich etyków. Jednak wobec siebie stosują jakby inne miary. Przecież taka informacja niesie w sobie większy ładunek sabotażu, niźli najbardziej wymyślne antyreligijne intrygi przeciwników Kościoła. I żeby to chociaż czynili kapłani po tej stronie żelaznej kurtyny (wyrzuconej już na złom), ale w świecie o wyższym poziomie cywilizacji i etyki? Przecież rzekomo Zachód wytyczał kierunki Wschodowi. Skandal! Często złośliwcy maści wszelakiej mawiają o niektórych księżach, że bez sowitej opłaty, to nic u nich nie załatwisz. Łudzimy się, że to niegodne pomówienia na jakże niskim szczebelku. A tu interesy na całego i bez żenady.
Jeszcze większym skandalistą okazał się były kanclerz Niemiec, który wszedł do rosyjskiej spółki za bajońskie wynagrodzenie, niejako na otarcie łez po zakończeniu politycznej kariery. I uczynił to niedługo po wejściu Polski do Unii, w której tego typu transakcje powinny być ustalane i negocjowane wewnątrz, niejako we wspólnym interesie. To kolejny skandal w wykonaniu obywatela pochodzącego z lepszej części Europy. Gdyby to rząd Polski podjął analogiczne gospodarcze działania z partnerami spoza Unii, to każdy jej obywatel (w tym politycy) uznałby to za krańcowy przejaw braku lojalności wobec "starych" państw UE. Od razu widać różnicę pomiędzy wpływowymi Niemcami a lekceważoną Polską - nasi sąsiedzi natychmiast by wezwali nas na konsultacyjny dywanik oraz do anulowania porozumień, natomiast w przypadku odwrotnym - ani nie rozumieją popełnionej gafy, ani nie pojmują naszego dyskomfortu.
Jako opowiadający się za przystąpieniem Polski do UE, jestem oburzony takim obrotem sprawy - zarówno nonszalanckim stanowiskiem Niemców, jak również brakiem właściwiej reakcji pozostałych państw wspólnoty. Gdzie solidarność oraz dobre obyczaje? I całkowicie popieram stanowisko zajęte przez ministra Sikorskiego - dzięki niemu może coś Niemcy zaczną "kumać w sprawie", bowiem do dzisiaj w ogóle nie "czują blusa".O Najrobii - Rewia (17 maja 2006)
W części turystycznej redakcja zachęca do odwiedzin egzotycznej Kenii. Na mapce opisano miejsca i obszary - Tanzania, Somalia, Etiopia, Kilimandżaro oraz Mombassa i Nairobi (stolica kraju). Jednak po polsku to Mombasa, zaś nazwa stolicy powinna być spolszczona jako Najrobia, zatem podróżowalibyśmy do Najrobii. Mamy wszak nazwy - Sajgon, Tajlandia i Szanghaj, choć w światowych językach występuje krótkie i (jak mawiają niektórzy poloniści odróżniając je od... długiego i). Tunezyjskie miasto o nazwie Djerba spolszczono jako Dżerba (podobnie jak wspomnianą nazwę szczytu), zatem nie bójmy się spolszczeń.Kościół zachowuje się roztropnie? - Dziennik (19 maja 2006)
Pod takim tytułem zamieszczono wymianę zdań, jednak bez pytajnika.
- Kardynał Stanisław Dziwisz zaapelował do wiernych, by nie chodzili do kina na "Kod da Vinci". Czy to błąd?
- A jak zaapelował? Twardo czy łagodnie?
- Co znaczy twardo?
- Twardo byłoby wtedy, gdyby kardynał zagroził ekskomuniką wszystkim, którzy chcą pójść na film.
- W takim razie miękko. Kardynał raczej sugerował, niż zakazywał.
- To bardzo dobre posunięcie.
- A gdyby zareagował twardo?
- Mogliby zakwestionować ten głos. Bo brzmiałoby to tak, jakby odebrał im wybór. Gdyby mówił o ekskomunice, to Kościół wzbudziłby niechęć wielu wiernych.
