Komentarze 2004 (IV-VI)

    Biegli sugerują wyroki bezstronnym sędziom... - Dziennik Bałtycki (1 kwietnia 2004)
    Ku końcowi zbliża się proces Bartosza H. oskarżonego o zabójstwo swojej byłej dziewczyny. Nie ma wątpliwości co do tego, że 2 maja 2003 roku Bartosz H. zabił kobietę będącą w ósmym miesiącu ciąży. Nie wiadomo tylko, czy zrobił to świadom tego czynu. Wywiózł dziewczynę do lasu i - po spacerze - dwukrotnie uderzył ją blokadą kierownicy w głowę. Twierdzi, że nie pamięta tego postępowania. Na następnej rozprawie ma być przesłuchany tylko biegły z medycyny sądowej. Oskarżonemu grozi dożywocie.
    Ponieważ oskarżony jest z "dobrego domu", przeto biegły coś wymyśli i dożywocia nie dadzą...
    Na sąsiedniej stronie - Sąd warunkowo umorzył sprawę przeciwko malborskiemu policjantowi, który oskarżony był o nieumyślne potrącenie kobiety, która zmarła po kilku miesiącach. Sąd wydając wyrok, wziął pod uwagę opinię biegłego, który jednoznacznie stwierdził, że obrażenia odniesione w wypadku bezpośrednio nie przyczyniły się do śmierci poszkodowanej. Policjant ma nienaganną opinię.
    Jednoznacznie określić to można jedynie wynik prostego dodawania. Jest oczywiste, że opinia biegłego jest funkcją ważności ofiary i kierowcy. Należałoby powołać kilku niezależnych biegłych, ale kto na to znajdzie pieniądze? No to powołuje się jednego.
    A w internetowej witrynie Onetu czytamy - Prezes spółki (kompleksy basenów) pijany (we krwi 0,4 promila alkoholu) i z fałszywym prawem jazdy. Lubiński sąd skazał prezesa spółki z Polkowic na karę grzywny i czasowo zakazał mu prowadzenia auta za to, że kierował nim "po alkoholu", posługiwał się fałszywym prawem jazdy i złamał wcześniej orzeczony wobec niego sądowy zakaz prowadzenia samochodu. Ma zapłacić grzywnę w łącznej wysokości 10 tys. zł, zabrano mu na osiem miesięcy prawo jazdy i obciążono kosztami procesu. Prawo jazdy było fałszywe, bowiem prawdziwe zostało odebrane kilka miesięcy wcześniej, za jazdę w stanie nietrzeźwym. Oskarżony przyznał się przed sądem do winy. Tłumaczył jednak, że alkohol pił poprzedniego wieczora, a nie w dniu, w którym go zatrzymano do kontroli. Biegły potwierdził, że w takiej sytuacji możliwe jest, że odczyt wskazał taką zawartość alkoholu w organizmie. Sąd uznał, że zachowanie oskarżonego było naganne, ale stwierdził, że wystarczającą karą w tym przypadku będzie kara grzywny. Orzekł ponowny zakaz prowadzenia auta zobowiązując go do oddania prawdziwego dokumentu i zatrzymał fałszywe prawo jazdy, którym posługiwał się mężczyzna w chwili kontroli. Prezes złożył pisemne oświadczenie, w którym zapewnił, że to się więcej się nie powtórzy.
    Czyżby sąd zapomniał, że prawdziwe prawo jazdy odebrano mu wcześniej? I to zmusiło prezesa do załatwienia sobie fałszywego... Zatem - kierowca popełnił dwa przestępstwa - jazdy "po pijaku". Każde z nich jest zagrożone karą do 2 lat więzienia. Czy sąd zna termin recydywa? Ponadto ów wątpliwy dżentelmen polskich szos zlecił sfałszowanie dokumentu i posługiwał się nim oraz kierował pojazdem bez zezwolenia (prawa jazdy). I za to wszystko wykpił się grzywną, wprawdzie wysoką dla zwykłego obywatela, ale nie dla prezesa. I to wszystko w ramach konstytucyjnej równości wszystkich polskich obywateli wobec prawa... Kpiny? Nie podano danych przestępcy, choć takie informacje są przekazywane w euromediach, zwłaszcza po prawomocnym wyroku.
    Co łączy te sprawy? Biegli. Sądy można nazywać niezawisłymi organami, choć można mieć wiele wątpliwości, jednak w każdej z tych spraw występował tylko jeden biegły (tak przynajmniej to ujęto). A każdy biegły może mieć inną opinię. Zatem - cóż z tego, że sędziowie są bezstronni, skoro biegłych typować można jednak stronniczo. Można przyjąć nawet, że sędziowie nazywani niezawisłymi, powołują biegłego, który zakulisowo jest związany z oskarżonym, o czym sędziowie albo nie wiedzą albo udają niewiedzę... W pierwszym przypadku można to nazwać błędem niezawinionym, jednak w drugim przypadku to poważny zarzut wykluczający sędziego z dalszego pełnienia swych służebnych obowiązków wobec RP. Kilkanaście dni temu pokazano program, w którym biegli (którzy byli nie tylko biegli w branży motoryzacyjnej, ale także w załatwianiu opinii o kolizjach drogowych na korzyść zainteresowanych kierowców) sterowali sądowymi wyrokami według łapówkarskich zasad... No i co z tego, że sąd jest nawet bezstronny, skoro biegli są sprzedajni? Upadek polskiej Temidy? Już sędziowie, prokuratorzy i biegli są uwikłani w nieczyste układy, takoż i ławnicy z podejrzaną przeszłością, pełnią swą zaszczytną rolę, o czym donosiły ostatnio media. Kompromitacja! Tacy koszmarni biegli powinni zostać wykopani z sądownictwa polskiego - należy ich krzywy bieg zamienić na prosty wylot z roboty! Czy jeszcze ktoś w Polsce wierzy w obiektywną Temidę?

    Ostatnie takie dowcipy o nacjach? - Dzień Dobry (2 kwietnia 2004)
   Na oceanie spotykają się dwa rekiny.
- Wiesz, dziś rano zjadłem Polaka.
- Nie wierzę! Chuchnij!
    Zabawne, nieprawdaż? Można pośmiać się z własnej nacji. Lepsze to, niż żarty z Żydów, Niemców, Rosjan, Amerykanów. Jednak tego typu żarty mogą być (i pewnie są) tłumaczone i drukowane w wydawnictwach niesprzyjających nam, Polakom.  Zresztą, z reguły dowcipy o innych bawią nas bardziej, niż docinki obcych na nasz temat (tak jest na całym świecie). Miejmy nadzieję, że po wejściu do UE (za miesiąc!), będą zabronione publikacje dowcipów dotyczących narodowości, religii, mniejszości (jakich by nie było, tak na wszelki wypadek...). Oczywiście, będzie nudniej, ale przyjaźniej... A podziemne żarty będą opowiadane nielegalnie, jak podczas okupacji o Hitlerze, a później o Stalinie. Może będą kary podobne do nakładanych na telestacje emitujące programy "bulwersujące, zwłaszcza w nieodpowiednim paśmie czasowym"...

    A sedno sprawy? - Gazeta Wyborcza (2 kwietnia 2004)
    Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze stanął w obronie 51 Meksykanów czekających w więzieniach w USA na wykonanie kary śmierci. Zostali oni skazani na śmierć za morderstwa w różnych, dodatkowo ich obciążających okolicznościach - np. podczas napadu, gwałtu lub w związku z handlem narkotykami. Meksyk argumentuje, że amerykańska policja złamała prawo międzynarodowe. Zgodnie z konwencją wiedeńską - policja musi poinformować cudzoziemców, że mają prawo do widzenia ze swoim konsulem. W żadnym z 51 przypadków policjanci tego nie zrobili.
    Zgoda, Amerykanie mają ostre prawo i niesłusznie (m.in. badania DNA) wykonano tam wiele wyroków śmierci oraz szereg unieważniono. Jednak nikt w opisanej sprawie nie kwestionuje zasadności wyroku, a jedynie "niezawiadomienie konsula". Oskarżeni (w artykule wspomniano także o innych 120 obcokrajowcach) mieli obrońców i żaden nie podniósł tej kwestii? A dziennikarze i opinia publiczna? Nikt nie zauważył uchybień? Myślę, że zauważono, ale uznano, że procesy i wyroki był sprawiedliwe.
    Trzy lata temu rząd Niemiec zabiegał o darowanie życia swemu obywatelowi. Ale władze Arizony odrzuciły apele (m.in. Papieża) i egzekucję wykonały. Rok później Teksas mimo próśb Meksyku wykonał karę śmierci na obywatelu tego kraju. Jeśli USA nie dostosują się do zaleceń Hagi, Meksyk będzie mógł poprosić o pomoc Radę Bezpieczeństwa ONZ.
    To w dzisiejszych czasach ONZ nie ma nic innego do roboty, jak stawać w obronie praw obywateli sprawiedliwie osądzonych? I co zrobi ta wielka organizacja? Nałoży sankcje na USA? W Polsce nie ma miesiąca, by nie informowano o łamaniu praw poszkodowanych, zwłaszcza dzieci i kobiet, i co? ONZ zajmie się ich obroną? Czyż nie zanadto poświęca się uwagi obronie słusznie skazanych, a zbyt mało poniewieranym ofiarom? Każdy morderca popełniający zbrodnię w obcym kraju powinien mieć świadomość, że kara może go dosięgnąć z powodu drastycznego przestępstwa, na podstawie kodeksu tego kraju. Twarde prawo, ale prawo. Dlaczego cudzoziemcy mają być łagodniej traktowani, niż obywatele tego kraju (tu - USA)? Jesteś gościem w obcym państwie, to w dwójnasób pilnuj się i nie popełniaj zbrodni!
    Oczywiście, jeśli Stany Zjednoczone formalnie złamały prawo, to powinny byś skarcone (na przyszłość). Owszem, Stany znane są z dokładnego przestrzegania procedur, zatem dziwi opisane postępowanie, które piętnuje Haga. Jednak skoro wina oskarżonych nie pozostawia wątpliwości, to jakie znaczenie ma "kontakt z konsulem"? Symboliczny?!

    Kup taniej, a może uda ci się nie zginąć - Gazeta Wyborcza (2 kwietnia 2004)
    W obszernym ogłoszeniu zareklamowano jeden z supermarketów w Gdyni - Po dokonaniu zakupu należy wypełnić kupon konkursowy, dołączyć do niego paragon potwierdzający zakup i wrzucić go do urny konkursowej. Aby mieć możliwość wygrania należy być obecnym podczas finału konkursu.
     I jest tak od kilku lat, co parę miesięcy. Nie wystarczy kupić, podpisać się i wrzucić kupon do skrzynki. Należy jeszcze BYĆ podczas losowania.
    Byłem kiedyś na takim losowaniu. Tysiące ludzi szturmujących wnętrze sklepu w godzinach najlepszych dla życia towarzyskiego, szarpiących się w kolejce do urny. Rezygnują z imienin, z wizyty w kinie lub teatrze, z obejrzenia ciekawego filmu w domu u schyłku tygodnia. Schyłek kultury osobistej i godności narodowej...
    Większość przybywa samochodami - galimatias na parkingu i ogólny paraliż komunikacyjny w rejonie owej placówki handlowej. Tysiące bezproduktywnie i bez przyjemności utraconych godzin i tyleż wypalonych litrów paliwa (także bez sensu). Tłok i złorzeczenie. Spora część klientów nie ma szansy na dopchanie się do urny i nie uczestniczy w konkursie.
    Losowanie odbywa się w ogólnym zgiełku, są trudności ze zrozumieniem nazwisk zwycięzców, po odbiór głównych nagród nie zgłaszają się szczęśliwcy, bo nie dosłyszeli lub... ich nie było (olali, zapomnieli, pracowali, dyżurowali, chorowali, rodzili, umarli...). To nie jest sympatyczny i przyjazny sposób obcowania dyrekcji marketu z kłębiącą się gawiedzią.
    Gratka dla kieszonkowców - tłum zaaferowany możliwością zdobycia samochodu zapomina o portfelach i torebkach. Dochodzi do przeciążenie górnych kondygnacji oraz schodów, co grozi zawaleniem. Z pewnością nie są spełnione także przepisy ochrony przeciwpożarowej. Koszmar i upodlenie. Granie na niewysokich instynktach ludzkich.
    Wszystko zgodnie z zasadami wolnej kapitalistycznej konkurencji - co nie jest zabronione jest dozwolone...
    Proponuję uznać, że
1. Punkt regulaminu obecność przy losowaniu obowiązkowa jest nieracjonalny, niesympatyczny, nieprzyjazny i nielegalny.
2. Ów punkt regulaminu w szczególności nie spełnia wymogów ostatnio komentowanych przepisów o nieuczciwej konkurencji.
3. Zamieszanie na drogach publicznych wokół supermarketu stanowi zagrożenie dla użytkowników tych dróg  (także niezainteresowanych konkursem).
4. Zamieszanie wewnątrz obiektu handlowego zwiększa zagrożenie pożarowe oraz zwiększa prawdopodobieństwo zaistnienia katastrofy budowlanej.

    Czy dyrekcja bierze odpowiedzialność za kradzieże, stłuczki, pożar i zawalenie spowodowane większym ryzykiem, niż w zwykłych (nominalnych) warunkach pracy marketu? Czy umowa z ubezpieczycielem przewiduje nadzwyczajne przypadki? Czy ze skutków pamiętnego pożaru podczas koncertu w hali Stoczni Gdańskiej wyciągnięto wnioski?

    Wobec powyższego wnoszę do władz miasta, policji i straży pożarnej o niewydawanie pozwoleń na imprezy zagrażające mieniu, zdrowiu i życiu obywateli, w szczególności konkursom zawierającym skandaliczny punkt regulaminu  Obecność przy losowaniu obowiązkowa. Prawnicy, zwłaszcza współpracujący z prasą oraz z Federacją Konsumenta, proszeni są o ocenę legalności krytykowanego punktu regulaminu konkursu.

    Jeśli ktoś wątpi w słuszność powyższego postulatu, to proszę dziennikarzy, fotoreporterów oraz osoby posiadające wideokamery o przybycie do supermarketu na niebezpieczny pokaz naigrywania się z łapczywości i złudzeń tłuszczy oraz na żenująco niski poziom rozstrzygnięcia konkursu pn. I Ty możesz wygrać samochód...

