Komentarze  2003 (I-III)

    Kłopoty bogatej wdowy - Życie na gorąco (2 stycznia 2003)
    Yoko Ono, wdowa po zastrzelonym 22 lata temu współzałożycielu The Beatles Johnie Lennonie, zamierza skierować do sądu sprawę przeciwko Paulowi McCartneyowi.
    Na swej ostatniej płycie McCartney umieścił własne nazwisko przed nazwiskiem Lennona przy wykonywanych przez siebie piosenkach The Beatles.
    Podobno Paul złamał umowę sprzed 40 lat, według której wspólne piosenki tych geniuszy miały być podpisywane w kolejności Lennon/McCartney, jednak Paul zaprzeczył, by istniała takowa umowa.
    Ale ludziska mają kłopoty. Pozazdrościć...

    Prezydent czuwa - Dziennik Internetowy PAP (3 stycznia 2003)
    Opinie niezależnych ekspertów będą kluczowe dla decyzji w sprawie podpisania ustawy o biopaliwach - poinformował w piątek prezydent Aleksander Kwaśniewski.
    Jak powiedział, wysłał on pisma do ważnych ośrodków zajmujących się sprawami techniki samochodowej, silników samochodowych i paliw. Po zapoznaniu się z odpowiedziami na te pisma prezydent podejmie ostateczną decyzję w sprawie ustawy o biopaliwach.
    Ma rację! Cóż z tego, że Sejm większością głosów przegłosuje ustawę, że od Nowego Roku samochody mają jeździć na wodę, skoro nie uznają one prawa większości, ale zwykłe prawa fizyki? Może od tego należałoby zacząć? Specjaliści (jak biegli sądowi) powinni wygłosić swe opinie w ramach sejmowych debat. A gdyby tak sąd wydał najsurowszy wyrok na rzekomego mordercę bez opinii fachowców, a prezydent rozważając ułaskawienie, skierowałby do nich zapytanie, czy jest możliwe, aby bezręki inwalida na zdezelowanym wózku mógł zadźgać kuchennym nożem kilku wysportowanych ochroniarzy podczas napadu na bank zupełnie w innym mieście?
    Demokracja, czyli władza ludu, jeszcze nie wygrała z powszechnie znanymi prawami, choć niejednokrotnie próbowała. Amerykański prom kosmiczny rozleciał się po kilkudziesięciu sekundach lotu, bo tamtejsze naukowo-techniczne gremium przegłosowało, że mróz nie zaszkodzi uszczelkom systemu paliwowego.
    Teraz wszystko zależy od uczciwości naukowców znanych instytutów. Za odpowiednią gratyfikację załatwią odpowiednią ekspertyzę... Taniej zapewne byłoby przeczytać obcojęzyczne biuletyny wydane w tej sprawie za granicą i nie wyważać otwartych drzwi...  Ale to byłoby dawno zrobione i nikt by na tym nie zarobił. Także polski ludek nie fascynowałby się inteligentnymi rozważaniami na temat zawartości jednego paliwa w drugim. Chyba już grano komedię z wątkiem roztrząsającym zawartość cukru w cukrze... Czyżby Polacy nie mieli ważniejszych spraw do rozstrzygania?
    Brawo Wysoka Izbo, brawo Panie Prezydencie! Brawo niedofinansowana polska nauko do spraw techniki samochodowej!
    PS  Nawet jeśli paliwo nieco podrożeje, to należy popierać polskie rolnictwo i dolewać do paliw media krajowe, ale z głową, nie tylko z lejkiem!

    Amerykańskie tempo - Informacje (4 stycznia 2003)
    Dziennik telewizyjny podał wyrok orzeczony przez Sąd Najwyższy USA wobec zboczonego mordercy. 50-letni inżynier otrzymał karę śmierci za zamordowanie dziewczynki. W Kalifornii nie ma zwyczaju wieloletniego oczekiwania w celach śmierci, jednak zapewne morderca poczeka kilka miesięcy, gdyż na wykonanie tej kary oczekuje tam 600 więźniów.
    Chyba jednak dłużej niż kilka miesięcy... Gdyby w owej Kalifornii codziennie zgładzano tylko jednego więźnia, to i tak ów zbrodniarz czekałby niemal dwa lata na swoją "kolejkę"...
    Proces trwał 11 miesięcy. Ciekawe jak długo ciągnąłby się u nas? Na to pytanie poniekąd odpowiada Dziennik Bałtycki (5 stycznia 2003) pisząc Prokuratura skierowała w poniedziałek do sądu akt przeciwko lekarzowi, którego podejrzewa, że będąc pod wpływem alkoholu asystował przy dwóch operacjach. Do zdarzenia miało dojść w lutym ub.r.
    U nas gromadzenie niezbędnych papierzysk zajęło także 11 miesięcy, a gdzie przewód? A gdzie odwołanie?
    Przy okazji Kalifornii. Kilka dni temu, Dziennik Bałtycki opisując internetową licytację miasteczka w owym stanie, był uprzejmy podpisać panoramę miasta, że leży ono w Kaliforni...
    Owszem, czytamy podobnie jak w Gdyni i Jastarni oraz w latarni i piekarni, ale jednak to zagraniczne pochodzenie decyduje o pisaniu zdwojenia -ii... Trzeba wiedzieć, że choć w Szafarni, to jednak w Kalwarii. Albo mieć program sprawdzający nazwy geograficzne...

    Rozbieżności danych - porównania (6 stycznia 2003)
    W Gazecie Wyborczej (15 listopada 2002) na całej stronie zaprezentowano staranne opracowanie dotyczące dziesięciu państw starających się o wejście do UE. Podano tam produkt krajowy brutto (PKB) na osobę. Od Gwiazdora otrzymałem pod choinę mały a starannie wydany atlas świata (Onet.pl SA, Pascal 2002). Dzisiaj porównałem dane obu źródeł i jestem zaskoczony ich rozbieżnościami. Wprawdzie GW podaje wielkości w europach, zaś atlas w dolarach (także PKB), ale byłyby to różnice pomijalne, gdyż obie waluty są w podobnej kondycji...
    Oto dziesiątka kandydatów - (państwo, GW/atlas):

Polska 5100/8450            Węgry 5700/11430
Czechy 6200/13018          Słowacja 4200/10591
Litwa 3800/6656              Łotwa 3600/6264
Estonia 4500/8355           Słowenia 10500/15977
Malta 10300/15189         Cypr 15100/19006

    Czy ktoś wyjaśni aż takie różnice? Jak te dane mają się do danych zawartych w rocznikach statystycznych z PRL? Podobno istnieją rozmaite procedury liczenia PKB. Czy nie byłoby prościej, na potrzeby zwykłego ludka, ustalić, że Polska ma poziom 1, zaś inne państwa mniej albo więcej? Tak w roku R1, jak i w roku R2, przy czym podano by również stosowny iloraz obu przyjętych poziomów dla Polski w obu wybranych latach. Albo podawać w wartościach bezwzględnych, ale według jednakowych kryteriów!

