Komentarze 2004 (I-III)

    W nowy rok ze starymi błędami - TVN24 (3 stycznia 2004)
    Na pasku z wieściami - Po 8. dniach od trzęsienia ziemii w Iranie z gruzów wydobyto żywą kobietę. Jak zwykle - największe kłopoty redakcja ma z kropkami i dopełniaczami żeńskimi. Natomiast niewiasta miała niewiarygodne szczęście - jakie jest prawdopodobieństwo dożycia niemal 100 lat i wyjścia z takiej katastrofy? Następnego dnia agencje kwestionowały wiek uratowanej...

    Dalsze błędy w procedurach - Onet (6 stycznia 2004)
    Bielski Szpital Wojewódzki zażąda od oskarżonego o zabójstwo w 2003 roku policjanta w Będzinie, aby pokrył koszty swego leczenia, sięgające 80 tysięcy złotych. Ścigany listem gończym S. został ranny podczas policyjnej obławy. Trafił do szpitala 14 sierpnia ubiegłego roku w stanie ciężkim z raną postrzałową. W szpitalu leczono go blisko miesiąc. 12 września został przewieziony do szpitala aresztu śledczego w Bytomiu.
    Bielska placówka dotychczas nie otrzymała pieniędzy za leczenie domniemanego zabójcy policjanta, gdyż żadna instytucja nie poczuwa się do obowiązku zapłaty. Oskarżony nie jest ubezpieczony. Dyrektor szpitala nie spodziewa się, by S. przekazał szpitalowi pieniądze. Jeśli odmówi, władze placówki będą miały podstawę, by wystąpić do sądu.
    Sprawa refundacji kosztów leczenia S. toczy się od paru miesięcy. Szpital występował do różnych instytucji o zapłatę. Pisma wpłynęły do śląskiej policji, katowickiej prokuratury, a nawet do ministra sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka. Bez efektu.
    O czym to świadczy, zwłaszcza w aspekcie chorobowych powikłań w samej służbie zdrowia. Otóż - ani właściwy minister, ani dyrektor NFZ, ani premier, ani prezydent włącznie z kilkusetosobową grupą wybrańców Narodu nie dopracowali właściwych procedur koniecznych w takim przypadku (i pewnie w innych również). Jeśli w programie komputerowym będzie błąd w którejkolwiek linii, to wchodząc w tę linię, program staje pokazując "error". I nie ruszy. Tutaj lekarze (niekomputery) przełamali proceduralne uchybienie ratując życie człowieka, choć bandyty, ale należy naprawić ten błąd. I kto ma to zrobić. Dowództwo statku, czy marynarze? A biedny mini(miś-struś)ster od Temidki stracił efektywność sterowania, jak wszyscy (nie)odpowiedzialni za tę sprawę rodacy, i głowę chowa po australijsku... Ten przykład tylko potwierdza, że polityczna śmietana Polski jedynie ładnie się prezentuje i takoż gada, ale słabo rządzi.
    Parę dni temu inny lekarz skarżył się, że brzemienne niewiasty ze Wschodu, rodzą w naszych szpitalach, zbierają się cichcem ze swoimi pociechami i tyle szpitale ich widzą... Koszt 1200 zł pokrywa szpital, bo nie ma się do kogo zwrócić. Czyżby wodzowie nie przewidzieli także takiego przypadku? Przecież wystarczyłoby spisać dane z dowolnego dokumentu, w razie wątpliwości sfotografować pacjentkę albo wezwać właściwego konsula i wręczyć mu fakturę. W przypadku nieściągalności, takie i inne koszty pokrywać z budżety Państwa, nie ze szpitala...
    Mam nadzieję, że ani Ministerstwo Zdrowia i NFZ nie mają przyznanego ISO - już tylko te przypadki powinny spowodować unieważnienie tego dumnego świadectwa.

    Refleks szachisty - TVN24 (6 stycznia 2004)
    Turyści z egipskiego Szarm el-Szejk nie powrócą dzisiaj - nie wystartował samolot z okęcia, bo LOT nie dostał potwierdzenia zapłaty za ten lot. To rano, zaś potem okazało się, że biuro podróży upadło.
    Czyżby duże, niebiedne państwo (rząd) nie miało możliwości podjęcia błyskawicznej decyzji o wysłaniu polskiego samolotu na koszt Skarbu, a po akcji (mając sądy, policję, komorników) błyskawicznie ściągnąć opłaty z biura albo z ubezpieczyciela? Przecież i tak koszty będą poniesione, natomiast błyskawiczna reakcja choć z lekka uratowałaby twarz rządu w oczach choćby opuszczonych naszych obywateli. Mało tego - byłoby taniej, bo samolot mógłby w obie strony wykorzystać swe wolne miejsca oraz byłyby mniejsze koszty hotelowe (ktoś za to jednak zapłaci), że o nerwach i dodatkowych urlopach zgorzkniałych turystów jedynie napomknę... A kilkudziesięciominutowe latanie napisu na pasku u dołu ekranu samolot z okęcia, to jedynie kolejna językowa ciekawostka...

    Były port, czyli eksport - TVN24 (8 stycznia 2004)
    Od rana telestacja informuje, że wściekła krowa namierzona w USA, jednak "przywędrowała" tamże z Kanady, co potwierdził tamtejszy minister. Pozytywne dla Amerykanów wyjaśnienie popsuł podpis na planszy - Kanadyjska Federacja Exporterów Wołowiny. Myślę, że klawiszowiec wstukujący teksty jest znakomitym poliglotą, jednak jego znajomość języka polskiego jest co najmniej kontrowersyjna, a często irytująca - po polsku eksport (antyimport), a nie export. Nawet stary, dawny, "były" albo istniejący już tylko na mapach port, to nie export, ale - zgodnie z wytycznymi RJP - także... eksport. Podobnie - ekskról, eksmąż, eksposeł, choć - z oczywistych powodów (językowych) - eks-Polak.
    PS  Przyjęto, że Kanadyjczycy nie są Amerykanami, ponieważ Amerykanie to mieszkańcy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a nie jednej z Ameryk...

    Polskie wizy dla Amerykanów? - Onet (8 stycznia 2004)
    Brazylia rozpoczęła zaostrzone kontrole na lotniskach wobec amerykańskich obywateli. Stało się tak po wprowadzeniu przez władze brazylijskie wobec obywateli USA tych samych formalności przy przekraczaniu granicy, które władze Stanów Zjednoczonych wprowadziły wobec wszystkich obywateli krajów Ameryki Łacińskiej. W niektórych przypadkach oczekiwanie w kolejce na zdjęcie odcisków palców, spisanie danych i wykonanie fotografii trwa do dziewięciu godzin.
    Na zasadach wzajemności Brazylia podniosła ceny wiz wjazdowych dla obywateli USA z dotychczasowych 65 do 100 dolarów. M.in. z tego powodu pierwsze grupy amerykańskich turystów zrezygnowały z urlopów na brazylijskich plażach. Wskutek dotychczasowych odwołań amerykańskich rezerwacji turystycznych Brazylia poniesie straty w wysokości 900 tys. dolarów.
    Sytuacja jest patowa. Amerykanie nie mogą znieść dla nas obowiązku wizowego, bo zalejemy ich setkami tysięcy rodaków przysięgających, że jadą tam w celach rodzinno-turystycznych, choć wiadomo, że niemal wszyscy jadą tam do pracy - wystarczy oglądać telewizyjne felietony. I to można zrozumieć - nie należymy do pierwszej światowej ligi w tworzeniu PKB (nasi pracodawcy za tę samą pracę płacą u nas znacznie mniej).
    Amerykanie pobierają po 100$ od każdego podania o wizę tłumacząc, że procedura rozpatrywania wniosków jest coraz droższa. Bulwersujące wydaje się, że opłata pobierana jest niezależnie od wyników selekcji. Jednak za egzamin na prawo jazdy albo na uczelnię również płacimy i nie zależy to od wyniku egzaminu. Najbardziej oburzające jest odsyłanie Polaków z amerykańskiej ziemi do ojczyzny, co oznacza znakomicie większe straty dla rodaka, które jednak powinni pokrywać Amerykanie niewywiązujący się z wizowej obietnicy.
    Powyższy problem jest znany, natomiast nowym problemem jest rejestracja w USA wybranych obywateli według kontrowersyjnego klucza - opracowanej listy krajów podzielonych na lepsze i na gorsze. Idea słuszna w aspekcie grożącego międzynarodowego terroryzmu, ale wykonanie nieeleganckie. Oczywiście, każdy kraj może stosować nieprzyjazne procedury wobec cudzoziemców w sytuacji, kiedy jego władze ocenią, że takie postępowanie jest niezbędne. Jednak system rejestrowania obywateli według narodowości, a nie według indywidualnych cech przybywającego gościa, jest kontrowersyjny.
    Ponieważ Polska także jest zagrożona zalewem zagranicznych przestępców, zatem jest to wystarczający powód, abyśmy wprowadzili obowiązek wizualnej rejestracji (także z zastosowaniem nowoczesnego utrwalenia obrazu tęczówki) każdego przybywającego obywatela o podejrzanym wyglądzie. Amerykański pomysł jest godny uwagi, ale należałoby go zastosować nie wobec obywateli należących do wybranych państw, ale wobec przyjezdnych, którzy wyglądają albo zachowują się dość dziwnie. Ocena może być niejednoznaczna i niesprawiedliwa, jednakże celnicy także nie muszą kontrolować wszystkich podróżnych (choć dbają jedynie o fiskusa), ale wybierają osoby jedynie sobie znanymi metodami (w tym wyczuciem), zatem nie powinno być większych protestów obrońców praw obywatelskich - tu idzie o bezpieczeństwo naszego państwa. Nawet jeśli kontrole będą częściej dotyczyły obywateli tych a nie innych państw, to byłoby to zrzucone na karb dociekliwości tego a nie innego urzędnika państwowego (jako osoby prywatnej) a nie jako działanie państwa...
    Polacy muszą odpowiedzieć na pytanie - czy Brazylijczycy są bardziej honorowi, niż my?  Odwieczny problem - ważniejsza godność czy pieniądze? Jednak nasz rząd wybrał (w naszym imieniu?) wariant niesymetryczny - Amerykanie przybywają do nas bezwizowo. Podobno nasza gospodarka (i my wraz z nią) zapłakałaby się, gdyby wizowym wymogiem ograniczono przypływ pożądanych dolarów. Dbamy o obywatela bogatszego państwa a lekceważymy obywateli z biedniejszych krajów, w tym własnych rodaków. I jakiej odpowiedzi udzieliłby przeciętny Kowalski, gdyby rządzący zapytali nas o zdanie? Niewprowadzenie wiz dla Amerykanów potwierdza, że świat niewiele się myli uważając Polskę za drugorzędne państwo, skoro my sami nie szanujemy siebie...
    PS  Jeśli druga strona tego nie docenia, to powoływanie się na sojusz polsko-amerykański, zwłaszcza w irackim aspekcie, jest żenujące - jeśli komuś wyświadczymy przysługę, to możemy oczekiwać rewanżu, ale nie możemy ciągle o tym wspominać...

    Nogawa gra w piłę a Gasiński relacjonuje gaszenie - Interia (8 stycznia 2004)
    20-letni napastnik Kimitoshi Nogawa podpisał półtoraroczną umowę z Górnikiem Zabrze. Zawodnik mający za sobą występy w reprezentacji Japonii do lat 17 grał ostatnio w drugoligowym brazylijskim klubie Atletico Londrina. Z Nogawą podpisano półtoraroczną umowę. Nogawa chce występować w Górniku z numerem 14.
    Mówią, że pan upodabnia się do psa. Zdarza się, że nazwiska zawodników pasują do sportu jak ulał. Piłkarz ręczny mógłby nazywać się Renkawa, kolarzem byłby de la Rovere. Ogrodnik opiekujący się murawą to zapewne Agawa. Owo w w oryginale należy czytać jako ł, jednak Okinawa i Kawasaki czytamy po polsku. Latem o Nogawie może być głośno, bowiem wystąpi w koszulce z krótkimi rękawami. Kiedyś młodzież nosiła dzwony (spodnie) z wielkimi nogawami.
    11 stycznia 2004, spikerka TVN24 poinformowała nas, że w gdyńskim Polifarbie płonie magazyn rozpuszczalników o zawartości 100 000 ton. Nikt nie zdementował mocno przesadzonej informacji, ale relacje z pożaru zdawał (nomen omen)... red. Gasiński.