    Czy konkursy - kup, wrzuć kupon i wygraj  nie są nieetyczną formą promocji sklepu i towarów?
    Czy środki zdobywane na zakup nagród są pozyskiwane ze sprzedaży innych towarów po wyższej cenie albo są uzyskiwane na niższych wynegocjowanych cenach od hurtowni dostarczających większe ilości towaru (jednak inne sklepy nie stosują tych chwytów reklamowych, bo ich dyrekcje nie uważają takich konkursów za moralne)?
    Czy redakcje gazet i czasopism oferując swe produkty wraz z masą konkursów pocztówkowych i telefonicznych nie stosują  wybiegów podobnych do krytykowanych pomysłów wdrażanych przez markety?
    Czy można uznać, że klient nabywający towar i wypełniający kupon ma prawo do uczestnictwa w konkursie bez warunku obecności podczas losowania (wszak w cenie towaru opłacił prawo uczestniczenia w loterii, a wszelkie inne dodatkowe i utrudniające wymagania są pozaprawne i nieeleganckie, czyli nieprzystające do określenia cywilizowane)?
    Czy stacje telewizyjne organizujące konkursy telefoniczne z nagrodami o wysokiej wartości nie popełniają identycznej gafy wymagając obecności telewidza w domu podczas trwania telezabawy (wszak telewidz wniósł swą opłatę za prawo uczestniczenia w konkursie i pozostałe warunki, w tym wymagana obecność oraz minimalny wiek uczestnika, należy uznać za nielegalne)?
    Czy świat nie zwariował od kakofonii promocji, konkursów i reklam? Wszak za to wszystko płacimy my, nabywcy... Abonament telewizyjny byłby droższy? Prawda, ale ilekroć więcej byśmy zaoszczędzili podczas nabywania towarów niereklamowanych (tańsze), a ilu z nich w ogóle nie nabylibyśmy (zbędne)... Agencje reklamowe (zbijające majątek na wmawianiu klientom, że towar x jest lepszy od y, albo że z jest im niezbędny) nie wytwarzają żadnych wartości materialnych. Przelewają z pustego w próżne, trwoniąc społeczną energię (powierzchnia biurowa, wyposażenie firmy, paliwo, pensje). Może wzięłyby się za produkcję konkretnych wyrobów zwiększając masę towarową na rynku i rzeczywisty dochód narodowy?
    Należy ograniczyć emisję reklam, stworzyć nowe prawo dopuszczające istnienie jedynie skromnej reklamy informacyjnej i to sprawdzonej (przed emisją) przez wiarygodne służby publiczne (federacje konsumentów i państwowe służby kontrolujące wyroby na zgodność z normami bezpieczeństwa). Należy wyeliminować zapis w rodzaju za treść reklamy nie bierzemy odpowiedzialności. Nie ma prawa ukazać się reklamowy anons, za który nikt nie chce finansowo odpowiadać.
    Kilkanaście dni temu pokazywano dantejskie sceny z otwarcia największego marketu w Polsce. Pewnie zdjęcia te obiegły cały świat. Ludziska stali kilkanaście godzin w kolejce przed otwarciem, aby kupić upragniony odtwarzacz lub drukarkę za 100 zł. Rozdeptano kilkanaście osób, na szczęście nieśmiertelnie. Z wypowiedzi dyrekcji wynikała, że mimo strat i niższych cen, interes się opłacił - za zwykłą reklamę zapłacono by znacznie więcej, a tu była nietuzinkowa rozróba. Pracę pogotowia, zwolnienia lekarskie, ingerencję policji uiszczono z kasy podatników. Odniosłem koszmarne wrażenie - gdyby zginęło parę osób, to reklama byłaby jeszcze dosadniejsza! A na trumny i pochówek także nie łożyłaby dyrekcja marketu! Czy musi dojść do tragedii, aby odpowiednie władze zareagowały? Oczywiście - musi! Tak było z wieloma katastrofami, choćby zatonięcie *Titanica*  - miał zbyt mało miejsc w łodziach ratunkowych oraz zlekceważono wiadomości o plączących się górach lodowych po oceanie. Oglądając ciekawe filmy (Discovery, National Geografic) o pożarach fabryk i katastrofach lotniczych, można zauważyć lekceważenie życia ludzkiego z powodu chęci wzbogacenia się za wszelką cenę. I kiedyś w Polsce taka tragedia się wydarzy. Będzie dyskusja, szukanie winnych i pytanie - czy do tego musiało dojść? Odpowiedź już padła - musiało! Bo tacy są ludzie - mamona jest jedynym bogiem pomiędzy religijnymi świętami!
    PS  Oczywiście, nie tylko ubodzy Polacy wygłupiają się dla kasy. Są bogatsi, co gotowi połamać nogi w biegu do ślubu (do wesela zagoi się...) - onegdaj pokazywano Amerykanki forsujące sklep wyprzedający suknie ślubne. Zamiast 1000$ wystarczyło zapłacić 300$. Niektóre zapobiegawczo brały po kilka kompletów - tamtejsze przodownice matrymonialne mają po kilku mężów (kolejnych, na szczęście...). A może uznać - jeśli ktoś dobrowolnie chce uczestniczyć w zawodach Kup taniej, a może uda ci się nie zginąć, to wyłącznie jego sprawa? No, ale jeśli tak, to kolejny krok w liberalizacji poglądów - zakładanie pasów bezpieczeństwa w aucie oraz zażywanie narkotyków to również prywatne sprawy wolnych obywateli...

    Wolimy jeździć do Italii niż do Włoch... - Gazeta Wyborcza (3 kwietnia 2004)
    Złote lata Italii. Pod takim tytułem, w artykule dokonano przeglądu kina włoskiego (nie italskiego). Pewnie, jaka to zachęta -  Złote lata Włoch? Oficjalnie Włochy, nieoficjalnie oraz dawniej - Italia. Oczywiście, kinematografia zaistniała, kiedy już śladów nie było po Italii (w polskim rozumieniu, bowiem w zdecydowanej większości języków istnieje wyłącznie pojęcie Italia).
    Niedawno zakończyła się prezentacja bloku poświęcona filmowemu neorealizmowi włoskiemu. Nie italskiemu. W ramach przeglądu "Kino po neorealizmie" zobaczymy m.in. "Rozwód po włosku". Nie po italsku. (jeśli coś wisi na włosku, to jednak nie na... italsku). Turystyka stawia na słoneczną Italię, ponieważ Włochy zbytnio kojarzą się z sierścią czy innymi kudłami. Nie dość, że nazwa państwa wyraźnie nawiązuje do fryzjerstwa, to kontur kraju na mapie trąca obuwnictwem...
    Gdyby dwa biura turystyczne przy jednej ulicy, zapraszały do tego pięknego kraju, stosując wezwania - słoneczne Włochy zapraszają oraz słoneczna Italia zaprasza, to ich wyniki finansowe byłyby wiele mówiące... Salon fryzjerski w Gdyni nazwano Venice (po angielsku, po włosku/italsku - Venezia, zaś po polsku - Wenecja). Rzadki przypadek, kiedy angielska nazwa jest bardziej chwytliwa niż italska. Atrakcyjna (bo obca; nie jedyny przypadek, kiedy łakomiej spozieramy na cudze, nie ceniąc własnego) pierwsza litera V nie jest w stanie zrekompensować zgrzytliwego (jeśli czytać po polsku) końcowego -zia; żeby choć -sia (jak Calisia) albo -cia (jak Galicia)...
    Przed II wojną światową Włosi (Italowie/Itale) próbowali zmienić kanałami dyplomatycznymi nazwę Włochy na Italia, bowiem Włoch kojarzył się im z niemieckim Welsch (o pogardliwym odcieniu). Po stu latach, bez formalnych postulatów, nazwa Italia przeżywa renesans - następuje gwałtowny rozwój turystyki, która może spowodować wyparcie nazwy Włochy z urzędowego języka polskiego i powrót do nazwy pierwotnej, przyjaźniejszej i jednak ogólnoświatowej.
    Pewne biuro (chyba jednak turystyczne, nie farmaceutyczne...) kusi: Włochy - "Italia w pigułce". Można sobie wyobrazić biuro o nazwie Italia, ale Włochy? Korzyścią z obecnej nazwy jest wyszukiwanie informacji w internecie - jeśli wpiszemy Włochy, to o tym pięknym kraju otrzymamy informacje wyłącznie w ojczystym języku.

    Na każdego można znaleźć haka- Dziennik Bałtycki (6 kwietnia 2004)
    Pod takim tytułem nawiązano do afery Orlengate. Niestety, biernik rodzaju męskiego kpi sobie z Polaków. Sprawdźmy, czy istotnie jest to ten przypadek - w miejsce haka wstawmy inne rzeczowniki: na każdego można znaleźć przepis, kwit, kamień, haczyk; najlepiej rodzaju żeńskiego książkę. Istotnie, jest to biernik rzeczownika męskiego nieżywotnego (tożsamy mianownikowi), zatem - na każdego można znaleźć hak... Oczywiście, istnieje teoria używotnienia pewnych męskich rzeczowników, które w bierniku są identyczne z dopełniaczem (np. tańce i waluty, także nazwy samochodów), no ale nie - hak, rak (alpinistyczny), mikser, pilot (sterowanie), ekspres.

    Sowiecki falstart - Dziennik Bałtycki (6 kwietnia 2004)
    MSZ opublikowało kolejną listę nazwisk spadkodawców. Jeden z nich urodził się w Seratowie ZSSR w 1918 roku. Zapewne chodzi o Saratów. Wprawdzie kiedyś istniał ZSRR (Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich) określany także jako ZSSR (Związek Socjalistycznych Sowieckich Republik), jednak dopiero od 1922 roku, zatem nie można było urodzić się w państwie, które już wprawdzie historia nam i światu szykowała, ale którego jednak jeszcze nie było (i już nie ma - rozwiązano je w 1991 roku)...

    Jak zwykle - winni Rosjanie i Amerykanie - Dziennik Bałtycki (7 kwietnia 2004)
    Od wielu lat zapewniano nas, że jedyną budowlą widoczną z kosmosu jest chiński Wielki Mur. A tu skośnooki tajkonauta powrócił z podróży kosmicznej i powiedział, że nie widział muru. Ministerstwo Edukacji wstrzymało druk książek zawierających błędne przekonanie, z zamiarem poprawienia ich. Zdecydowano definitywnie obalić wielki mit, który mówi, że Wielki Mur widoczny jest z kosmosu. Obalono już mur berliński, teraz mit muru chińskiego. Miał rację Jacek Kaczmarski - A mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat! A winni są pewnie (jak zwykle) Rosjanie i Amerykanie - no bo któż rozsiewał plotki o widoczności muru chińskiego z kosmosu? Podlizywali się najliczniejszemu narodowi, a tenże wysłał swego przedstawiciela, który zamiast wytężyć sokoli wzrok i dostrzec jednak wijące się nasypy z kamieni czy cegieł, przekazał rodakom smutne wieści, po czym Chini (mieszkańcy, ale krócej) dokonali samoobalenia największego technicznego mitu Państwa Środka...
    PS Wielu pisuje taikonauta, ale po polsku raczej tajkonauta, wszak Tajlandia oraz Tajwan i Tajpej (10 kwietnia TVN24, w cyklu Bez komentarza, pokazywano antyprezydenckie demonstracje z błędnym podpisem - Taiwan, Taipei).

    O komunistycznej gnidzie i przytarganym koszu - Dziennik Bałtycki (8 kwietnia 2004)
    Prokuratura w Gdyni skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Klaudiuszowi W., który znieważył prokuratora - ty esbecka szujo oraz komunistyczna gnido prokuratorska. Oskarżony jest z zawodu prawnikiem, tyle że niepracującym. Za znieważenie grozi mu do roku pozbawienia wolności.
    Ponieważ do zdarzenia doszło w maju i kwietniu 2003, sąd ma teraz trudny orzech do zgryzienia, bowiem nieco później premier publicznie nazwał posła zerem i nie szarpano go po sądach. Skoro Konstytucja RP 1997 obowiązuje wszystkich obywateli, to teraz należałoby sądzić premiera albo zwolnić p. Klaudiusza... Czekamy na rozwój sprawy.
    Tuż poniżej opisano interesujące międzysąsiedzkie wydarzenie. Właściciel domu po uprzednim upojeniu się napojami wyskokowymi, chwycił siekierę i zaatakował młodego człowieka. Gdy ten wytrącił mu z ręki ostre narzędzie, złapał za kosz na śmieci, który przytargał z ulicy. Grozi mu do dwóch lat więzienia.
    W pierwszej historyjce dał się ponieść emocjom niepracujący prawnik, w drugiej... pracujący redaktor.

    Niszczenie chleba niezgodne z polską tradycją! - Dziennik Bałtycki (8 kwietnia 2004)
    Chleb, czyli odpad - tytuł jakże skandaliczny. Przepisy unijne szykują nam kolejne niespodzianki. Normy przewidują, że w Polsce (jak w całej UE), niesprzedany chleb następnego dnia należy zniszczyć. I nie można  go przekazać potrzebującym i ubogim, czy nawet na paszę dla zwierząt! Cukiernicy i piekarze spodziewali się, że po wejściu do UE zniknie wiele niedorzeczności. Tymczasem powstają następne.
    No tak, większość Polaków głosowała za przyłączeniem do Wielkiej Europy, czyli do UE. Nie wiadomo jakie byłyby wyniki głosowania, gdybyśmy znali wszystkie plusy i minusy, w tym bulwersujące mało rozsądne dziwactwa. Nam przekazano na religii, że św. Stanisław Kostka zbierał okruchy ze stołówkowej podłogi, aby ich nie deptano. Nie trzeba także pisać, co czyni przeciętny Polak przed dzieleniem bochenka albo po upadnięciu jego skibki (kromki). A tu takie świętokradztwo - przecież gdyby nawet nie przelewało się nam, to nie można traktować chleba jak zwykły towar, czyli w kategoriach jedynie ekonomiczno-prawnych! (podobnie bulwersujące są związki znaczeniowe typu eksterminacja - czystki etniczne oraz kierowanie pracownikami - zarządzanie zasobami ludzkimi).

    Nowy sposób na zmianę płci! (och ci nasi meni) - Wieczór Wybrzeża (8 kwietnia 2004)
    Obszerny wywiad ze specjalistami toksykologii akademii medycznej.
    Często ratujecie ofiary koszmarnych dowcipów?
    - Nie zawsze jesteśmy w stanie je uratować. Dramatycznie skończył się zakład dwóch młodych mężczyzn spoza Gdańska. Postanowili zjeść... sromotniki i sprawdzić, który z nich przeżyje. Każdy z nich spożył w całości po cztery duże grzyby, jeden z nich  dodatkowo popił je alkoholem. Oboje zginęli po kilku dniach.
    Przed próbą dwóch, po niej oboje... Ciekawe, który z nich (podczas eksperymentu) zmienił płeć? Może to siła sugestii - nazwa grzyba rzuciła się mu/jej na przyrodzenie? Prawdopodobnie typowo męski napój uchronił jednego z zakładników (zakładnicy, bo zakład byli uczynili) przed pohańbieniem - pozostał jednak mężczyzną do końca. Czyżby obaj opacznie zrozumieli słowa czołowego lewicowego polityka o sposobie poznawaniu prawdziwego mena po jego końcówce? Przecież nie chodziło o konsumpcję, a jeśli nawet, to jednak... nie grzybów.
    Gdyby jednak sposób zmiany płci dopracowano, być może wielu bezrobotnych panów po pięćdziesiątce zdecydowałoby się poeksperymentować - pięć lat wcześniejsze przejście na emeryturę w charakterze pani oraz statystycznie o kolejne pięć lat dłuższe życie, czyli dekada dłuższego pobierania owego świadczenia... Warte zastanowienia - być głodnym mężczyzną czy sytą kobietą; męski honor czy niewieście przetrwanie... Oraz przygarść bonusów - żegnajcie periody i prostaty!
    Niniejszym również zgłaszam sprawę do Nagrody Darwina - nie w zakresie zmiany płci, ale w związku z rzuceniem losowi rękawicy...
    Na innej stronie rozmowa z handlowcami "w temacie" sprzedajność dwunastogwiezdnych flag UE. Mamy klika sztuk. Wszystkie po 30 zł. Jak na razie nikt nie kupił choć jednej, Zdecydowanie bardziej popularne są flagi NATO. Może po 1 maja zaczną schodzić unijne - mówi nieco zrezygnowany sprzedawca. Nawet chochlik czyni aluzje do nieeleganckiej grupy albo do działalności komputerowej... myszy.

