Komentarze  2003 (IV-VI)

    Nazewnictwo - Dziennik Bałtycki  (1 kwietnia 2003)
    Pewien internauta pisze - Nie rozumiem jak to możliwe, że pospolitych bandytów określa się jakimkolwiek wyrażeniem, w którym występuje kibic...
    Muszę zgodzić się z owym zdaniem, zwłaszcza że w kilku programach omawiających tragiczne wydarzenia przed stadionem we Wrocławiu, ten problem ujęto w podobny a przekonujący sposób. Niestety, na następnej stronie, w obszernym artykule, redakcja Dziennika Bałtyckiego stosuje słownictwo w rodzaju pseudokibic. Jeśli idę na bejsbolowy (słowniki podają także baseballowy, ale skoro footballowy zastąpiono słowem futbolowy...) mecz i nie mam pojęcia o zasadach gry, to jestem pseudokibicem, jeśli zachowuję się jak chuligan, to nie jestem kibicem, nawet pseudo... Sądzę, że redaktorzy poczytnej gazety widzieli owe dyskusje, ale nie poddali się (prawda, że słusznej?) argumentacji.

    Jednak sylikony - Dziennik Bałtycki  (1 kwietnia 2003)
    Gazeta radzi stosować wszelkiej maści sylikony - silikon uniwersalny, sanitarny, szklarski, neutralny, budowlany, wysokotemperaturowy. Wprawdzie niektóre słowniki wymieniają jedynie silikon, inne źródła obie formy, powinniśmy stosować nazwę przyjaźniejszą naszemu językowi, czyli sylikon. Wszak w artykule wymieniono także nazwy akryl i tytan a nie akril i titan. Mamy także słowa - fosylia, konsylium, sylenowie, sylikat, sylur, w których sil porzucono na rzecz syl (i tak trzymać!).

    Brody i brody - Dziennik Internetowy PAP  (4 kwietnia 2003)
    Adrien Brody, dotąd nieznany aktor, po otrzymania Oscara za główną męską rolę w filmie Polańskiego "Pianista", jest rozrywany. Najnowsza propozycja nadeszła ze świata mody - włoski projektant mody chce, aby Brody stał się twarzą jego nowej wiosenno-letniej kolekcji.
    Najlepiej twarzą z brodą - powinien na swojej nagiej brodzie zapuścić włoski zwane także brodą i reklamować na wybiegu rozmaitej maści brody, również rurociąg Odessa-Brody...

    Na poligonie Drawskim - telewizyjna Trójka  (5 kwietnia 2003)
    Na pasku u dołu ekranu wielokrotnie przewijano informację o wypadku podczas ćwiczeń wojskowych - na poligonie Drawskim. Prawdopodobnie sugerowano się obowiązującym polskim koszmarkiem -  pałac Prezydencki, plac Kaszubski, schody Hiszpańskie, rondo Węgierskie, obwodnica Trójmiejska, nabrzeże Albańskie, trakt Królewski, bulwar Nadmorski. Najwyższy czas uznać, że nazwy geograficzne ("małe" i "duże") piszemy (w całości) od wielkich liter. Jak to wygląda -  wał Pomorski, las Kabacki, cmentarz Komunalny, trasa Łazienkowska, płyta Redłowska i ów poligon Drawski? Skandal - rzeczownik od małej, przymiotnik od wielkiej! To takie niepolskie! Raczej na drawskim poligonie albo na Poligonie Drawskim lub na poligonie Drawsko (na gdyńskim wzniesieniu, na Wzniesieniu Gdyńskim, na wzniesieniu Gdynia; polskie państwo, Państwo Polskie, państwo Polska).