    Wykorzystać internet! - Przyjaciółka (9 stycznia 2004)
    Tygodnik zamieścił obszerny artykuł pod tytułem Uwaga! Mąż-potwór szuka ofiar. Otóż ów gościu Za znęcanie się nad żoną odsiedział w więzieniu 5,5 roku. Swojej pierwszej żonie wielokrotnie łamał ręce i obciął palec. Maltretował na inne sposoby. Wyszedł i... znów się ożenił. Druga żona zrobiła obdukcję i poszła na policję. Jest pod opieką psychoterapeuty, jeszcze nie wyszła z szoku. 5 grudnia 2003 sąd skazał Tomasza W. na 4 lata więzienia.
    Sprawa jakich wiele. Ale tygodnik drukuje przestrogę - Ostrzegamy przed tym człowiekiem. Tomasz W. ma 27 lat... oraz zamieszcza zdjęcie. Jednak twarz jest zamazana. Cóż zatem nam po nieczytelnej fotografii i niepełnych danych? Bardzo dobry pomysł ostrzeżenia społeczeństwa, ale... niedokończony. Równie dobrze można przestrzegać miłośników motoryzacji przed nabywaniem wadliwych samochodów marki ***...
    Powinien powstać urząd państwowy (przy policji albo jako jej filia) ujawniający w internecie fotografie oraz dane osób, które wielokrotnie już oszukały albo skrzywdziły i wiele wskazuje na to, że nie zaprzestaną swej kryminalnej działalności. Po to także zostało wynalezione to niemal doskonałe narzędzie komunikacji międzyludzkiej. W stosunkowo tani sposób można walczyć z niegodnymi obywatelami. Koszt utrzymania takiej instytucji będzie pomijalny wobec oszczędzonych ludzkich tragedii.

    Jeniec czy jeniec wojenny? - TVN24 (10 stycznia 2004)
    Zniesienie wiz dla Polaków nie jest teraz możliwe, powiedział Sekretarz Stanu, Colin Powell. Dowódca naszych oddziałów Gen. Mieczysław Bieniek jest już w Iraku. Na nominacjach, dyplomach i dokumentach dopuszcza się wielkoliterową pisownię, ale w wiadomościach jedynie sekretarz stanu oraz gen(erał).
    Władze amerykańskie uznały Saddama Husajna za "nieprzyjacielskiego jeńca wojennego". Nie słyszałem o przyjacielskich jeńcach, zaś jeniec wojenny sugeruje istnienie pojęcia jeniec a nawet jeniec pokojowy. Tytuły książek lub filmów - Jeniec, Jeniec Europy, Jeniec Kaukazu, Ostatni jeniec wielkiej wojny, ale także Jeniec wojenny (polskie tytuły często nie korespondują z oryginalnymi tytułami). Wyszukiwarki znajdują kilkakrotnie więcej haseł jeniec niż jeniec wojenny, także w liczbie mnogiej.

    W ceremoni- TVN24 (11 stycznia 2004)
    U dołu ekranu - w ceremonii chrztu w kaplicy Sykstyńskiej, zaś na planszy - w ceremoni.
    Podana pisownia kaplicy jest prawidłowa (w taki sposób podają słowniki; także kaplica Zygmuntowska). Mam nadzieję, że zostanie ona totalnie skrytykowana - moim zdaniem powinno być albo kaplica sykstyńska albo Kaplica Sykstyńska. Wpisując termin do encyklopedii Wiem 2004 (Onet) mamy (jako główne) hasło - kaplica Sykstyńska, ale w objaśnieniu -  Sykstyńska Kaplica, papieska kaplica w Pałacu Watykańskim. Nazwę pałacu napisano rozsądnie, choć słowniki proponują dziwaczną pisownię pałac Łazienkowski (liceum Ogólnokształcące?).

    Urząd powinien być przyjazny - Dziennik Bałtycki (12 stycznia 2004)
    Nowy pracodawca wymagał ode mnie zaświadczenia o niekaralności. Wybrałem się do sądu, aby załatwić formalności. Kupiłem znaczek skarbowy za 50 zł i nakleiłem go na wypełnionym druku. Okazało się, że wpisując dane popełniłem błąd. Urzędniczka była nieugięta - kazała mi wypełnić następny dokument i kupić kolejny znaczek. Nie pomogły tłumaczenia, że jestem bezrobotny.
    Wydawać by się mogło, że każdy urząd powinien być przyjazny dla petenta. No, ale to urzędniczka - co na to wiceprezes sądu? Otóż - Niestety, nie ma prawnej możliwości zwolnienia z opłat. Dotyczy to także przypadków, gdy w dokumencie pojawił się błąd.
    I tu - jestem przekonany - nie ma racji. Przecież każdy nieskasowany znaczek można odkleić i wykorzystać ponownie. W sądzie nie ma wprawdzie pary (chyba że w gwizdek), ale można oderwać albo wyciąć z błędnego arkusza i ponownie nakleić. I to przy urzędniczce, która jeszcze może postawić parafkę. A co byłoby, gdyby błąd popełniła owa pani? Co na to zdrowy rozsądek oraz zwyczaje w Unii, do której wstępujemy?

    Brzeźiński - TVN24 (13 stycznia 2004)
    O szybkim polskim kolarzu (nie tyle na szosie, co w przemycie środków dopingujących) informował red. Brzeźiński (podwójne zmiękczenie zaprezentowane na planszy) z Paryża. Taki błąd nazywamy literówką, jednak jest on tutaj dość nietypowy; aby napisać ź, należy sobie zadać niemały trud stukając w komputerową klawiaturę... Kiedy pół roku temu spostrzegłem to samo nazwisko (dość popularne) na wygrawerowanym szyldzie (z takimż błędem!) na drzwiach do gabinetu mojego szefa, to myślałem, że krytykowana pisownia jest możliwa w stoczni, ale nie w studiu telewizyjnym... Zbyt surowo oceniłem pisarzy przemysłu ciężkiego... Już w podstawówce nauczyciele walczyli z pisownią końie.
    Na pasku o Iraku - żołnierze Ukraińscy strzelali w powietrze. Wprawdzie to nasi sprzymierzeńcy, ale nie przesadzajmy z wielkim liternictwem.
    A nazajutrz - 192 mln., ale nie 590 mln. dostanie PKP na regionalne przewozy pasażerskie. Wyjątkowo nie stawiamy kropek po skrótach typu mld, mln, bld, bln. Podanie liczby bez miana nie jest dobrym obyczajem w informacjach. Nie mówimy/piszemy - temperatura powietrza minus 15 albo w sieci zmienione będzie napięcie z 220 na 230 (dodajemy nazwy jednostek albo ich symbole).

    Jak sporządzić listę najgorszych nieużywanych samochodów? - Onet (14 stycznia 2004)
    Wirtualny dziennik podaje za gazetą The Sun - Brytyjska Federacja Konsumentów opracowała listę dwunastu najgorszych używanych samochodów. Ranking powstał na podstawie opinii  33 tys. kierowców.
    A można sporządzić listę naj(lepszych/gorszych) nowych (nieużywanych) samochodów? A listę używanych samolotów, telewizorów, grylownic?

    Kardyf - Dziennik Bałtycki (14 stycznia 2004)
    Piłka nożna. Znamy terminarz gier w grupie szóstej eliminacji MŚ 2006; Dogadali się w Cardiff - bije po oczach wielki tytuł. A nie byłoby ładniej i sympatyczniej - Kardyf; w Kardyfie, z Kardyfem? Wszak szeryf nie sheriff...

    Dramatyzm pozytywów? - Fakty (15 stycznia 2004)
    Sympatyczny dziennikarz T. Lis jednak przesadził - Po ujęciu Saddama Husajna dramatycznie spadła liczba zamachów na amerykańskich żołnierzy. Może z punktu widzenia niektórych Irakijczyków... Dramatycznie może obniżyć się poziom życia Polaków, ale nie może się dramatycznie poprawić (przynajmniej... językowo).

    Jaka premia za niewzięcie? - Dziennik Bałtycki (15 stycznia 2004)
    Jeśli masz ważny bilet lotniczy (lub rezerwację), a mimo to nie zostaniesz zabrany na pokład samolotu, dostaniesz od linii lotniczych rekompensatę 300 E (na trasach do 3,5 tys. km - 150 E), jednak nie więcej niż cena biletu.
    A ile powinien zapłacić pasażer liniom, jeśli nie wezmą na pokład, zaś samolot nie doleci do celu? (E=euro/europ).

    Nowy rodzaj przewału i stary argentyński system - Dziennik Bałtycki (15 stycznia 2004)
    Radość była wielka, kiedy czytelnik z Kościerzyny dowiedział się, że wygrał w konkursie wspaniały telewizor. Niestety, nie trwała zbyt długo. Wkrótce miało się okazać, że został... podstępnie oszukany. Do wygrania były cenne nagrody - samochód, komputery, DVD, telewizory. Czytelnik wymyślił 5 haseł i wysłał pod adresem firmy - do Legnicy. Zanim jednak wygrana miała trafić do rąk zwycięzcy, ten miał uiścić podatek dochodowy w wysokości 10% wartości wygranej. Tyle, że nie w urzędzie skarbowym, lecz za pośrednictwem organizatora konkursu. Zapłacił 218 zł i cieszy się dzisiaj, że nie wygrał samochodu... Na telewizor czeka do dziś. Po firmie ślad zaginął, interesuje się nią prokuratura.
    Oczywiście nie podano nazwy firmy, bo mogłoby to ująć jej nieco już nadszarpniętego honoru. Pewnie niejeden czytelnik jeszcze wpadnie w jej sidła, ale ochrona danych jest ważniejsza niż dobro szaraka. Gdyby zastosowano opisywany onegdaj przeze mnie pomysł - nie doszłoby do takich wyłudzeń (każda firma powinna uzyskać zgodę na prowadzenie działalności w specjalnym urzędzie, który aktualizowałby dane i zdjęcia szefów firmy na internetowej witrynie i nadawałby certyfikat; zamieszczano by również dane firmy i zdjęcia jej prezesów w przypadku popełnienia przestępstwa). Podatek od nagrody należałoby wpłacać po odebraniu nagrody.
    Za delegalizacją działalności w systemie argentyńskim opowiedziała się Rada Ministrów akceptując projekt ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Ustawa ma wprowadzić całkowity zakaz działalności takich firm.
    Gdyby ten system wymyślono niedawno i to jeszcze w Polsce, to należałoby pochwalić polskich wodzów za szybkie i zdecydowane działanie na rzecz swych bujanych obywateli. Jednak znany jest od wielu lat i to w szerokim świecie, zatem można jedynie zapytać - dlaczego dopiero teraz? Ilu Polaków straciło i jakie pieniądze, bo Państwo nie zdołało nas obronić przed (znanym!) cwaniactwem? Czerwona kartka dla rządów III RP!

    Pan z domu - Dziennik Bałtycki (15 stycznia 2004)
    Nekrolog - Zawiadamiamy, że dnia 12 stycznia 2004 r. odszedł nieoczekiwanie od nas do Boga nasz Kochany Jan Kowalski z domu Malinowski  [nazwiska zmienione]. To i panowie mają nazwiska "z domu"?

    Wyplute tłumy i nazwiska - Kurier (17 stycznia 2004)
    W USA zamarzło już wiele osób. Jednak inne źródła przez cały dzień wspominają o sześciu ofiarach. Może w Belgii byłoby to wiele ofiar, ale nie w Chinach, Rosji czy w Stanach... W Bostonie zamknięto 350 szkół. A kogo to obchodzi? Zwłaszcza, że nie wiadomo, ile jest szkół w tym mieście. Wymieniono inne miasta z niższymi temperaturami, ale nie podano informacji o szkołach; a gdyby u nas zamknięto szkoły, to kogo w Stanach obchodziłaby ich liczba?
    Piosenkarz stanął przed sądem w Santa Maria. Skoro w Nowym Jorku to może w Świętej Marii? A nawet, jeśli w New Yorku (no bo nie w New York) to w Santa Marii (wszak w Sri Lance, nie w Sri Lanka, po polsku jednak Lankia).
    Z przybywających do Zakopanego pociągów wypluwane są tłumy kibiców. Owszem, w żartobliwych felietonach, ale nie w poważnych serwisach informacyjnych... Jeśli teraz przyzwolimy na taki styl, to w przyszłości usłyszymy o innych fizjologicznych czynnościach w aspekcie wylewających się tłumów...
    Dzisiaj również (Dziennik Bałtycki) - Spośród danych 400 tysięcy mężczyzn, mieszkańców ówczesnego województwa katowickiego, "wypluł" tylko trzy nazwiska, w tym nazwisko Marchwickiego. Raczej nazwisko Marchwicki; wszak w encyklopedii pojawiło się nazwisko Małysz, nie nazwisko Małysza.
    Padłem ofiarą losu i swego ciężkiego życia - powiedział Marchwicki tuż przed powieszeniem go w milicyjnym garażu. Czyżby wówczas wykonywano wyroki wśród samochodów?

    Mówią dużo, ale niewiele z tego wynika... - TVN24 (17 stycznia 2004)
    Obalony dyktator mówi dużo, ale niewiele z tego wynika. To wystarczy posłuchać naszych wodzów (niedyktatorów), aby dojść do podobnych wniosków...
    Przeprowadzenie wcześniejszych wyborów do Parlamentu byłoby błędem powiedział prezydent podobno wszystkich Polaków, nazbyt czytelnie broniąc interesów pewnej partii... Nie wiadomo, kto przesadził z wielkością nazwy - piszemy tylko parlament, choć aż Sejm...
    Adam Małysz zajął 2 miejsce w konkursie PŚ w Zakopanem. Wiele razy telestacja przesadzała ze stawianiem kropek po liczebnikach, a teraz, kiedy należałoby...