    Co to jest tajemnica wojskowa? - Gazeta Wyborcza (9 kwietnia 2004)
    Mówi polski żołnierz w Karbali: No jasne, że się boję. Takim tytułem zachęca redakcja do przeczytania artykułu o żołnierskiej (nie tułaczce, nie hardości, ale)... bojaźni. Każdy przy zdrowych zmysłach musi odczuwać strach, kiedy wie, że chcą go zabić. Chodzi o to, żeby jakoś nad tym strachem zapanować.
    Zapewne przez tysiąc lat (z przerwami) istnienia Państwa Polskiego wszyscy waleczni Polacy bali się okrutnie, ale o tym nie pisano. Bał się wojak pod Cedynią, rycerz pod Grunwaldem, żołnierz na Wale Pomorskim. Trudno sobie wyobrazić, by dzienniki frontowe (po wynalezieniu druku) pisały o powszechnie odczuwanym strachu, ponieważ nie dodawano w ten sposób animuszu własnej armii, a na pewno obserwujący (teraz monitorujący) wróg miałby nazbyt wiele wskazówek na temat panujących nastrojów. A informacja o atmosferze w siłach przeciwnika jest tajemnicą wojskową porównywalną z poziomem uzbrojenia. Żołnierze (znane niemieckie i radzieckie przypadki, o innych jakby ciszej) byli rozstrzeliwani za szerzenie defetyzmu.
    Nie ma dnia, aby nie donoszono o nastrojach panujących wśród aliantów wnoszących od roku pokój do Iraku. Wymienia się typy uzbrojenia - komentowano słabe wyposażenie naszych oddziałów w takie a nie inne typy pojazdów i broni. Z filmów można wywnioskować, kiedy są pory posiłków, co znajduje się w pokazywanych namiotach i barakach. Rzecznicy opowiadają o przebytych ćwiczeniach oraz o szkoleniach, których nie mieli... Panowie, a ozory nie za długie?!
    W medialnym współczesnym i wolnym świecie każdy może pleść, co mu ślina na język przyniesie - aktorki i aktorzy o swych podbojach sercowych, panie o sponsorach, mordercy o sposobach zabijania, chuligani o rozróbach, nawiedzeni o zwidach (nawet niżej podpisany pisze dzięki internetowi co chce, a w razie protestów powoła się na stosowny zapis w aktualnej Konstytucji...).
    Zatem, panowie oficerowie - zanim coś powiecie, to pomyślcie, że jednak nie jesteście przekupkami na rynku; panowie redaktorzy - jeśli już wyciągniecie wyznania znad gorącego piachu od nazbyt gadatliwych żołnierzy, to przeanalizujcie wypowiedź pod kątem niekonrolowanego przecieku (dla was oglądalność to wymierna finansowo cecha, ale tam toczy się wojna!).
    Demokracja bez cenzury może pogrzebać wolny świat przez zbytnią swobodę w gadaniu!
    15 kwietnia świat dowiedział się o nikczemnej zbrodni popełnionej na włoskim Bohaterze. My, Polacy, byliśmy  przekonani o naszej największej w świecie odwadze i oddaniu za ideały (walka o wolność Waszą i naszą), a z Włochów niejednokrotnie żartowano, choćby w komediach wojennych, również polskich. A tu zestawienie - polska bojaźń i włoskie bohaterstwo.

    Juhas bocianami ratuje przyrost - telestacje (10 kwietnia 2004)
    Przynajmniej dwie telestacje pokazały ciekawy a dowcipny felieton o spadającym pogłowiu mieszkańców pewnej polskiej górskiej miejscowości - po raz pierwszy w dziejach odnotowano więcej pogrzebów niż narodzin. Wszyscy wypatrują pomocników (czyli bocianów), w których każdy z nas kiedyś wierzył (niemal jak dawniej w socjalizm, a teraz w kapitalizm...). Ale przygotowane bocianie gniazdo stoi puste i znikąd pomocy dla starzejącej się wsi - może by tak żaby zgonić z całej gminy jako podwalinę pod przyszły żłobek? Najsmutniejszy był proboszcz, który (jak przystało na pasterza) kłopotał się brakiem przyrostu swej owczarni. Wprawdzie owczarnia i pasterz stosujemy w przenośni, ale ksiądz istotnie nazywał się (nomen omen)... Juhas. Niestety, sam duszpasterz, już choćby z racji obowiązującego celibatu, nie może uczynić więcej w omawianej sprawie, niż zachęcająco pohukiwać na bociany tudzież na górali i góralki...

    Anastacja jest trendy - Fakt (23 kwietnia 2004)
    Obszerny artykuł o znanej piosenkarce - Anastacii. Jednak parokrotnie napisano Anastaci, choćby - Więcej o Anastaci przeczytasz w majowym numerze miesięcznika. Owszem, słowniki nie notują jeszcze tego imienia, ale można spojrzeć na analogie - Lancia/Lancii oraz Galicia/Galicii. Przyszłym mamom, które chciałyby dać modne imię swym córkom, należy przypomnieć, że polskie urzędy stanu cywilnego pozwalają nadać polskim obywatelom imiona o nazwach spełniających szereg zasad, także językowych. Zatem proponuję imię Anastacja/Anastacji, podobnie Anastazja/Anastazji. No i kolejny koszmar językowy propagowany przez media - Anastacia w pięciu słowach: trendy, bystra, sympatyczna, wygadana, otwarta. I niech trądy wszelakie spadną na dziennikarzy lansujących takie dziwolągi - cóż za okropne trendy opanowują nasze polskie redakcje?!

    Bułgarzy mają rację - telestacje (26 kwietnia 2004)
    Wszystkie polskie telestacje wyraziły swe oburzenie z powodu bułgarskich zarzutów - podobno nasze media pospieszyły się z informacją o wizycie bułgarskiego prezydenta w Iraku. Jednak obserwując pasek u dołu ekranu TVN24 dostrzegłem w niedzielę, w porze obiadowej (cytat z pamięci) - Bułgarski prezydent odwiedzi swoich żołnierzy w Iraku. Pamiętam ów czas przyszły, gdyż zaskoczyła mnie ta informacja - jak można pisać o planach ważnej wizyty w tak niebezpiecznym rejonie? Zatem to Bułgarzy mają rację - Polacy popełnili falstart (wystarczy przejrzeć kasety z nagraniami).
    Przy okazji, skoro o TVN24 - Do kraju wróci 130. portugalskich żołnierzy (17 kwietnia, ale po kilkunastu godzinach zdjęto błędną kropę). Nazajutrz wspomniano o powrocie 1,300 hiszpańskich żołnierzy stosując przecinek na niepolską modłę. 24 kwietnia - Marek Kamiński oraz Janek Mela dotarli na Biegun Północny. Gratulacje, w szczególności dla dzielnego Janka, ale słowniki podają - biegun północny. Przyznaję - Biegun Północny, Biegun Południowy (również... Równik, Zwrotnik Koziorożca oraz Zwrotnik Raka?) wygląda dumniej i ładniej, ale do takich form należy przekonać RJP.

    Temida - polska dziewka wszeteczna - Dziennik Bałtycki (27 kwietnia 2004)
    Gdański adwokat Włodzimierz W. został ukarany upomnieniem przez Sąd Dyscyplinarny Izby Adwokackiej w Bydgoszczy. To najniższa z możliwych kar - Społeczna szkodliwość czynu nie była znaczna - brzmi uzasadnienie. Mecenas został przyłapany na jeździe po pijanemu w 2003 r. Miał 2,1 promila alkoholu.
    Wymieniony gościu wymyślił onegdaj pomroczność jasną, kiedy bronił prezydenckiego syna, który miał podobne zarzuty, co ów mecenas, jednak obecnie nie jest to wykroczenie, ale przestępstwo! I co? Znikoma szkodliwość czynu? Że też nie wstyd takim prawnikom-kumplom! Polska to widzi i nie grzmi?! Tegoż dnia media podały również, że zaskorupiały klan polskich prawników nie dopuszcza do swej sitwy młodych adeptów chcących robić w Temidzie, ale nie pochodzących ze starych rodów - tyleż oddanych prawu, co i cwanych. Świadomie zastosowano składnię podobną do robić w branży, bowiem coraz mniej prawo przypomina subtelną sztukę - upodabnia się raczej do wyrobnictwa...
    Nazajutrz Onet zamieścił kolejny bulwersjan pt. Były adwokat od 9 lat unika odsiadki powołując się na Gazetę Wyborczą - Już w 1994 r. gnieźnieński adwokat dostał 1,5 roku bezwzględnego więzienia za wyłudzenie pieniędzy. Gdy w lutym 1995 r. wyrok się uprawomocnił, nic nie stało na przeszkodzie, aby mecenas trafił za kratki. Skreślono go nawet z listy adwokackiej palestry. Od dziewięciu lat jednak prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu bezskutecznie poluje na byłego adwokata, który od lat przedstawia zaświadczenia o różnych chorobach. Skutek jest zawsze taki, że dochodzi do odroczenia kary. Jest to jedna z najdłuższych w polskim sądownictwie zabaw "w kotka i myszkę".
    Skandal - twórcy i strażnicy prawa zamiast świecić przykładem dla mniej wytwornej reszty społeczeństwa, kompromitują ideę prawa! Obalono żelazną kurtynę, ale bezczelni tudzież niemrawi kauzyperdzi bez ustanku naigrywają się z polskiego społeczeństwa ośmieszając Temidę, już powszechnie uznawaną w Polsce za dziewkę wszeteczną... I my, Polacy, Naród Polski, wchodzimy do UE z takimi cwaniakami bez honoru! Może mistrzowie tworzący w szkle pójdą w ślady adwokacin kalających ową eksdamę z wagą, mieczem takoż z opaską i przyłożą się w swoim rzemiośle - zamiast choinkowych bombek, niech wydmuchają serię temidek na zagraniczny rynek (tam już nas znają od uch montowanych na filiżankach, tyle że od... wewnątrz). Owe temidki-wydmuszki pójdą jak woda, jako kolejna polska specjalność... A dziennikarze w imieniu społeczeństwa mogliby takie szklane polideflorantki przyznawać skompromitowanym prawnikom, którzy - dla dobra polskiej jurysdykcji - powinni odejść z zawodu.

    Konkurs dla czytaczy, ale nie dla pracusiów - Dziennik Bałtycki (5 maja 2004)
    Co pewien czas redakcja organizuje konkurs polegający na wymyśleniu oryginalnego, dowcipnego, złośliwego oraz lapidarnego komentarza pod opublikowanym zdjęciem - Na zgłoszenia czekamy dziś w godz. 9 - 15 pod numerem bezpłatnej infolinii. Podano również adres dla internautów. Można byłoby uznać inicjatywę za wielce sympatyczną, gdyby nie pewne "ale". Otóż wielu czytelników prenumeruje gazetę i pracuje, zatem może ją przeczytać dopiero po powrocie do domu, czyli najczęściej po godzinie 15-ej, ale to już jest przecież po ptakach. Są również czytelnicy, którzy wprawdzie kupują gazetę w drodze do pracy, ale (może wyda się to dziwne) nie miewają czasu na przeczytanie tejże podczas wykonywanej pracy, zwłaszcza jeśli (jednak!) pracują. I w tym przypadku ornitologiczna uwaga jest zasadna... Może redakcja weźmie pod uwagę niniejszy głos i przesunie termin przekazywania odpowiedzi o kilka godzin. Oczywiście, cykl pracy redakcji i drukarni ma swe rygory, jednak ważniejszy jest nos szanownych czytelników niż tabakiera redakcji. Nierówne traktowanie obywateli jest sprzeczne z najważniejszym aktem prawnym... Jesteśmy w Europie, a to znaczy. że coraz częściej obywatele będą odwoływać się do tego prawa, co będzie wzbudzać zdumienie i niechęć także... dziennikarzy.

    Fiskusi przed obliczem Temidy? - Dziennik Bałtycki (7 maja 2004)
    Pamiętacie? Kiedyś pewna nauczycielka pomyliła jakiś ważny numer na pitowym formularzu? Groziła jej grzywna 5 tys. zł, ale po nagłośnieniu skarbowi urzędnicy (fiskusi) spuścili z tonu. Jeśli w zeznaniach pomylimy się o parę groszy, to będziemy wzywani na rozmowę. A cóż wykryła NIK u przesadnie uczciwych (wobec obywateli) fiskalnych strażników? Ponad 80 mln zł zamiast do budżetu państwa trafiło do urzędników skarbowych w postaci premii. Wyobraźnia urzędników jest ogromna - w niektórych już pod koniec miesiąca planowano, że w przyszłym miesiącu urząd wykryje zaległości podatkowe na określoną sumę i od razu naliczano urzędnikom stosowną premię, nawet wówczas, kiedy podatnik sam orientował się, że popełnił jakiś błąd i dopłacał należny podatek - urzędnicy wpisywali ten fakt jako własny sukces. No cóż, szanowni fiskusi, nieładnie ścigać innych za parę złotych, a przyznawać sobie nienależne premie. Czyżby NIK wykryła, że kłamiecie oraz fałszujecie raporty?! Czy powiadomiono właściwą prokuraturę?

    Kościół to uczciwość? - Głos Wybrzeża (7 maja 2004)
    Ponad 100 tys. dolarów musi zapłacić elbląska parafia św. Jerzego za długi zaciągnięte przez jej byłego proboszcza. Pewien wierny pożyczył księdzu 124 tys. dol. Nie był jedyny. Sądy ogłosiły, że parafia musi zapłacić wierzycielom w sumie 1,3 mln zł. Parafię zawsze reprezentował proboszcz Halberda. Pokwitowania są opieczętowane parafijnym [raczej parafialnym] stemplem, obok niego widnieje autograf duchownego, który był nie tylko proboszczem, ale także dyrektorem ekonomicznym elbląskiej kurii. W tym czasie kuria i probostwo sporo inwestowały. Podczas procesu parafia wycofała się z poparcia dla eksproboszcza (w tzw. międzyczasie [już zalegalizowano to słowo, zatem zbędna asekuracja tzw.] przestał nim być w aurze skandalu). "Jeżeli działał w imieniu parafii - argumentowali księża - to naruszył kanony prawa kanonicznego, co skutkuje nieważnością umowy".
    Słowo Kościół ma wiele znaczeń. To wiara, moralna instytucja, budynek, księża i wierni. Wielu księży popełnia przestępstwa, często natury niematerialnej. Wybuchają wówczas skandale obyczajowe i są kraje, w których zasądza się ogromne odszkodowania. W Polsce jest stosunkowo więcej praktykujących wiernych, niż w Europie Zachodniej. Nie są to jednak ciemne masy, jak w średniowieczu - coraz więcej ludzi (także na wsi!) protestuje przeciw niefortunnej działalności niektórych kapłanów. I Kościół powinien niezwłocznie wyciągać wnioski. A wielokrotnie widać niezdecydowanie. Czekanie na wyciszenie, które często eskaluje żądania. Niepotrzebnie! Jest to woda na młyn przeciwników Kościoła. Opisana sprawa jest prosta i aż dziw bierze, że trwa tyle lat. Parafia za pożyczone pieniądze wzniosła jednak szereg budów, zatem nie zmarnowano tych środków. Kiedy przyszła pora na zwrot pieniędzy, odwołano proboszcza i chciano unieważnić umowę manipulując przepisami, natomiast zapomniano o naukach Jezusa. Jeśli pożyczono pieniądze, to należy je oddać i podziękować, a nie stosować sztuczki niegodne Kościoła. Jeśli parafia istotnie nie ma pieniędzy, to przecież Kościół jest taką wielką opoką (także materialną), która powinna ponieść koszty pomnożenia swego majątku. Zapewne pożyczający wziął pod uwagę nie tylko uczciwość konkretnego proboszcza, ale rękojmię wielkiej instytucji zwanej Kościołem. I po prostu nie wypada się wadzić o niewielkie (dla wielkiego Kościoła) kwoty, ryzykując utratę znacznie większej wartości - nimbu uczciwości. A na koniec - czy ktoś pomyślał, że ta sprawa może zaszkodzić zdrowiu naszego Papieża, jeśli dotrze do Watykanu? Warto? Mało ma zmartwień?