Otóż to - Kościół zachował się roztropnie, bo inaczej nie mógł! Nie mógł, podobnie jak teraz byłoby trudno, wzorem Cyrankiewicza, grozić utratą kończyn podniesionych ongiś na PRL. Polski Kościół (w dobie demokracji, wolności i internetu) musi przyjąć dyplomatyczne a kompromisowe stanowisko zbliżone bardziej do wypowiedzi Gorbaczowa, niźli Breżniewa. Kościół nie funkcjonuje w oderwaniu od rzeczywistości - musi być praktyczny, nie tylko doktrynalny.
Gdyby kardynał zagroził ekskomuniką, to ludziska snadniej i liczniej ruszyliby przed zakazany ekran, zaś Kościół uczyniłby krok w kierunku średniowiecza. I co istotniejsze - powinien wówczas być równie zasadniczy w poważniejszych i ważniejszych (w normalnym życiu) sprawach. Powinien zatem wykląć odwiedzających agencje towarzyskie oraz tamtejsze pracownice, złodziei, oszustów i kombinatorów maści wszelakiej. A wówczas okazałoby się, że do kościołów zachodzi jedynie dziatwa komunijna i starszyzna emerytalna, czyli grupy, których zwykle nie obkłada się ekskomuniką. Nie byłoby kogo pouczać i tacowe by gwałtownie spadło. Czyli polski Kościół okazał się tyle roztropny, co... praktyczny.
A to, że amerykański film chce zaszokować widza i zedrzeć kasę, to jest znane od lat, zwłaszcza w tej kinematografii.
Reżyserzy chcą przejść do historii, zbulwersować, narzucić pewne mody każdym kosztem - nie myślą, że w skali świata ten czy inny film przyniesie więcej zła, niż pożytku. Oni wezmą nagrody, forsę i zajmą miejsce w galerii sław. I o to chodzi w tym przemyśle. A koszta społeczne? To niech się martwią etycy, szkoły, rodzice i wymiar sprawiedliwości, a w tym przypadku również Kościół. Typowe robienie kasy cudzym kosztem (i to podwójnie - pierwszoplanowe zyski producentów, bo koszty nabycia biletów teraz oraz drugoplanowe straty nieproducentów, bo koszty społeczne w przyszłości).
Czy zawsze Kościół był roztropny? Nie wgłębiając się w historię, można powiedzieć, że nawet obecnie bywa zapóźniony albo po prostu zaszokowany i zagubiony. Zwłaszcza w odniesieniu do błądzących kapłanów. Oficjalnie Kościół potępia zdradę i zboczenia, jednak jeśli dochodzi do rozliczania konkretnych osób związanych z Kościołem, to syndrom strusia bierze górę - głowa w piasek i popularna technika "na przeczekanie".
Dzisiaj w Dzienniku zamieszczono także szereg artykułów dotyczących działalności ks. prof. Czajkowskiego. W artykule Zapadł się pod ziemię - Na razie brak oficjalnych informacji, co z ks. Czajkowskim zrobią władze Kościoła. Ks. Isakowicz-Zaleski apeluje, aby zareagował formalny przełożony, czyli biskup diecezji, z której wywodzi się ks. Czajkowski. Wspomniany ksiądz powiedział, że wcześniej zwrócił się kościelnej komisji Pamięć i Troska. Komisja została powołana przez kard. Stanisława Dziwisza, aby zbadać postawę duchownych w czasach PRL. Według Isakowicza-Zaleskiego komisja jednak nie była zainteresowana badaniem tematu.
W wywiadach telewizyjnych ks. Isakowicz-Zaleski zapowiada ujawnienie nazwisk księży, którzy nie incydentalnie zapomnieli się w gabinetach esbecji, ale przesyłali meldunki dzień w dzień. Na co liczyli? Znali pouczający przykład Judasza? A swoją drogą - na jakiej podstawie oskarża się tego apostoła? Gdyby zastosować dzisiejsze standardy prawne, to powinien odbyć się sąd nad tym człowiekiem, zwłaszcza że ostatnio wychodzą nowe fakty na światło dzienne.