    Świetny żart? - Dziennik Bałtycki (17 stycznia 2004)
    Inspektor policji opowiada o swojej najciekawszej sprawie w Gdyni - Otrzymaliśmy informację, że sprzed domu porwano młodą dziewczynę. Z auta wyskoczyło dwóch mężczyzn w kominiarkach i rzucili się na idącą chodnikiem dziewczynę. Wciągnęli ją siłą do samochodu i dojechali w nieznanym kierunku. Ściągnęliśmy wielu ludzi do pracy. Prowadziliśmy intensywne śledztwo. W niedzielę już wiedzieliśmy, co się stało. Otóż kilku młodych mężczyzn postanowiło w nietypowy sposób uczcić 18 urodziny swojej koleżanki. Pojechali we czwórkę w okolice jej domu. Jedne z nich prowadził auto, drugi wszystko filmował, a dwaj ubrali kominiarki i porwali dziewczynę. Trochę nas kosztował ten żart.
    Prawda, że wesołe a dowcipne? Zresztą notce dano tytuł - Świetny żart. A jaki on świetny?! Przecież każdy przechodzień posiadający broń mógłby zastrzelić albo okaleczyć napastników i byłby uniewinniony. Jednak do końca życia miałby koszmarne sny. Bywa, że policjanci zabijają młodzieńców, którzy w ciemności mierzą do ludzi z plastikowych atrap rewolwerów (jeszcze nie w Polsce). Ciekawa opowieść powinna nieść przestogę dla przyszłych młodzików bez wyobraźni, a jedynie ugruntowała w nich przekonanie, że można bezkarnie się wygłupiać. Koszty policyjnej akcji poniosło społeczeństwo, nerwy poszarpano policjantom i świadkom zdarzenia i... nic się nie stało. A jaka to różnica, kiedy dowcipasy dzwonią, że w szpitalu jest bomba? Też sobie nieźle żartują - może w następnym tygodniu będzie równie wesoła opowieść... Nic, tylko boki zrywać!
    PS  Jednak 18. urodziny.

    Przekręcone swastyki - Discovery (17 stycznia 2004)
    Jak zwykle - ciekawe filmy o II wojnie światowej. Tym razem Blitzkrieg. Na ówczesnej mapie Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i ZSRR pokazano zmiany na froncie podczas obrony Moskwy i Leningradu. Jednak wszystkie swastyki mają... odwrotnie zwrócone ramiona. A wystarczyłoby zapamiętać, że swastyka to inaczej gammadion składający się z czterech dużych (wielkich) greckich liter gamma (prawoskrętne) i wszystko jasne...

    Palił jointy - Onet (20 stycznia 2004)
    Zmarł po wypaleniu 25 tysięcy jointów. 36-letni mężczyzna w ciągu 11 lat wypalił 25 tysięcy jointów i jest najprawdopodobniej pierwszą osobą w Wielkiej Brytanii, która zmarła z powodu zatrucia kannabinolem. Był także wątek z konopiem indyjskim (ten konop?), ale zaraz zdjęto... Natomiast nieco niżej czytamy - Dowódca GROM-u: Nie czuję się wypalony. Pierwszy gentelman (skoro joint...) palił dosłownie, ale nie wiem, co? Pierwsze słyszę - jointy, choć mogę się domyślić, także co do wymowy... Drugi pan (w przenośni) nie jest jeszcze wypalony. I cóż za dziwna maniera - dlaczego Onet po dwukropku pisze od wielkiej litery? Codziennie parokrotnie!

    Państwowe firmy, to o was - Onet (20 stycznia 2004)
    Listonosz tragiczną ofiarą mobbingu. Mobbing - szykanowanie w miejscu pracy - popchnął pewnego listonosza do samobójstwa (rzucił się pod pociąg). Czterej pracownicy poczty, którzy znęcali się nad kolegą, zostali skazani na kary więzienia w zawieszeniu i grzywny. Był to pierwszy tego rodzaju proces w Belgii. "Pech" listonosza polegał na tym, że był on nieco otyły. Czterej koledzy kpili z niego bezlitośnie, nie przejmując się nawet tym, że ich ofiara musiała iść na zwolnienie z powodu depresji. Po sześciu miesiącach prześladowany nie wytrzymał... Sędzia uznał mobbing za udowodniony i skazał każdego z oskarżonych na 22 miesiące więzienia w zawieszeniu i 3,7 tys. euro grzywny. Ponadto poczta będzie musiała wypłacić rodzicom ofiary 28 tysięcy euro tytułem zadośćuczynienia.
    I niech to będzie przestrogą dla polskich firm, zwłaszcza państwowych, kiedy to również pracodawca odpowiada za ekscesy swoich pracowników, nawet niezwłocznie zwolnionych z pracy. Czy polscy prawnicy są przygotowani na rozpatrywanie takich spraw? Jak znam życie, dopiero po wpłynięciu pierwszej sprawy zabiorą się za analizę wyjaśniając, że to ich taka pierwsza sprawa...
    PS  Może po polsku - mobowanie?

    To tylko taka szwedzka procedura - Dziennik Bałtycki (20 stycznia 2004)
    Ekspresowy proces zabójcy. Szwed serbskiego pochodzenia, przyznał się do zabójstwa szefowej szwedzkiej dyplomacji Anny Lindh. Jego proces trwał zaledwie tydzień. Gdański prawnik skomentował to tempo - To rzeczywiście szybki proces. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w Szwecji przed sądem nie wraca się do dowodów ujawnionych w czasie śledztwa. U nas ta procedura jest nieco bardziej skomplikowana. Ale i w naszym sądzie bywało, że proces trwał tylko trzy tygodnie, jeśli oskarżony przyznał się do winy. Tak szybkie postępowanie sądowe, zważywszy tamtejszą procedurę w tej sprawie, nie jest więc niczym dziwnym.
    Można zastanowić się, które z obu państw mają tańszą a wystarczającą procedurę. Jeśli mamy usprawnić polskie algorytmy, to powinniśmy stosować wzory sprawdzone i z krajów niemniej demokratycznych, choćby ze Skandynawii. Jeśli przeciętny proces w Polsce jest droższy (czas - etaty prawników) niż w Szwecji, to mamy częściową odpowiedź na pytanie - dlaczego tam jest lepiej i mądrzej. A jeśli pomyślimy, że w każdej dziedzinie mają szczegóły bardziej dopracowane, to będziemy mieli całą odpowiedź - dlaczego tam istotnie jest ogólnie sympatyczniej...
    Niczym dziwnym nie jest szwedzkie tempo, zważywszy tamtą procedurę. Dobre! Czyli - nie mamy co zachwycać się zachodnimi drogami, wydajnością pracy, jakością sądownictwa: tam są "po prostu" takie procedury... W domyśle - u nas także byłoby podobnie, ale mamy inne standardy. U nas są bardziej (dłużej i drożej) przemyślane. Wręcz finezyjne. I dlatego polski prawnik kupi w sklepie mniej niż jego szwedzki kolega, ale nasz narobi się po łokcie, zaś Skandynaw z palcem w wąchaczu. Niech żyje praca, nie efekty!

    Irlandzki Dublin i polskie Dubliny - TVN24 (21 stycznia 2004)
    Policja zatrzymała uciekiniera w Dublinach k. Kętrzyna. Pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że poloniści i kartografowie uznają, iż nazwa stolicy Irlandii będzie czytana w naszym języku według wymowy nazwy miejscowości nieopodal Kętrzyna. Im bardziej jest znane geograficzne miejsce, tym większa pokusa, aby określać je po polsku. Mieszkańcy zagranicznych miejscowości albo państw, mogliby się czuć urażeni, gdyby dowiedzieli się, że nazwy ich sąsiadów już spolszczyliśmy, zaś oni jako te sierotki...

    Nadopiekuńczość Szwecji - Dziennik Bałtycki (21 stycznia 2004)
    Każdy mieszkaniec Szwecji, mimo że w przypadku utraty pracy ma prawo do nieograniczonego terminem zasiłku dla bezrobotnych, musi pracować do 67 roku życia. Nie angażuje się więc w pracę. Robi tylko tyle, za ile mu płacą. Nie może na nic chorować. Bowiem w Sztokholmie na wizytę do lekarza, za którą płaci ok. 170 zł, czeka miesiącami. Szwedzki system socjalny, to tylko mit; żeby dostać się do lekarza, muszę zapisać się u pielęgniarki przez telefon, która wyznaczy termin najwcześniej za trzy miesiące. Nie wolno rozmawiać z lekarzem, bo uznać to można za próbę korupcji. Jeśli źle się poczujesz, lekarz nie przyjedzie. Nie ma wizyt domowych. Trzeba jechać na lekkie pogotowie (płatne) i czekać wiele godzin. Normalne pogotowie przyjeżdża jedynie do wypadku albo do zawału. Wszystkie wizyty i leki są płatne do wysokości ok. 800 zł. Dopiero powyżej tej sumy lecznictwo jest bezpłatne. Słynna pomoc społeczna też jest płatna. Za to człowiek niepełnosprawny ma większe możliwości.
    Kłamstwo czy prawda? Może redaktorzy programu Telekurier albo Uwaga pojadą do Skandynawii i zrobią parę ciekawych reportaży, które przedstawią opiekuńcze państwa w innym świetle, niż to nam wpajano przez lata. Może także - ku pokrzepieniu - przy okazji kilka afer przedstawią? No bo tak ciągle - spójrzcie, jak u nas jest kiepsko w szpitalach, co za lekarze i beznadziejna redystrybucja środków... Przecież dramaty opisywane w Polsce zdarzają się także w innych krajach. Albo wystarczy wymienić się posiadanymi materiałami z zagranicznymi telestacjami?
    PS  dziwoląg - ładniej i krócej: do 67 lat.

    Alaska i USA?- Dziennik Bałtycki (22 stycznia 2004)
    Chiny i Hongkong zajmują czołowe miejsce w światowym handlu odzieżą.
    A gdyby napisano w 1950 roku - Polska i Gdańsk zajmują czołowe miejsca w budownictwie okrętowym Europy Środkowej?