    Trojak za stówę - Dziennik Internetowy PAP  (8 kwietnia 2003)
    Prawo zabrania, ale polskie zabytki można wywieźć za granicę bez żadnego kłopotu. By to udowodnić, "GW" przeprowadziła zakup kontrolowany. Waszyngtoński korespondent "GW" znalazł w internetowym domu aukcyjnym ofertę antykwariusza z Polski - pozbywał się olbrzymiej kolekcji monet. Dziennikarz wybrał aukcję srebrnego trojaka Zygmunta III Wazy z 1594 r. Profesjonalnie opisana i sfotografowana moneta miała cenę wywoławczą 20 dol. Po zakończeniu aukcji okazało się, że korespondent "GW" jest jedynym chętnym. Za wysyłkę pocztą lotniczą na jego adres w USA dopłacił 2 dol. Przesyłka dotarła do Waszyngtonu po tygodniu. W niewielkiej kopercie leżał trojak.
    Polak kupił za niecałą setkę kilkusetletnią srebrną monetę. W USA samo opisanie i obfotografowanie pieniążka byłoby droższe niż owe 20 $. Jeśli amerykański robotnik za 3 godziny pracy nie chciał kupić takiej monety, to albo nie ma Internetu albo woli iść do pubu, niż posiąść trojaczka. Jeśli jednak średnia klasa widziała naszą monetę w Internecie, ale tylko jeden dziennikarz (i to z Polski!) wyraził chęć nabycia, to jest to policzek dla naszych drogocennych zabytków - nikomu na nich za granicą nie zależy, nikt ich tam nie chce! Gdyby nie nasz prowokator, to nikt by nie kupił tej monety! Dopłata wyniosła 10% wartości monety, ale jeszcze opłata zasadnicza. Po odliczeniu kosztów przesyłki i opracowania (niezależnie od tego, kto poniósł wydatki) wychodzi na to, że poniesiono stratę. Widać, że w Polsce nie opłaca się kopać ani węgla sprzed milionów lat ani królewskich trojaków sprzed setek lat...
    A teraz, kiedy opisano ten zakup kontrolowany przyznając się do złamania prawa - czy moneta wróci do Polski? Mam nadzieję, że nie będzie pokazowego procesu, wszak jego koszty znacznie przekroczą wartość monetarnego zabytku...

    Polak tego nie wymyślił... - Dziennik Internetowy PAP  (8 kwietnia 2003)
    Major brytyjskiej armii został uznany za winnego oszustwa w programie "Milionerzy", które pozwoliło mu na wygranie głównej nagrody. Wraz z prowadzącym, swoim znajomym, wymyślili sposób, by przy pomocy serii kaszlnięć wskazujących poprawne odpowiedzi, wygrać główną nagrodę w wysokości miliona funtów.
    O prowadzącym brytyjskim cywilnym Hubercie nic nie piszą, pewnie major miał rozprawę przed sądem wojskowym... Wyspiarze zapewne myślą, że Polacy są podatniejsi na korupcję, jednak u nas nikt jeszcze nie wygrał głównej nagrody...

    Szanty i szlanty - Dziennik Bałtycki  (9 kwietnia 2003)
    Według wewnętrznej instrukcji Stoczni Gdynia, pracownicy zakładu nie mogą powiedzieć słowa o sytuacji stoczni nikomu - nie tylko dziennikarzom, ale także w trakcie prywatnych rozmów.
    Oznacza to, że jak żona zapyta - dlaczego nie ma wypłaty, a ja jej odpowiem zgodnie z prawdą, że kasa stoczni jest pusta, to małżonka może na mnie donieść na kierownika, a ten może zwolnić mnie z pracy.
    Rzecznik stoczni - chodzi o to, aby z zakładu nie wypływały informacje objęte tajemnicą handlową.
    Skoro statki handlowe nie wypływają ze stoczni, to dlaczego miałyby czynić to handlowe informacje? Wystarczy, że na szerokie prywatne wody finansowego oceanu wypłynął stateczny działacz handlowy firmy z kilkoma stoczniowymi milionami za pośrednictwo objęte tajemnicą handlową a robotnikom w siną morską dal odpłynęły statki zwane wkładkami dozupnymi, które wodowano jeszcze niedawno w porcelitowych stołówkowych statkach. Żeglarze śpiewają od wieków nastrojowe szanty, zaś bratni im stoczniowcy od roku nucą smętne szlanty... Helsinki za miedzą, a knebel padł tak blisko kolebki polskiej demokracji...