    Zarzut bezstronności - TVN24 (8 maja 2004)
    Sprawę śmiertelnego postrzelenia 19-letniego kierowcy w Poznaniu przejmie prokuratura w Zielonej Górze, aby uniknąć zarzutu bezstronności. Prawdopodobnie przenoszą sprawę, aby (właśnie) doszło do postawienia... zarzutu  bezstronności. Może doczekamy się stawiania obywateli przed sądami pod zarzutami uczciwości, patriotyzmu i pracowitości...
    Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła Andrzejowi O., właścicielowi firmy Ostrowski Arms, zarzut handlu bronią bez zezwolenia. Jeśli ktokolwiek obserwuje ową sprawę, wie (od kilku tygodni), że nazwa firmy pochodzi od nazwiska właściciela. Szlachetne a bezsensowne polskie prawo w tej materii nie przeszkodziło w ujawnieniu pełnych danych Amerykanina podejrzanego o współudział w zamachu w Madrycie 11 marca 2004 oraz w ukazaniu wizerunków jego wraz z rodziną (bez opasek!). Takiego prawnego dziwactwa daleko szukać w księgach o logice - inne prawo w Polsce dla Polaków, inne dla obcokrajowców...

    Śmierć korespondenta na wojnie i nastolatka w bezpiecznym kraju - media (8 maja 2004)
    Cała Polska jest wstrząśnięta - zabito powszechnie lubianego korespondenta wojennego. Zginął również jego redakcyjny kolega osierocając nastoletnią córkę, której mama zginęła kilka lat temu w wypadku samochodowym. Nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności ocalał lekko ranny operator naszej telewizji. Ponieważ kilka dni wcześniej zastrzelono 19-latka, którego poznańska policja uznała za groźnego bandytę, przeto nasuwają się pewne porównania. W obu przypadkach strzelano, aby zabić (większość kul utkwiła w pojazdach, powyżej opon).W obu przypadkach wykonywano rozkazy zwierzchników.
    Jednak w Polsce mamy pokój i nasze państwo należy do społecznie dość ustabilizowanych zakątków na kuli ziemskiej, a wojskowo jesteśmy całkowicie stabilni. Na naszych ulicach policja jest (a właściwie - powinna być) symbolem pokoju, bezpieczeństwa i przyjaźni międzyludzkiej, zaś Irak jest bodaj najniebezpieczniejszym państwem na Ziemi. W Polsce zginął chłopak, który absolutnie nie zajmował się ani polityką, ani przestępczością i podróżował prywatnie w porze wieczornej, na dobę przed przyłączeniem RP do UE. Jazda o tej porze, w Poznaniu i po obszarze już niemal Unii dawała mu pewność, że może uznawać się za wolnego i szczęśliwego człowieka. Zatrzymał samochód przed skrzyżowaniem pod czerwonymi światłami - ostatni raz poszanował prawo. Gdyby mu anioł podpowiedział, że są to ostatnie sekundy życia - zaśmiałby się mu w nos. I to co się stało, przekracza możliwości pojęcia przez przeciętnego obywatela wolnej Polski - z dwóch nieoznakowanych policyjnych samochodów wyskoczyło kilku uzbrojonych policjantów ubranych po cywilnemu i zaczęło strzelać do siedzących dwóch nastolatków. Podobno pokazywali odznaki i krzyczeli "policja", jednak jakie to ma znaczenie, skoro około północy każdego można wziąć za bandytę, jeśli z wrzaskiem podbiega do samochodu machając giwerą i legitymacją (świadkowie twierdzą, że do strzelaniny doszło tuż po zatrzymaniu samochodów, bez przepisowych grzeczności ze strony policjantów; wśród atakujących nie wszyscy byli policjantami, zatem jeden z nich kłamał krzycząc "policja" albo milczał, co było niezgodne z procedurą!). Mało to pokazywano przypadków obrabowania i pobicia kierowców w niejasnych sytuacjach, przez gangi także przebierańców - w policyjnych mundurach? Czy w parę sekund jesteśmy w stanie ocenić, co krzyczą do nas faceci, skoro pracuje silnik, gra radio, okna są zamknięte?
    W Iraku dziennikarze byli w pracy, służbowo, za duże pieniądze (przepraszam, ale skoro porównujemy...), wiedzieli czym ryzykują. Swoje przeżyli, nie byli na dorobku; z własnego wyboru pojechali na kolejną wyprawę swego życia. Ostatnią. Prawdopodobnie zginęli również przez pomyłkę.
    No i teraz zaczyna się groteska - polska policja wstrzymuje się z przeprosinami do zakończenia dochodzenia. Jak długo będzie trwało ustalanie wysokości odszkodowań w obu przypadkach? Im spokojniejszy kraj, tym słabsze przesłanki na wysokie ubezpieczenie, zatem chłopak był ubezpieczony w przeciętnym zakresie albo wcale. Natomiast osoby wysyłane na linię frontu są ubezpieczane na bajońskie kwoty (rząd Ukrainy za każdego zabitego żołnierza w Iraku wypłaca bardzo wysokie odszkodowanie, co umożliwi godne przeżycie jego rodzinie). Kto poniesie koszty pogrzebów? Prezydent RP składa kondolencje rodzinom zabitych reporterów, ale powinien był to uczynić również (i przede wszystkim!) wobec rodziny chłopaka - w końcu ich syn został zabity przez funkcjonariuszy stojących na straży porządku państwa, którego prezydent jest przedstawicielem, zaś strzelanie w Iraku do obcokrajowców jest koszmarnym (ale do przewidzenia!) zwyczajem tubylców - wręcz narodziła się nowa tradycja.
    Nie chciałbym ważyć owych śmierci, ale znacznie tragiczniejszym wydarzeniem jest pomyłkowe zabicie młodego człowieka w Poznaniu, bowiem świadczy o braku profesjonalizmu Policji, zatem godzi w poczucie bezpieczeństwa każdego obywatela (także cudzoziemca) w naszym państwie. Natomiast śmierć lubianych dziennikarzy, przy swoim dramatyzmie, nie wnosi nic nowego do pojęcia "wojna i okupacja". Zginęli podobnie jak setki innych przedstawicieli państw stabilizujących sytuację w kulturowo i religijnie obcym kraju. Iluż to nieznanych nam, Polakom, ludzi tam ginęło, i nawet nie mrugnęliśmy okiem? Bywało, że kilku-kilkunastu Amerykanów, Włochów, Hiszpanów podczas jednej akcji. A teraz szok - zginął znany dziennikarz. 4 marca 1980 przed południem, podczas lądowania, pod Warszawą zginęła popularna piosenkarka. Zdumienie spowodowane utratą tego jednego życia było większe niż zaskoczenie spowodowane koszmarnym losem reszty pasażerów i załogi, a przecież zginęła wówczas ponad dwudziestoosobowa amerykańska drużyna bokserska udająca się na mecz z Polską! Z kolei w Stanach kibice byli sparaliżowani wiadomością o śmierci swych ulubieńców, a większość z nich nie miała pojęcia o istnieniu pani Anny Jantar...
    Czy śmierć młodego człowieka pójdzie na marne? Należy zabronić policji urządzania strzelanin i samochodowych pościgów po naszych ulicach. W ostatnich latach zginęło kilka postronnych osób; ilu przestępców ujęto w tym czasie? Unieszkodliwienie bandyty nie jest warte takich ofiar. Procedura powinna być oczywista - jeśli kierowcy uda się wymknąć z obławy, to nie wolno strzelać na ulicy, należy zorganizować kolejną a przemyślaną zasadzkę. Albo uderzamy zdecydowanie albo w ogóle. Policja ma środki - broń, łączność, blokady (kolczatki, bariery, tiry), helikoptery. Po wymknięciu się ściganego, nie należy gonić go. Wręcz przeciwnie - przestępca musi być przekonany, że nikt go nie obserwuje, a dzięki technice można zaplanować ponowne a udane uderzenie. Procedura policyjna powinna uwzględnić psychologiczny czynnik - wielu kierowców, którzy są osaczani przez policję, może zareagować panicznie, bowiem zaskoczone zwierzę albo człowiek zachowuje się trojako - nieruchomieje, atakuje albo ucieka. I policja musi wziąć pod uwagę także ten ostatni aspekt - nie można się infantylnie tłumaczyć: strzelałem, bo zaczął uciekać i niemal mnie przejechał. Odruchy bezwarunkowe są silniejsze od rozumu i w sytuacji zagrożenia nawet nobliwa staruszka może zareagować ucieczką (pieszo tego nigdy by nie dokonała, bo nogi słabo niosą, ale w samochodzie...). To policja ma psychologiczną i fizyczną przewagę - wie kiedy uderzyć na podejrzanego. Policja odpowiada za życie swych funkcjonariuszy, życie postronnych osób oraz za życie bandytów, bowiem celem jej działania nie jest - jak mniemam - zabicie przestępcy.
    I tu muszę nadmienić o wielu akcjach amerykańskiej policji, które pokazano w telewizji - gonitwa, strzelanina, niszczenie mienia, zwłaszcza samochodów. Często tylko dlatego, że ktoś ukradł brykę albo przekroczył prędkość. Czy warto ponosić aż tak wielkie straty? Tylko po to, aby ująć drobnego przestępcę? W USA powstały organizacje skupiające osoby postronne, które straciły zdrowie lub swych bliskich. I co? W tak mądrym i przestrzegającym prawa państwie, o niebotycznych odszkodowaniach i poszanowaniu praw obywatelskich dochodzi do kowbojskich pościgów? Tyle że prawdziwe konie zastąpiono mechanicznymi. Parokrotnie widziałem szokujące nagranie (ostatnio na Reality TV) - po dłuższej pogoni kierowcę zapędzono na parking. Już to się zatrzymywał, już to wznawiał ucieczkę. A to policyjny samochód zajechał mu drogę, ale jakoś niezdecydowanie - i... wymykał się. Wyglądało to dość nieporadnie, nawet zabawnie. I nic nie zapowiadało tragedii - zirytowani stróże prawa tego demokratycznego państwa, otoczyli stojący a zablokowany (innymi pojazdami) samochód i zaczęli strzelać do kierowcy z bezpośredniej odległości! Wykonali egzekucję! Gdyby to jedynie opisano (bez filmu), to uznałbym przebieg wydarzeń jako obronę własną. Ale wszystko można było obejrzeć! A komentator relacjonujący przebieg zdarzenia z helikoptera, nie widział nic zdrożnego w działaniu policji. Podczas późniejszego postępowania, policja jedynie uznała, że funkcjonariusze zachowali się skandalicznie, bowiem... strzelali stojąc na przeciwko siebie, mając cel pomiędzy sobą, co groziło wzajemnym postrzeleniem. Może ten fragment pokazałaby jedna z polskich telestacji, prosząc o komentarz zaproszonych gości? Według mnie policja przekroczyła swe uprawnienia i... rozstrzelała uciekiniera!

    Woźnica zagryziony przez konia - Metropol (10 maja 2004)
    W sobotę w miejscowości Nowe Warpno koń śmiertelnie pogryzł woźnicę. Kiedy koń poczuł w pobliżu klacze, zaczął się zachowywać bardzo niebezpiecznie. 24-latek podszedł do zwierzęcia i próbował uwolnić zwierzę z uprzęży. Wtedy koń złapał go zębami za szyję. Nie wiadomo, czy przyczyną zgonu było przerwanie tętnicy, czy uszkodzenie kręgosłupa szyjnego.
    Na świecie ludzie giną od zębów zwierząt wszelakich, u nas ostatnio psy śmiertelnie gryzą dzieci (za komuny albo gryzły i nie pisano o tym albo nie gryzły, bo nie było wymyślnych ras). Jeśli rekin zagryzie pływaka u brzegów Australii lub Stanów, to cały świat o tym dyskutuje, odżywają straszne historie i wznawia się emisję cyklu Szczęki, zaś Discovery kręci kolejny ciekawy film dokumentalny. A tu ginie młody chłopak, który pewnie myślał, że ma jeden ze spokojniejszych zawodów, i został zagryziony przez innego wielkiego przyjaciela człowieka - konia. Czy cały świat dowiedział się o owej tragedii?
    Kiedy ginie żołnierz w Iraku, to organizuje się wielką ceremonię i patriotycznie przemawia. Odżywają dyskusje o wycofaniu się z tego regionu świata. Śmierć kilku naszych żołnierzy może mieć wpływ na polską dyplomację i szkołę wojenną. A tu, niecodzienna śmierć woźnicy nie doprowadzi do zmiany taktyki państwa wobec motoryzacji - nikt nie zaproponuje zwiększenia podatków od furmanek i radykalnej obniżki podatków na samochody i paliwa. Zaskakujące jest również miejsce dramatu - nie ściana wschodnia, po której przetacza się mnóstwo wozów (... drabiniastych), ale północne polskie pogranicze z Niemcami - rzut beretem do ojczyzny niezawodnych samochodów. Po naszej stronie młodzież jeżdżąca jeszcze furmankami, a kilkanaście kilometrów dalej sąsiedzi, którzy już zapomnieli o owych wehikułach, a konie kojarzą z zawodami jeździeckimi albo z (może niezupełnie prawdziwą) obroną najechanej Polski w 1939.
    W sklepach można kupić wykrywacze gazu ratujące życie, ale nie słyszałem o wykrywaczach klaczy sygnalizujących niebezpieczeństwo kierowcom zaprzęgów. Niewielkie zainteresowanie, to i produkcja nieopłacalna...