Gdyby niegodnych księży zapytać o rodaków wpisujących się na listy folksdojczów - jaką mieliby o nich opinię? Surową czy łagodną? A przecież od wykształconych księży żyjących w zdradzie kilkanaście powojennych lat należałoby jednak wymagać więcej, niż od zdezorientowanych Polaków błądzących przez parę okupacyjnych lat. Jednak starajmy się uczciwie ocenić obie piętnowane a zdradliwe grupy.
W przypadku zboczeń i zdrad, Kościół przyjmuje dokładnie taktykę Moskwy po katastrofie w Czarnobylu - dopiero zajmie się sprawą, gdy wszyscy dookoła będą dyskutować i domagać się ingerencji. Kłania się też taktyka pani Dulskiej - swoje brudy powinniśmy zamiatać pod własny dywan, zatem ks. Isakowicz-Zaleski jest postrzegany jako wichrzyciel, choć oczywiście nikt oficjalnie tego nie powie. Niejednemu uczciwemu a naiwnemu partyjniakowi, który istotnie chciał usprawnić system władzy robotniczo-chłopskiej, władze partii odpowiadały - towarzyszu, oczywiście macie rację, ale wicie, rozumicie, wrogowie PZPR czyhają na takie nieporozumienia, trzeba spokojnie odczekać i robić swoje. A do zażenowanych sytuacją, bezpośrednich zwierzchników naprawiacza PRL - "towarzyszu, kogóż wy tam macie w swoich szeregach? Nie ma on przypadkiem rodziny na Zachodzie? Dajcie mu awans, wyślijcie do eksportowej roboty - liźnie dolary, to i światopogląd mu się wyprostuje". Przy okazji - nasz Kościół także ks. Popiełuszkę postrzegał jako zbyt energicznego młodego działacza, którego najchętniej wysłano by na nauki do Rzymu.
Ksiądz Isakowicz-Zaleski przypomina rewolucjonistę, który wierzy, że coś jeszcze może zmienić na lepsze w Polsce i w polskim Kościele. Chyba jest niepoprawnym naiwnym romantykiem. Elita polskiego Kościoła to mało mobilna grupa starszych panów, których zadaniem jest samemu przetrwać i poprowadzić Kościół o kolejne kilkanaście lat bez wzlotów i upadków. Mają bardziej komfortową sytuację, niż dawni partyjni działacze - nikt ich nie chce obalić, co najwyżej stracą wiernych odwiedzających kościoły. A władza i tak się wyżywi...
Całkowicie nieprzyjaznym (a nawet nierozumnym!) działaniem pewnych rodaków jest wygrzebanie omawianej sprawy na parę dni przed pierwszą wizytą w Polsce papieża Benedykta XIV. Więcej - to skandal!Mełła dwa dolce na sekundę - Fakt (18 maja 2006)
Paul McCartney dojrzał do rozstania ze swą żoną furiatką Heather Mills. Po 4 latach małżeństwa zażądał separacji. Gorycz życiowej porażki, w razie rozwodu, osłodzona będzie przez ćwierć miliarda dolarów, które ściągnie Heather.
Ikona młodzieżowej ongiś piosenki ma aż tyle forsy, że może eksperymentować w dziedzinie rozwodowego dawania na otarcie łez. W końcu co ma zrobić z taka kasą? Najlepiej podzielić się z wybranką swego serca, choćby byłą. Gdyby ową ćwiarę podzielić na okres porównywalny z kolejnymi igrzyskami olimpijskimi, to można obliczyć, że dama za swe towarzystwo (i stracony czas) nabierze (oprócz eksmęża) kasy w tempie 2 dolary na sekundę (licząc także godziny nocne, co nie jest przecież pozbawione sensu).
Przyjmując, że przeciętny Polak zarabia 2 tys. zł miesięcznie, bogacimy się tu, nad Wisłą, o 0,077 grosza w ciągu sekundy, czyli potrzeba 13 sekund, aby zarobić 1 grosz. Jeżeli podzielimy oba strumienie wzbogacania się (owej pani i zwykłego rodaka) to pierwszy jest około 8 tysięcy razy większy od drugiego, a to oznacza, że jeśli dzisiaj zarobiliśmy 100 zł, to ta pani (w tym samym czasie) - 800 000 zł, czyli prawie milion!