    Niepodległy Kurdystan? - Dziennik Internetowy PAP  (11 kwietnia 2003)
    Setki kurdyjskich żołnierzy weszły do Kirkuku nie napotykając oporu, co wywołało zaniepokojenie Ankary, która zagroziła, że jeśli Kurdowie nie wycofają się z miasta, wojsko tureckie wkroczy do północnego Iraku. Turcy obawiają się, by zajęcie Kirkuku przez Kurdów irackich nie było pierwszym krokiem do proklamowania niezależnego państwa kurdyjskiego.
    Jesteśmy w niezręcznej sytuacji - Turcja pamiętała o nas, kiedy nie było Polski na mapie, a obecnie jest naszym natowskim sojusznikiem. Jednak my, Polacy, walcząc kiedyś o niepodległość nie możemy zapominać o innych narodach, które marzą o samostanowieniu. Wolność zwykle wywalczana jest przy okazji wojen i rewolucji - i dzisiejszy scenariusz sprzyja Kurdystanowi.
   Światowa opinia publiczna musi sobie odpowiedzieć na pytanie - czy Kurdowie mają prawo do swego państwa? Oczywiście, takie kraje jak Rosja (Czeczenia), Hiszpania (Baskonia) i Wielka Brytania (np. Falklandy) będą miały poważne kłopoty z odpowiedzią... Może ktoś przeprowadzi sondaż w tej materii?

    Dwie satelity? - Dziennik Internetowy PAP  (11 kwietnia 2003)
    Rakieta Ariane-5, wkrótce po starcie z kosmodromu w Gujanie Francuskiej, umieściła na orbicie dwie satelity komunikacyjne.
    Jednak dwa satelity. Podobnie dwa telewizory i dwa piloty do nich.

    Przeoczenie - Wiadomości (13 kwietnia 2003)
    Ten największy medialny dziennik w Polsce zamieścił na planszy cztery warianty referendalnego pytania:
    - Czy wyrażasz zgodę na ratyfikację traktatu dotyczącego przystąpienia Rezczpospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?
    - Czy wyrażasz zgodę na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej?
    - Czy zgadza się Pan/Pani, aby Polska została członkiem Unii Europejskiej?
    - Czy zgadzasz się, aby prezydent RP ratyfikował traktat o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej?
    Rozumiem - usterka/rozterka (w nazwie ojczystego państwa!), ale literówka pokazywana przez co najmniej dwa dni, to jednak przesada... Czy oprócz widzów czytają swe plansze ich twórcy?

    Lata 40. XX wieku - Dziennik Bałtycki  (14 kwietnia 2003)
    107-letnia panna młoda poślubiła swego 86-letniego towarzysza. Oscar i Isolina poznali się w latach 40. XX wieku.
    Nagminnie spotykamy podobną składnię - skoro coś stało się w latach 1901-2000, to nie ma większego sensu nadmieniać, że to było w XX wieku, zwłaszcza jeśli dotyczy to żyjących ludzi - wszak nie mogło to być w XIX wieku! Jeszcze chwila, a doczekamy się - II wojna światowa zebrała krwawe żniwo w latach 40. XX wieku. Do połowy tego stulecia można pisać o latach 40. Ewentualnie o latach 40. ubiegłego wieku. Wszak nikt z nas nie pisze - urodziłem się w latach ... XX wieku. Pomijając oczywiście żartobliwe felietony.

    Diody do wozu! - Dziennik Bałtycki  (16 kwietnia 2003)
    Wielu producentów samochodów zastępuje dotychczas używane żarówki diodami świecącymi, oczywiście w tylnych lampach. Teraz na ten sam pomysł wpadły władze Berlina. Na razie testują diody w sygnalizatorach na skrzyżowaniach. Diody zużywają ok. 80% mniej energii niż żarówki, są od nich średnio stukrotnie trwalsze. Znaczenie lepiej widać takie sygnalizatory podczas słonecznej pogody. Czekamy na podobne w naszym kraju.
    Nie wiadomo, dlaczego można zastąpić żarówki diodami tylko w tylnych lampach. Nie wiadomo, dlaczego tylko w Berlinie (mamy tysiące zasobnych miast w świecie) wpadli na pomysł instalacji diod w sygnalizatorach. Jednak można domyślić się, dlaczego diody (mimo wymienionych zalet) u nas nie będą montowane na skrzyżowaniach jeszcze przez wiele lat ...