    Minorowe przecieki - TVN24 (15 maja 2004)
    Izraelskie śmigłowce bojowe ostrzelały rakietami powietrze - ziemia dom jednego z przywódców. Uszedł on z życiem, bo nie było go w miejscu zamachu. Donosi na pasku z wieściami ta telestacja. Gdyby ostrzelano śmigłowcami pogotowia ratunkowego, to można byłoby o tym pisać - a jakie mogły ostrzelać, jeśli nie bojowe? A niby jakimi rakietami, jeśli nie powietrze-ziemia? Gdyby nawet ostrzelały pociskami woda-powietrze, to jakie ma to znaczenie dla opisanej sprawy? Przy okazji pisarz pomylił myślnik z łącznikiem... Idiom ujść z życiem dotyczy sytuacji, kiedy jednak przebywało się w miejscu zamachu...
    W związku z pojawieniem się przecieków, kurator Franciszek Minor unieważnił egzaminy maturalne... W wiadomościach nie stosujemy przenośni oraz potocczyzny - nie w okręt walnęły trzy torpedy,  nie twórców naszego prawa chyba porąbało... Minorowy skandal, minorowe nastroje... Unieważnić egzamin, mecz, konkurs? Można przerwać, odwołać, unieważnić ich wyniki. Skoro o tej aferze, to podczas rozmowy z jednym z dyskutantów zamieszczono podpis - dyr. zespołu szkół zawodowych nr. 1 popełniając kilka błędów! Dyr., prof., gen., inż. jedynie przed nazwiskiem; przecież nie prez. RP. Po nr nie stawiamy kropy, zaś nazwę zespołu piszemy - Zespół Szkół Zawodowych nr 1.
    Designer - Allesandro Mendini. Tak podpisano zdjęcie włoskiego twórcy. Poloniści widzą takie cudactwa i nie grzmią - nie mamy polskiego słowa oddającego głębię terminów design(er)?! Jednak klawiszowiec wiedział, że dzwoni w kościele, ale dokładnie nie wiedział w którym - zdwojenie i owszem, ale Alessandro!
    W Mosulu 4. Irakijczyków zginęło, 17. zostało rannych. Nieznany jest los 33. osób znajdujących się na pokładzie brazylijskiego samolotu. Po kilku godzinach zdjęto trefne kropeczki po liczbach.
    A Onet donosi (pod zdjęciem zwycięskiej Rusłany) - 15. maja w tureckim Stambule odbył się 49. Konkurs Piosenki Eurowizji. Nasz przedstawiciel, zespół Blue Cafe zajął ostatecznie 17. miejsce. Przesadzono z jedną kropką. Pewnie w Turcji piszą - w polskiej Warszawie, oczywiście po turecku... Poprawnie byłoby - 15 maja w Stambule (Turcja)... Zbędne ostatecznie.
    Skoro już o tych znakach przestankowych. Nazajutrz odsłonięto tablicę pamiątkową z okazji 60. rocznicy bitwy pod Monte Cassino. Napisano na niej - 2 Korpus. Podobnie jest w encyklopedii Wiem/Onet (oraz w innych źródłach) - tamże zastosowano bezkropkowe nazwy oddziałów wymienionych w haśle Monte Cassino - 2 Korpus Polski, 3 Dywizja Strzelców Karpackich, 5 Kresowa Dywizja Piechoty, 8 Armia brytyjska, 12 Pułk Ułanów Podolskich. Słowniki jednak podają - 1. piętro, 2. etap, 3. osoba liczby mnogiej. Niektórzy piszą 2. wojna światowa zamiast II wojna światowa.
    Kilka dni temu, NIK w swym raporcie pochwaliła media za stosunek do języka polskiego. Nie wiem, czy zapoznawała się na bieżąco z cytatami przesyłanymi przeze mnie. Może skorzystała z bazy Ośrodka Badań Prasoznawczych, bowiem tamże sukcesywnie wysyłam informacje o błędach popełnianych w mediach (setki błędów!).

    Maturalny skandal - Onet (17 maja 2004)
    Opolski Kurator Oświaty Franciszek Minor, który wyszedł po południu do protestującej młodzieży, ponownie został obrzucony jajkami. W poniedziałek minister edukacji podtrzymał piątkową decyzję opolskiego kuratora oświaty w sprawie powtórzenia pisemnych egzaminów dojrzałości. Sawicki powiedział na konferencji prasowej, że przepisy stanowią, iż jeśli tematy zostały ujawnione i mogło to mieć wpływ na przebieg egzaminów, to egzaminy trzeba unieważnić. Minister Sawicki tłumaczył, że powtórnego egzaminu nie trzeba traktować jako kary.
    Nazwę funkcji wystarczy pisać minorkami (nie majorkami). Podobno tysiące  maturzystów widziało przed egzaminem pytania zamieszczone w internecie. Niestety - kurator, nauczyciele, urzędnicy z ministerstwa spali sobie spokojnie i nie oglądali monitorów. Pewnie mają trudności z żeglowaniem po tych nowoczesnych medialnych wodach... Sytuacja jest podobna do opisanej w Antygonie - obie strony mają rację! Ale to dorośli schrzanili sprawę, a młodzież poniesie konsekwencje...
    Prawdopodobnie prawo o domniemanej niewinności obowiązuje obywateli po pomyślnym złożeniu egzaminów maturalnych... Niech młodzież pojmie, że Konstytucja 1997 to interesujący zbiór praw (pisanych cokolwiek językiem błędnym), w ferworze historii napisany dla maluczkich, ale korzystnie stosowany przede wszystkim wobec możnych i znaczących. Prawo to same frazesy, które mogłyby być podwaliną sprawiedliwej praktyki, ale nie w naszym niemądrze i kombinatorsko rządzonym państwie... Dobre prawo poznaje się w sytuacjach kontrowersyjnych. Mając źle wykształconych prawników, tworzących sitwę, balujących z przestępcami - można ośmieszyć najlepsze nawet prawo, a cóż dopiero średnich lotów. Mamy prawników urzędujących w instytucjach o tyle nobliwie, co buńczucznie brzmiących nazwach, zawierających  wyrazy typu - trybunał, prawa obywatelskie, sąd najwyższy. Prawnicy z owych ciał mają swoje prywatne zdanie, ale nie ujawnią tego jak maturzyści, dziennikarze i publika. Pogadają sobie z małżonkami i między sobą na ten temat. Dlaczego? Bo oni sobie liczą wielki szmal za wypowiadanie się w pewnych zasadniczych sprawach. Oni muszą się zebrać, założyć specjalne czapeczki, uszczęśliwić nas swym zdaniem i...wziąć kasę. O biopaliwach słuchali przez rok. Śmiechy były w Sejmie i w całej Polsce. A oni sobie chodzili do teatru, kina, na spacery i korty. Po ogólnonarodowych pyskówkach naradzili się i ogłosili światu swą opinię. Ludek im nie zlecił opracowania opinii wcześniej, to i nie musieli dzielić się z nim swymi genialnymi spostrzeżeniami.
    Na czym polega fenomen tragedii statku Titanic? Na tym, że kiedyś musiał jakiś statek wpaść na górę lodową. I kiedyś musiało dojść do internetowego przecieku. Bez takich katastrof ludzkość nie może jakoś przeć do przodu. Internetowa góra lodowa spokojnie płynęła do godziny rozpoczynającej egzamin. Przez kilkanaście godzin można było zapobiec kompromitacji - przesunąć egzamin albo awaryjnie sprowadzić tematy z sąsiednich województw. Ale do tego trzeba mieć kadrę z prawdziwego zdarzenia! Minorowy kurator, już choćby z racji swego nazwiska, nie mógł dokonać czynów na miarę epoki. Polscy urzędasi nie myślą o narodowych sprawach - proszę podać ważną dziedzinę, w której sobie poradzili. Codziennie media donoszą o kolejnych blamażach - a to system emerytalny, a to ochrona zdrowia... Jutro wyjdą na jaw kolejne przekręty i wzmożona lepkość polskich łap.
    Czy decyzja ministerstwa jest słuszna? Owszem, jest. Niestety, inna byłaby w tej sytuacji także wadliwa. Ale nasz naród ma od lat do czynienia z jedynie słusznymi decyzjami! A to Gomułka słusznie podniósł ceny w 1970 roku o kilkanaście procent, a to robotnicy słusznie protestowali na ostrzelanych ulicach, a to linia Gierka przez kilka lat była jedynie słuszną drogą, a to strajki solidarnościowe były słusznym protestem klasy robotniczej, a to słusznie wprowadzono stan wojenny, a najsłuszniej wprowadzono system demokracji antysocjalistycznej, po czym wszystkie słuszne decyzje ekonomiczne zaczęły sprzyjać bezrobociu, rozkradaniu wspólnego majątku, opuszczaniu Polski przez młodzież. Z daleka wszystkie te decyzje wydają się słuszne. A po bliższym przyjrzeniu... No cóż, najbogatszym ludziom w Polsce sprzedano jakby mniej słusznie ładny kawałek ziemi po zaniżonej cenie. Okazuje się, że winni już nie pracują. Pewnie nie muszą. I maturzyści widzą takie kanty, dorastają wśród nich i też będą w większości kanciarzami, bowiem już wiedzą, że jest to jedynie słuszna droga do wzbogacenia się. Nie nauka i praca. Na to skazani są nieudacznicy. Ale najwięksi polscy mędrcy i na to znaleźli właściwe określenie - transformacja (przejęte, a jakże, z innych dziedzin). I często są to przenicowani eksperci, co kiedyś służyli ideom nacjonalizacji, a teraz transformują. W obu działaniach nie okazali się orłami. A ten kraj mógłby być zamożniejszy i sprawiedliwszy dla obywateli. Nie wykorzystano możliwości, które wspaniałomyślnie zaoferowała nam Historia.
    W Poznaniu dorośli pomylili się - wzięto chłopaków za bandytów i strzelano z zamiarem zabicia. W Łodzi przez tragiczną pomyłkę strzelano do młodzieży niewłaściwą amunicją. W Opolu dorośli zamiast gapić się w monitor i wyglądać czy internet nie przecieka - przespali i anulowali wyniki pracy maturzystów. Skoro musimy ponosić zbiorową odpowiedzialność za nieodpowiedzialne działania funkcjonariuszy naszego państwa, to winni także muszą wziąć na swój grzbiet część tych niedogodności, choćby po to, aby ponownie i oni, i ich następcy, nie wpłynęli na kolejną górę lodową...
    Internet pokazał swe niechlubne oblicze. Można przypuszczać, że w przyszłości ktoś złośliwie (nie dla kasy!) zamieści w internecie tematy  maturalne. Aby uniknąć podobnych skandali, należy wykorzystać ten nowy techniczny oręż i zmienić sposób przekazywania pytań. Zapomnijmy o wynalazku Gutenberga i od przyszłego roku zamieszczajmy tematy oraz pytania na popularnych informacyjnych witrynach oraz w radiu i telewizji. Przekaz z jednego studia do wszystkich mediów. Jeden zestaw pytań dla całego kraju.
    Zatem, maturzyści - piszcie powtórnie, zaś właściwy urząd podajcie do sądu o odszkodowanie za poniesione straty moralne. Po kilkaset złotych od poszkodowanego. I my, podatnicy, w ramach solidarności społecznej, wam to zapłacimy (po latach procesu polubownie stanie na stu złotych płatnych już w... europach). Bo tak w rzeczywistości, to codziennie wszyscy mieszkańcy pomiędzy Odrą a Bugiem ponoszą zbiorową odpowiedzialność - przecież nasze znacznie niższe płace przy nieco mniejszej wydajności pracy wynikają z powodu spłat starych i nowych pożyczek, błędnych decyzji gospodarczych oraz infantylnego a skandalicznego nadzoru nad publicznym groszem. Dzień w dzień płacimy za całe zło dziejące się w Polsce, czy chcemy tego, czy nie, nawet sobie nie zdając z tego sprawy...

    Ruska Polka - Dziennik Bałtycki (21 maja 2004)
    Pani Wanda mieszkająca od urodzenia na Łotwie opowiada - Za "sowieciarzy" ukrywaliśmy swoje pochodzenie. Na przykład moja siostra nie chciała za nic w domu mówić po polsku. - Ja ruska! - krzyczała do rodziców, którym pękało z żalu serce. - Jaka ruska! - unosił się ojciec, pochodzący ze starej rodziny spod Bracławia. - Jesteś polską szlachcianką. - Nie chcę! Nie będę! Ja ruska! - A teraz siostra pani Wandy mówi: Jestem Polką. I pani Wanda cieszy się, żałuje tylko, że rodzice tego usłyszeć nie mogą.
    Teraz, czyli po rozpadzie ZSRR. Jednak w Kraju Rad wielu Polaków wstydziło się swego pochodzenia, a nawet wypierało się! Zatem nie dziwmy się, że tak nagle namnożyło się nam (mimo masowego wyjazdu przez cały okres PRL) obywateli przyznających się do narodowości niemieckiej. Może to rozczarowywać, ale mierzmy wszystkich jednaką miarą...

    Żadne polskie samoloty - TVN24 (23 maja 2004)
    Pięć osób - w tym trzej policjanci - zginęli na paryskim lotnisku. Po paru godzinach poprawiono błąd (orzeczenie nie dotyczy wtrącenia o stróżach prawa) na wieściowym pasku zwiększając liczbę ofiar - Sześć osób - w tym trzej policjanci - zginęło na paryskim lotnisku. W ruinach prawdopodobnie nie ma Polaków. Stwierdzenie, że zapewne nie ma tam rodaków, powoduje nagły wzrost niepokojów rodzin potencjalnych ofiar - skoro tak piszą, to pewnie ktoś jednak widział tam naszych. Cóż bowiem daje komunikat typu - W samolocie, który rozbił się niedaleko egipskiego kurortu, prawdopodobnie nie było Polaków albo Proszę Państwa, na pokładzie prawdopodobnie nie ma bomby? I zaraz - Z terminalu nie odlatują żadne polskie samoloty. Jaką funkcję pełni słowo żadne? Wzmacniającą? No to jak brzmi - W tej części Iraku nie stacjonują żadni polscy żołnierze? W tym kontekście żaden przydaje kwiecistości, ale nie nadaje się do wiadomości oficjalnych.
    Iran wystosował formalne ostrzeżenie do Stanów Zjednoczonych w sprawie sytuacji w Iraku. Czym różni się ostrzeżenie od formalnego ostrzeżenia? Chyba jedynie tym, że tego drugiego nie należy traktować poważnie... Ale kto zapisał to słowo - rząd Iranu (sam zbagatelizował sprawę?), czy komentator (dał nam do zrozumienia, byśmy się tym zanadto nie przejmowali?)?
    Ministrowie odroczyli naradę do 3. czerwca. W której klasie uczniowie dowiadują się, że w ten sposób pisane daty nie mają kropki?
    A wieczorem, przez kilka godzin - Niefocjalne wyniki we Wrześni (europrawybory - nazwa zastosowana przez Onet). Literówka w gazecie jest małym wypadkiem przy pracy, ale na pasku z wieściami to chyba jednak lekceważenie widza (błąd irytuje tysiące czytaczy, a niesforny pan Telesfor od klawiatury poszedł na kawkę?).