Ale czegóż to mógł się spodziewać pan Paweł po pani Mills, skoro mill oznacza one million dollars (pomylił się tylko... 250 razy)? A ponadto - młyn, fabryka, mleć, zwalcować, grzmocić. No cóż, gościu zignorował słownikowe interpretacje i niewiarę w przesądy przypłaci miliardową ćwiartką... Jednak niejeden z naszych rodaków miał jeszcze większy dryg do interesów, bowiem pomnożył swój majątek w szybszym tempie i pani Mills mogłaby się nająć u takiego na pomoc domową.
Skądinąd wiadomo, że eksbitels miał romantyczne podejście do kobiet - Nie chciał, żeby podpisywała umowę przedmałżeńską, ponieważ uważa, że to nieromantyczne. Poza tym zna ją na tyle, żeby wiedzieć, że to niepotrzebne.
No i podzieli nie tylko majątek, ale i los podobnych mu jeleni. Zwykle takim przyprawia się poroże, ale tutaj potrąca należne. Co lepsze?Nieruchawi Bryci - Fakt (18 maja 2006)
Aż 17 lat potrzebowała pewna Angielka, aby zorientować się, że jej mąż jest... kobietą. Wychodząc za mąż, mogła sądzić, że jej wybranek to facet. Ale był to transseksualista (wcześniej przeszedł operację zmiany płci), który sprytnie oszukiwał swą partnerkę w sypialni.
Nie wiadomo, w jaki sposób sprytnie oszukiwał. Ale i dlaczego to czynił? Jaki miał w tym... interes? A pani, skoro miłowała, to chyba inność nie powinna jej przeszkadzać - wszak zachodnioeuropejscy obywatele szanują nowoczesne konstytucje zabraniające szykanowania odmieńców.
A swoją drogą - ci Bryci to flegmatyczni a nieruchawi wyspiarze! Pomyślmy, takie leniwce - inne ssaki, które w przyrodzie są zadziwiająco niemrawe - połapałyby się kilka lat wcześniej, że ichnie przyrodzenia nie w pełni są kompatybilne (a niby bardziej debilne od ludzi).Brawa dla Martyny - Dziennik (19 maja 2006)
Martyna weszła na Dach Świata. Po prawie dwóch miesiącach wspinaczki Martyna Wojciechowska stanęła wczoraj na szczycie Mount Everestu. Jest trzecią Polką, która zdobyłą najwyższą górę świata.
Gratulacje dla wszechstronnej Polki! Gdzież jej jeszcze nie było? Nawet na stronach magazynu dla panów, także w jakże pagórzastej branży, aż stoczyć z wrażenia się można... Istotne różnice - teraz w zimnych śnieżnych górach i okutana w kombinezon, zaś kiedyś, przed obiektywem - żar i niedostatek strojów. Tylko pozazdrościć tylu przygód!
Mam nadzieję, że skoro ów Dach został tak wielkoliterowo uczczony przez gazetę, to również będzie ona pisywać Mur Chiński oraz Biegun Północny - jakaś konsekwencja by się przydała (choć teraz to jednak jest błędnie). Ponadto, skoro już stanęła, to raczej na szczycie Mount Everest (nie Mount Everestu). Można być w stanie Alaska, w mieście Gdynia, w miejscowości Wisła, na szczycie Rysy (albo po prostu - na Alasce, w Gdyni, w Wiśle, na Rysach). Innym problemem jest - czy była na Mount Evereście, czy na Mouncie Evereście? Po powrocie należałoby zapytać...Ludzie jak żubry? - Dziennik (19 maja 2006)
Po II wojnie światowej postanowiono odbudować gatunek. Odkupiono kilka żubrów nizinnych. Od nich pochodzi dzisiejsza populacja, czyli ok. 2 tys. sztuk. Jednak ciągłe krzyżowanie się spokrewnionych osobników spowodowało, że gatunek staje się coraz słabszy. Bez dopływu świeżej krwi może wymrzeć. Żubry mogą uratować tylko genetycy, którzy nad tym pracują.