    Współpraca z Białorusią? - Dziennik Bałtycki (18 kwietnia 2003)
    Migami 21 lata malborska eskadra, a "dwudziestek dziewiątek" używają piloci z Mińska, którzy w Królewie Malborskim będą gościć przez trzy miesiące. Na ich macierzystym lotnisku instalowany jest nowy system oświetleniowy, tam więc nie mogą przeprowadzać próbnych startów. Czyżby przełamano lody z sąsiadami?

    Anglosasi wiedzieli o Katyniu - Dziennik Bałtycki (18 kwietnia 2003)
    Świetny felietonista dziwi się - Ale czemu dopiero w 60 lat po odkryciu grobów byli sojusznicy Stalina przyznają, że Churchill i Roosevelt od początku znali prawdę o zbrodni, lecz milczeli? Zauważa także - od rzymskich czasów zatajenie wiadomości o sprawcach zbrodni jest kryminalnym przestępstwem.
    Czy to tak trudno zrozumieć (nie poprzeć, ale zrozumieć) - Polska była małym pieskiem szczekającym na dużego, groźnego i wygłodzonego wilka, z którym inne zwierzaki mieszkające cokolwiek dalej miały zamiar dojść do porozumienia, aby wespół zagryźć najbardziej żarłoczną bestię zamieszkującą kiedykolwiek naszą planetę. Nawet najuczciwsi ludzie skłonni są przyznać, że w tragicznych momentach historii można skumać się nawet z diabłem, aby obronić świat. Ilu ludzi widzi, że sąsiad bija rodzinę, ale nie reagują, bo im akurat załatwił talon na samochód (dawniej) albo pracę (dzisiaj). Ilu pracowników upadających firm wzięłoby na swego prezesa, jednego z największych aferzystów nowej RP, aby utrzymać się na powierzchni ze swoją produkcją. Ile ładnych redaktorek telewizyjnych wyszłoby za takiego aferzystę po kilku służbowych wizytach w miejscu jego odosobnienia? A w pracy, w dobie zwolnień - kto stanie po stronie koleżanki szykanowanej przez nieobyczajnego szefa? Każdy (także kraj) ma swoje małe i duże interesy. Czy Polska poprze Kurdystan w walce o niepodległość? Oczywiście, że nie - serce mówi jedno, ale interes Państwa jest inny...
    A rzymskie sentencje prawnicze są budujące - zawsze je przywołujemy, kiedy są nam na rękę...

    Największy morski cmentarz - Gazeta Wyborcza (18 kwietnia 2003)
    W obszernym artykule o takim nadtytule, dowiadujemy się, że była To prawdopodobnie największa w dziejach ludzkości katastrofa morska. Do wody wpada około 7 tysięcy ludzi - w tym wiele kobiet i dzieci. Ratuje się mniej niż 200 osób.
    Katastrofa to raczej słowo zarezerwowane na tragiczny wypadek, ale poza działaniami wojennymi, jednak błąd ludzki albo zrządzenie losu. Bombardowano Drezno i Tokio, wysadzono Zamek Królewski w Warszawie, ale nigdy nie słyszałem o katastrofach budowlanych w aspekcie tych nieszczęść. Atak na WTC także nie jest nazywany największą katastrofą budowlaną. Natomiast terrorystów libijskich oskarżono o spowodowanie katastrofy lotniczej nad Szkocją.
    Ciekawe, że wiele wspominano o tragediach "Gustloffa" i "Generała von Steubena", a o frachtowcu "Goya" bodaj nic u nas nie pisano. Oryginalna - jak na trzeciorzeszny statek - jest nazwa nadana ku czci hiszpańskiego malarza.
    Statek pełnił rolę bazy szkoleniowej dla załóg U-bootów. Niemcy coraz częściej określają owe słynne zatopienia mianem zbrodni wojennych. Nie wspomina się o tym, że bezlitosne "wilcze stada" okrętów podwodnych to wynalazek niemiecki. Nikt się nie zastanawia nad tym, czy radzieccy kapitanowie w ogóle mogli wiedzieć, kto płynie na wytropionych przez nich statkach. Cokolwiek napiszą niemieccy dziennikarze, to dziwnie zabrzmi - naród ten zastosował represje na niespotykaną skalę, a krytykuje odwetowe akcje wywołane niemieckim ludobójstwem. Gdyby nie miliony ofiar, to można byłoby nadmienić o chuliganie, który obrabował staruszkę łamiąc jej nogi, ale zgłasza pretensje do sądu, bo nobliwa dama zdzieliła go laską przez bandyckie lico.