    Problemy z euro(pem) - Dziennik Bałtycki (8 stycznia 2003)
    W obszernym artykule napotykamy kilka ciekawostek. Otóż od lipca 1999 do grudnia 2001 roku drukarnie wyprodukowały 14,5 mld banknotów i ponad 56 mld monet.
    Monety zostały zapewne wyprodukowane (skoro już musimy zastosować to słowo; obecnie wszystko produkuje się i wszystko jest produktem...), jednak przez mennice (nie drukarnie). Na jeden banknot przypadają 4 monety. Pewnie tak jest, choć u nas może więcej.
    Metal z 350 tys. ton wycofywanych monet niemieckich marek starczyłby za wybudowanie 47 wież Eiffla.
    Zatem taka paryska wieża waży ok. 7 500 ton. Ponieważ jest ok. 80 mln Niemców, można obliczyć, że na każdego naszego sąsiada przypada ok. 4 kg monet. Jeśli także u nas jest podobny wskaźnik, a jest nas ok. 40 mln, to złotówkowych monet mamy na ok. 24 francuskie wieże. Przy założeniu, że monetowy 1 metr sześcienny waży ok. 10 ton, to niemieckie monety należałoby wsypać do sześcianu o objętości 35 000 m3, czyli o boku ok. 33 m, zaś nasze monety odpowiednio - 17 500 m3/26 m. W rzeczywistości monety są lżejsze, zatem zajmą jeszcze więcej przestrzeni. Swoją drogą - gdzie banki trzymają owe krążki i czy są one sukcesywnie przetapiane oraz na co?
    Napisano również, że w Helsinkach kilogramowy chleb kosztuje ok. 6 euro, w Holandii ok. 3E (średnia UE), zaś w Atenach ok. 1 euro. U nas ok. 1/2E. Ciekawe, jak oblicza się produkt krajowy brutto na głowę danego obywatela. Może fińskiemu piekarzowi po wypieczeniu (i sprzedaniu) na zmianie tysiąca bochnów zaliczają do statystyki 6 tys. E, holenderskiemu 3 tys. E, greckiemu 1 tys. E, zaś polskiemu tylko 500E. Jeśli tak oblicza się (i zalicza) także inne wyroby, to PKB u nas nie jest aż tak kiepski w porównaniu z innymi krajami, niżby to wynikało z roczników statystycznych... Ilu Polaków wie, jak oblicza się PKB? Jakie produkty zalicza się do wskaźnika? Militaria? Wykształcenie lekarza? A jeśli do usług zalicza się także operacje, to za tę samą operację na sercu niemiecki chirurg dostanie kilka razy większą gratyfikację niż polski, zatem i PKB zostanie zróżnicowany (ale przecież tylko pozornie)? Jeśli ktoś kupi zegarek za 25 zł, a po roku naprawi za 50 zł, to która wartość wpływa na PKB (25, 50, czy 75 zł), a ktoś inny (za granicą) kupi podobny zegarek i po roku wyrzuci go kupując nowy? Czy w ramach wchodzenia do Unii nie można byłoby udzielić wyjaśnień w jaki sposób liczy się PKB na przykładzie kilkunastu towarów i usług?
    W Niemczech skarpetki w promocji kosztowały 7,99 marki. Sprzedawca powinien wyłącznie zmienić cenę na euro, a wówczas ich cena wyniosłaby 4,08E. Ale jaka tu promocja? Jednak jeśli wyceni je na 3,99E - będzie stratny, więc o wiele lepiej zaokrąglić cenę w górę, do 4,10E. Stąd podwyżka oraz wzrost inflacji w krajach, które przyjęły euro, była o 10% wyższa niż w całej UE.
    No, jeśli w ten sposób tłumaczymy poważną (jak na Europę Zachodnią) inflację... Zaokrągleniami? Żarty! Przecież w skali całej europowej Europy, po przeliczeniach powinno być mniej więcej tyle samo artykułów z cenami zaokrąglanymi w górę, co i w dół. Na jednym asortymencie sprzedawca ponadplanowo zarobi, na drugim nieco straci. Przecież hurtowe ceny także ustalane są w europach, zatem jeśli kiedyś za tysiąc skarpetek płacono 6 000 marek, to po przejściu na nową walutę zapewne nie płaci się 3064E, ale 3000E. Po jakimś czasie i przy wtórze silnej konkurencji oraz zmianach cen np. paliw już nikt nie będzie pamiętał cen w starych walutach. U nas, jeśli gazeta kosztuje 1 zł, to po doliczeniu 7% VAT nie kosztowałaby 1,07 zł. Przez pewien czas kosztowałaby nadal złotówkę, a następnie ustalono by cenę na 1,10 zł albo i na 1,50 zł argumentując zmianę nie tylko watem, ale kilkoma innymi równie dobrymi (...) powodami. Przy zniesieniu ceł oraz po wyeliminowaniu strat na przeliczeniach jednej waluty na drugą, dostawca może o te oszczędności zmniejszyć cenę hurtową. Jeśli tego nie zrobi, to zrobi to konkurencja. A przy okazji - konkurencyjność dobrego towaru produkowanego w kraju o tańszej sile roboczej zapewne wzrosła i może położyć produkcję w kraju o droższej sile roboczej.
    Jeszcze zrozumiałbym, że porównuje się eurokraje z nieeurokrajami. W artykule porównano jednak eurokraje ze wszystkimi krajami UE (to tak, jakby porównać zamożność Niemców wschodnich z zamożnością wszystkich Niemców, zamiast Niemców wschodnich z zachodnimi). Zatem jeśli w omówionym przypadku inflacja wyniosła 10%, to porównując kraje, które przeszły na europ z krajami, które tego nie uczyniły, wskaźnik inflacji dla tych pierwszych byłby znacznie większy niż owe 10%! Tym bardziej nie można tego tłumaczyć zaokrągleniami...
    Na marginesie - może ktoś wytłumaczy, dlaczego taka czekolada produkowana w Polsce jest droższa niż w Niemczech? Przecież tam robotnicy i właściciele zarabiają więcej niż u nas. Ceny surowców są identyczne. Może ich tam mniej się krząta przy tych słodyczach (maszyny dwoją się i troją, ale przecież nie są one za darmo), a ponadto zwolnieni ("zaoszczędzeni") pracownicy muszą pobierać zasiłek (wliczony w ceny innych towarów) albo produkować coś innego, a przecież wszystkiego już produkuje się za dużo...

    Kres niedźwiedzi, a co z ludźmi? - Dziennik Internetowy PAP (10 stycznia 2003)
    Podczas sympozjum Biology of the Canadian Arctic w Toronto poinformowano, że niedźwiedzie polarne mogą zniknąć w ciągu stu lat, o ile tempo, w jakim Ziemia się ociepla, nie zmniejszy się.
    Niestety nie podano prognozy dla najważniejszych (liczba egzemplarzy razy ich średnia masa) ssaków - ludzi. Co stanie się z nami, jeśli rozwój cywilizacji oraz eksperymenty społeczne nie zostaną uprzyjaźnione?

    O eksmisji - Gazeta Wyborcza (10 stycznia 2003)
    W artykule Eksmisje na bruk dobrych chęci napisano Zgoda, w cywilizowanym kraju nie powinno być eksmisji na bruk. Ale niby dlaczego [...] na koszt banków, właścicieli czynszówek oraz milionów uczciwie płacących za swoje mieszkanie członków spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych?
    Racja, z przypadkami złośliwego niepłacenia należy się rozprawić. Trudno uchwycić różnice? Tak przecież jest także w przypadku rozróżniania prawdziwego zdarzenia i sfingowanego wyłudzenia odszkodowania z tytułu utraty zdrowia, kradzieży samochodu, pożaru hali fabrycznej, zaginięcia statku z ładunkiem. Także banki przewidują pewną część nieściągalnych długów, których ryzyko obciąża uczciwych kontrahentów. Wszyscy łożymy na bezpłatną naukę, a przecież niektórzy spędzą życie w półświatku tudzież w pudle, za co także zapłacimy. Część absolwentów wyjeżdża za granicę i również idzie to w koszty podatników. Pytanie - ile procent z naszych podatków przeznaczamy na kompensowanie strat. Jeśli banki ubezpieczą się od takich strat, to także za to zapłacimy droższymi kredytami. Jeśli nie wybudujemy iluś mieszkań z obawy przed niespłacalnością, to o tyle budownictwo siądzie. Jakkolwiek byśmy nie kombinowali, to i tak za to zapłacimy. Oczywiście, jest sprawa przyzwoitości i sprawiedliwości - nie można przymykać oczu na przewaliki mieszkaniowe (jedni płacą na innych, którzy udają, że nie mogą płacić). Ale świadomie użyłem zdrobnienia, wszak za wielkie przewały i niegospodarności (dziesiątki wielkich afer) także my wszyscy płacimy. A przecież łatwiej jest zmusić do uregulowania zaległości drobnego cwaniaka, który nie chce spłacać rat, niż superkombinatora, który przelał miliony baksów za granicę a krajowe znamiona luksusu przepisał na żonę i powie nam posadźcie mnie na 10 lat, wyjdę za dobre zachowanie już po pięciu.
    Politycy mydlą nam oczy. Żeby ograniczyć zjawisko bezdomności, powinni zacząć od stworzenia prawa, które nie zniechęcałoby ludzi mających duże pieniądze do budowania mieszkań na wynajem.
    Mamy dwóch braci - obaj mają po 15 000 $. Jeden daje do banku albo wkłada w inny pewny interes otrzymując ok. 60 $ miesięcznie (przy stopie 5%). Drugi buduje mieszkanie (30 m2; 2000 zł/m2, czyli 500 $/m2). Musi przyjąć 10% (wszak przy pięciu zrobiłby to samo co brat i spałby równie spokojnie). Także i dlatego, że musi remontować mieszkanie, użerać się z lokatorami (hałas, rozróby, skargi, zaległości z opłatami). A niech ktoś złamie kończynę, bo piachem nie posypał szkliwa zimowego (odszkodowanie) albo ktoś wydzwonił na jego telefon równowartość dwóch samochodów. Pożar, zalanie, melina. To wszystko musi brać pod uwagę ustalając stawkę czynszu. Owe 10% to ok. 125 $, czyli 500 zł. Która z uboższych bezdomnych rodzin (model dwa plus dwa, jedna osoba pracująca zawodowo) wynajmie u naszego przykładowego brata mieszkanie za 500 zł miesięcznie plus inne zwyczajowe opłaty?
    Im będzie więcej takich mieszkań, tym czynsze będą niższe.
    Owszem, ale tylko do pewnego minimalnego poziomu. Podobnie jest np. z cenami samochodów - przy zwiększaniu produkcji i konkurencyjności, ceny spadają, jednak przy pewnym minimum, firma zwija manele zwalniając pracowników. Tym bardziej przykładowy brat uzna, że nie ma co szarpać się przy stopie zysku 7%, skoro spokojnie z banku weźmie 5%. Dopiero, kiedy milionom pracowników "da się" (w cenach realnych) zarobić więcej (właściwa siatka płacowa, zwiększenie wydajności pracy, właściwsze gospodarowanie środkami, przesunięcie nadwyżek roboczych do innych branż), to wówczas czynsz 125 $ przestanie być barierą nie do pokonania.
    Może jednak majętnym nie dawać ulg i preferencji na budowę pod wynajem, ale właśnie owym bezdomnym rodzinom stworzyć odpowiedni program oszczędnościowo-mieszkaniowy.
    I taki program opracowałem wiele lat temu. Ale kogo to obchodzi?
    Patrz Postanowienia dla właścicieli oszczędnościowych książeczek mieszkaniowych
    Bogacz zawsze będzie postrzegany jako poborca czynszów i nigdy nie zyska sympatii większości społeczeństwa, a sam wiedząc o tym nie będzie zanadto pchać się do takiej roboty, zaś skromny właściciel swego równie skromnego mieszkania będzie lepiej o nie dbał, bo zwykle tak jest, że szanujemy swoje bardziej niż cudze. Będzie miał także wyższy status społeczny i dysproporcje pomiędzy majętnymi a uboższymi Polakami nie będą nadmiernie się zwiększać.