Od czasu do czasu ludzkość popada w obłęd, zapewne dlatego, że na początku swej drogi krzyżowała się tylko jedna rodzina w okolicach jabłoni o smakowitych owocach i to przy grzesznym udziale węża zwodnika. Genetyków a pomagierów wówczas raczej nie było... Nie wiadomo, co zostanie po ludzkości za parę tysięcy lat, ale po żubrach to oczywiście nam wiadomo - żubrówka!Wyciąć drzewa na zewnętrznych łukach! - Dziennik Bałtycki (29 maja 2006)
Czwórka muzyków znanego zespołu Varius Manx trafiła do szpitala po tym, jak samochód, którym podróżowali uderzył z drzewo na drodze koło Milicza. Wokalistka zespołu z urazem kręgosłupa trafiła do szpitala wojskowego, lider grupy ma złamane żebra i prawy bark. U trzeciego członka zespołu stwierdzono złamany obojczyk. Jak powiedział rzecznik milickiej policji, nie ustalono przyczyn wypadku. Być może przyczyniła się do niego zmienna pogoda.
Nie ma co wypatrywać przyczyn ponad drzewami. Pogoda? Nie, to właśnie owe drzewa! Codziennie kilka osób w Polsce ginie w wypadkach na tych roślinach, które są oczywiście niewinne, jak krokodyle, kiedy kąpią się z nimi ludzie. Winni są nasi administratorzy, co tolerują posadzone drzewa zbyt blisko jezdni. W dobie dyliżansów, owe zielone szpalery były miłe sercu i oku, takie druhy podczas wielodniowych podróży. Podczas wojen maskowały ruchy wojsk i uciekającej furmankami i pieszo bezbronnej ludności. Na początek powinny być wycięte drzewa wzdłuż zewnętrznych łuków jezdni. Dla optycznej i ekologicznej równowagi, należy posadzić odpowiednie krzewy, jednak dalej niż obecne pniaste kolosy. Krzewy te będą niejako biologicznymi buforami, kiedy samochody wypadną z trasy i znacznie łagodniej zostaną wyhamowane. No i coś trzeba zrobić z rowami. Koszty? A cena życia? Jeśli gminy wystąpią do Unii o finasową pomoc, aby na szosowych zakrętach uregulować opisany problem, pod sztandarami dbania o najwyższe dobro, z pewnością odzew będzie pozytywny!
Postęp techniczny na świecie i wzrost zaufania kierowców do coraz bezpieczniejszych samochodów i dróg powoduje, że auta poruszają się szybciej niż kiedyś, zatem liczba wypadków nie maleje, jak można byłoby sobie tego życzyć. Przerzedzenie przydrożnego drzewostanu spowoduje znaczny spadek liczby nieszczęśliwych wydarzeń związanych z omawianym problemem, ale w zamian nieco wzrośnie liczba wypadków z innych powodów. Dla niedowiarków - należy zbadać statystykę na podobnych drogach w dwóch wariantach (z drzewami i bez nich). Tak to już bywa - ograniczając przypadki śmiertelnego zapicia się (w ramach walki z alkoholizmem), wzrasta umieralność z powodu palenia tytoniu.
Dlaczego w wypadkach drogowych ginie znacznie więcej Polaków niż (po sąsiedzku) Niemców? Dlatego, że my mamy niższą kulturę techniczną, słabszą dyscyplinę podczas jazdy i mniej dokładną kontrolę pojazdów, gorsze drogi oraz... owe drzewa. W to wplata się niższa siła nabywcza społeczeństwa, co powoduje wzrost wieku (a spadek jakości) używanych maszyn. Do tego słowiańsko-kozacka jazda na tle stu tysięcy podpitych i pijanych kierowców wyłapywanych rokrocznie. My kar się nie boimy, bo i dlaczego? Wszak dolegliwości dotyczą maluczkich (a to rowerzystę zamkną, furmanowi dołożą; przecież nie lokalnemu czy ogólnopolskiemu wipowi).