    Błędy umyślne i nieumyślne a syndrom Kmicica-Babinicza - TVN24 (23 stycznia 2004)
    Na planszy - Błąd polegał na nie włączeniu przy starcie... Częsty błąd (chyba... nieumyślny), zwłaszcza na wszelkich formularzach. Już podczas konferencji prasowej, na pasku u dołu ekranu, napisano poprawnie - Pilot Mi-8 popełnił błąd nieumyślny, polegający na niewłączeniu ogrzewania... A cóż to takiego błąd nieumyślny? Coś jak fakt autentyczny?
    Czy może być błąd umyślny, a fakt zmyślony? Titanic i Heweliusz zatonęły po popełnieniu szeregu błędów nieumyślnych... Popełniono błędy, ale okrutny los nie pozwolił na ich poprawienie. A tu, pilot zrehabilitował się i - ratując kilkanaście osób - został bohaterem. Parę dni temu, gdańska dróżniczka nie opuściła szlabanu, ale ostrzegła siedzących w aucie o niebezpieczeństwie. Ktoś popełnił nieumyślny błąd nie powiadamiając jej o nadjeżdżającym pociągu, a ona podjęła właściwą decyzję. Kiedyś błąd umyślny był nazywany... sabotażem. Ciekawe, co myślą o (nie)umyślnych błędach nasi językoznawcy?
    Pilot z jakichś powodów nie włączył ogrzewania, ale w doskonałym stylu lądował awaryjnie. Każdemu może zdarzyć się odpiłowanie gałęzi z niewłaściwej strony. Nie każdy ma szczęście spaść z tą gałęzią na stóg siana... Popełnienie życiowego błędu (albo pasma błędów) oraz zrehabilitowanie się, można byłoby określić jako syndrom Kmicica-Babinicza.
    Skoro są państwa, w których jadące samochody powinny mieć włączone reflektory (niezależnie od pogody) przez cały rok (u nas przez część roku), to przepisy o ruchu powietrznym powinny zawierać zapis o bezwzględnym włączeniu ogrzewania wlotów powietrza w określonych miesiącach, niezależnie od prognozy pogody. Oczywiście, spowoduje to pewne straty mocy silników śmigłowca, ale identyczny problem występuje we wzmiankowanych samochodach... Zanim jednak będą zmienione przepisy, to każdy pilot powinien włączać owo urządzenie, choćby dla... owd (Google nie reagują na ten skrót...).
    Jeśli kontrolerzy przyłapią gapowicza na niecnym czynie, to jak odróżnić roztargnionego od cwanego pasażera? Każdy z nas co najmniej raz w życiu zapomniał skasować bilet, zatem popełnił błąd (nieumyślny). Wielu jednak wyćwiczyło swoje zachowanie, że potrafią zaczarować, a tylko oni (oraz ich przyjaciele) wiedzą, że to gra, zatem nieskasowanie biletu jest błędem umyślnym, jednak udawane zaskoczenie ma przekonać kontrolera do wersji błędu nieumyślnego.
    Kiedy sędzia uzna gola, ponieważ - według niego - został zdobyty z pozycji spalonej, to popełnia błąd (nieumyślny), jeśli odtworzenie sytuacji wykaże, że nie miał racji. Jeśli miał w tym pozasportowy interes albo w chwilę po odgwizdaniu, zrozumiał swój błąd (ale nie miał odwagi do tego się przyznać; zresztą - czy przepisy na to dozwalają?), to popełnił błąd umyślny.
    W jaki sposób odróżnić nieuczciwe działanie księgowego od jego pomyłki? Może zaklinać się na wszystkie świętości, że popełnił jedynie błąd nieumyślny, ale istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że to był błąd umyślny zwany... malwersacją.
    Często określone organa skazują ludzi za popełnienie błędów nieumyślnych, bowiem wobec powszechności popełniania błędów umyślnych, po prostu - nie dają wiary tłumaczeniom. Zatem - im więcej kombinatorów, tym szanse przekonania sędziów o swej niewinności przez cokolwiek porządniejszych ludzi, są mniejsze.
    Może istotnie wprowadzić pojęcia błąd umyślny i błąd nieumyślny (oba nienotowane przez Google)? Albo skrytykować ten podział...
    Oto zestawienie (prawdopodobnie) nieumyślnych błędów w branży językowej, popełnionych dzisiaj przez dziennikarzy TVN24 - Były trener reprezentacji Afrykańskich, W Tajlandi zmarła kolejna osoba na ptasią grypę (po kilkunastu turach dodano zapomniane i) oraz spiker czytając o kolejarskich dotacjach - półtorej miliarda oszczędności.
    Nazajutrz - pożar w Jordanowie (łódzkie) oraz W Iraku zginęło co najmniej 4. Amerykanów a ponad 30. zostało rannych, zaś spiker - jeśli przykłady nie są przekonywujące... (Google notują trzykrotnie więcej błędnego przekonywujący niż prawidłowego przekonywający!).
    Gdyby udowodniono, że jednak są to błędy umyślne, to określilibyśmy je jako sabotaż językowy. A tak, to jedynie nieprzekonujące (krócej) nieznaczne nieprawidłowości edytorskie...
    Dziennikarze i poloniści mają znaczną przewagę nad pilotami - mogą się mylić wielokrotnie i bez jakichkolwiek przykrości. A ponadto - piloci nie prowadzą ewidencji błędów językowych popełnionych przez ludzi pióra...

    Bomba a nieuczciwa konkurencja - Dziennik Bałtycki (24 stycznia 2004)
    Eksplozja w sklepie. Pod zdjęciem, na którym pokazano zniszczony sklep - Policja twierdzi, że eksplozja w sklepie jest efektem działalności nieuczciwej konkurencji. Kilka lat temu zapewne policja złapała chuligana okradającego babcię z resztki renty, ale kwota była niewielka i nazwano to czynem o znikomej szkodliwości społecznej. Dzisiaj ów bandzior podniósł poprzeczkę w swej pracy, niszcząc cudzą własność, ale nie nazwano tego po imieniu, czyli bandyckim aktem, ale efektem działalności nieuczciwej konkurencji. Może wymordowanie kilku milionów Żydów podczas II wojny światowej było efektem rozprzestrzeniania się niekulturalnej ideologii?! Gdyby Jasia posadzono za napaść na staruszkę, Jan nie zniszczyłby sklepu!

    Poeta bez słownika? - Dziennik Bałtycki (24 stycznia 2004)
    W kąciku artystycznym czytamy wierszyk - W łóżku z poetką starszą wiekiem / dość trudno zamknąć jest powieki / spanie z poetą nienajmłodszym / jest rozwiązaniem jeszcze gorszym.
    Zapewne pisownia łączna nie z przymiotnikami w stopniu wyższym oraz najwyższym jest logiczna, ale słowniki (póki co) są innego zdania. A nie najmocniejsi korektorzy oraz korektory (programy komputerowe) nie wyłapują takich błędów?

    *Wilhelm Gustloff*, statek niby-pasażerski - Dziennik Bałtycki (25 stycznia 2004)
    To już tradycja, że kolejna rocznica zatopienia jednej z niemieckich jednostek pływających i kolejne wspomnienia. Tym razem wypadło na Wilhelma Gustloffa.
    Z jednej strony losy sympatycznej pani o polskich personaliach (Łucja Bagińska, wyszła za mąż za żołnierza Wehrmachtu - Gerharda Rybandta), która przeżyła katastrofę, jednak 9343 osoby zginęły (w tym ok. 5 tys. dzieci). Na pokładach było jednak około 1400 żołnierzy i marynarzy oraz 162 rannych żołnierzy. Zatem - jak traktować ową jednostkę? Jako statek pasażerski, okręt wojenny czy statek-szpital?
    Pani Łucja była w szoku i krzyknęła - Jezus! Gdzie moje dziecko!? Dzisiaj ktoś powie - co to ma za znaczenie, ale zadam pytania, choć aż wstyd je zadawać (przed samym sobą, zwłaszcza wobec nieszczęścia owej miłej kobiety): w jakim języku krzyknęła pani Łucja oraz - gdyby Niemcy jednak wygrały wojnę - to w jaki sposób pisałoby się nazwisko i imię pani Łucji oraz cóż daliby Polsce (...) - jej mąż służący w Wehrmachcie i syn Hans Jurgen? Nawiasem mówiąc, pani Łucja wspomniała, że po latach korespondencyjnie zgłosił się do niej wątpliwy dżentelmen z Niemiec - Ten mężczyzna podszywa się pod mojego zmarłego synka, prosił o zaświadczenie, aby wyciągnąć rentę od państwa. Zatem - nie tylko Polacy cwaniaczą w systemie rentowym...
    Z drugiej strony mamy Rosjanina, ukazanego jako podejrzanego typa  - Komandor podporucznik Marinesko miał od kilku tygodni nóż na gardle. Jako dowódca sowieckiego okrętu podwodnego S-13 pilotował jego remont w Finlandii. Nudę skracał sobie zakrapianymi alkoholem wypadami w miasto. Pijackie orgie na okręcie i opuszczenie jednostki będącej w stanie wojny mocno zdenerwowały sowieckich admirałów. Komandorowi dano jeszcze jedną szansę - hańbę żołnierskiego munduru miał zmyć krwią Niemców. W przeciwnym wypadku groziło mu rozstrzelanie.
    No tak, Niemcy walczyli po rycersku i dla idei, zaś niecni Rosjanie byli szantażowani i musieli mordować szlachetnych najeźdźców niosących wolność i cywilizację na Wschód. I takie stereotypy będą obowiązywać w przyszłości - dobrzy a prześladowani Niemcy oraz źli a zapijaczeni Rosjanie.
    Przewodniczący Związku Ludności Niemieckiej w Gdyni - *Gustloff* nie był uzbrojony, był typowym statkiem pasażerskim. Zginęło na nim pięć razy więcej osób, niż na *Titanicu*, w większości kobiety i dzieci. Chcemy uczcić pamięć wszystkich, którzy zginęli. 30 stycznia, w kościele przy ul. Armii Krajowej organizujemy nabożeństwo w 59. rocznicę zatopienia statków pasażerskich *Wilhelm Gustloff* i *Goya* przez sowieckie okręty podwodne.
     Czyżby to był typowy statek pasażerski? I przy ulicy Armii Krajowej (dobrze, że nie Ofiar Piaśnicy!) będą opowiadać sobie o "typowych statkach pasażerskich"?
    Poniżej zamieszczono wywiad z p. Korsakiem - W Gdyni Redłowie znajdowała się bardzo ważna fabryka, w której produkowano elementy do niemieckich samolotów. W 1944 r. zaczęto wywozić ludzi i urządzenia do Niemiec. Kiedy Armia Czerwona była koło Koszalina, pomyślano o *Gustloffie*. Samochód załadowano urządzeniami pomiarowymi i kontrolnymi, na których Niemcom bardzo zależało. Przy zakładach lotniczych mieściła się komórka gestapo, która załatwiła miejsce dla samochodu.
    Kto wie, że Wilhelm Gustloff otrzymał imię po zamordowanym w Szwajcarii przedstawicielu NSDAP? Ciekawe, jak zachowaliby się dzielni dowódcy U-Bootów, gdyby zauważyli  statek Kalinin, wymykający się z otoczonego Leningradu, z ludnością cywilną na pokładzie? Zatoczyliby koło i odpłynęli na większe łowy? Według rycerskich starogermańskich zasad?
    No to jak? Statek przewoził tylko niewinnych cywilów? A urządzenia wojskowe, a żołnierze i marynarze? Ilu Polaków, Żydów, Rosjan, Francuzów nacisnęłoby wówczas guzik, wysyłając torpedy w kierunku owego nieszczęsnego okrętu, skoro zadane rany przez okupanta były ciągle świeże, zaś lista osobowo-towarowa była nieznana? A ponadto pora nocna i - jeśli cokolwiek było widać - to swastyki na flagach oraz nazwisko (przedstawiciela partii uznanej za zbrodniczą podczas procesu w Norymberdze) na burtach? Nie dzisiaj, ale wówczas. Ilu?
    28 stycznia 2004 (Discovery) emitowano ciekawy film o tragedii Wilhelma Gustloffa. Określono ją jako największą katastrofę morską. Kapitana Marinesko nazwano niepokornym oficerem. Rosjan ukazano jako mścicieli, którzy w odwecie za faszystowskie akty ludobójstwa, zabijali wroga, także kobiety i dzieci. Ale też pewien świadek zeznał - załoga *Wilhelma Gustloffa* biła po rękach tonących, aby nie przeciążyli łodzi ratunkowych. Zatem (to tylko teoretyczne rozważania) - za śmierć ilu osób odpowiadają Rosjanie, skoro na statku pasażerskim (jeśli już tak twierdzi strona niemiecka) było kilkakrotnie więcej ludzi niż dozwalają przepisy dotyczące statków tego typu, nie było właściwej liczby łodzi ratunkowych oraz sami Niemcy nie kwapili się do ratowania towarzyszy podróży? Na zakończenie filmu - Świat w obliczu wojny nie zauważył tragedii, ani przez wiele lat nie chciał pamiętać o jej ofiarach.
    PS Wprawdzie Inny słownik języka polskiego PWN 2000 definiuje termin katastrofa jako tragiczne wydarzenie, w którym ginie wiele osób lub dochodzi do dużych strat materialnych, ale szereg podanych przykładów zawęża jednak to znaczenie do wypadków technicznych (katastrofa lotnicza, kolejowa, tankowca) oraz katastrof naturalnych (trzęsienie ziemi, susza). Zapewne wielu z nas ma wątpliwości, czy zbombardowanie tamy, wysadzenie pociągu, spalenie czołgu, storpedowanie okrętu podczas wojny jest katastrofą... Podobnie - czy zburzenie wieżowców WTC było katastrofą budowlaną (takie padało wówczas określenie).

    Dlaczego aż Trasa, choć tylko most- Onet (28 stycznia 2004)
    "Życie Warszawy" pisze, że na budowie Trasy i mostu Siekierkowskiego Warszawa straciła prawie 30 milionów złotych. To efekt nadużyć stołecznych urzędników. Dziennik dotarł do raportu NIK, który nie zostawia na nich suchej nitki. "NIK wzięła pod lupę największą stołeczną inwestycję ostatnich lat - most i Trasę Siekierkowską, warte ponad 700 milionów złotych. Ustalenia są szokujące. Miasto straciło na budowie 4-kilometrowej arterii ponad 29 milionów złotych. NIK twierdzi, że miasto dwukrotnie przepłaciło za projekt trasy i mostu, jaki opracowała pracownia architektoniczna" - czytamy w "Życiu Warszawy".
    Ponieważ przewały finansowe to stały - choć grożący szlagotrafem - temat o złodziejskich zamiłowaniach naszych decydentów, przeto zajmijmy się niereformowalnymi regułami językowymi. Otóż dlaczego Trasa Siekierkowska, ale most Siekierkowski? Skoro Jezioro Żarnowieckie (nie jezioro Żarnowieckie), to wszystkie elementy nazw geograficznych ("małych" i "wielkich") powinny być pisane od wielkich liter. I - zapewne kiedyś - poloniści dojrzeją do tak oczywistych wniosków, ale dalibóg (choć można byłoby bardziej obscenicznie) - dlaczego tak późno?!
    Gdyby budowa dotyczyła statku, to przy ustalonej nieprzekraczalnej cenie narzuconej przez armatora, stocznia miałaby poważne kłopoty, zaś pracownicy nie oglądaliby premii i trzynastek przez lata. A budowle pod nadzorem miasta i opłacane przezeń, mogą być oddawane z opóźnieniem i przy dowolnie windowanej cenie - miasto nie bankrutuje, ale weźmie większy podatek od nas, obywateli-łosi, i opłaci sowicie swych urzędników oraz wykonawców będących z nimi w zmowie.