    Kolejny skandal w służbie zdrowia - Gazeta Wyborcza (21 maja 2004)
    Jedyny i najnowocześniejszy w kraju aparat do wczesnego wykrywania raka nie pracuje. Pozytonowy Tomograf Emisyjny (PET) stoi w bydgoskim Centrum Onkologii. Kosztował 5 mln euro. Wykrywa raka w takim stadium, że daje to stuprocentową pewność wyleczenia! Co z tego? Aparatura stoi wyłączona. Dyrektorzy nie doszli do porozumienia - Bydgoszcz chce 1200 euro od pacjenta, Warszawa nie oferuje nawet połowy. 150 osób z całego kraju bezskutecznie czeka w kolejce na uruchomienie urządzenia.
    O, i mamy naszą mądrą Polskę. Łatwo się śmiać z chłopów walczących o miedzę na trzy palce. Gdyby kupiła to prywatna firma to zrobiłaby biznesplan w oparciu o zaakceptowany cennik (najpierw cennik, potem zakup!). A tu, nawet nie wiadomo, czy kupiono z budżetu, czy otrzymano w darze. Ile drogich urządzeń stoi niewykorzystanych, ponieważ zabrakło przewodu za 10 $ albo przepaliła się żaróweczka za 1 E albo pomieszczenie nie ma właściwej klimatyzacji lub odbioru straży pożarnej? A ile urządzeń pracuje na jedną zmianę, choć mogłoby na kilka. I taniej byłoby nawet płacić z budżetu za dowóz taksówką oraz za nadgodziny, ale cennik usług można  byłoby dwukrotnie obniżyć. I takich przygłupich planistów mieliśmy za komuny, takich palantów mamy dzisiaj. Bo to nie jest wina przede wszystkim systemu, ale ludzi. Może Polacy mają genetycznie coś z mózgami? I to pod warunkiem zajmowania stanowisk pomiędzy Odrą a Bugiem, ponieważ na innych obszarach ich zdolności jednak wzrastają... Klimat nam szkodzi? Zamożniejsze społeczeństwa mniej fizycznie pracują, więcej mają i dłużej żyją. Istotnie, to trochę jest rasistowska teoria, ale cóż, spójrzmy bez ideologicznych emocji, czyli prawdzie w oczy - jakeśmy tacy "inteligentni" głąbi to nie miejmy pretensji, że w Unii nie będziemy grać na salonach; będziemy w nich sprzątać! Wstyd mi za naszych polskich naczelników, owych speców od medycyny w aspekcie ekonomii.
    Zanim ktoś kupi za nasze podatki drogie urządzenie, niech rozpisze plan kosztów i przychodów - jak właściciel kurnika, który chce otrzymać kredyt na opiekę medyczną nad drobiem (szczepienia, ogrzewanie, klimatyzacja, witaminy); wprawdzie wyda więcej o x%, ale opłacalność jednak wzrośnie o y%. Spróbujmy ludzi traktować jak owe kury - może przyniesie to lepsze skutki, bowiem uznawanie polskich obywateli za coś bezcennego, powoduje, że do wzorów na opłacalność nie wiadomo jaką liczbę wstawić - jeśli wstawimy zero albo nieskończoność to nam diabli wezmą wszelkie obliczenia. I taki PET przypomina (i z nazwy, i z funkcji) jedynie wyrzucony niedopałek papierosa... Przy okazji - owo urządzenie powinno być pisane od małych liter (wszak panoramiczny plazmowy telewizor kolorowy). Zamiast euro/europ można pisać E (wszak oraz $).

    Kontenery mieszkalne dla niesolidnych lokatorów, ubogich rodzin oraz dla młodych małżeństw - Dziennik Bałtycki (24 maja 2004)
    Władze Amsterdamu znalazły niekonwencjonalny sposób na uciążliwych mieszkańców miasta - rodziny, które nieustannie zakłócają spokój sąsiadów będą tymczasowo przenoszone do metalowych kontenerów ustawionych na obrzeżach miasta.
    Pomysł jest świetny, choć nie wiadomo, w jaki prawny sposób zatwierdzono przenoszenie rodzin (choćby jedynie tymczasowo) w tak demokratycznym i wolnym państwie. Nie wiadomo, czy przenosiny dotyczą mieszkańców lokali komunalnych, spółdzielczych czy własnościowych.
    W naszych polskich warunkach należałoby przeanalizować ów pomysł nie tylko w aspekcie burd, ale również w przypadku zaległości czynszowych. W naszych polskich warunkach należałoby przeanalizować ów pomysł nie tylko w aspekcie burd, ale również w przypadku zaległości czynszowych. Należy opracować kilka standardów szeregu kontenerów dla eksmitowanych rodzin w zależności od warunków panujących w opuszczanych mieszkaniach. Być może taki sposób odstraszyłby większość lokatorów przed powiększaniem zaległości czynszowych. Może wzrosłaby produkcja (i ceny nieco by spadły...) sympatycznych kontenerów lub baraczków na kołach lub bez, całorocznych, z mediami, z odpowiednim odbiorem technicznym. Urzędy miejskie i gminne wytyczyłyby odpowiednie tereny pod "parkowanie" albo "zabudowę", zaś uboższym rodzinom instalowałyby takie mieszkanka kupując je wprost od producenta - bez pośredników, a owe rodziny spłacałyby należność przez kilka lat nieoprocentowanymi ratami na rzecz miasta albo gminy. Z takich domków mogłyby również korzystać młode rodziny "na dorobku" oszczędzając na wynajmie mieszkania. Proponowane ceny wynajmu klasycznych mieszkań jednak by cokolwiek zostały obniżone w miejscowościach wykorzystujących opisany pomysł...
    W bogatej Australii wiele rodzin żyje w przyczepach kampingowych. Jedyny warunek - co 3 miesiące trzeba zmieniać (nieco!) miejsce parkowania, bowiem są kłopoty meldunkowe. U nas podobne problemy miał słynny Drzymała od wozu...
    Nasze właściwe władze powinny wysłać odpowiednie zapytanie do Holendrów, a najlepiej - niech to uczyni jedna (ale ważna) instytucja i poinformuje nas, Polaków, o wszystkich wyjaśnionych kwestiach, najlepiej w internecie.
    PS   Kontenery bywają wyłącznie metalowe, bowiem drewniane domki nazywane są barakami.

    Bryci skorzystali z okazji... - Dziennik Bałtycki (24 maja 2004)
    W angielskim mieście Wooler użytkownicy bankomatu byli bardzo zadowoleni, bowiem zamiast 10 funtów, maszyna wydawała banknot dwudziestofuntowy (pomyłka podczas ładowania szuflady). Kiedy ktoś zauważył ten fenomen, do bankomatu ustawiła się wielka kolejka wzdłuż głównej ulicy miasteczka. Jedna z klientek przyjechała nawet taksówką w koszuli nocnej i papilotach. Do następnego dnia wypłacono 65 tysięcy funtów, ale bank ogłosił, że nie będzie wymagał od klientów zwrotu gotówki, którą dostali przez pomyłkę. Właścicielka baru powiedziała, że była to najbardziej pracowita noc w Wooler od wielu lat.
    W latach 80-tych w jednym z trójmiejskich sklepów pomyłkowo sprzedawano kawę za połowę ceny. Podobno (jak napisano wówczas w prasie) niemal wszyscy klienci w parę dni uiścili różnicę. Ale wówczas były szare czasy, a teraz są bardziej kolorowe, choć - jak widać - błędy wykorzystywane są chętnie i to także przez bogatych Brytów...

    Obserwujmy sądy - Dziennik Bałtycki oraz Fakt (27 maja 2004)
    Pierwsza gazeta informuje - 3,5 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu miał kierowca, którego zatrzymała gdańska policja. To absolutny rekord w tym roku. Funkcjonariusze zabrali mu dokumenty wozu, prawo jazdy oraz samochód. Na noc zabrali go do izby wytrzeźwień.
    Druga gazeta - Agnieszka J., prokurator krakowskiej prokuratury, po pijanemu spowodowała kolizję drogową. Sprawa trafiła już do prokuratury okręgowej, a "trunkowa" pani prokurator została zwieszona w czynnościach służbowych. 15 maja Agnieszka J. świętowała swoje przeniesienie do prokuratury w Wieliczce. Impreza była mocno zakrapiana. Po jej zakończeniu pijana prokurator nie zapanowała nad kierownicą i wjechała w ogrodzenie pobliskiej posesji. Kobieta ze złamaną ręką trafiła do szpitala, a sprawa - do prokuratury. No i z awansu nici...
    Co roku w Polsce zatrzymuje sie kilkadzisiąt tysięcy pijanych kierowców. Od paru lat uznaje się ich za przestępców, i co? Więzienia i bez nich są przepełnione, podobno 30 tys. skazańców czeka na swą kolejkę i pyta kiedy mogą być ugoszczeni... Jednak są pewne różnice - gościa odwieziono na izdebkę (choć pisano onegdaj, że po wejściu do UE owe przybytki będą rozwiązane, bowiem w innych krajach podobno nie ma takich izb). Pani prokurator popełniła większe przestępstwo - wypadek po pijaku, ale okolicznością łagodzącą jest... praca w sektorze Temidy, wśród znajomych. Teraz dziennikarze powinni obserwować owe obie sprawy - oboje pijani i jednego dnia opisani. Ciekawe, czy procesy będą jednakowo ciągliwe i jakie zapadną wyroki? Większy dla wypadkowej prawniczki czy dla (tylko) chwiejnego (ale) zwykłego kierowcy? Kto pokryje koszty naprawy samochodu i zniszczonego płotu oraz koszty leczenia pani prokurator?
    Funkcjonariusze państwowi powinni mieć godniejsze płace niż przeciętni obywatele, ale też powinni świecić przykładem zwykłej gawiedzi. Jeśli jednak już popełnią przestępstwo, to powinni mieć wyroki wyższe przynajmniej o 25%.

    Żelki zamiast gum i plumbumów! - Wieczór Wybrzeża (27 maja 2004)
    Wietnamscy złodzieje świecą od niedawna wszelkimi kolorami tęczy. Funkcjonariusze w Hanoi zostali wyposażeni w karabiny do paintballa. Ścigając przestępcę, stróże prawa mogą ostrzelać go pociskami z farbą.
    Że też na to nie wpadła nasza Policja... Zamiast strzelać gumowymi pociskami z broni gładkolufowej mogliby używać kolorowych żelowych kulek do znakowania chuliganów. No i najważniejsze - nie można z proponowanych pistoletów omyłkowo strzelać śmiercionośnymi pociskami.
    Przy okazji - cóż za dziwaczna nazwa broń gładkolufowa. Myślałem, że z takiej broni można strzelać tylko pociskami gumowymi, zatem że nie jest ona zbyt groźna dla zdrowia. Potem były przypadki trafienia w oko (i utraty!) oraz tragiczna pomyłka naboi gumowych z ostrymi (nie dość, że oba rodzaje były w kolorze czerwonym, to jeszcze pasowały do jednego typu broni!). Czyli - nie ma sensu w komunikatach podawać uwagi o gładkolufowości, bowiem owa informacja niczego nie wnosi. Należy mówić - chuliganów, manifestantów, robotników, studentów ostrzelano nabojami gumowymi albo ostrymi. Kogo to obchodzi, czy lufa jest gwintowana czy gładka? Chyba jedynie prokuratora, kiedy będzie pytał o szczegóły masakry. Co niepokoi - gwint zwiększa celność ostrzału, zatem pociski wylatujące z lufy gładkiej mają niepokojący rozrzut od namierzanego celu, czyli celując z kilkunastu metrów do chuligana można trafić przechodzącą staruszkę - skandal! Może należy wprowadzać kolejne oddziały stróżów prawa a eskalujące trwogę osaczonej gawiedzi - najpierw karabiny żelkowe, potem gumowe a następnie ołowiane (plumbumy - łacińska nazwa tego metalu właściwiej opisuje strzelaninę...). I tak dobierać broń u producenta, aby nie można było pomylić naboi, czyli - pociski jednego typu nie byłyby kompatybilne z bronią innego typu! Gdyby nie pomogło, to można byłoby zastosować bazuki - wszak jest projekt przepisu mówiącego, że policjant może strzelać bez wstępnego zagajenia (czego to ludzie miłujący pokój nie wymyślą...). Jednak przed każdym atakiem, należałoby przez megafony uprzejmie poinformować gawiedź naszej wolnej republiki, że zostanie zastosowany dany rodzaj ostrzału, aby każdy chuligan (także osoba przypadkowa) wiedział czym ryzykuje. Ponadto - każdy oddział Policji powinien mieć co najmniej jednego operatora filmowego, najlepiej z zaprzyjaźnionej (ale bez przesady!) redakcji, co gwarantowałoby obiektywizm nagranego materiału. Nie byłoby skandalicznego tłumaczenia, że akcja nagrana przez stałe okoliczne kamery została zagrana, bowiem przez kilkanaście godzin nikomu nie przyszło do głowy sprawdzić okolicznych firmowych kamer (miejmy nadzieję, że takie wyjaśnienie organów ścigania nie zostało przetłumaczone na języki Unii Europejskiej!)...
    Karabin do paintballa to inaczej marker (ang. marker). Istnieje także słowo markier, ale z języka francuskiego, co potwierdza bodaj niepisaną regułę, że - w przypadku wątpliwości ke/kie oraz ge/gie - jeśli polskie słowo pochodzi z j. angielskiego to ma raczej ke oraz ge, zaś z j. francuskiego i niemieckiego ma raczej kie oraz gie).

    Panna Jabłka - Wieczór Wybrzeża (27 maja 2004)
    Świeżo upieczona mama, Gwyneth Paltrow, tydzień temu zabrała na pierwszy spacer swoją nowo narodzoną córeczkę Apple (Jabłko) Blythe Alison Martin. U nas nie można nadać imienia przypominającego owoc, warzywo oraz inne zbyt przyziemne przedmioty (choć są imiona Jagoda, Malina, Róża). Imię żeńskie powinno być zakończone -a. Dziecku można nadać jedno lub dwa imiona (Jabłuszka dostała trzy imiona; Martin to nazwisko ojca).

    *Nubira* do sprzedania - Allegro (28 maja 2004)
    Poniżej zamieściłem tekst ogłoszenia nr 25948551 ze znanej licytacyjnej witryny. Elegancki samochód z 1997 roku, dobrze wyposażony. Zachowałem oryginalną pisownię oraz stylistykę. Nie zwróciłbym uwagi na jakość ogłoszenia - w końcu nie takie rodzynki widuje się w internecie - gdyby nie informacja: samochód jest zarejestrowany w moim gabinecie stomatologicznym, co oznacza, że właściciel wozu jest po studiach (choć dzisiaj i to nie musi być pewnikiem)... Żenująca jakość opisu - kolorem czerwonym oznaczyłem błędy. Zadziwiający styl - mam nadzieję, że pisał to cudoziemiec. Nie chciałbym dojść do koszmarnego wniosku, że im ładniejsze samochody jeżdżą po naszym pięknym kraju, tym gorszym językiem posługują się ich właściciele...
    Samochód kupiony w salonie w listopadzie 1997r.Auto pochodzi z Korei,ponieważ zostało zakupione z wystawy na którą koreańczycy przywieżli z Korei do Europy 120 sztuk.Wszystkie metki i naklejki są w języku angielskim i koreański.Założony w serwisie szyberdach Niemiecki-elektryczny. Przy przebiegu 82000 km założyłem inst.gazową z komputerem.Auto jest kompletnie bezawarijne,nie takie dziadostwo jak zaczeli składać na Zeraniu.Jedyny mankametn to jak byłem na nartach pękł łańcuch śniegowy w lewym kole i poobijał troszkę lewy błotnik.Są zrobione zaprawki,oraz kilka delikatnych otarć na zderzaku to wnik parkowania mojej żony!!!.Auto expoloatowane na oleju Mobil 5W/50.Regularnie serwisowane.Przebieg jest w 100% autentyczny. Wszystkim polecam, bo auto jest do jazdy bez nakładów finansowych.Pali 11lgazu/100km.Wystawię fakturę Vat na kwotę 5000zł ponieważ samochód jest zarejestrowany w moim gabinecie stomatologicznym. Wszystkie oferty nie potwierdzone telefonicznie w ciągu 1godż. usuwam automatycznie-to zapora na zartownisiów których na allegro jest sporo. Wszelkie informacje tel. 0... Zastrzegam możliwość wcześniejszego zakończenia aukcji.