Miesiąc temu doszło niedaleko Gdańska do tragicznego wypadku, w którym zginęło czworo młodych ludzi. Na drzewie. Powie ktoś - gdyby nie było drzew, to może pędziliby jeszcze szybciej i zabiliby nie tylko siebie, ale rodzinę jadącą z przeciwka. Wszystko jest możliwe. Także i to jest pewne, że gdyby nie przeprowadzano aborcji, to część ocalonych niewinnych niemowlaczków, wyrosłaby na okrutnych morderców, a to spowodowałoby wzrost przestępczości w liczbach bezwzględnych, choć zapewne lekki spadek w liczbach względnych.
Zwykle za wypadek wini się użytkowników dróg. Niestety, w opisanym przypadku winę ponosi nasze państwo, a dokładnie jego administracja. Okazuje się, że kierowca nie miał prawa jazdy, permanentnie jeździł bez uprawnień, a (najgorsze dla władzy) okazało się, że chłopak miał przy sobie kilkanaście niezapłaconych mandatów. To już jest kompromitacja polskiej administracji! To niepojęte, aby ktoś mógł w (rzekomo!) normalnym kraju jeździć z takim bagażem mandatów i bez prawa jazdy! Przecież już po pierwszej wpadce powinna zająć się nim odpowiednia władza - rozmowa z rodzicami, z nim, wizyta w szkole albo w miejscu pracy. Po kolejnej wpadce młodzian powinien zostać posadzony. No przecież po to mamy tzw. państwo prawa, ale nasze najwyraźniej takim nie jest... Ojciec dał auto, ale czy wiedział, że ma tyle mandatów i jeździ bez prawka? Jeśli nie wiedział, to kto jest winny braku informacji? A gdyby wiedział, to pewnie by przetrzepał mu skórę, co skończyłoby się zakuciem taty w dyby (po helsińskiej interwencji), ale czwórka uczniów by dziś żyła.
A takie dyskoteki - czy przy wyjeździe po imprezie, policja nie może kontrolować wszystkich pojazdów i kierowców? Przecież to kopalnia mandatowego złota (pod warunkiem, że ktoś w tym źle prowadzonym państwie jest w stanie wyegzekwować należności...). I wielu osobom w całej Polsce ocalono by życie.
Ten przypadek powinien zostać omówiony na wysokim szczeblu, w obecności przedstawicieli UE. Przecież nie są przestrzegane żadne polskie, a tym bardziej unijne dyrektywy. Kompromitacja! Dlaczego prześwietla się fatalnie przeprowadzoną akcję pod Magdalenką, a tej sprawy nikt nie bada? Bo tam zginęli "aż" policjanci, a tu "tylko" uczniowie?
PS (językowe): Milicka/policka policja, dawniej - milicka/policka milicja (w miastach Milicz i Police).Jak oszukać PKB? - Rzeczpospolita (10 czerwca 2006)
Łotwa rośnie szybciej niż Chiny. Gospodarka Łotwy osiągnęła w I kwartale 13,1% wzrostu, dystansując resztę krajów UE. Siłą napędową były rosnące spożycie i rozwój usług dla firm. Nastąpił największy przyrost sprzedaży nowych aut. Idą w górę również wydatki rządowe, co dodatkowo napędza koniunkturę.
Brawa dla Łotwy! Ale udawane! Z tego wynika, że jeśli postawimy kilkanaście nowych pałaców dla ZUS, to także poprawimy PKB. Takoż zakupy coraz nowszych samochodów dla ministerstw i mnożenie etatów rządowych. Oraz nadmierne podnoszenie płac wybranym sektorom. Jeśli kilka razy wykopiemy zasypany rów, to mamy szansę prześcignąć Łotwę...
Jeśli mamy dwa kraje - w jednym niepotrzebne dokumenty wyrzucamy na śmietnik albo palimy w piecu, a w drugim stwarzamy nowe miejsca pracy i firmę, która zbiera zbędne papiery, niszczy je i przetwarza, to drugi kraj powiększa swój dochód na osobę, choć przecież nie widać jakiejś istotnej różnicy pomiędzy nimi. Ale dodatkowo zakupione samochody, biura, sprzęt i opłacone etaty oraz zużycie paliw i energii elektrycznej uwzględnia się w statystyce... Kraje zachodnie mają parokrotnie wyższy PKB od Polski, ale w większości są to pozorne różnice. Jak widać, istnieje parę trikowych sposobów na podnoszenie PKB, co jedynie poprawia statystykę...