    Zakaz symboli religijnych - TVN24 (28 stycznia 2004)
    Wieczorem na pasku z wieściami - Amerykanie nie są gotowi do zniesienia wiz, ale zgodzili się na złagodzenie procedur, powiedział Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Mają rację - polski legalny zalew byłby wówczas porównywalny z nielegalnym meksykańskim... Jednak nie pozostaje nam nic innego, jak wprowadzić wizy dla naszych zaoceanicznych przyjaciół i pobierać po 100$ od łep/bka. Wrzućmy na szalę korzyści i honor (patrz problem z folkslistą/volkslistą). Gdyby Amerykanie chcieli uczciwie załatwić tę sprawę, to przed wyjazdem pobieraliby wysokie kaucje, które byłyby zwracane wraz z odsetkami po powrocie do Polski naszym turystom , inaczej [proponuję to krótkie słowo zamiast długiego idiomu] przepadałyby "turystom" proporcjonalnie do przekroczenia ustalonego terminu wyjazdu z USA.
    Wygrał czołowy pretendent Demokratów (walka o Biały Dom). Zbyt wielkimi literami tak Prezydent jak i Demokratów; wszak w wieściach nawet papież piszemy od małej litery.
    Francuski rząd zatwierdził przepis zakazujący symboli religijnych w szkołach. Komunikatywne, ale... Podobnie nieprawidłowo - Opracowano kodeks drogowy zakazujący sygnałów w obszarze zabudowanym.
    No i - powie ktoś, że to tylko literówka (ale przez parę godzin!) - terroci z Dżihadu...

    Polkę dla Polaków - Fakt (29 stycznia 2004)
    Generał Ricardo Sanchez - Chcę mieć pułkownika Polkę u siebie w Iraku. Rzadkie nazwisko, a popularne ostatnio. Czytamy także - Amerykanie, którzy szkolili Polkę, nie chcą dopuścić, by zmarnował się jego talent. Oni doskonale znają Polkę i wiedzą, ile jest wart. Takich oficerów jest naprawdę niewielu na świecie - chwali Polkę płk. L. Drewniak, były wiceszef GROM-u.
    Czy Amerykanie wiedzą, że polka to taniec jednak nie z Polski a z Czech? Że półkownik to zalegający film na półce, która w mianowniku bez polskich liter pisana jest - polka (na starych komputerowych wydrukach w hurtowniach z meblami)? Że polkę należy tańczyć ostrożnie, bo obcas może odpaść od drewniaka? Dobrze, że jest również - Polko na razie nie chce komentować sprawy. I wszystko jasne, że to jest pan Polko. Czy można prosić Polkę oraz jego żonę, również Polkę, aby wespół zatańczyli polkę?

    Dlaczego nie TWP SA? - Onet (4 lutego 2004)
    Sataniści w OTV Kraków: Producent zawieszony. Zarząd TVP S.A. akceptuje działania dyrektora OTV Kraków w sprawie realizowanego na zamówienie producenta zewnętrznego koncertu norweskiego zespołu Gorgoroth - poinformowało biuro rzecznika TVP S.A. Sprawa dotyczy zawiadomienia w prokuraturze o możliwości obrazy uczuć religijnych podczas nagrywanego w niedzielę w telewizyjnym studiu koncertu. Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Kontrowersje pracowników ośrodka wywołał fakt, że w trakcie koncertu na scenie ukazały się dwie nagie modelki i mężczyzna - wiszący na krzyżach i pomazani krwią. Scenografię uzupełniały symbole satanistyczne, szczątki zwierząt i krew.
    Historia sztuki dowodzi, że wywołanie skandalu pomaga sławie - po wielu latach ocena może być bardziej obiektywna, ale dzisiaj niektóre środki wyrazu mogą być odbierane jako oburzające. Ponadto, skoro - TeleWizja to TW, dodatkowo SA bez kropek, czyli TWP SA.  W polskim alfabecie nie ma litery v, przeto TVP jest niewłaściwym skrótowcem, choć skoro go upchano kiedyś w naszej świadomości, to teraz spijajmy tę niefrasobliwość... I uwaga ogólnej natury - dlaczego dopisujemy w wiadomościach, notkach i swobodnych dyskusjach owe SA? Przecież kiedy były to przedsiębiorstwa państwowe, nie pisaliśmy PP. Zatem - dopisujmy SA w urzędowych pismach, ale w wiadomościach oraz na kopertach prywatnych listów i na pocztówkach (ankiety, konkursy, zapytania) wysyłanych do tej ważnej firmy wystarczy - Telewizja Polska albo TWP. Co na to poloniści i Ustawa o języku polskim sprzed paru lat?

    Zbytek kropek u biedronek - TVN24 (4 lutego 2004)
    Cóż tam na pasku z wieściami tej znakomitej telestacji? No cóż, ponownie mamy nadmiar kropek - W ruinach budynku (Turcja) mogło zginąć nawet 100. mieszkańców. W Polsce brakuje ok. 8.tys. policjantów. Nie tylko dziwne kropki, ale także brak spacji. ... tegorocznego deficytu budżetowego o 3 mld.. Błędną kropę po mld zaserwowano także nazajutrz - Inwestycje zagraniczne w Polsce w 2003 wyniosły 6 mld. USD dodając symbol waluty właściwy zestawieniom bankowym, a nie wiadomościom - piszemy dol. albo $ (bez amerykańskich, ponieważ każdy wie, o jakich dolarach pismo; jeśli inne, to wówczas wyjaśniamy - kanadyjskich, australijskich itp.)

    Prawa autorskie, ale nie dla przestępców! - Dziennik Bałtycki (5 lutego 2004)
    42-letni Armin Meiwes, który zabił i zjadł berlińskiego inżyniera, otrzymuje propozycje sprzedaży praw autorskich do swej makabrycznej historii.
    Coś nieprawdopodobnego - zboczeniec i morderca (informatyk...) pożarł był swego internetowego kolegę (za jego przyzwoleniem!), czym wprawił w osłupienie cywilizowane społeczeństwa Zachodu, zaś niemieckie prawo miało czkawkę nie tyle po ludzinie, co wobec prawniczego kłopotu - nie mają w kodeksie kanibalizmu jako przestępstwa... Gdyby stało się to w Polsce albo w Transylwanii, czyli w przekonaniu zachodnich Europ(ejczyk)ów, na terenach o cywilizacji na niższym poziomie, to przyjęto by to koszmarne dziwactwo bez większego zdumienia, raczej ci współobywatele UE ugruntowaliby się w pewnych swoich zapatrywaniach...
    Ale to jeszcze mało - teraz proponują owemu dewiantowi sławę i pieniądze za twórczość artystyczną. To, że zwariowani kapitaliści chcą zarobić na filmach o zboczu, to jeszcze można jakoś zrozumieć, wszak większość ogłupiałego konsumpcyjnego społeczeństwa uwielbia oglądać filmy o kretynach (a jak już taki film obejrzymy, to następnych kilku maniaków podejmie się udowodnić, że jednak można ludzkość jeszcze czymś obrzydliwszym zaskoczyć). Ale dlaczego owi nawiedzeni a przesadnie uczciwi (sic!) burżuje chcą płacić potworowi jakieś pieniądze? Przecież to absurd - za zbrodnię otrzymał karę więzienia, ale za prawa autorskie (!) ma dostać fortunę? I co - wskazać następnym degeneratom drogę do zbrodni i sławy? W nowoczesnym kodeksie Unii Europejskiej należy wyeliminować pojęcie praw autorskich przysługujących mordercom i ich rodzinom za ohydne scenariusze powstałe na podstawie działań owych zbrodniarzy. To może dzisiaj Żydzi kręcący filmy w USA zapłaciliby Hitlerowi za jego prawa autorskie do pamiętników, w których analizowałby Holocaust, bo stawialiby zysk ponad cześć i pamięć?! I to jest moralność? Co na to wierzący i ateiści? Biegli specjaliści potwierdzili, że kanibal jest w pełni zdrowia psychicznego. No to pewnie my i cały ten komercyjny świat jest nienormalny?!

    Ubodzy nie mają prawa do racji?! - Gazeta Wyborcza (6 lutego 2004)
    Trójka Wietnamczyków skarży amerykańskie koncerny o odszkodowania za ofiary spowodowane przez tzw. pomarańczowy odczynnik, toksyczny środek chemiczny rozpylany w czasie wojny wietnamskiej. Czynią to dla najbiedniejszych i bezradnych. Szacuje się, że w wyniku użycia tego środka zmarło do tej pory ok. pół miliona ludzi, a drugie tyle choruje. Na Wietnam zrzucono 90 milionów litrów herbicydów. Zatruto w ten sposób jedną trzecią powierzchni kraju.
    Bogaci pozwali firmy niemieckie za udział w ludobójstwie i wygrali wiele procesów. Teraz ubodzy zwrócili się w podobnych sprawach przeciwko amerykańskiemu rządowi i koncernom. Jakie mają szanse? A racje mają? O napalmie nic nie wspomniano, a przecież to kolejny ludobójczy temat.
    Internetowa encyklopedia Wiem podaje - W 1925 konwencja genewska wprowadziła zakaz użycia broni chemicznej. Mimo to prowadzono prace nad jej udoskonalaniem i użyto jej m.in. podczas wojny w Wietnamie 1965-1973. Nie podaje jednak, która ze stron ją zastosowała...
    PS  Nie obeszło się bez gafy - pod omawianym obszernym artykułem i dodatkową wyjaśniającą notatką pt. Pomarańczowy odczynnik, zamieszczono reklamę - Orange Plaza w centrum handlowo-biznesowym. Wysoki standard, do wynajęcia. A gdyby pod artykułem omawiającym eksterminację przy użyciu Ziklonu B zamieszczono reklamę odkurzaczy marki Cyklon?

    Reszka to stawiają kropkę, orzeł to bez kropki? - TVN24 (7 lutego 2004)
    Przez parę godzin (nim poprawiono) - Silne trzęsienie ziemii w Indonezji. Co najmniej 23 osoby zginęły. Oraz - Pod gruzami w Turcji zginęły 62. osoby. Zatrzymano 16 osób. W ciągu 3 tygodni przekaże pakiet projektów ustaw. Po 13. godzinach udało się usunąć drugą głowę niemowlakowi z Dominikany. Nie można się połapać, czym kierował się redaktor stawiając kropki albo ich nie stawiając po liczbach. Skoro niemowlakowi, to może także w wieściach napiszemy - chłopakowi, uczniakowi... Kropkowany dziwoląg jest w zdaniu - W wyniku eksplozji w moskiewskim metrze zginęło 39 osób, 122. zostały ranne (rannych wykropkowano w przeciwieństwie do zabitych...). A kiedy należałoby wreszcie postawić kropę, to jej... nie dano - (orzeł) Adam Małysz zajął 22 miejsce.
    W Strefie Gazy zginął 12 - letni chłopiec. Czy redaktor powinien odróżniać dywiz (znak graficzny łączący albo dzielący wyraz, znak przeniesienia, łącznik, mała kreska) od myślnika (pauza, długa kreska)? I stałe pytanie o logikę naszego języka - Strefa Gazy oraz Wolne Miasto Gdańsk, ale województwo śląskie oraz obwód kaliningradzki? Jeśli przeciętny człowiek waha się, to raczej napisze od wielkich liter, ale specjalista od naszego dziwacznego języka, napisze od małych liter... A najczęściej w atlasach, na planszach oraz stemplach pisują owe nazwy "wszystkimi wielkimi czcionkami", zapewne aby ominąć nierozsądne zasady...

    Wprowadzić fiński system - Fakt (12 lutego 2004)
    170 tys. euro za jazdę z prędkością 80 zamiast, dozwolonych 40 km/h musi zapłacić 27-letni Fin. W Finlandii wysokość mandatu zależy od dochodów lub majątku kierowcy.
    Finowie (krócej - Fini) to dziwni ludzie - ni to Skandynawi (mieszkańcy Skandynawii), ni to nie-Skandynawi. Tamtejszej policji opłaca się wychwycić jednego bogacza jeżdżącego zbyt szybko choć o 5 km/h, niż stu biedaków. Ciekawe, czy fiński policjant by się złamał, gdyby próbowano wręczyć motoryzacyjny podarek w razie odstąpienia od czynności służbowych... Ponieważ nieczęsto podają takie ciekawostki, przeto albo policja nie kontroluje bogaczy albo jednak...
    Może w Polsce wprowadzić (tytułem próby - na jeden rok) taki pomysł? Mandat wysyłany byłby do skarbówki, tam porównywany byłby z deklarowanymi dochodami. W wątpliwych przypadkach (wielu bogaczy... nie ma dochodów) urzędnicy oglądaliby nieruchomości i korygowali swe wiadomości. Porównać można byłoby także z wartością ubezpieczeniową majątku (także kolekcji)  i (w przyszłości) z podstawą obliczania podatku katastralnego. Gdyby za część wpływów z takich mandatów policjanci mogli nabywać nowoczesny sprzęt, to każdy komisariat miałby komputery najnowszej generacji, a nie zapomniane maszyny do pisania. Albo polonezy (dziwnym zbiegiem okoliczności...) wyprzedzałyby na niebezpiecznych zakrętach wlokące się beemwuchy... Ponieważ o stosowaniu prawa decyduje obszar, na którym popełniono występek, a nie obywatelstwo kierowcy, przeto prowadzilibyśmy korespondencję z obcymi urzędami. Do wyjaśnienia pojazdy byłyby zatrzymywane. Chyba że kierowcy (nasi i obcy) mieliby przy sobie notarialne oświadczenia o stanie majątkowym. Najprościej byłoby ustanowić kilka takich grup, np. od 1 (biedacy) do 5 (krezusi). No cóż - twarde prawo, ale prawo!
    A mówią, że wchodząc do Unii, musimy dostosować nasze prawo do unijnego. A tu przykład odrębnego (fińskiego) zdania w UE...