    Uczulenie na trunki i kasę - Fakt (28 maja 2004)
    Pod koła rozpędzonego Mitsubishi wpadła dziewczynka, której na szczęście nic się nie stało. Okazało się, że kierowca samochodu, lubelski policjant z 13-letnim stażem, był pijany. W trybie natychmiastowym został zwolniony z policji. W tym roku już ośmiu lubelskich policjantów straciło pracę - prawdziwa plaga. Incydent wydarzył się po naradzie, na której komendant wojewódzki uczulał swoich podwładnych na problemy związane z alkoholem.
    Coś słabo szef uczulał - powinien dostać naganę zamiast reprezentacyjnego nagana. A może pogadanka była na temat nielegalnego wyrobu i handlu owym trunkiem, nie zaś na temat jazdy po jego spożyciu?
    Aż 147 tys. zł zniknęło z kasy wojskowego szpitala w Dęblinie (woj. lubelskie). Pieniądze zwinęła kasjerka. Tak potężny debet wykryła kontrola. Kobieta jest jednocześnie radną. Przyznała się do winy. Została zwolniona z pracy. Przyrzekła, że zaciągnie kredyt i natychmiast zwróci wszystko. Obietnicy jednak nie spełniła - zniknęła. Poszukiwana jest przez policję. Radnej grozi do 5 lat więzienia.
    Nie wyjaśniono, czy ów szmal zwinęła jednorazowo w syperrulon i wyniosła jako dywan do prania, czy sukcesywnie zwijała miniruloniki wynosząc jako papier śniadaniowy. Pewnie zachodzi drugi wariant, co stawia kontrolę pod dużym znakiem zapytania, bowiem większość tego typu kradzieży wynika ze słabego uczulenia kierownictwa na lepkie kończyny podwładnych. Aby zmniejszyć plagę takich zawłaszczeń, należy karać zwierzchników za niedopełnienie swoich obowiązków, inaczej Polskę rozkradną nie tylko wielcy gospodarczy mafiozi, ale również malwersacyjna drobnica... No, ale kto mógł przypuszczać, że niegodnego czynu dopuści się wybranka ludu? Czy immunitet ją obroni przed ludową karą? Znikające pieniądze, znikająca radna...

    Nie znany świat Rafała - Dziennik Bałtycki (1czerwca 2004)
    Pod takim tytułem zamieszczono notkę o samobójczej śmierci 22-letniego polskiego żużlowca. Dwie godziny przed tragicznym zdarzeniem Rafał został przyłapany przez policję, kiedy prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Prawdopodobnie to nie był jednak powód, że popełnił samobójstwo.
    Być może nie był to powód najważniejszy, ale z pewnością zaważył na tragicznej decyzji. Jak młody chłopak, wkraczający w dorosłe życie i zbierający laury sportowe może tak łatwo rezygnować z życia? Silny fizycznie, słaby psychicznie? Zapewne błędy w prowadzeniu kariery przez decydentów, co zapewne wykaże dochodzenie. I poważny błąd redakcji zaskoczonej smutną sensacją - nieznany piszemy łącznie...

    Konkurs tylko dla Polaków - Rewia (2 czerwca 2004)
    Na rynek weszło nowe kolorowe czasopismo. Proponuje zabawy logiczne, najczęściej krzyżówki. Jednak nie wszystkim - w warunkach uczestnictwa zastrzeżono: W konkursach mogą brać udział obywatele polscy. Świat przypomina coraz większą wspólną wioskę, Unia Europejska nam się powiększyła, a światli redaktorzy okazują się nacjonalistami? Czy to ma być zachęta do poznawania naszego języka? Czyżby sympatyczni cudzoziemcy (choćby z programu Europa da się lubić) nie mają prawa brać udziału w konkursie? A miliony Polaków rozsianych po świecie, którzy z rozmaitych powodów zmienili swe paszporty? Z tekstu zastrzeżenia wynika, że nie-Polacy mogą ewentualnie rozwiązywać krzyżówki, ale nie mogą ich wysyłać. A jeśli już wyślą, to w przypadku wylosowania ich kartek, nie tylko nie otrzymają wygranych, ale pewnie mogą zostać ukarani? A jeśli zaprzyjaźniony obcokrajowiec poprosi, abyśmy jego odpowiedzi sygnowali naszym nazwiskiem i podczas odbierania nagrody służyli naszym paszportem, a jednak sprawa się wyda, bo czujna redakcja zwietrzy szwindel - to kto pójdzie do więzienia? Społem? Czy zastrzeżenie redakcji jest zgodne z naszą oraz unijną konstytucją? Czy przepis niezgodny z ustawą wyższego rzędu jest legalny? Kto wpadł na pomysł takiego zapisu? Czy w Unii mogą wprowadzić podobny przepis - w naszych konkursach mogą uczestniczyć wszyscy z wyjątkiem Polaków? Kompromitacja! Co na to Rzecznik Praw Obywatelskich?
    W poradach prawnych - Jeśli wyjeżdżasz z Polski i masz coś cennego, zgłoś to (wystarczy ustnie) do odprawy celnej. Nie będziesz miała wtedy problemów w drodze powrotnej, gdy celnik zażąda rachunku zakupu. Czyżby celnicy nagrywali wszystkie oświadczenia turystów? A jeśli funkcjonariusz nie przypomni sobie naszego wyznania? Albo będziemy wracać innym przejściem? Porada może powinna dotyczyć nie tyle wyjeżdżających z Polski, co z Unii, wszak na starych (już wewnątrzunijnych) granicach trudno będzie spotkać celnika...
    Z krajów nie należących UE wywieziesz... Od paru lat piszemy nienależących oraz zabrakło przyimka do.
    I odwieczny problem z biernikiem rodzaju męskiego. Tytuł - Zanim kupisz sobie loda. Kupujemy książkę, czyli biernik, zatem kupić jeden kamień, jeden hak oraz jeden lód (również lud/naród). Jeśli mamy maszynkę do lodów, to możemy sobie zrobić lód albo lody, choć i bez takiej maszynki podobno także można (wówczas końcówka loda ciąży ku dopełnieniu i dopełniaczowi, zaś zjawisko może zapobiegać niepowołanej)... Wyjaśnienie, że kupujemy lody (w liczbie mnogiej) nie jest przekonujące, skoro kupujemy jedną sztukę na patyku w opakowaniu, ale przynajmniej unikamy dyskusyjnego biernika. Najlepiej kupować co najmniej dwa lody i... problem mamy z głowy.
    PS  Czasami zastanawiam się, czy moje teksty nie bywają zanadto frywolne. Chyba jednak nie - otóż 10 czerwca 2004, Dwójka nadała dowcip w paśmie największej oglądalności, w którym telefon komórkowy z wibratorem został zakwalifikowany - "dla kobiet".

    Nowe imię Fantazja? - Wieczór Wybrzeża (3czerwca 2004)
    19-letnia Fantasia Barrino wygrała w środę finał amerykańskiej wersji "Idola". W finale pokonała 16-letnią Dianę z Georgii.
    Najciekawsze w tej notce są nazwy własne. Prawdopodobnie Radzie Języka Polskiego zostanie przedstawiona propozycja przyjęcia nowego imienia dla panienki - Fantasia. Zgodnie z zasadami tworzenia nazw polskich imion, rozważać można jedynie imię Fantazja. Podobne już istnieje (Anastazja) i może zaistnieć (Anastacja), zaś bywają nadawane już równie fantazyjne - Flora, Gloria, Gracja, Nadzieja, Norma, Scholastyka. Aby panom nie było smutno, to również Fantazy, skoro mamy imiona Gerwazy i Protazy.
    Znane imię Diana czytana jest po polsku [djana], nie po angielsku [dajana]. Co z nazwą stanu Georgia? Encyklopedie proponują wymowę zbliżoną do [dżordżja], co sugerowałoby nieciekawą polską nazwę Dżordżia/Dżordżja. Znamy słowa georginia oraz imiona Genowefa, Georgia, Georgina, Gerard (czytane w naszym języku [g-]). Dla Amerykanów Georgia to również państwo Gruzja. Chyba można zaproponować polską nazwę Georgia, która takoż powinna być czytana, czyli [georgja]. Mamy imiona George (angielskie) i Georg (niemieckie), zatem nie powinno być trudności z wymawianiem na modłę naszych zachodnich sąsiadów [georgja], wszak nie... Jerzja według analogii George/Jerzy.

    "Pocałujcie mnie w rzyć" Za(radnego)- Gazeta Wyborcza (4 czerwca 2004)
    Coraz ciekawsze oświadczenia pisują osoby publiczne i to w tonie domu... publicznego (jakie domy takie osoby).
    Swarzędzki rajca January Zaradny, właściciel mieszkanka i lanosa zakończył oświadczenie majątkowe notką: "a teraz pocałujcie mnie w d...". Tak Wielkopolanin zaprotestował przeciw obowiązkowi ujawniania majątków przez samorządowców.
    Nie wiadomo, czy sam radny wykropkował, czy redakcja ocenzurowała...
    Były wojewoda gdański w rubryce papiery wartościowe zapisał: "akt ślubu - bezcenny". W rubryce informującej, czego się dorobił, umieścił "wrzody żołądka". Zapomniał jednak wpisać, ile zarobił pieniędzy. Pewien radny z SLD ma kłopoty z oceną bogactwa. Miast wycenić nieruchomości i auta, napisał "nie wiem".
    Najwyraźniej nie ginie kabaretowy duch części naszych zaradnych radnych...

    A proponowałem wszystkim biało-czerwone krawaty - Gazeta Wyborcza (4 czerwca 2004)
    Biuro Wyborcze przypomniało wczoraj, że noszenie opasek, strojów organizacyjnych, krawatów i innych elementów kojarzonych z partią polityczną, będących symbolami tych partii, jest formą agitacji, której w lokalu wyborczym prowadzić nie wolno. Chodzi tu m.in. o biało-czerwone krawaty Samoobrony. Jednak Samoobrona jest zaskoczona - Nasz krawat nie jest w kolorze partyjnym, tylko w barwach narodowych. Poza tym, jak określić, czy każdy biało-czerwony krawat jest partyjny? Czy partyjne są paski poziome, czy pionowe?
    No i co? Załatwili nas bez mydła? A pisałem 14 maja 2004 - Wszyscy posłowie, senatorowie, nasi przedstawiciele w europarlamencie oraz prezydent RP, premier, ministrowie i ambasadorzy naszego państwa powinni założyć takie same krawaty! Im wcześniej, tym lepiej! Jeśli nie chcemy, aby za kilka lat nasze narodowe barwy kojarzyły się z dziwnym posłem, który nie tylko w naszym parlamencie będzie zadziwiał, ale także pokaże swoje umiejętności poza granicami naszego kraju (a rozkręca się...), to powinniśmy naszym pozostałym przedstawicielom również zawiązać owe krawaty. Inaczej cudzoziemcy widząc nasze flagi na zawodach sportowych, spotkaniach dyplomatycznych, wręczaniu międzynarodowych nagród oraz na podobnych uroczystościach, będą mieli jednoznaczne skojarzenia, których większość Polaków wolałaby sobie, dzieciom i wnukom zaoszczędzić! Nikt mnie nie posłuchał, no to mamy niezły bigos, niezły bo polski!

    Globalna wioska bez TVN - TVN (5 czerwca 2004)
    Z okazji 15-lecia III RP telestacja TVN nadała na żywo interesujący program Wielki test z III RP z emocjonującym finałem (samochód nagrodą). W tym czasie przewaliliśmy kolejny mecz w piłkę nożną ze Szwecją 1:3. Na sali ktoś przyznał, że zna wynik do przerwy 0:1, ale wówczas już cała Polska znała końcowy wynik, bo było po meczu! A oni - ku uciesze gawiedzi przed telewizorami, w dobie komórek, monitoringu i internetu - zastanawiają się: kto i ile wygrał... Wpadka polskiej łączności i piłki nożnej.
    PS  10 czerwca 2004 powtorzono ów program, jednak bez informacji "powtórka". Ciekawe, ile osób wysłało esemesy w próżnię...

    Pierwszy przypadek ujawnienia przed rozprawą nazwisk morderców w III RP - Onet (8 czerwca 2004)
    Prokuratura ujawniła dane zabójców studenta. Pięciu mężczyzn podejrzanych o śmiertelne pobicie studenta w Lublinie zostało aresztowanych na 3 miesiące. Dzisiaj także prokuratura ujawniła dane personalne oraz wyraziła zgodę na prezentację wizerunku bandytów.
    Prezentacja to jednak niefortunne określenie, ale dobrze, że wizerunku, a nie image'u. Dzisiaj dokonała się wielka przemiana w sądownictwie polskim - po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, Temida błyskawicznie podała nazwiska podejrzanych, jeszcze nie oskarżonych, a na pewno nie osądzonych.
    Wpływ na decyzję o ujawnieniu danych miały okoliczności zdarzenia, wyjątkowo brutalny sposób działania sprawców oraz emocje społeczne towarzyszące tragedii - powiedział rzecznik prokuratury okręgowej.
    I co, nie trzeba było czekać na wytyczne z Warszawy? Ktoś nie wytrzymał w Lublinie i podał nazwiska bez konsultacji ze stolicą, choć w kilkunastu podobnych sprawach nie było ani zdecydowanych, ani odważnych, ani wrażliwych na emocje społeczne? Czyli chcieć to móc? Kodeks się zmienił o północy? A gdzie są przemądrzalcy, którzy dowodzili, że nie można podawać danych przed wyrokiem? A nawet nie podawano po wyroku, bo czekano na uprawomocnienie się w kolejnych odwoławczych procesach. Znane są przypadki niepodawania nazwisk nawet po ostatecznym zapadnięciu wyroku, a nawet zakaz podawania danych po kolejnym prawomocnym wyroku, mimo że po poprzedniej rozprawie zezwolono na ich podanie. Tu wielką rolę miały o spełnienia media, które były aż tak "odważne", że jeśli sąd nie zezwalał na podanie danych, to "dzielni" dziennikarze ich nie podawali. Czym ryzykowali? Posadą, więzieniem, grzywną? Ileż to razy media informowały, że kogoś poszukują listem gończym, ale nie podawały pełnych danych, zaś facjatkę zamazywano na oczach? Iluż to pedofilów, zwyrodnialców albo oszustów poszukuje wymiar sprawiedliwości, także uciekinierów z aresztów i nie są podawane ich pełne dane? A przecież można byłoby w ten sposób realizować ideę bezpiecznego państwa! Kilka dni temu pewna gazeta uczyniła odstępstwo i zamieściła zdjęcia chuliganów ze stadionu. I co - korona komuś spadła? Ile lat zastanawiania zabrało niekumatym antylopom podjęcie decyzji o zawieszeniu na drzewach ostrzeżeń przed przebiegłymi drapieżnikami? Prawo dżungli dla słabych, ale zrzeszonych w państwo, czy dla przestępców z marginesu tegoż państwa?
    Co ciekawe, podejrzanych oraz oskarżonych i skazanych (ale cudzoziemców!) zamieszczano na naszych łamach z nazwisk oraz wizerunków, czyżby w ten sposób redakcje sobie odreagowywały niemoc na własnym podwórku?
    21-letni Radek, student Akademii Rolniczej w Lublinie zginął w nocy z soboty na niedzielę. Został skatowany na śmierć. Sprawcy zaczepili studentów, bo chcieli pieniędzy i papierosów. Zabitemu skradli portfel. Za 120 złotych kupili alkohol. Zbrodnia wstrząsnęła mieszkańcami Lublina. Jutro odbędzie się tam marsz przeciwko przemocy.
    W naszych mediach informowano, że chłopak został zatłuczony deskami, cegłami i kamieniami, czyli został ukamienowany! Kilkanaście dni temu ukamienowano dwóch Europejczyków w Afganistanie i oburzano się na całym świecie, zaś między wierszami dawano do zrozumienia - zobaczcie jak niebezpieczny i prymitywny jest lud afgański, lepiej nie wyjeżdżajcie do nich, bo cało nie wrócicie. Czy zagraniczne media podały, że w demokratycznej Polsce został ukamienowany student w miesiąc po wejściu do UE i na tydzień przed największymi wyborami w Europie?!