   Słowiańskie zwyczaje - Gazeta Wyborcza (10 stycznia 2003)
   Sąd w Belgradzie anulował umowę, na podstawie której były prezydent Jugosławii kupił po zaniżonej cenie kawałek ziemi w pobliżu swojej willi w luksusowej stołecznej dzielnicy Dedinje. Za grunt wart 800 000 $ zapłacił zaledwie 4 500 $.
    Gdybyśmy u nas prześwietlili wszystkie podobne transakcje zawarte wśród naszych politycznych elit i kręgów z nimi związanych, to do anulowania należałoby skierować całe prawnicze zastępy. Tylko skąd je wziąć?
    PS  Czy to przypadek, że niezawisłe sądy są nadzwyczaj sprawiedliwe wobec byłych, a nie aktualnych, prominentów?
    Tamże czytamy również o pewnym biskupie Serbskiego Kościoła Prawosławnego, który został oskarżony o seksualne wykorzystywanie dzieci. Czyżby to jakaś epidemia upadku moralności wśród duchownych? Czy zawsze tak było, ale wyciszano? Czy to znak nowych czasów?

    Obiecujące Niderlandy - Głos Wybrzeża (10 stycznia 2003)
    Pod takim tytułem zamieścił w gazecie felieton marszałek Senatu RP - Longin Pastusiak.
Królestwo Niderlandów, bo taka jest oficjalna nazwa Holandii, łączą z Polską historyczne więzi. I dalej - Holandia, choć była ostatnim krajem..., Holendrzy, społeczeństwo holenderskie, jednostki holenderskie, firmy holenderskie, kapitał holenderski, rząd holenderski, ale władze niderlandzkie, Polacy korzystają z doświadczeń niderlandzkich, Polsko-Niderlandzka Grupa Robocza.
    Przejrzałem atlas. Gdyby podobny dualizm wprowadzić także w stosunku do innych państw, to mielibyśmy do wyboru nazwy - Hajastan albo Armenia, Belgia a. Belgika, Dania a. Danmarka, Estonia a. Estia, Finlandia a. Suomia, Hiszpania a. Espania, Japonia a. Niponia, Niemcy a. Dojczlandia, Norwegia a. Norga, Szwecja a. Sweryga, Węgry a. Madżaria...
    Oczywiście, o obecnych nazwach decydują kryteria historyczne oraz estetyczne w aspekcie przyjaznego brzmienia (i pisowni) w naszym języku. Większość obecnych nazw spełnia te kryteria i nie należy myśleć o zmianie nazw. Nie może być jednak sytuacji, że państwo nazywane Holandia, oficjalnie jest określane jako Niderlandy (a dokładniej Królestwo Niderlandów). Jeśli Holendrzy (Niderlandczycy?) naciskają nas, aby zmienić nazwę, to zastanówmy się nad tą zmianą albo dajmy sobie spokój z tym problemem prowadzącym do depresji... Może nasz kraj, Polskę, także nazywają w świecie jak popadnie, a my nic o tym nie wiemy?
    Wielu polonistów wymyśliło sobie, że Fin jest mężczyzną narodowości fińskiej, zaś Finlandczyk to obywatel Finlandii. Zatem wprowadzimy podobne podziały - Afgan/Afgańczyk, Armen/Armeńczyk, Dun/Duńczyk, Belg/Belgijczyk, Gren/Grenlandczyk, Japon/Japończyk.
    Na dżentelmena narodowości polskiej mówmy zatem Pol, zaś na obywatela RP - Polczyk... Skoro panie to Finka oraz Finlandka, to i Polka oraz Polandka (od Poland) lub Polenka (od Polen).
    Kiedyś Niemcy Zachodnie zażądały zmiany NRF na RFN i zgodziliśmy się. Nie wiadomo, czy władze dawnego Cejlonu kazały nam zmienić nazwę na Sri Lanka (ładniejsza byłaby Lankia), zaś Górnej Wolty na Burkina Faso (ładniej Burkinia). Dawna Birma zwie się Mianma lub Mianmar. Po drodze były hece z nazwami Kambodża/Kampucza, Mołdawia/Mołdowa...
    Podobno przed wojną Włosi poprosili o zmianę polskiej nazwy ich państwa. Dzisiaj zapewne poszlibyśmy im na rękę (jak Holendrom), ale wówczas niektórzy poloniści zaczęli się wymądrzać i zostały Włochy, czyli Kudlia. Nie dość, że kojarzą się z obuwiem, to i z fryzjerstwem... Biura turystyczne zapraszają raczej do słonecznej Italii, gdyż Włochy są dobre na deszczowy zjazd fachowców od strzyżenia z nadmiaru sierści ludzkiej lub specjalistów od niedoborów tejże. Można ponadto paść tamże ofiarą łakomstwa na pizzę albo obiektywu paparazziego...

    Kangur z (Nowej) Zelandii - Dziennik Bałtycki (13 stycznia 2003)
    Po dwóch miesiącach poszukiwań w Danii odnalazł się kangurek wallaby, który wędrował po Kopenhadze od 2 listopada.
    I cóż w tym dziwnego - okres przedświąteczny, kangurek przebrał się za Gwiazdorka, sanki pożyczył od zaprzyjaźnionego reniferka z Laponii, prezenty wrzucił do własnej torby, którą dla niepoznaki okleił watą. Nikt się nie połapał, że to przyjezdny (przylotny?) ssaczy skoczek z antypodów. Może znudziły mu się upały panujące w Nowej Zelandii i chciał poskakać sobie po prastarej Zelandii, na której leży właśnie Kopenhaga. Wydało się, kiedy wszystkie dzieci dostały swoje prezenty i pusta torba w styczniu wydała się podejrzana duńskiej policji...