Każdemu bodaj Polakowi zależy na szybkim karaniu chuliganów. Także rządowi. Ale czego dowiadujemy się w wywiadzie z wiceprezesem Sądu Rejonowego Warszawa Śródmieście?
W telewizji i na zdjęciach widzieliśmy uczestników zajść rzucających kamieniami w policjantów oraz rannych policjantów. Jakie warunki muszą być spełnione, żeby sąd mógł wydać wyrok odpowiedni do stopnia winy?
Okazuje się, że Należy wykazać, że oskarżony działał wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami [...] albo że używał w stosunku do funkcjonariuszy niebezpiecznego przedmiotu, który swoimi właściwościami jest podobny do broni palnej lub noża.
Pomijając dziwne ograniczenie groźnych przedmiotów, jest to porada dla chuliganów, bowiem nie wyliczono tutaj ani butelek z benzyną, ani kamieni, kusz i proc. A już na pewno lecący fortepian na głowy biednych policjantów nie kwalifikuje się do postawienia miotacza przed oblicze (logicznego?) sądu, chyba że ktoś spostrzegawczy dopatrzy się kształtu podobnego do... majchra.
A jeśli jest zdjęcie lub nagranie wideo?
To może być mocny dowód, ale z niego nie zawsze wynika, że doszło do zranienia policjanta. Widzimy, że oskarżony trzyma kamień, może nawet nim rzuca, nie wiemy natomiast, w kogo i czy w ogóle trafił.
O, tu jednak kamień uchodzi za narzędzie zbrodni... Z tego jednak wynika, że jeśli zrobimy setkom młodzieńców zdjęcia, kiedy rzucają kamieniami albo butelkami w tłum policjantów lub kibiców oraz potwierdzimy rany wielu poszkodowanych, to nijak nie można skutecznie ukarać chuliganów. Normalny człowiek uznałby, że już sam fakt rzucania niebezpiecznymi przedmiotami w kierunku ludzi jest dostatecznym powodem do ich posadzenia. Ale wieloletnia praktyka demokratycznego sądownictwa nie jest osadzona na zwykłej a prostej logice. Są pewne furtki, w których uczynni a cwani adwokaci są w stanie za odpowiednią gratyfikację wybronić największego chuligana. Temidy nie wymyślono dla zwykłych obywateli, ale dla napastników i prawników - obie grupy jakoś dziwnie dogadują się poprzez mamonę. A traci ogół - zbyt wielu przestępców cieszy się wolnością i... kombinuje nadal, bowiem większość z nich nigdy nie zajmie się normalną pracą.
To, czy złoty gwałtownie potanieje, w dużej mierze zależy od tego, czy Zyta Gilowska nadal będzie kierować resortem finansów. Dymisja na pewno spowodowałaby osłabienie złotego i obligacji.
Jeśli waluta czterdziestomilionowego narodu zależy od dymisji jednej osoby albo tylko od spekulacji na ten temat, to jestem za natychmiastowym wprowadzeniem europa! Czy nasze oszczędności i kredyty oraz wartość pracy stoczniowca, rolnika i górnika mają zależeć od przetasowań w rządzie, choćby i najlepszym?
Wiadomo, że w produkcji zegarków, samochodów osobowych i samolotów pasażerskich nie jesteśmy orłami. Ale sądziłem, że w produkcji pociągów sobie dobrze radzimy. Okazuje się, że Mazowieccy urzędnicy wybrali ofertę Bomardiera. Za dostarczenie 14 pociągów kanadyjski koncern zażądał 267 mln zł netto. Wygrał, ponieważ ich pociągi mają zużywać prawie jedną trzecią mniej prądu niż pojazdy konkurencji. Konkurenci uznali, że wyliczenia są nierealne, gdyż niemożliwa jest aż 30-procentowa różnica w zużyciu energii przez obydwa konkurencyjne pociągi - to przeczy prawom fizyki.