    Piękna QM2, ale błędna... - Dziennik Bałtycki (13 lutego 2004)
    Piękna wkładka z królową luksusu i szereg ciekawych danych. Szkoda, że błędnych! 50 000 ton wypiera "królowa". Ponieważ źródła podają, że statek ma masę ok. 150 tys. ton, a prawo Archimedesa prawdziwe jest także dla królowych, przeto masy wody (morskiej, ale także tyleż wody w naszych jeziorach, gdyby tylko tam wpłynął ów kolos; ale w słodkiej wodzie zanurzy się głębiej)) wypiera jednak 3 razy więcej niż podano. Rejs 23-dniowy do Północnej Europy - 91,869 tys. dolarów. Nie ma takiej Europy, jest Europa Północna oraz północna Europa. A cena także dziwna - jeśli po amerykańsku to prawie 92 mln $ (absurd), jeśli po polsku to 92 tys. $ (po prostu). No i najdelikatniejsza sprawa - 5 razy można owinąć Ziemię (po równiku) rolkami papieru toaletowego zużywanego na QM2 w ciągu roku. Weźmy kalkulator - 5 razy 40 000 000 metrów, podzielić przez 365 dni oraz podzielić przez 4328 pasażerów i załogantów. Otrzymamy 127 metrów na każdą osobę dziennie! Cokolwiek za dużo, nawet na tak luksusowym pływadle...

    Biatlon i triatlon - Dziennik Bałtycki (13 lutego 2004)
    Tomasz Sikora został biathlonowym wicemistrzem świata. Już pora uznać, że nieme h w naszym języku gubimy także w pisowni - biatlon, triatlon skoro maraton. Media podały również, że Sikora ma osiągnięcia na dochodzenie. Czy rzeczniczka pomorskiej policji (pani Gabriela Sikora) może nas informować częściej o sukcesach swych kolegów w tej dyscyplinie?

    POLski bałwan - Dziennik Bałtycki (13 lutego 2004)
    Ogłaszamy konkurs - Ulep sobie Pola. Teraz każdy może mieć Marka Pola w ogródku. I jeszcze wygrać POLar "Dziennika". Śnieżny Pol nie miewa fantastycznych wizji, nie mówi bzdur i nie wchodzi w szkodę. I, co nie mniej ważne, nic nie kosztuje. oglądajmy go, kiedy idziemy do pracy i z niej wracamy. Niech będzie pod ręką, kiedy przyjdzie nam ochota, aby urwać mu nos, czy walnąć w blaszany kapelusz. Śniegowy Pol nie pozostanie z nami na zawsze. Zniknie z naszego życia, gdy tylko mocniej przygrzeje słońce. Ale brak autostrady A-1 to nie jedyna sprawa zawalona przez Pola - jest on uznawany za najbardziej nieudolnego ministra gabinetu Leszka Millera.
    Gazeta zachęca do lepienia bałwana (ta nazwa nie padła, ale z tekstu i rysunku jednoznacznie wynika, że chodzi o ten śnieżny symbol głupoty). Poprzeczka określająca kogokolwiek jako głąba wędruje nieco wyżej - jeśli redakcja może porównać ministra z bałwanem i nic, zaś wymieniony premier nazwał posła zerem, to sygnał, że w Polsce można każdego nazwać kretynem, jeśli tylko się ma dość mocne przesłanki. A ponieważ ocena jest subiektywna, to...
    Nazajutrz - Rajca zeznał, że wracając z manifestacji w Warszawie, w której działacze z Pomorza domagali się budowy autostrady A-1 i mostu na Wiśle, wypił w towarzystwie innych radnych trzy setki wódki. Sąd ukarał go 600-złotową grzywną i dwuletnim zakazem prowadzenia pojazdów. Musi też wpłacić 100 zł na cele społeczne. Kierowca miał 2,4 promila alkoholu.
    Pierwsza ofiara Pola? Gdyby była autostrada, to nie jechałby pochlać. Jaki jest poziom umysłowy naszej śmietany, skoro towarzystwo to popiło sobie wiedząc, że wielu z nich usiądzie za kierownicą? Wstyd! A kary za owo przestępstwo chyba niezbyt wielkie - czy takie były intencje prawodawcy? Jedynie Polmos może chwalić i POLa (brak autostrad - powód do zakrapianych protestów) i maniery POLaków - podobno policja zatrzymuje rocznie dziesiątki tysięcy takich kierowców...

    Szykany wobec pracowitego doktora... - Dziennik Bałtycki (14 lutego 2004)
    Od wczoraj przeprowadzana jest intensywna kontrola recept. Informacja o spodziewanej podwyżce cen tych specyfików wywołała panikę wśród chorych, którzy zaczęli szturmować gabinety lekarskie. Naciskani lekarze wyciągali bloczki i pisali... Rekordzistą jest pewien diabetolog z Trójmiasta. W pierwszej połowie listopada wystawił refundowane recepty opiewające na 172 zł, w drugiej połowie miesiąca kwota ta wzrosła do ponad 68 tysięcy złotych. Oznacza to wzrost o... ponad 39 tysięcy procent! Jeśli okaże się, że przesadził w wypisywaniu leków, będzie musiał zwrócić pieniądze.
    Jak można szydzić sobie z prawego i pracowitego doktora? Po prostu - znacznie lepiej mu się pracowało w drugiej połowie listopada (dostał bloczki i kilka firmowych długopisów). Nic innego nie robił, tylko wypisywał druczki, także po godzinach i nocami... Tytan pracy - może na biurku postawił odkurzony proporzec brygady pracy socjalistycznej? Przed świętami trzeba jakoś zarobić na godne choinkowe prezenty...

    Według sekund - TVN24 (15 lutego 2004)
    Conajmniej po kilku godzinach wreszcie poprawiono... Wg. inspektorów kierowcy przekraczali... Tomaszowi Sikorze zabrakło 6 sek. do medalu brązowego i 10 sek. do srebrnego. Jaki sens jest skracać zyskując dwa znaki? A do tego błędnie - wystarczy jedna litera bez kropki, np. przyspieszenie ziemskie 9,81 m/s2.

     Masowe śluby homoseksualistów - Onet (16 lutego 2004)
    Przed ratuszem miejskim w San Francisco stoi długa kolejka par homoseksualnych, które czekają na udzielenie im ślubu. Władze miasta wydają akty małżeństwa parom gejów i lesbijek od czwartku. Wielu przyjechało do Kalifornii z odległych zakątków kraju. Sprawa wywołuje w Stanach Zjednoczonych ogromne kontrowersje. Przeciwnicy małżeństw homoseksualnych przypominają, że w referendum z 2000 roku mieszkańcy Kaliforni opowiedzieli się za zdefiniowaniem małżeństwa jako związku kobiety z mężczyzną.
    Coś nieprawdopodobnego - amerykański burmistrz (bo tak przedstawiły to inne media) samowolnie udziela ślubów zdewiantowanym parom (dewiacja - odchylenie od normy). Przecież takie posunięcie powinno być poprzedzone orzeczeniem Sądu Najwyższego USA. Jeszcze kilka lat temu, w Teksasie karano facetów przyłapywanych w jednoznacznej sytuacji! Dziwny kraj - kiedyś nie wpuszczali niebiałych do autobusów "tylko dla białych", ale spoważnieli, teraz jednak coś im te zamachy szkodzą na głowę... A konstytucja bez większych zmian! Dają śluby ze zwierzętami (albo zwierzętom; można się pogubić), to niebawem doczekamy się pierwszego nekrofila z osobą towarzyszącą (jedynie ciałem, nie duchem...). Kto zapłaci odszkodowania, jeśli za burmistrza wezmą się fachowcy od dewiacji w szarych komórkach?
    A jeśli burmistrzowi przyjdzie do głowy zalegalizowanie handlu narkotykami, to zanim federalni się pokapują...
    U nas żaden urzędnik nie da imienia, które nie znajduje się na specjalnej liście - może jest nudnawo, ale porządnie... Typowi polscy urzędasi-smutasi. A tam wielu zapomniało, że kowbojom już nie wszystko wolno...
    Może Polacy ze skazą otrzymają niezwłocznie wizę w Warszawie, kiedy wyjawią preferencje (puszczą oko i pokażą pomarańczowe skarpetki bez oczek) i cel podróży do miasta św. Franciszka (Asyż w końcu zapadnie się pod ziemię ze wstydu).
    Nastroje dualizmu udzieliły się także redakcji - a to jedno, a to dwa i na końcu dopełniacza nazwy słynnego i bogatego stanu.

     Jeśli przydatki to dlaczego nie podroby? - Fakt, dodatek telewizyjny (19 lutego 2004)
    Zakończyła się internetowa aukcja, na której pewna studentka wystawiła swoje dziewictwo. Cena osiągnęła 8400 funtów. 18-letnia dziewczyna studiuje nauki społeczne na uniwersytecie w Bristolu. Zmusiła ją do tego trudna sytuacja materialna.
    - Wolę przespać się z nieznajomym niż klepać biedę - powiedziała przed aukcją.
    No cóż, jeszcze jeden próg przekroczony i to "dzięki" internetowi. Czyżby zasugerowała się nazwą miasta? Zbieżność wystawionego towaru z solidnym brystolem czy innym papierem wartościowym nieprzypadkowa? Skoro przed ubiciem interesu (...) zapoznają się, to spanie (...) będzie już ze znajomym. Kilka dni temu pisano, że w Norwegii pewna gazeta z określonymi ogłoszeniami została oskarżona o czerpanie korzyści majątkowych z nierządu. A na pewno powinien zainteresować się właściwy urząd skarbowy - jest dochód, a gdzie podatek? Notka nie wspomina, czy wystawiono także twarz do oglądu.  Szczegół może mniej istotny, jednak dla niejednego wkładcy, który chce ulokować i przetrzymać wkład (finansowy!) - nie do pominięcia. Jeśli już ktoś (no chyba jednak nie dama) przetarł (...) ów szlak (...), to zapewne teraz ruszy lawina internetowych licytacji szerokim spółecznym (...) strumieniem (...). Teraz należy oczekiwać wysypu ambitnych a dzielnych (i podzielnych...) studentek zapełniających internetowe tablice ogłoszeń. I za kilka lat okaże się, że większość absolwentek ukończy studia... bez klepania biedy.
    Skoro zapytano prezydenta RP o studia, to należy przewidywać, że kandydatkę na stanowisko ministra czy premiera, wścibski dziennikarz zapyta o wylicytowaną kwotę ułatwiającą studiowanie... A zgodnie z punktem równowagi - ceny utargów mogą spadać, wszak większa podaż - niższa cena.
    Pozostaje także inny moralny dylemat - skoro można ogłaszać licytacje na wdzięczne przydatki, to dlaczego inni (mniej ładne studentki i nie tak przystojni studenci) nie mogą wzbogacić witryn (nie tyle sklepowych co internetowych) licytacjami swych podrobów typu nerka? Jak liberalizacja to na całego! Cóż za kołtuneria wśród kołtunów - zakaz sprzedaży narządów wewnętrznych i swoboda w dysponowaniu narządami z pogranicza wnętrza i zewnętrza...

     Płacą za karaokę? - Wieczór Wybrzeża (19 lutego 2004)
    Właściciel baru w Japonii postanowił uatrakcyjnić wieczory w swoim lokalu, wypełniając je popisami wokalnymi znajomego muzyka. Muzyk się nie pojawił, więc właściciel zmuszony został do zaprezentowania taśm z samą muzyką. Tak narodziło się karaoke. Pomysł opanował świat i jest prosty: wystarczy kilka taśm z przebojami oraz tekst na ekranie. Zabawa murowana.
    Można zapytać (skoro w polskich sklepach wyłapuje się handlowców, którzy emitują przeboje bez stosownych opłat) - czy w innych krajach także pobiera się owe należności w sklepach i barach oraz czy polskie telestacje wnoszą te opłaty, jeśli emitują programy bazujące na karaoce?
    PS  Po polsku raczej karaoka (odmiana pod. bazuka, karioka), także nie konklawe, ale konklawa (odmiana pod. enklawa, oktawa).