    Uratowani przez pot - Dziennik Bałtycki oraz Dziennik Internetowy PAP (15 stycznia 2003)
    Dwaj oskarżeni w procesie o handel narkotykami zostali zwolnieni przez sąd w Antwerpii dzięki... poceniu się stóp.
    Prokurator żądał dla nich kary ośmiu i sześciu miesięcy więzienia, ponieważ w aptece kilogramami kupowali kwas borny w kryształkach. Związek ten stosowany jest w produkcji kokainy.
    Pochodzący z Maroka oskarżeni utrzymywali, że kwas borny jest w ich kraju popularnym środkiem przeciwko nadmiernej potliwości stóp i oni w tym właśnie celu go kupowali. Sędzia dał wiarę tłumaczeniu i obu oskarżonych zwolnił.
    Cenna wskazówka - jeśli znajdą u Ciebie związek przydatny do produkcji narkotyków, to powiedz, że masz potliwe nogi i podaj im marokański sposób na ową dolegliwość... Najlepiej poć się podczas składania zeznań, co podniesie Twoją wiarygodność, a będzie o tyle łatwe, że istotnie kupisz ów kwas do wewnętrznego zastosowania, zatem całkowicie zasadnie i w naturalny sposób spocą Ci się nie tylko podeszwy, ale i cała reszta. Zachodnia ufność i demokracja są rozbrajające.
    A swoją drogą - jak można kupować kilogramami taki związek w aptece. Może podadzą kilka adresów owych punktów sprzedaży kryształków na zalatujące platfusy... Już widzę ogłoszenia prasowe typu organizuję wycieczkę po kryształy kwaśne i borne. Borne-Sulinowo (po Armii Radzieckiej) nie będzie eldoradem, ale Antwerpia... Szykuje się druga Krzemowa Dolina (tę pierwszą, w Stanach) już opanowali Polacy, również w dziedzinie kryształków...

    Ale pech! - Dziennik Bałtycki  (16 stycznia 2003)
    Pewien mieszkaniec Melbourne postawił 45 dol. austr. w londyńskiej firmie bukmacherskiej typując 30 wyników pierwszego dnia wielkoszlemowego turnieju tenisowego Australia Open. Trafił 29 z nich.
    Jedyny mecz, którego zwyciężczyni nie przewidział, był największą niespodzianką turnieju.
Gdyby nie było owej niespodzianki, to gracz wziąłby 450 tys. dol. australijskich. A tak musiał obejść się smakiem.
    Niestety, nie podano - ile odebrałby dolarów w przypadku przewidzenia owego fuksa...

    Utrzymali wyrok, ale nie faceta... - Dziennik Internetowy PAP  (17 stycznia 2003)
    Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok w sprawie poszukiwanego listem gończym Zbyszka Bernata, ps. Makowiec, skazanego na 15 lat więzienia za zorganizowanie i zlecenie zabójstwa.
    Zebrali się godni mężowie, podyskutowali i zaocznie (bez podsądnego) ustalili, że utrzymają wyrok na Makowca. Wyrok utrzymają, ale nie Makowca...

    Jakie odszkodowania? - Dziennik Bałtycki (21 i 24 stycznia 2003)
    46-letnia Amerykanka została poddana w szpitalu w Minnesocie amputacji obu piersi na podstawie zamienionych zdjęć rentgenowskich. Adwokat zapowiedział złożenie skargi na szpital.
    Ten sam dziennik poinformował, że w człuchowskim szpitalu zmarła młoda kobieta kilka godzin po porodzie, przy czym nic nie zapowiadało tragedii. Rodzina prawdopodobnie skieruje sprawę do sądu.
    Jak długo będą trwać oba procesy i w jakiej wysokości zostaną zasądzone odszkodowania?
    Trzy dni później gazeta opisała, że w pewnej Kanadyjce, rutynowa lotniskowa kontrola wykryła metalowy przedmiot. Prześwietlenie rentgenowskie ujawniło znajdujący się w jej brzuchu rozwieracz, narzędzie chirurgiczne dł. 30 cm i szer. 6 cm. Następnego dnia pacjentka złożyła skargę...

    Euroszwindel - Dziennik Bałtycki  (25 stycznia 2003)
    W notce Król lir poinformowano, że - W Mediolanie furorę robi sklep, w którym wszystkie towary sprzedaje się za liry. Zdaniem przeciętnych Włochów, po wprowadzeniu nowej waluty ceny niektórych produktów i usług wzrosły o ok. jedną czwartą, choć oficjalne statystyki mówią o niemal 3-proc. inflacji. Niezależne ośrodki badawcze uznały, że skala podwyżek sięgnęła ponad 25%.
    Pamiętacie, jak przed wprowadzeniem eurowaluty do UE przysięgano na wszystkie świętości, że ceny będą jedynie minimalnie zaokrąglane? Wierzyliśmy, bo przecież zachodni handlowcy to tacy porządni, uczciwi i sympatyczni Euroludzie. I co? Okradają swych eurowspółplemieńców na całego (a raczej na... ćwiarę). Słyszeliście o jakichś kontrolach, naganach i karach? Zastępujmy złotówki europami, ale widząc ten cały eurobajzel, wymyślmy system uniemożliwiający ów dziwny euroszwindel...

    Polak, Węgier - dwa bratanki - Dziennik Internetowy PAP  (26 stycznia 2003)
    NBP uważa, że ostatnie osłabienie złotego jest związane ze stratami, które inwestorzy ponieśli na rynku węgierskim.
    No i mamy winnego - forint spada, to i nasza waluta leci. Lekiem dla złotego będą zapewne albańskie leki. Jak wzrosną, to i zeta podciągną... Gdybyśmy mieli europy, to nie byłoby takich krzywych tłumaczeń...

    Powrót geocentryzmu - Dziennik Internetowy PAP  (28 stycznia 2003)
    Amerykańska agencja NASA wystrzeliła w sobotę na orbitę okołoziemską satelitę, którego zdaniem jest zbadanie wszystkich rodzajów promieniowania, zmierzającego w stronę Ziemi od słońca.
    Po pięciuset latach znowu Ziemia góruje nad Słońcem, które zapisano od małej litery. Czyżby powrót geocentrycznej teorii? Zapewne idzie o zadanie oraz o zbadanie wszystkich rodzajów promieniowania zmierzających...

    Igła w stogu siana - Dziennik Internetowy PAP  (30 stycznia 2003)
    Organizacja obrońców zwierząt Animal Public poinformowała o ucieczce dyrektora, który najpierw uśpił, bądź kazał uśpić jedną z cyrkowych słonic, a drugą zabrał, udając się w nieznanym kierunku. Szczegóły nie są jeszcze znane.
    Dyrektor uprowadził niemałe zwierzątko w nieznanym kierunku i gdyby nie czujność obrońców zwierząt, to nieprędko byśmy się o tym dowiedzieli. Zdarzenie miało miejsce nie w afrykańskiej puszczy oraz nie w azjatyckiej dżungli, ale w dość solidnie zaludnionych Niemczech. Przemykali nocą? A może to słonica zabrała dyrektora i udała się w nieznanym kierunku?

    Kobieta to nie osoba? - Onet (30 stycznia 2003)
    W artykule Zakazać reklam z seksem? czytamy
    Osoby w średnim wieku oraz kobiety częściej niż ogół badanych lubią takie reklamy tylko wtedy, gdy pasują do reklamowanego produktu.
    Z powyższego wywodu wynika, że społeczeństwo dzielimy (między innymi) na osoby w średnim wieku i kobiety... Podział w rodzaju - uczennice/licealistki. A może kobietą zostaje się powyżej średniego wieku?

    Ale dokładność - Dziennik Internetowy PAP  (31 stycznia 2003)
    GUS podał - deficyt handlu zagranicznego lekko spadł po 11 miesiącach 2001 roku z 12.855,4 mln USD do 12.829,8 mln USD po 11 miesiącach 2002 roku.
    Cóż za zadziwiająca dokładność w obliczeniach, i to w kraju, kiedy nie wiadomo jak wielka jest dziura budżetowa (w zeszłym roku szacowano od 40 do bodaj 80 mld zł). Wykazano zmianę 0,2%, czyli podobną do grubasa ważącego (a właściwie o masie) 150,15 kg (150 kg plus 150 gramów) chwalącego się, że schudł do 149,85 kg (150 kg minus 150 gramów)... Przecież tego typu oświadczenia są niepoważne, różnice mieszczą się w tolerancji błędu.
    Irytuje to USD (podobnie PLN); nie można pisać zwyczajnie dol. albo $? Przecież każdy wie, że o amerykańskiej walucie mowa. Dawniej pisząc o markach albo kupując w kantorze, nikt nie musiał dodawać niemieckie, aby nie pomylić z fińskimi...
    Nie można w Internecie na bieżąco zamieszczać aktualnego bilansu handlu zagranicznego albo wydatków i wpływów budżetowych? Codziennie? Przecież między innymi po to wymyślono globalny system - rzetelne i natychmiastowe przesyłanie danych. To przejaw demokratyzacji nowoczesnego państwa!