    O terroryźmie i największym obozie - TVN24 (9 czerwca 2004)
    Smakowite rodzynki telestacja emituje zapewne specjalnie dla przemądrzałych hobbystów... Otóż na pełnoekranowej planszy poinformowano nas o debacie najważniejszych państw - G8 o terroryźmie. Jeśli tak piszą, to nie dziwota, że zbieracze wyłapują i zamieszczają na swych witrynach...
    Poprzedniego dnia omówiono proces senatora, który wyzwał od ćwoka czcigodnego telewizyjnego prezesa. Jednak stacja nie wyciągnęła wniosków z wyroku i nazwała Chiny gigantycznym obozem koncentracyjnym. Nie chciałbym bronić tego wielkiego i niedemokratycznego państwa, ale jednak stanowczo przesadzono z epitetem i Chińczycy (krócej Chini) mogliby wygrać międzynarodowy proces. Jakie odszkodowanie wchodzi w rachubę - czy redakcja, choć pobieżnie, zapoznała się z problemem? Kilka lat temu mieliśmy kłopot z oceną niejakiego Urbana w aspekcie propagandowej tuby Göbelsa.
    Kilkanaście dni wcześniej poinformowano o wielkiej powodzi Na Haiti i Dominikanie. Bodaj wszystkie media (również TVN24 na pasku z wieściami) popełniły zasadniczy błąd - otóż wyspa nazywa się Haiti, zaś na wyspie leżą dwa państwa - Haiti i Dominikana, zatem albo powódź na Haiti albo powódź w Haiti i Dominikanie lub powódź w Dominikanie i Haiti. Niepewność widać w notce Wirtualnej Polonii (28 maja 2004) - Caritas Polska powodzianom na Haiti i Dominikanie. Kilkadziesiąt tysięcy złotych Caritas Polska ma przeznaczyć na pomoc powodzianom w Haiti i Dominikanie. Według doniesień prasowych zginęło tam blisko 2 tys. osób.

    To czy ten euro? - telestacja (9 czerwca 2004)
    Niestety, nie zapamiętałem, który to z sowicie opłacanych spikerów powiedział - Euro drożeje i trzeba za niego więcej zapłacić. Jeśli jeden euro, to byłoby wówczas poprawnie, ale słowniki podają jedno euro, czyli rodzaj nijaki. Zatem - Euro drożeje i trzeba za nie więcej zapłacić; podobnie -  za nie (złoto, masło, kino, opus). Także za nie w liczbie mnogiej. Pokaż nam to nowe euro. Ile chcesz za nie? Pokaż nam te nowe eura. Ile chcesz za nie? Gdybyśmy przyjęli nazwę europ, to nie byłoby problemów - Europ drożeje i trzeba za niego więcej zapłacić. Pokaż nam tego nowego europa (dolara, rubla; "męskie" waluty traktujemy językowo jak... ludzi i zwierzęta). Ile chcesz za niego? Pokaż nam te nowe europy. Ile chcesz za nie? A problemy dopiero się zaczną, kiedy europy zastąpią złotówki! Miejmy nadzieję, że poloniści i dziennikarze odpowiednio nas do tego przygotują...

    Dalsi ranni, bliżsi zginęli - TVN24 (12 czerwca 2004)
    Na pasku nas uprzejmie informują - Czeski minister sprawiedliwości Karel Czermak zrezygnował. Czermak nie zgadzał się z decyzją rządu zmniejszającą wynagrodzenia sędziów.
    Przepraszam, ale co nas, Polaków, to ma obchodzić, że pewien odważny minister, choćby i z samych Czech, zrezygnował. Cóż za szyk w zdaniu... I jaka rozrzutność? Pisanie paskowych wieści to nie beletrystyka, wszak krócej byłoby - Czeski minister sprawiedliwości Karel Czermak podał się do dymisji - nie zgadza się z decyzją rządu zmniejszającą wynagrodzenia sędziów. W Europie jest kilkudziesięciu ważnych ministrów i gdyby tak wypisywać wszystkie powody ich rezygnacji... Może by nas zainteresowało - jak płaca czeskich sędziów ma się do ichniej średniej krajowej oraz jakież to cięcie w ich płacach spowodowało dramatyczne rozstanie się z lukratywnym stanowiskiem? Och, żeby tak u nas podawano się do dymisji z powodu kłopotów z wypłatami dla prostego ludu...
    A nazajutrz - 12 Irakijczyków zginęło oraz 13 dalszych osób zostało rannych. Dalsi to mogą być krewni. A może jest to próba oddania dramatu w zależności od odległości od bomby - dalsi zostali tylko ranni, bo znajdowali się dalej, zaś bliżsi zginęli, ponieważ byli bliżej tej bomby?
    Natomiast 15 czerwca 2004 TVN24 przeprowadziła telefoniczny sondaż (tak/nie) - Czy uważasz, że zbieranie informacji o Polakach, którzy kolabrowali jest słuszne? Trudno jest odpowiedzieć na owo pytanie (widniało kilka godzin), skoro formalnie jest z błędem. Szkoda, że klawiszant niestarannie kolabrował (w wielu językach - współpracował) z autorem pytania... Tylko żeby nie okazało się, że Polakom nie chce się pisać podań o dopłatę z Unii (do hektara), natomiast masowo zaczną pisać donosy - mają płacić do 10 tys. europów!

    Niezbędny wideoosąd - transmisje (16 i 17 czerwca 2004)
    Organizatorzy turnieju popełnili błąd ustalając pierwsze mecze codziennie na godz. 18, bowiem światło słoneczne powoduje o tej porze fatalny kontrast na boisku - na ekranie beznadziejnie widać zacienione boisko. A przecież podczas projektowania stadionów można komputerowo wszystko zobaczyć o dowolnej porze dnia. Blamaż!
    Kiedy podczas meczu Portugalia - Rosja, zegar wskazywał czas gry - 39:55, to sprawozdawca poinformował, że "zbliża się..." (tu odczekał kilka sekund) i zegar wskoczył na 40:00 ... 40:05, a onże - "czterdziesta minuta meczu", choć właśnie rozpoczęła się 41. minuta gry! Inni komentatorzy poprawnie interpretują zegar - otóż czas N:n (N - minuta, n -sekunda) oznacza, że trwa N+1 minuta meczu.
    Niestety - tak ważne sportowe widowiska powinny być wspomagane trzema sędziami, którzy w studiu przeglądaliby powtarzane akcje i w ciągu kilkudziesięciu sekund mogliby podjąć ostateczne decyzje. Na wspomnianym meczu, tuż przed przerwą, sędzia (Norweg) spostrzegł, że rosyjski bramkarz dotknął piłkę ręką. Nie dość, że odgwizdał rzut wolny, to jeszcze dał czerwoną kartkę - połowę meczu drużyna grała w dziesiątkę, co nie tylko osłabiło gości, ale znacznie obniżyło rangę meczu. Na powtórkach miliony widzów mogły ujrzeć, że nie było jednak dotknięcia piłki ręką, czyli sędzia popełnił błąd. Po przerwie (na której zapewne ujrzał swe dzieło) gryzło go sumienie i popełnił drugi błąd - Rosjanin sfaulował i można było zasądzić rzut karny, ale tego sędzia "nie dostrzegł". Po meczu właściwe władze piłkarskie mogłyby anulować czerwoną kartkę, bowiem bramkarza owa nieszczęsna a błędna decyzja wykluczyła z uczestnictwa w następnym spotkaniu.
    Inny Rosjanin "nieelegancko" kopnął piłkę w kierunku leżącego Portugalczyka (krócej - Portugala), za co otrzymał żółtą kartkę, jednak decyzja sędziego była w znacznym stopniu wymuszona zachowaniem poszkodowanego, który (na powtórce widać to dokładnie) otrzymał uderzenie na ciało, ale parokrotnie przeturlał się po murawie trzymając się za twarz, zatem oszukiwał! I za to, już po meczu, władze powinny go odpowiednio ukarać.
    Następnego dnia, podczas meczu Francja-Chorwacja, sędzia (Duńczyk, krócej Dun) uznał gola, mimo że został zdobyty po przypadkowym (jednak wyraźnym i mającym wpływ na tor lotu piłki) odbiciu ręką przez francuskiego napastnika. Szkoda, że Francuz nie był honorowy - mógł sędziemu pokazać, że jednak nieźle oberwał piłką w rękę, ale wśród piłkarzy łasych na sukcesy, trudno znaleźć dżentelmena. Na świecie wykorzystuje się nowinki techniczne - już nie tylko odciski palców służą w dochodzeniu prawdy, ale również nagrania foniczne i wizyjne oraz testy DNA, zaś w piłce nożnej jeszcze panuje średniowiecze - nie uznają wideopowtórek... Wczoraj dopatrzono się ręki, gdzie jej nie było, dzisiaj uznano bramkę, choć zdobytą po wyraźnym kontakcie piłki z ręką. Rozgrywki tracą na widowiskowości i należy wprowadzić przepis o osądzie na podstawie wideozapisu.
    Pierwszy mecz zakończył się wynikiem 2:0, drugi 2:2, przy czym błędne decyzje sędziów miały zasadniczy wpływ na te wyniki.

    Błąd w przepisach dotyczących pozycji spalonej - transmisja (19 czerwca 2004)
    No tak - w końcu musiało do tego dojść. Podczas najciekawszego meczu dotychczasowych Mistrzostw Europy w Portugalii (Euro 2004), drugi (i ostatni w tym meczu) gol dla Holandii został zdobyty zgodnie z obecnymi przepisami (tak zapewniali specjaliści w studiu). Otóż holenderski zawodnik znajdował się na wyraźnym spalonym i nawet niespiesznie powracał ku swej połowie boiska, a jednak... uznano zdobytego przez niego gola!
    Według dawnych przepisów zostałby odgwizdany spalony, ale piłkarski prawodawca (aby uatrakcyjnić mecz) wprowadził pojęcie (może nie jest to nazwa oficjalna) - bierny spalony. I był to bardzo dobry pomysł, wszelako dzisiejszy przykład dowodzi, że jednak popełniono błąd w procedurze. Niedopuszczalna bowiem jest sytuacja, kiedy to zawodnik będący na biernym spalonym kontynuuje grę zdobywając gola! Ów zawodnik do zakończenia opisanej sytuacji nie powinien w ogóle uczestniczyć w czynnej grze. Jeśli jednak nie zauważyłby, że przebywał na pozycji biernego spalonego i dotknąłby piłki, to natychmiast gra powinna zostać przerwana przez sędziego.
    Pojęcie spalony zdefiniowano, aby uniknąć sytuacji powszechnych w rozgrywkach podwórkowych, kiedy częstokroć zawodnicy obu drużyn przebywają permanentnie na polu karnym przeciwnika czekając na podanie od swych partnerów. Następnie zmodyfikowano owo pojęcie (jak wspomniałem), dzieląc je na spalony aktywny i spalony bierny.
    Dzisiejszy przykład stawia pod znakiem zapytania wymyślone zasady o pozycji spalonej, bowiem obie drużyny mogą oddelegować swych zawodników do ciągłego przebywania pod bramką przeciwnika, raczej przy linii autowej, dzięki czemu będą przebywali na pozycji spalonej biernej, jednakże będą w stałej gotowości do zaatakowania bramki przeciwnika. Jest to wyraźne naruszenie idei sportowego zachowania się na boisku oraz przejaw cwaniaczenia pod bramką przeciwnika!
    Przecież każdy bodaj kibic widzi, że jest to kardynalny błąd logiczny! Jak błąd w programie komputerowym, który to program poprawnie funkcjonuje aż do momentu wejścia w błędną procedurę.
    Każdy może zapoznać się z moją propozycją nowego Regulaminu gry w piłkę nożną, w którym proponuję szereg zasadniczych zmian, zaś ów obecny błąd w procedurze jest opisany i wyeliminowany - 3.4  Nie będzie przerwana gra, mimo pozycji spalonej zawodnika, jeśli sędzia uzna, że nie bierze on udziału w akcji, jednakże ten zawodnik do zakończenia akcji nie może czynnie uczestniczyć w grze pod rygorem jej przerwania oraz nieuznania ewentualnie zdobytego gola.
    W sportowym studiu powołano się na rzekome zalecenia władz piłkarskich, aby opisana sytuacja była interpretowana na korzyść drużyny atakującej. Kilka lat temu także powoływano się na (rzekome?) zalecenia, aby minimalne pozycje spalone również osądzać na korzyść atakujących zawodników i był to blamaż, bowiem nic się w tej materii nie zmieniło, a nawet dzięki rejestracji obrazów można uznać, że niemal na każdym meczu dochodzi do sędziowskich pomyłek w ocenie pozycji spalonej, w tym wielu tzw. minimalnych pozycji spalonych. I co? Nadal średniowiecze - miliony telewidzów widzą błąd sędziego, a tenże podejmuje decyzję w przeświadczeniu o swej nieomylności rodem z epoki przekazów radiowych... Wszyscy widzą obraz w zwolnionym tempie z kilku kamer, ale arbiter ma wprawdzie tylko jeden głos, ale najważniejszy. W dobie podważania racji najważniejszym głowom państw, jedynie sędzia piłki nożnej broni się przed wpływami ludu wspartego techniką...
    Dzisiejszy drugi gol został zdobyty zgodnie z przepisami, ale skandalem jest albo interpretacja owych przepisów albo ich nielogiczny (czyli błędny!) zapis.
    Jeśli zawodnik atakującej drużyny przebywa na spalonym biernym, to również w przypadku odbicia piłki od sędziego, elementów bramki, od bramkarza albo od innego zawodnika drużyny broniącej i zmierzania jej ku owemu zawodnikowi, należy przerwać mecz uznając pozycję spalony czynny.
    Powtarzam - aby nie hamować akcji wprowadzono spalony bierny (dawniej przerwano by akcję). Jednakże nie jest dopuszczalne, aby piłkarz, któremu w imię widowiskowości nie odgwizdano spalonego (czyli niejako przymknięto oko na małą niesubordynację) czynnie kontynuował grę! I to jeszcze strzelił gola! To jakieś koszmarne niedopatrzenie!!!
                                                                                                                                                                     mirnal1402
 Strona główna