A gdzie polscy fachowcy a kalkulatorzy? Nie potrafią ocenić, czy podane parametry są wyssane z palca? A jeśli jeden z konkurentów oszukał? Jak student profesora na egzaminie? I co? A termin pociąg to trochę przesadzony - składa się z trzech wagonów, w tym motorowy, zaś każdy kosztuje średnio ok. 6 milionów złotych netto. I trzeba je wozić z drugiego końca świata, bo nie jesteśmy w stanie wyprodukować ładnych a funkcjonalnych (i polskich!) wagonów? A przetargi i targi już trwają i potrwają parę lat, zanim pasażerowie w nie wsiądą... Polak (nie) potrafi?!
Na str. 2 czytamy - Albert Camus nazwał piłkę nożną "najpoważniejszą z wszystkich niepoważnych" spraw na świecie, ale na str. 8 - Piłka nożna to najbardziej istotna z nieistotnych rzeczy w życiu człowieka - Franz Beckenbauer. Wygląda to na plagiat - obie wersje są zbyt podobne, aby późniejszą uznać za oryginalną. Duch wypowiedzi jest identyczny, zaś niewielkie różnice wynikają raczej z tłumaczenia - pierwsza złota myśl była zapewne napisana po francusku, druga - po niemiecku, a w końcu obie przetłumaczono na polski. A z drugiej strony - było i jest tylu ludzi na Ziemi, a problemów jednak znacznie mniej, że prawdopodobieństwo wypowiedzenia podobnych sentencyj jest spore.
W tym drugim, obszernym artykule, czytamy - Po meczu (1974) holenderscy gracze udali się wspólnie z Niemcami na bankiet, oprócz jednego. "Nie lubię Niemców - powiedział. - Zawsze, gdy gram przeciwko nim, mam problem. 80 procent mojej rodziny zginęło w czasie wojny: mój tata, siostra, dwóch braci. I dlatego każdy mecz przeciwko Niemcom wywołuje u mnie gniew".
Taka wypowiedź w ustach Polaka uchodziłaby za przejaw germanofobii, ale co wypada powiedzieć zachodnim sąsiadom Niemców, nie wypada wschodnim...
W części bankowej zamieszczono tabelkę kursową USD i EUR. Jest kilkanaście lat po zamęcie, a zaprezentowano anachroniczny podział na "w Europie Wschodniej" i "w nowych krajach członkowskich UE". Chorwację zaliczono do Europy... Wschodniej, choć leży na zachód od Odry, Pragi i Wiednia. Nie wiadomo, komu i po co ten podział - wszak wystarczyłoby ułożyć kraje wg alfabetu bez dziwacznego przyporządkowania. W tabeli kursów NBP mamy walutę lira maltańska, choć pewnie logiczniej byłoby lir (pamiętamy, że we Włoszech istniał lir włoski). Logiki tu nie widać, ponieważ tak po maltańsku, jak i po włosku, obie waluty nazywają się... lira. Pod tabelką również straszą demony przeszłości - Kr.b. RWPG oraz rb. clear. Chyba każdy starszy Polak jeszcze pamięta, co to znaczy... Ciekawe - ile lat po II wojnie światowej zamieszczano markę III Rzeszy w tabelach walutowych? Tamże widać tylko rubla rosyjskiego, a zapomniano o ościennym państwie - o Białorusi, natomiast uznano wyższość zamieszczonego randa RPA.
W tabelce cen skupu złota - widzimy 10 dolarów USA, 1 funt angielski (aby nie pomylić z innymi dolarami i funtami), 20 marek niemieckich (aby nie pomylić z fińskimi) oraz 5 rubli (tu jednak nie podano jakich, a przecież ruble są nie tylko w Rosji). Tamże opisano - cena min. oraz cena max., choć powinno być maks. z oczywistych powodów. Wśród notowań owoców, wścibskim okiem dostrzegamy grapefruity, choć po polsku to już grejpfruty. W internecie dostępny jest przepis na grapefruity z grilla, a powinno być grejpfruty z gryla.
Liczę na kolejne poprawki w omawianej a poczytnej gazecie.
mirnal1402
Strona główna