    Ile kosztuje ochrona... - Dziennik Bałtycki  (31 stycznia 2003)
    Gazeta informuje, że godzina pracy strażnika miejskiego kosztuje 17 zł. zaś ochroniarza tylko 10 zł. Po pomnożeniu przez 24 godziny i 365 dni mamy kolejno ok. 149 tys. zł i ok. 88 tys. zł. Tylko na jednym pracowniku można więc zaoszczędzić ponad 60 tys. zł.
    Niezupełnie - należy to jeszcze podzielić przez trzy, bowiem całej doby chyba nikt nie przepracuje, zwłaszcza dzień w dzień... Wyliczona oszczędność na jednym etacie jest nieosiągalnym pułapem dla milionów pracowników (średnia roczna płaca brutto - ok. 25 tys. zł).
    A przy okazji - jeśli te pieniądze pomnożymy przez liczbę osób pilnujących urzędów miasta Gdańska, innych miast i innych firm w Polsce, to możemy sobie odpowiedzieć na pytanie - ile nas kosztuje polska nieuczciwość. A do tego prawnicy, służba więzienna oraz koszty utrzymania wszelkich budynków podlegających Temidzie.
    Czy ktoś policzył, ile procent z naszego dochodu narodowego przeznaczmy na te cele (także więzienne)? A z drugiej strony, czy ktoś oszacuje, w jakim stopniu wzrosłoby bezrobocie, gdybyśmy byli superuczciwi?

    Elitarni funkcjonariusze - Dziennik Internetowy PAP  (1 lutego 2003)
    Dwóch byłych funkcjonariuszy gdyńskiej policji podejrzanych o porwanie 13-latki i wymuszenie 300 tys. dolarów okupu przebywa w gdańskim areszcie. Grozi im do 10 lat więzienia.
    Tuż przed ostatnią Wigilią kilku żołnierzy z elitarnej jednostki (kawaleria powietrzna) porwało syna lokalnego biznesmena i zamordowało go dla okupu. Teraz elitarni policjanci (wyspecjalizowani w walce w branży, do której przeszli po opuszczeniu Policji) porywają dla pieniędzy...

    Słowo "tajny" zmienia znaczenie? - Dziennik Internetowy PAP  (1 lutego 2003)
    Prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush podpisał tajny dokument zezwalający na użycie broni nuklearnej w odpowiedzi na atak bronią chemiczną lub biologiczną - poinformował "Washington Times".
    Czyżby słowniki uznały, że słowo tajny oznacza wszyscy o tym wiedzą? Kobieta zmieniała swe znaczenie w ostatnich dwustu latach, to i pewnie tajny to czyni, ale szkoda, że ja nic o tym nie wiem... Gazeta wykradła tę informację, otrzymała od maszynistki z Białego Domu, a może sam prezydent przekazał z uwagą proszę napisać, że to jest tajne? Jeśli gazeta ma tytuł w liczbie mnogiej, to może jednak poinformowały (podobnie Izwiestia)?

    Kłamie tylko jedna strona - Dziennik Internetowy PAP  (5 lutego 2003)
    Rozpoczął się proces księdza oskarżonego o to, że w szkole w Pielgrzymce podczas lekcji religii znęcał się nad dziećmi. Według prokuratury, ksiądz bił uczniów, poniżał ich i stosował inne niedozwolone kary. Oskarżony proboszcz (jest duchownym od 24 lat) stanowczo zaprzecza stawianym mu zarzutom.
    Jedna ze stron mówi nieprawdę. Pewnie dzieci, gdyż trudno sobie wyobrazić, aby osoba duchowna kłamała... Jak to wykryć? Jeśli w XXI wieku nie ma odpowiedniej metody...

    Błędy u innych - Dziennik Bałtycki  (26 lutego 2003)
    Gazeta opublikowała list czytelniczki (w ostrym tonie), która zauważyła dwa błędy ortograficzne (nie stawienie oraz nie powiadomienie; powinno być razem) popełnione przez urząd pracy na typowych drukach. Nie chciałbym bronić urzędu, ale tego rodzaju błędy są dość pospolite. Natomiast widzę, że redakcja naszej poczytnej gazety chętnie drukuje krytykę cudzych błędów, choć nie wypowiada się na temat swoich gafek. Kilkakrotnie internetowo wytykałem błędy wielu gazetom - bez żadnej reakcji. Także zamierzałem nadać prywatne i płatne ogłoszenie prasowe w Dzienniku Bałtyckim, ale odmówiono powołując się na swój regulamin - Biuro Ogłoszeń zastrzega sobie prawo odmowy umieszczania materiałów reklamowych, jeżeli ich treść jest niezgodna z [...] linią programową gazety. Prasa to sprzymierzeniec obywateli, ale jak jej się narazisz...
    W tejże gazecie, w dodatku motoryzacyjnym, zamieszczono wielkie ogłoszenie, na którym umieszczono 15 zdjęć pięknych samochodów. Pod jednym z nich, srebrnym, napisano srebny. Myślę - literówka, ale pod sześcioma innymi (także w tym trudnym do opisania, jak się okazuje, kolorze) - identyczne podpisy. To prawda, że mawia się jabko (a nawet japko) pisząc jednak jabłko, ale mówienie srebny nie zwalnia od skorygowania błędnie napisanego wyrazu na srebrny...

    Biografia słynnego oszusta - Dziennik Bałtycki  (28 lutego 2003)
    Gazeta sporo miejsca poświęca filmom. Pod zdjęciem ukazującym pilota wśród stewardes umieszczono zdanie - Frank jest miły i przekonywujący w każdej roli. Jest to powszechny błąd - jeszcze dwa lata temu również byłem przekonywujący do paru pomysłów, a powinienem być przekonywający... Zapewne wystarczyłoby przekonujący.
    Na innej stronie omówiono Thriller w campusie (tytuł o literach pokaźnej wielkości), gdzie jedynym polskim wyrazem jest jednoliterowy przyimek... Może Tryler w kampusie? Nasz język także w koszmarach nie jest przekonujący...

    Italowie zbudowali pomnik lira - Dziennik Internetowy PAP  (3 marca 2003)
    Włosi nie chcą zapomnieć o lirze - zbudowali mu pomnik z dwóch milionów przetopionych monet.
    Podczas uroczystości odsłonięcia pomnika, policyjna orkiestra zagrała popularną piosenkę z lat 30. ubiegłego wieku, którą mieszkańcy Italii często wspominają: "Gdybym miał tysiąc lirów miesięcznie, bez przesady, twierdziłbym, że znalazłem szczęście, jakiego chcę..."
    Po wejściu Polski do Unii, nasi rodacy mogliby także śpiewać o szczęściu, gdyby zarabiali miesięcznie tysiąc europów (netto)...

    Nowa ciekawa profesja - Dziennik Bałtycki  (4 marca 2003)
    Pod takim tytułem gazeta propaguje kolejne niepolskie słownictwo - Są projekty, są więc także ludzie, którzy profesjonalnie nimi kierują, czyli project managerowie, którzy muszą znać zasady project managementu, czyli wiedzieć, jak projektem zarządzać, aby wyznaczony cel osiągnąć w założonym czasie. Od 2001 roku mają własną organizację - Stowarzyszenie Project Management Polska. W Gdyni działa Podyplomowe Studium Zarządzania Projektem Project Management.
    Kilka stron dalej zamieszczono ogłoszenie - Manager działu turystyka...
    Czyżby nasz ojczysty był aż tak ubogi, że musimy bełkotać w innym języku, choćby światowym? Jak te wyrazy (chyba nie nazwiemy ich polskimi) czytać? Każdy wie, jak czytać weekend, ale nową profesję należałoby podawać w nawiasie kwadratowym także w formie czytanej... Oczywiście - jeśli ktoś myśli o tym zawodzie, na pewno wie, jak czytać takiego cudaka. To nobilituje, a jeśli niewiele osób posiadło umiejętności wymawiania krytykowanych słów, to i lepiej - nie będzie się pchała tłuszcza do high life'u. Polskie znane wyrazy są nazbyt siermiężne i niewystarczające - kierowanie, planowanie, projektowanie, zarządzanie? A jak z angielska będzie dziadowanie? Nie wymienię przedstawicieli narodów, którzy (w dawnych granicach RP) szybciej awansowali zapominając o własnym języku a bezkrytycznie hołdowali naszemu językowi... Może RJP odkurzy ustawę o języku polskim (a najlepiej ducha jej towarzyszącego) oraz zmobilizuje wszystkich oddanych sprawie polonistów, ekonomistów i innych, przynajmniej lekko zażenowanych fachowców, którzy wymyślą coś na kształt odpowiedników oksygen/tlen? Albo machnijmy ręką na ten dziwny słowiański twór zwany mową polską...