    Różne kary za pedofilię - Fakt (26 lutego 2004)
    Na ostatniej stronie zamieszczono zdjęcie z komentarzem - Mężczyznę skazanego za zgwałcenie 20 dzieci powieszono na dźwigu w Iranie. Egzekucja była publiczna, jak zawsze, gdy sąd orzeka, że zbrodnia obraża obywateli. Umierał wśród gwizdów tłumu.
    A jednocześnie mamy w Polsce i w Belgii procesy w podobnie delikatnych sprawach. Ich koszty będą ogromne, zaś wyroki nieodstraszające. I ciekawostka, której nie wyjaśniają dziennikarze - dlaczego polskiego oskarżonego podają z inicjałów, zaś nazwiskiem Belga "zdobią" każde doniesienie?

    Księga pamiątkowa czy kondolencyjna? - TVN24 (28 lutego 2004)
    Kanclerz Schroeder zakończył wizytę w USA. Wypadałoby się zaopatrzyć w niemiecką czcionkę ö. Straż graniczna zatrzymała 7. nielegalnych emigrantów, aresztowała też 2. polskich kierowców. Błąd kropki. Król Hiszpani Juan Carlos I poluje dziś na żubra w Puszczy Boreckiej. Dostępu do Puszczy bronią leśnicy i ochroniarze. Błąd niedomiaru i oraz błąd niezasadnie wielkiej litery. Wystawiono księgę pamiątkową w ambasadzie Macedonii. Dawniej wykładano księgę kondolencyjną.
    Przy okazji - już po tragedii z prezydentem Macedonii poinformowano, że w katastrofach zaginęło kilkuset pasażerów filipińskiego promu oraz kilkunastu załogantów tankowca, bowiem zwyczaj każe, aby nie pisać o śmierci przed znalezieniem zwłok. Jednak ów obyczaj totalnie złamano w przypadku katastrofy samolotu na Bałkanach - o śmierci prezydenta doniesiono wiele godzin przed znalezieniem ciała.

    Stany również powariowały? - Onet (4 marca 2004)
    Nowojorscy geje demonstrują za prawem do małżeństwa. Pod takim tytułem ukazała się internetowa notka. Geje i lesbijki demonstrowali przed ratuszem w Nowym Jorku domagając się prawa zawierania małżeństw. Władze miasta odmawiają, tłumacząc, że "małżeństwa" homoseksualne są nielegalne w stanie Nowy Jork. Burmistrz twierdzi, że konstytucja daje homoseksualistom prawo do małżeństwa, gdyż zakazuje dyskryminacji ze względu na płeć.
    Ludziom szlachetnym, piszącym tekst amerykańskiej konstytucji, nie śniło się, że można interpretować go aż tak groteskowo. Kto mógł przypuszczać, że biedni a nieszczęśliwi ludzie, którym należy się pomoc i współczucie, będą rościć sobie prawo do zawierania ślubów pomiędzy osobnikami o jednakowych biegunach, które się z definicji odpychają (odwołanie do magnesów)... Przy okazji - ci trzej przystojni geje poprosili swych przyjaciół o ręce oraz te trzy przystojne geje poprosili/ły (?) swych przyjaciół o ręce. Rodzaj męskoosobowy oraz niemęskoosobowy mają jednakową formę - geje.

    Rabusie testują prawo przychlastów... - Fakt (11 marca 2004)
    Dwóch gdańszczan powoli rozkradało nieużywany most kolejowy. Sprzedawali na złom. Wreszcie rabusie wpadli w ręce policji, ale nic nie można im zrobić, bo według prawa kradzieży... nie było. Sprawę trzeba było umorzyć, bo most nie ma właściciela. A jak nie ma okradanego, to nie może być mowy o kradzieży. Policjanci mają jeszcze dwa miesiące na znalezienie właściciela stalowej konstrukcji. Jeżeli nikt się nie zgłosi (proponuję krótszy zapis - Inaczej), złodzieje dalej (raczej nadal) będą mogli bezkarnie chodzić po złom na bezpański most.
    Czy to prawda, że przychlaści (13 marca, podczas telewizyjnej zabawy intelektualnej, przygotowanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN i Program I TVP - MILIARD W ROZUMIE, dowiedzieliśmy się, że przychlast to dureń lubo kretyn w hip-hopowym slangu) kształtują naszą rzeczywistość? I nie chodzi o złodziei... Jak długo jeszcze polskie prawo będzie tolerować takie idiotyczne sytuacje?
    I coś lżejszego (tamże) - Przychodzi mała żmija do mamy żmiji i pyta:
- Mamo, czy my jesteśmy jadowite?
- Czemu pytasz?
- Bo przed chwilą ugryzłam się w język.
    Słowniki podają żmii, i choć to może istotnie wygląda dziwnie (jak i to zwierzę), jest to jednak obowiązująca ortograficzna forma. Ponieważ kandydaci na korektorów są pytani o tę oryginalną formę, przeto niezrozumiałe jest przedarcie się przez korektorskie sito tego trefnego słowa. Zapewne nie tylko żmija powinna ugryźć się w swój język...

    Jezus u menadżera przy popie - Dziennik Bałtycki (12 marca 2004)
    Kościół pragnie zainteresować młodzież religią. Czy istnieją granice w metodach zaciekawiania i przyciągania wiernych do Kościoła?
    Premiera "Dyskoteki u Piłata" odbędzie się w Wielki Wtorek w katedrze w Kwidzynie. Współczesną wersję ukrzyżowania Syna Bożego wspólnie reżyserują ksiądz Radosław Klein i nauczycielka Elżbieta Zardzewiały.
    Jezus trafia na koncert Tiny Turner. Przerywa jej i zaczyna przemawiać do tłumu. Mówi o dawno zapomnianych wartościach. Wyszydzany przez menaedżera Tiny, przygotowuje się do ostatniej wieczerzy. Samo ukrzyżowanie odbędzie się w sali teatralnej. W przerwach pomiędzy kolejnymi stacjami wystąpią gwiazdy muzyki pop.
    - Publiczność ma się dobrze bawić, ukrzyżowanie będzie wielkim show - mówi ksiądz Klein.
    Także ksiądz Ireneusz Kuc , który piętnaście lat temu podarował Elżbiecie Zardzewiały scenariusz tego przedstawienia, zdziwił się, gdy zapytaliśmy go, czy nie jest on zbyt kontrowersyjny.
    - Dlaczego? Aby młodzież mogła zrozumieć sens tego, co się wtedy stało, trzeba to umieścić w realiach współczesnych. Pokazać, jakby to dzisiaj miało wyglądać. Nie sądzę, żeby obrażało to czyjeś uczucia. Ten spektakl ma zaskoczyć i zaskoczy. Chodzi o to, by młodzi ludzie przekonali się, że wiara to nie kosmos.
    W spektaklu grają mieszkańcy z Kwidzyna. Wybrano ich w castingu.
    Nie tyle wstrząsające będzie owo przedstawienie, co już jest szokujące stanowisko księży, realizatorów tego "szołu" - wszak wielkim nietaktem jest nazywanie "szołem" wykonanie wyroku śmierci. I to na kim? I podczas dyskusji o filmie "Pasja"? Miejmy nadzieję, że gwoździe będą małe i niezardzewiałe (sepsa szaleje!). Skoro będzie i ksiądz, i pop, to może dojdzie do pojednania Zachodu i Wschodu... Raczej Ostatnia Wieczerza, skoro wielkoliterowo napisano inne podniosłe określenia. Ponieważ słowniki podają szereg postaci wyrazu obcego pochodzenia menadżer (popieranego przeze mnie), przeto nie dziwota, że komputer składający tekst wybrał wariant pośredni...
    Całe szczęście, że skopiowaliśmy casting z angielskiego. Jak sobie radzono dawniej, kiedy (zwyczajnie) dobierano (obsadzano?) aktorów do filmów - Krzyżacy lub Faraon. Wszak nie było jeszcze u nas castingowej manii... Internetowa witryna www.pwn.pl podaje: casting - spotkanie, na którym dokonuje się wyboru aktora, prezentera, modelki itp. do roli w filmie, prowadzenia audycji, wystąpienia w pokazie itp. Czyli jakoś niezręcznie - wybrano ich na wyborczym spotkaniu (podobnie - wykonać egzekucję, czyli wykonać wykonanie... ). Przy okazji - internetowy Słownik wyrazów obcych Kopalińskiego ma jedynie: casting - turniejowa forma wędkarstwa rzutowego... Być może w obu przypadkach mamy do czynienia z wyławianiem - a to ryb, a to talentów...
    I tak autorzy wykazali dobrą wolę stonowania wydźwięku spektaklu - Złagodziliśmy trochę oryginalny scenariusz. Wyrzuciliśmy np. słowo suka. Ale i tak spodziewamy się protestów. No cóż - wielcy twórcy zawsze opędzali się przed pseudoznawcami i dyletantami... Skoro suka im się nie spodobała, to może i jej szczeniaki również wyleciały ze sceny?
    Kiedyś Hanuszkiewicz wystawił Balladynę z użyciem motocykli, aby czymś się wyróżnić oraz aby zainteresować znudzoną młodzież.
    Może doczekamy się widowiska w synagodze, w której dziadkowie cudem ocaleni z Holokaustu, przedstawią swym wnukom nowoczesny punkt widzenia na koszmarne hitlerowskie czasy? Przebywająca delegacja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża lustruje obóz Auschwitz-Birkenau i wyjeżdża ukontentowana, bowiem widzi uprzejmych esesmanów pomagających nieść walizki nowo przybyłym ludziom z sześcioramiennymi gwiazdami. Ponieważ podróżni są wyraźnie zmęczeni, a walka z choróbskami wymaga kąpieli, przeto prowadzą ich z rampy prosto pod prysznice, wespół wymieniając grzecznościowe uwagi o drobnych niedogodnościach podczas cokolwiek przydługawej podróży. Słynne a seksowne gwiazdy muzyki pop nęcą śpiewem i wdziękami Szwajcarów, którzy po kilku drinkach nie trafiają do wyjścia z łaźni, ale wprost do podstawionych wagonów-salonek. Żegnają się z nadzwyczaj sympatycznymi oficerami oraz zachwalają ich wrodzone zamiłowanie do czystości - oto widząc walący z kominów gęsty dym, uznają, że to kotłownia pracuje pełną parą na potrzeby przybywających robotników z całej Europy.
    Czego to nie robi się dla znudzonej młodzieży, aby ją zainteresować historią... I ukrzyżowanie, i zagazowanie, to jednak egzekucje i nie wypada robić sobie z tego widowiska! Ale jestem starej daty - mogę się mylić...
    Publiczność ma się dobrze bawić, ukrzyżowanie będzie wielkim show...
    PS  Na początku kwietnia, w radiu podano, że odwołano omawiany spektakl. Jakie będą jego dalsze losy?

    Zidentyfikowano żywą Polkę - TVN24 (14 marca 2004)
    Na pasku z pisanymi wieściami poinformowano nas, że po zamachu dokonanym 11 marca, w madryckim szpitalu zidentyfikowano Polkę. Nieco dalej wyjaśniono, że nie jest ciężko ranna (a więc - żyje!).
    Oczywiście, identyfikować można wszystko - minerały, znaczki pocztowe, obrazy, także osoby. Jednak od wielu lat słysząc słowo zidentyfikowano jesteśmy przekonani, że chodzi o ciało ofiary, która zginęła w tragicznym wypadku i jest już poszukiwana zwykle wiele dni. Jeśli ktokolwiek nadsłuchuje wiadomości, to po omawianym - niefrasobliwie zastosowanym - słowie, może spodziewać się najgorszego, a jeśli słuchacz jest znajomym zaginionej ofiary, to serce skacze do gardła... Po całoniedzielnym przesuwania paska z ową gafą, ktoś spostrzegł niefortunne określenie, bowiem od poniedziałkowego poranka, zmieniono je na odnaleziono.
    PS  Słowniki notują kilkadziesiąt znaczeń angielskiego słowa bar. Ów pasek z wieściami to w wielkim świecie newsbar. Jeśli nie zastosujemy słowa pasek, to ugruntuje się nowe "polskie" słowo bar (albo... newsbar). I znowu ktoś prześpi sprawę, zaś krytyka kolejnej językowej hecy, nazwie frajerem nienadążającym za trendami...