    Komórka do wzięcia - Dziennik Bałtycki  (4 marca 2003)
    Czytelniczka opisuje zdarzenie - Wychodząc z lokalu zostawiłam na stole telefon komórkowy. Zgłosiła ten fakt na policji, ale Właściwie tego żałuję, bo nie liczę, by przyniosło to jakikolwiek skutek, a było tylko dla mnie niemiłym przeżyciem. Jeden z funkcjonariuszy skomentował - to zajście trudno nazwać kradzieżą, tylko przywłaszczeniem.
    Rzecznik policji stwierdził - Niestety, ludzie nie pilnują swoich rzeczy, czym kuszą złodziei. Powtarzam, że dużą część odpowiedzialności za plagę kradzieży ponoszą ludzie, którzy nie szanują swojej własności.
    Drogie panie! Idzie wiosna, a za nią (zwyczajowo) gorące lato. Należałoby rozważania o nieuwadze i nieświadomej prowokacji (wiktymologia) przełożyć na bardziej delikatną materię - spacerujecie półnago po lasach mniej starannie pilnując swych atrybucików niźli wysokich bucików, niechcący kusząc niecnych amatorów cudzych brzoskwiń. Aby zeznania nie były niemiłym przeżyciem, a funkcjonariusze nie nazwali tego sromotnego zbliżenia jedynie skubnięciem, musicie bardziej szanować swoją żywotną a nader cenną ruchomość.

    Rosja poza WNP? - Dziennik Internetowy PAP  (7 marca 2003)
    Rosyjskie Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych poinformowało, że Z Bagdadu odleciał samolot z ewakuowanymi obywatelami Rosji i krajów Wspólnoty Niepodległych Państw.
    Rosja należy do WNP, zatem błąd typu - obywatele USA i Alaski mogą przybywać do Polski bez wiz.

    Przeciw złu - Gazeta Wyborcza  (7 marca 2003)
    Przy młodym Czechu, który oblał się benzyną i podpalił odnaleziono pożegnalny list, w którym protestował przeciwko złu, jakie jest powszechnie tolerowane na świecie.
    Pewnie nie znał wyroku suwalskiego sądu (patrz nieco wyżej), ale zapewne znał podobne przekręty w swojej ojczyźnie. Jego rodak protestujący w podobny sposób, po braterskim najeździe państw Układu Warszawskiego (1968), został bohaterem. Kto postawi kolejny pomnik?

    Sondaż CBOS - Dziennik Internetowy PAP  (8 i 10 marca 2003)
    Prawie wszyscy Polacy (93%) są przekonani, że najbardziej skutecznym sposobem na znalezienie pracy jest wykorzystanie znajomości i stosunków rodzinnych - wynika z najnowszego sondażu CBOS.
    Zapewne tak jest na całym świecie - po dwóch dniach tenże dziennik donosi -
    23-letnia Chelsea Clinton, córka byłego prezydenta USA, po skończeniu studiów podejmie pracę na stanowisku konsultanta w nowojorskiej filii międzynarodowej firmy McKinsey & Company. Pierwsza pensja - 100 tys. dol. rocznie.
    Gdyby tak założyć internetową listę żon, dzieci i "szwagrów" znanych polskich polityków z nazwami firm, kwalifikacjami owych oddanych sprawie pracowników i rocznymi przychodami... Ciekawe, która z tych osób pracuje w rolnictwie i przemyśle, ale na "pierwszej linii"? Dawniej mieliśmy czerwone książątka... A gdyby i nam się powiodło, to czy nie czynilibyśmy podobnie?

    Zakopane nie odda Witkacego - Gazeta Wyborcza  (14 marca 2003)
   Władze Słupska muszą zmienić projekt witkaczy, czyli witaczy z podobizną Stanisława Ignacego Witkiewicza. Mają one stanąć na rogatkach miasta i zachęcić turystów do odwiedzenia Słupska oraz Muzeum Pomorza Środkowego. Na użycie zdjęcia mistrza nie zgadza się dyrektor Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem.
    Reakcją jest zaskoczony prezydent Słupska - To promocja kultury polskiej w szerokim rozumieniu. Oba miasta powinny się w tym względzie wspierać. Mamy inne zdjęcia, do których mamy prawa autorskie i z nich skorzystamy.
    Powyższy konflikt przypomina wydarzenie opisane 16 kwietnia 2002.
    Nowo otwarte delikatesy w Gdyni umieściły wizerunek żaglowca Dar Młodzieży. Kierownictwo sklepu tłumaczyło wówczas, że wizerunku statku użyło w dobrej wierze, ale władze uczelni były oburzone twierdząc, że po raz kolejny wykorzystano wizerunek ich żaglowca, nie prosząc o pozwolenie.
    Jednakże nazwa statku sugeruje, że jest on darem młodszej części naszego społeczeństwa dla szkolnictwa morskiego. Jest symbolem, który nie powinien być łączony z żadnym właścicielem. Władze uczelni zamiast cieszyć się, że ktoś reklamuje ich szkołę, to mają pretensje...
    Polskie piekiełko?

    Nieczeskie błędy - Dziennik Internetowy PAP  (15 marca 2003)
    Pięć osób zaraziło się ptasią grypą podczas uboju drobiu, prowadzonego na fermach w Holandii w celu zapobieżenia rozprzestrzenianiu się tej choroby - podało holenderskie Ministerstwo Zdrowia.
    Zatracili się w robocie i los ich pokarał...

    W wypadku polskiego busa we Włoszech uczestniczyły dwie Polki. Jedna zginęła, zaś druga została ranna. Na kilka godzin przed pogrzebem, okazało się, że do Kłodzka przywieziono ciało kobiety uznawanej za jedyną osobę, która przeżyła wypadek. Tymczasem w szpitalu w stanie ciężkim przebywa Polka, której rodzina szykowała pogrzeb, na podstawie mylnych danych jakie dotarły do Polski. Obie rodziny zapowiadają, że będą występować o odszkodowania do włoskich władz.
    Koszmarna pomyłka.

    Sąd w Poznaniu skazał gościa na 25 lat więzienia za zabójstwo na zlecenie obywatela Niemiec. I nie wiadomo -  Niemcem ofiara czy zleceniodawca...

    Wileńska niezgodna z prawem - Rzeczpospolita  (15 marca 2003)
    Na Litwie zapadł wyrok w sprawie polskich nazw ulic w Surdewie. Wileński sąd uznał - Polskie napisy na tabliczkach z nazwami ulic w miejscowości Suderwa na Litwie naruszają prawo administracyjne. Polacy są oburzeni. Sąd uznał, że tłumaczenie nazwy ulicy Vilniaus na Wileńską nie ma żadnego uzasadnienia. Do zaakceptowania byłaby natomiast nazwa Wilniaus, czyli w brzmieniu litewskim, ale z polską literą W.
    Wspominano także, że żyjemy w XXI wieku i Litwa musi działać zgodnie z międzynarodowymi standardami oraz Na Litwie wciąż istnieją siły, które chciałyby wyeliminować język polski.
    Ciekawie argumentował sąd ową zamianę v/w - przyznał jednak, że ta pierwsza litera nie jest polska... Litewski sąd okazał się zatem bardziej propolski niż niejeden polonista akceptujący w naszym słownictwie ową kwestionowaną literę...
    Oceniać Litwinów można rozmaicie, jednak który z nas, Polaków, zaakceptowałby pisownię nazw miejscowości i ulic w niepolskim języku? Tak szczerze, niezależnie od podpisanych umów... Powinniśmy otwierać się na świat, gościć obcych, znać języki, hołubić własną kulturę (w tym język!), zwłaszcza poza granicami Polski, ale omawiane nazwy we Francji powinny być wyłącznie po francusku, w Niemczech - po niemiecku, w Polsce - po polsku, zaś na Litwie - po litewsku, chyba że inne rozwiązania nie budzą sprzeciwów większości. Czy stać nas na uczciwe podejście do sprawy? Prawda, że zupełnie z innych powodów Niemcy znaleźli się w polskich granicach i Polacy w inny sposób znaleźli się w granicach Litwy, ale dla dobra stosunków pomiędzy narodami, należałoby uznać wyższość języka obowiązującego w danym kraju. Jeśli przez lata nie wypleniono języka polskiego na Litwie i niemieckiego w Polsce, to stosowanie ulicznych napisów niewiele zmieni, a tylko rozdrażni miejscowych "większościowych" patriotów.
    Natomiast skandalem na Litwie jest trwanie przy zmienionej onegdaj pisowni typowo polskich imion i nazwisk. Tutaj nasi rodacy mają rację, zaś polskie MSZ oraz tamtejsze władze nie wykazują właściwego podejścia do problemu.

    Ameryka dostała w kość - Dziennik Bałtycki  (17 marca 2003)
    W obszernym artykule dotyczącym twórczości pewnego fińskiego malarza, onże ujawnia rozmaite pytania zadawane mu przez jego kilkuletnią córkę - Ale zainteresował ją także temat dwóch wież WTC, które znała z moich obrazów namalowanych jeszcze przed 11 września. Mówiłem, że z jednej strony cieszyłem się z tego, co się stało, że Amerykanie dostali w kość, z drugiej strony, gdybym wiedział wcześniej o tym ataku terrorystycznym, na pewno uprzedziłbym policję. Sądzę, że nawet tak złożone prawdy potrafię wyjaśnić dziecku.
    Owszem, zapewne każdy zawiadomiłby policję (choć pewnie ona by w to nie uwierzyła, wszak sygnalizowano zbliżający się dramat), ale cóż to za złożona prawda wyjaśniana dziecku, że tatuś cieszył się jednak z czyjegoś nieszczęścia? A może niemal wszyscy się cieszyli, a tylko kilku głośno się do tego przyznaje? A może po prostu tłumacz coś poplątał?

    Wykłady monitorowane - Dziennik Bałtycki  (17 marca 2003)
    Studenci pierwszego roku z kierunku budowy okrętów na Politechnice Gdańskiej zmuszani są w soboty do przychodzenia na wykłady z matematyki. Zdaniem dziekana tego wydziału - Studenci pierwszego roku są słabo przygotowani z matematyki, czasami nie potrafią rozwiązać elementarnych zadań. Zamiast skarżyć się, powinni być wdzięczni, że wykładowcy poświęcają w soboty swój wolny czas, aby pomóc im w zdaniu egzaminu. Obecność na zajęciach jest sprawdzana dlatego, że studenci powinni czuć wewnętrzny obowiązek nauki. Politechnika Gdańska to uczelnia dobrowolna, przychodzą tutaj ochotnicy, a nie poborowi doprowadzani przez policję. Dlatego studenci powinni garnąć się do nauki.
    Fajne tłumaczenie - "Gdyby nauka była przymusowa, to nie sprawdzalibyśmy obecności, ale jest dobrowolna, zatem sprawdzamy"... Robione są zdjęcia i na wyrywki kontroluje się legitymacje (może ktoś podpisał się za innego).

    Prokuratura chce wykazu telefonów - Dziennik Bałtycki  (17 marca 2003)
    Pod takim tytułem ukazała się krótka notka dotycząca lwiej afery. Czy już wiadomo, jak należy pisać - chce kawy, piwa, ognia, samochodu, pieniędzy, kamienia, seksu, nagrody, chleba, igrzysk i wykazu, czy jednak - chce kawę, piwo, ogień, samochód, pieniądze, kamień, seks, nagrodę, chleb, igrzyska i wykaz? Bierniki rodzaju męskiego w liczbie pojedynczej to istny koszmar, choć także inne rodzaje (tudzież liczba mnoga) miewają kłopoty... Czy w innych językach słowiańskich również panuje taki dualizm?

    Nie wszyscy chcą modernizacji - Dziennik Bałtycki  (18 marca 2003)
    Pod takim nadtytułem ukazał się artykuł Nowe stare domy. Pracownia architektoniczna "Pro Arte" przygotowała projekt modernizacji pięciu domów wielorodzinnych w Sopocie, wybudowanych w latach 60. Każdy dom miałby dodatkowe piętro o pow. 180 m2 i skośny dach. Ocieplone byłyby ściany zewnętrzne, powstałyby dodatkowe piwnice i wózkarnie, a także windy na zewnątrz.
    Zamieszczono zdjęcie jednego z domu (stan obecny) oraz komputerową wizję owego domu po modernizacji - dom piękny jak z bajki.
    Wielu osobom ten pomysł nie podoba się, mimo że pieniądze na modernizację pochodziłyby ze sprzedaży dobudowanych mieszkań i z kredytu. Szkoda, że nie wyjaśniono owego kredytu - jakie obciążenie byłoby przewidziane dla przeciętnego mieszkańca? Komentarz jednego z nich - Ktoś chce zarobić na modernizacji.
    No tak, lepiej mieszkać na starych śmieciach a przy okazji nie dać zarobić innym... Może tematem zająłby się któryś z socjologów - wielu Polaków nie chce wejścia do Unii, ponieważ boją się zmian. Także na lepsze...

    Ubolewanie - Dziennik Bałtycki  (18 marca 2003)
    Pod takim tytułem czytamy króciutką notkę, w której Białoruski MSZ wyraził ubolewanie z powodu incydentu z polskim dyplomatą, który został zatrzymany przez funkcjonariusza milicji przed swoim domem w Mińsku. Kiedy okazało się, że nie ma przy sobie dokumentów, doszło między nimi do szarpaniny.
    1. Raczej Białoruskie MSZ wyraziło.
    2. Zapewne nie był to jego dom (może milicjanta?).
    3. W którym kraju na pewno nie doszłoby do scysji w podobnej sytuacji - obywatel proszony jest przez funkcjonariusza o dowód tożsamości, ale nie okazuje go z jakiejkolwiek przyczyny (wcześniej pisano, że nie uszanowano immunitetu, ale skoro nie miał dokumentów, to na jakiej podstawie miał się pokłonić naszemu dyplomacie?).

    Protesty na Placu - Dziennik Internetowy PAP  (21 marca 2003)
    Ponad pięćset osób zgromadziło się w czwartek wieczorem na Placu Wacława w centrum Pragi, aby zaprotestować przeciwko atakowi na Irak.
    Może RJP wyciągnie wniosek z powszechnego zwyczaju pisania od wielkich liter obu członów nazw placów, skwerów i alei. Słowniki sugerują skwer Kościuszki, plac Kaszubski, aleja Zwycięstwa, bulwar Nadmorski, ale nawet dziennikarze pisują... Plac Wacława oraz Plac Czerwony
    Kilkanaście dni temu, podczas programu Zabawy językiem polskim, znana aktorka, Katarzyna Skrzynecka, była szczerze zdumiona, że przewodniczący RJP, Andrzej Markowski, poprawił "jej" Plac Wolności na plac Wolności. Wystarczyłoby przejrzeć adresy, aby stwierdzić, że większość ma postać typu Rondo Solidarności. Tak jest ładniej i logiczniej (wszak Jezioro Przyjaźni). Jeśli większość chce inaczej niż słowniki, a nie jest to szokujące żądanie (np. szłem), to dlaczego poloniści upierają się przy niepopularnych i nierozsądnych zasadach?
    Jedno z najsłynniejszych liceów w Polsce - Liceum Ogólnokształcące nr 3 w Gdyni ma piękny naścienny napis ze swoją nazwą, ale... z błędem - Nr 3.
    Maturzyści z tego liceum zdobywają laury, także zagraniczne, ale napis na murze jest niezgodny z wykładnią słowników...