    W morzu Bałtyckim... - TVN24 (16 marca 2004)
    Dwoje młodych ludzi znaleziono martwych... Czyżby Troje starszych pacjentów widziano szczęśliwych? Raczej - Znaleziono dwoje martwych młodych ludzi oraz Widziano troje szczęśliwych starszych pacjentów.
    Rybacki kuter zatonął w morzu Bałtyckim. Raczej kuter rybacki, a nawet tylko kuter, bowiem poza kutrami marynarki wojennej pływają jedynie kutry rybackie, zaś w dalszym tekście napomknięto o rybakach. Pomimo że statek istotnie pogrąża się w morzu (tonie w morzu), to piszemy jednak - na Morzu Bałtyckim (choć - o dziwny, ojczysty języku - na skwerze Bałtyckim...).
    Także na pasku błąd przewymiarowanej litery (kurtuazja?) - Arcybiskup, Prymas, Marszałek (nie nazwiska i nie pierwsze wyrazy w zdaniach...).

    Bzdura, nie Bzura... - Gazeta Wyborcza (19 marca 2004)
    Po raz pierwszy działaczowi piłkarskiemu grozi więzienie za próbę przekupienia sędziego. Sędzia dostanie 2500 zł za zwycięstwo Bzury, 1500 zł za remis i na dokładkę nie może ukarać dwóch piłkarzy Bzury żółtymi kartkami. Prokuratura zarzuciła działaczom Bzury próbę wręczenia korzyści majątkowej. Grozi im do pięciu lat więzienia.
     Nagrano kilka rozmów i sprawa wyszła na jaw. A teraz najciekawsze - Przed ostatnią zmianą kodeksu karnego nie można było tego zrobić, bo działacz piłkarski nie był funkcjonariuszem publicznym. Czy to znaczy, że konstytucje obowiązujące w Polsce od kilkudziesięciu lat, a zapewniające równość wszystkich obywateli wobec prawa, umożliwiały inne traktowanie działaczy piłkarskich? Kiedyś można było bezkarnie przekupić sędziego piłkarskiego (bo nie było artykułu na to), a teraz nie można? I to w wielu sprawach, o których szeptano, mówiono i nakręcano filmy? Gdyby zapazuchowe magnetofoniki były produkowane od dawna, to ileż wcześniej wychodziłyby na światło dzienne takie przekręty? Może jestem w błędzie, ale byłem przekonany, że jeśli jakakolwiek osoba daje w łapę jakiejkolwiek innej osobie, to obie popełniają przestępstwo, chyba że jedna z nich ujawni sprawę. I niezależnie od ustroju i kruczków prawnych. To chyba jakaś bzdura, a nie Bzura...
    Tym bardziej nie można pojąć, o czym napisano na następnej stronie - Stacja radiowa RTL z Berlina zebrała milion euro i zapłaci go piłkarzowi Bayernu Monachium, który w sobotnim meczu Bundesligi z Herthą Berlin strzeli samobójczego gola, a stołeczna drużyna odniesie zwycięstwo. Dyrektor stacji, prezenter i wielki kibic Arno Müller wpadł na ten pomysł, bo jego ukochany zespół zajmuje przedostatnie miejsce w rozgrywkach i grozi mu spadek do drugiej ligi.
    Czyli pewien gościu (tu zwany wielkim kibicem, zamiast takimże szachrajem) publicznie (przez radiostację, a nie dyskretnie - przy magnetofonie) nawoływał do naruszenia dobrych a sportowych obyczajów, a nawet do popełnienia przestępstwa polegającego na wręczeniu korzyści majątkowych, i nikt nie uznał tego za karygodne? Nawet dziennikarze Gazety Wyborczej, którzy wydrukowali obie informacje na sąsiednich stronach? Nie zestawili ich ze sobą? Polakom grozi 5 lat za proponowanie popełnienia przestępstwa, a Niemcowi podobna propozycja przyniesie chwałę i tytuł wielkiego kibica? Wszyscy kierowali się miłością do swych drużyn i wszyscy wierzyli w magiczną moc forsy. To chyba jakaś wielka eurobzdura...
    PS  Radiostacja może nadać audycję z Berlina, ale stacja jest w Berlinie. Wprawdzie Niemcy pisują wszystkie rzeczowniki od wielkich liter, ale u nas, w Polsce,  mamy swoje zwyczaje językowe. Ponieważ małoliterowo piszemy abwera, bundeswera (nieme h w naszym języku przepada) i wiele innych polskich rzeczowników przejętych z języka niemieckiego, przeto także bundesliga.

    Jak to robią Duni w Danii? - Gazeta Wyborcza (20 marca 2004)
    Średnio 43 tys. E zarabiał rocznie Duńczyk zatrudniony w przemyśle lub usługach. Duńczycy należą do najbogatszych mieszkańców Unii Europejskiej. W Polsce średnia roczna płaca to 7 tys. E.
    Prawdopodobnie są oni także najpazerniejszym (najwięcej i najdłużej pracują) narodem - podano, że przechodzą na emeryturę w wieku 67 lat (obie płcie!). Czyżby górnicy, policjanci, żołnierze, hydraulicy, nauczyciele pracowali aż tak długo? Jeśli muszą, to dopiero jest katorga, jeśli jednak nie muszą, ale czynią to z przyjemnością, to szczyt szczęścia... A teraz pomyślmy (zwłaszcza w związku z wejściem Polski do UE) - jak można zarabiać w Danii 6 razy więcej niż w Polsce? A więc - nasza płaca obarczona jest podatkiem na spłatę gierkowskich długów oraz bieżących, podatkiem na przewymiarowaną biurokrację, podatkiem na szereg niedochodowych gałęzi przemysłu i komunikacji, podatkiem na niereformowalną (póki co) służbę zdrowia, podatkiem na pseudorencistów, podatkiem na szkolnictwo (wielu absolwentów bezpłatnie studiuje, ale pracować będzie za granicą albo w ogóle nie ma zamiaru pracować zawodowo albo nie mogą znaleźć pracy). Do tego pewnie nieco mniejsza wydajność pracy (z rozmaitych powodów). No to mniej zarabiamy. Ale jednak nie 6 razy mniej (realnie), bowiem ceny u nas są niższe niż w Danii. Już nie płacimy podatków na pomoc internacjonalistyczną, nie budujemy bunkrów, nie zbroimy się na potęgę. Może jakiś detektyw prześledzi rozpływanie się należności za pracę. Na przykład - dlaczego polski stoczniowiec (monter, spawacz, konstruktor) zarabia znacznie mniej niż niemiecki (może nie ma wielu danych z Danii), skoro porównywalne ekipy budują kadłub, za który stocznie otrzymują podobną zapłatę za każdy kilogram stali - zamontowanej, pospawanej i pomalowanej?

    Jak zmniejszyć przestępczość w USA? - Dziennik Bałtycki (22 marca 2004)
    Mężczyzna, który obrabował bank na Florydzie (25 tys. $ w 2001 roku), przyznał się do popełnienia przestępstwa po obejrzeniu filmu Pasja. Jednak policja doszukała się innego motywu - okazuje się, że złodziej jest chory na raka i jeśli "zaopiekuje się" nim prokurator - będzie mógł korzystać z darmowego leczenia.
    Od kilku lat modne są biznesplany. Każdy posiadacz pomysłu musi przedstawić bankowi spodziewane korzyści po otrzymaniu gotówki - jeśli bankier nie uzna idei za świetną, to nici z interesu. Może dysponenci pieniędzy podatników także będą sporządzać takie biznesplany? Gościu ukradł 25 patoli, koszty leczenia w Stanach zapewne przekroczą tę wartość. Może tylko odebrać mu to co ukradł, doliczyć jakąś grzywnę (licytacja?) i puścić wolno w skarpetkach? Taniej będzie. A może w ramach międzynarodowych umów - wysłać do więzienia w kraju znanego z kiepskiego traktowania zaobrączkowanych lokatorów i o kiepskim poziomie służby zdrowia. Może strach przed takim załatwieniem sprawy spowodowałby gwałtowny spadek przestępstw popełnianych w USA? A podatnik amerykański zapłaci kilkakrotnie mniej za przechowanie swego zbłąkanego obywatela za granicą, na przykład w Polsce. Skoro nie wyszło nam z bazami NATO, to możemy budować więzienia dla naszych nowych przyjaciół, choćby tych z czarnymi charakterami. Dolary są dolarami...

    Równe kaucje w USA i w Polsce - Dziennik Bałtycki (23 marca 2004)
    Rabuś, który napadł na sklep w miasteczku Comfort (USA), zostawił w nim własny portfel. Przedtem zamówił kawałek pizzy, po czym zażądał gotówki. Kasjer miał problemy z otwarciem kasy, więc napastnik porwał ją w całości. Aresztowano go jakiś czas później. Został wypuszczony za kaucją w wysokości 50 tys. $.
    Najsmutniejszy (dla Polaków w Polsce) jest poziom kaucji - facet (zapewne ze szczebla dużo niższego niż średnia klasa) idzie po kawałek włoskiego ciasta i popełnia przestępstwo uiszczając kaucję, która w Polsce jest zastrzeżona dla przedstawicieli naszej średniej klasy (i to górnej jej warstwy). U nas człowiek z nizin (finansowych) to zwykły nauczyciel, lekarz, inżynier. I takiej kaucji żaden rozsądny sąd nie kazałby im płacić, bowiem takich pieniędzy to oni na oczy nie widzieli (równowartość kilu samochodów). Kilku prezesów największej polskiej stoczni ma problemy z Temidą, bowiem w parę lat zadłużyli swoją firmę na ok. 250 mln $ i właśnie wypuszczono ich za kaucją rzędu 50 tys. $. Ogromna przepaść - u nas kombinujący dyrektor wpłaca kaucję w identycznej wysokości, co amerykański rabuś za porwanie kasy z pizzerii...

    Niejednakowe traktowanie obywateli - Dziennik Bałtycki (23 marca 2004)
    Bank popełnił błąd. Zamiast 472 zł na konto przelał w imieniu klienta 427 zł. Choć swój błąd naprawił następnego dnia, klient stracił ubezpieczenie. Bank przesłał do ZUS pismo, w którym przyznał się do winy i prosił o niewyciąganie konsekwencji wobec naszego klienta. Mimo to ZUS odmówił wypłaty świadczeń chorobowych - nie mieliśmy tego płatnika na swojej liście. Po monitach dziennika ZUS postanowił przyznać rację niewinnemu klientowi i wypłacić zasiłek z kilkumiesięcznym opóźnieniem.
    Kiedy obywatel dostanie się w tryby urzędników, to można dostać białej gorączki. Nie zawinił, ale ma kłopoty. Niby urzędnik to taki sam obywatel jak każdy inny. Niby. Przecież gdyby urzędnik był w takiej sytuacji (zwłaszcza wyższego szczebla) albo byłaby to osoba ogólnie znana (polityk, aktor, pisarz), załatwiono by taką sprawę niezwłocznie, a więc bez rozgłosu, i to po myśli klienta. A w przypadku wpływowego obywatela, to kłopoty miałby i bank, i pracownik ZUS, gdyby nasza osobistość miała choć nieco potargane nerwy. Tym bardziej jest bulwersujące, że ZUS wysyła pieniądze podatników na zagraniczne konto bankowe poszukiwanemu, przez nasze państwo, zbrodniarzowi przeciwko ludzkości. I nie ma mądrych, aby tę kompromitującą bezmyślną machinę (i kilka podobnych zgłoszonych w Sejmie) zatrzymać. Czy osły to wystarczająco mocne słowo określające stan umysłowy decydentów? A Temida nie przyczepi się o zniesławienie? I jaka nierówność obywateli wobec prawa - bo gdyby choć wszyscy byli równie kiepsko i głupawo obsługiwani przez urzędy, to można byłoby z tym jakoś się pogodzić, ale z wybiórczą sprawiedliwością?!

    Szkoda, że leczenie politycznej ślepoty nie jest refundowane przez polski system opieki zdrowotnej - TVN24 (27 marca 2004)
    W 2. rzeźniach wykryto 2. krowy z BSE. To 12. i 13. przypadek w Polsce. Następnego dnia zdjęto z wizji dwie pierwsze kropeczki-perełeczki. 4. Irakijczyków zginęło a 19. zostało rannych w Bagdadzie. 9 osób zginęło a 28 jest rannych w wypadku brazylijskiego autobusu. Dwa zdania obok siebie i dwie szkoły kropkowania! Włoska policja zajęła ćwierć miliarda euro na kontach najbogatszego sycylijczyka. Gdyby Sycylia była miastem, to i owszem, ale to jest wyspa, zatem zgodnie z wytycznymi słowników... No, ale jeśli wymyśla się inne zasady dla mieszczan i inne dla wyspiarzy, to potem mamy takie dziwactwa... Może RJP ufunduje kursy dokształcające dla paskowych pisarzy? SLD nie widzi żadnych powodów, by przeprowadzić wcześniejsze wybory do Sejmu - powiedział szef tej partii. Jesienią 1989 roku władze NRD także wielu rzeczy nie dostrzegały i uroczyście obchodzono czterdzieste urodziny tego państwa. Ostatnie...
    Kilka dni temu zginął szejk (ang. sheik/sheikh) Yassin, Jassin i Jasin (w miarę upływu czasu nazwisko to przeobrażało się w coraz bardziej polską postać).
                                                                                                                                                                     mirnal1402
 Strona główna