    Czesław Miłosz o wojnie - Gazeta Wyborcza  (21 marca 2003)
    Nie chcę oceniać ataku Stanów Zjednoczonych na Irak. Niby nie chce, ale zaraz dodaje, że najważniejsze jest poparcie i solidarność z USA, zaś antyamerykańskość niektórych państw europejskich graniczy z arogancją.
    Można by podobnie (onegdaj) - Nie chcę oceniać wejścia ZSRR do Afganistanu, ale najważniejsze jest poparcie i solidarność ze Związkiem, zaś antyradzieckość niektórych państw graniczy z arogancją.
    Nasz noblista jest urodzonym dyplomatą - jak oceniać i tego nie czynić...
    Krytykowanie wojny i potrzeba okazywania wzniosłych uczuć, takich jak pacyfizm, jest tu zupełnie nie na miejscu. Gdybyśmy chcieli tak myśleć, można by powiedzieć, że atak na Hitlera był niepotrzebny.
     Jednak porównywanie Saddama z Hitlerem jest historyczną pomyłką. Owszem, o tym pierwszym niewiele można powiedzieć dobrego, ale jednak onże nie zajął niemal całego kontynentu, nie lansował teorii rasy panów, nie planował unicestwienia szeregu narodów lub zaprzęgnięcia ich do niewolniczej pracy, nie niszczył dóbr kultury, nie prowadził pseudomedycznych eksperymentów...
    Wprawdzie najechał na Kuwejt, ale my także popełniliśmy błąd z Zaolziem...
To prawda, że należy potępić go za walkę z Kurdami, ale jeśli nasz noblista chciałby spojrzeć kompleksowo na ów zapalny rejon, to powinien żądać od Europy i USA ustanowienia rozsądnych granic Izraela, Palestyny i Kurdystanu. Wielcy tego świata popełnili kiedyś szereg błędów i teraz pijemy nawarzone przez nich piwo. A kto zażąda utworzenia państwa dla największego narodu bez granic? Czy Stany, Unia Europejska, Chiny i Rosja zaproponują Turcji (i nie tylko) wydzielenie obszaru dla Kurdów? Nikt, nawet my tego nie uczynimy, bo to nasz sojusznik (a pod zaborami Turcy o nas pamiętali). Niestety, nie kierujemy się sercem, ale kalkulacjami...
    Gdyby nam ktoś zrujnował dwa największe warszawskie drapacze chmur, to wysłalibyśmy wojsko do Iraku ciągnąc tam całe NATO? I nasz prezydent wystąpiłby teraz do Sejmu o 75 miliardów groszy???
    PS  Różnica pomiędzy owymi dyktatorami jest i taka, że podczas II wojny światowej niemal wszyscy Europejczycy czuli awersję nie tylko do faszystowskich przywódców, ale do całego narodu niemieckiego - za okrucieństwa i zrujnowanie Europy, natomiast ilu obecnie mieszkańców naszego kontynentu oraz innych części świata żywi nienawiść do mieszkańców Iraku?

    Ukraini - media  (24 marca 2003)
    Poinformowano, że wczoraj odbyły się dwa referenda, w których Czeczeńcy oraz Słoweńcy wypowiadali się w sprawie swej konstytucji (pierwsi) oraz w sprawie wejścia do UE (drudzy).
    Znacznie przyjaźniej brzmiałoby Czeczeni i Słoweni oraz... Ukraini. Wszak nie Amerykańcy, Japońcy i Marokańcy...

    Polscy patrioci śląscy? - Dziennik Internetowy PAP  (28 marca 2003)
    Iraccy bojownicy kurdyjscy przekroczyli linię frontu na północy Iraku. Tak rozpoczyna się informacja o posunięciach Kurdów, którzy zapewne chcą (i słusznie) utworzyć własne państwo. Jednak dziwna jest zastosowana składnia. My także kiedyś walczyliśmy o swoje państwo, choć nie byliśmy chyba określani przez światową prasę jako rosyjscy bojownicy polscy...

    Państwo a prawo - Gazeta Wyborcza  (28 marca 2003)
    Nie zamierzamy aresztować i deportować Alberto Fujimoriego - oświadczył rzecznik japońskiego ministerstwa sprawiedliwości. Interpol domaga się od Japonii aresztowania byłego prezydenta Peru, oskarżanego o współodpowiedzialność za śmierć 15 Peruwiańczyków.
    Jak można ufać prawu nowoczesnego państwa, w tym Japonii, jeśli można popełnić przestępstwo w jednym kraju i uciec do innego. Jeśli ów rząd nie ma pewności, że peruwiański wymiar sprawiedliwości będzie bezstronny, to powinien zgodzić się na proces sądowy w innym państwie.
    Podobne rozumowanie mamy w naszym parlamencie - może i poseł sobie popił, ale tłuszcza nie będzie go sądziła, zatem nie zrezygnujemy z immunitetu.
    Zdaje się słyszeć - Nasz to zapewne niewinny, a jeśli winny, to nie oddamy go!
    Nie zbudujemy prawego społeczeństwa, skoro młodzieży dajemy przykłady jawnego bezprawia! Wchodząc do Unii należy zlikwidować w jej obrębie wzajemne ekstradycyjne bariery, zaś wszystkim przedstawicielom ludu Wielkiej Europy trzeba uzmysłowić, że mają służyć swym wyborcom dając przykład kompetencji, skromności i uczciwości.

    Kula a balistyka - Gazeta Wyborcza  (28 marca 2003)
    Pod kontrolą żandarmerii koszary w miasteczku Kula opuściło ok. 300 członków oddziału tzw. czerwonych beretów. Badania balistyczne potwierdzily, że 12 marca do premiera Serbii Zorana Dzindzicia strzelał...
    Zaiste, nazwa miasteczka jakże odpowiednia do takich eksperymentów - może powinien tam znajdować się Instytut Badań Balistycznych?

    Tomasz, gdzie to masz? - Dziennik Internetowy PAP  (29 marca 2003)
    Krakowski sąd skazał trzech mężczyzn na kary od 9 do 15 lat więzienia oskarżonych o porwanie syna biznesmena dla miliona dolarów okupu. Prokuraturze udało się odzyskać część zapłaconego okupu.
    Trzech obywateli o imieniu Tomasz ma zwrócić ojcu porwanego 630 tys. dolarów bowiem prokuratura odzyskała 370 tys. dolarów. Wątpię, wszak każdy z nich umieścił kasę zgodnie z imieniem - to masz tu, to masz tam... Może w Tomaszowie?

    Ilu sklepów potrzebują mieszkańcy Bartoszyc ? - Kość niezgody (30 marca 2003, powtórka)
    Powyższe pytanie było zadane w poprawny sposób - potrzebować rządzi dopełniaczem.
    Ciekawie prowadzony program, ale z owym błędnym zapytaniem, które kilkunastokrotnie przewinęło się u dołu ekranu. Sklepy, książki, samochody i dziewczyny jako rzeczowniki niemęskoosobowe jedynie w pytaniu ile sklepów, książek, słoni, samochodów i dziewczyn...
    Natomiast prawidłowe byłoby pytanie Ilu mieszkańców potrzebują sklepy? Jeśli mamy na myśli ludzi (ale jednak mężczyzn - ci), to Ilu agitatorów, atlasów, Belgów, Brytów, Irokezów, konduktorów, Krzyżaków, Kujawiaków, Ludwików, Marków, moderatorów, Newtonów, pekińczyków, pilotów, pływaków, przewodników, suwerenów, trampów i Włochów..., lecz jeśli mamy na myśli urządzenia (także waluty, zwierzęta, jednostki, pojazdy, fryzury, książki itp. - te), to Ile agitatorów, atlasów, belgów, brytów, irokezów, konduktorów, krzyżaków, kujawiaków, ludwików, marków, moderatorów, niutonów, pekińczyków, pilotów, pływaków, przewodników, suwerenów, trampów i włochów...
    Nagminnym błędem (także w omawianym tytule) popełnianym przez wszystkie bodaj ośrodki telewizyjne jest dodawanie spacji przed znakami typu ?, !, :. Również w gdańskim programie podano - Nasz adres : ze zbędną spacją.

    Zasady squasha/skwasza - Newsweek (30 marca 2003)
    Czasopismo obszernie wyjaśnia zasady wspomnianej gry. Grać w squasha, szkoła squasha, kort do squasha, squasha uprawia, Polska Federacja Squasha, ośrodki squashowe, na korcie squashowym. Być może powinno być - grać się w squash i uprawiać squash, skoro gramy w futbol i uprawiamy mak. Jednak gramy w tenisa i uprawiamy kalafiora. Może dlatego, że w dopełniaczu jest także tenisa (oprócz tenisu - tkaniny) i kalafiora, ale futbolu i maku. Nie ma słów futbola i maka w omawianych znaczeniach, zatem nie można pisać w bierniku końcówkę -a, natomiast jest telewizor oraz telewizora, a jednak forma biernika jest tożsama z mianownikiem...
    W Ortograficznym słowniku języka polskiego (red. A. Markowski) pomiędzy spytki a... sracz nie ma tego hasła. I dobrze. Gdyby jednak było, to można byłoby owo miejsce uznać za właściwe...
    Ponieważ omawiany wyraz nie może być uznany za polski (q nie jest polską literą, litery sh nie są czytane wg polskich zasad), zatem można przyjąć albo skwasz (proszę porównać - quinquet/kinkiet, shrapnell/szrapnel, square/skwer, quark/kwark, quasar/kwazar) albo... tłoczek lub (ładniej) kabaczek (kabak?), bo takie jest tłumaczenie rozważanego słowa.
                                                                                                                                                                     mirnal1402
 Strona główna