    Lubi, nie lubi... - Program TVP 1 (21 kwietnia 2003)
    11.25 - Lubię poniedziałek - komedia goni komedię: Nie lubię poniedziałku - komedia obyczajowa, Polska 1971.
    Cykl kontra film...

    A za co? - Dziennik Internetowy PAP  (24 kwietnia 2003)
    W Kalifornii rozpoczął się kuriozalny proces - oskarżonym jest 25-letni kelner, który... naszczekał na policyjnego psa. Kelner nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że "odpowiedział przyjacielskim szczekaniem", kiedy pies policyjny zaszczekał na niego pierwszy.
    Niestety, nie sprecyzowano zarzutów. Prawdopodobnie to nie ów czworonóg pozwał pracownika gastronomii przed oblicze wysokiego sądu...

    Oszczędzono naszą ambasadę - Dziennik Internetowy PAP  (26 kwietnia 2003)
    Do ambasady w Bagdadzie ma wkrótce wrócić polski dyplomata. Budynek sprawia wrażenie pustego, ale ocalał przed szabrownikami.
    Irakijczycy wiedzą, że zbudowaliśmy dla nich piękne autostrady bez winiet i pewnie słyszeli, że u siebie próbujemy zbudować nowe drogi za winietki. Zapewne znają powiedzonko o szewcu, co bez butów chodzi i nie obrobili nam ambasady, zwłaszcza że (napisano) budynek sprawia wrażenie pustego, a zwykle fakty opierają się na wrażeniach odbieranych przez zmysły, na przykład wzroku - wrażenia pustki były tak przekonujące, że zinterpretowano je jako pustkę... Niestety, muzea w Bagdadzie nie potrafiły wytworzyć wrażenia pustki.
    Na pustyni wrażenie zapełnienia piachem po horyzont jest tak sugestywne, że istotnie - jest tam tylko piach. Jedynie fatamorgana mogłaby oszukać tubylców, że jednak coś było w naszym przedstawicielstwie.

    Wszech czasów - polskie wydanie MTV (30 kwietnia 2003)
    Bardzo interesujący program prowadzony przez Marka Niedźwiedzkiego. Jednak od kilku tygodni dostrzegam nazwę Lista Przebojów Wszechczasów. Czyżby redaktorzy oraz miliony widzów (w tym poloniści) nie mieli uwag do pisowni (wszak słowniki podają wszech czasy...)?
    A co na to maturzyści 2003? Zakuwają i nie mają czasu na dobrą muzykę? Nie oglądają MTV ze słownikiem w garści?

    Janosik bez pieniędzy - Dziennik Internetowy PAP  (3 maja 2003)
    Przerwano zdjęcia do filmu o Janosiku reżyserowanego przez Agnieszkę Holland. Producent zwrócił się do słowackiego rządu o dodatkowe pieniądze na dokończenie filmu.
    Na czym polega rola producenta? Brakuje pieniędzy, to do rządu? Nie słyszałem, aby amerykańscy producenci zwracali się do rządu USA w podobnych sprawach...

    Reklama - burżuazyjna czy solidarnościowa? - polska telewizja  (3 maja 2003)
    Wiele razy dziennie emitowana jest reklama wody mineralnej z udziałem znanej modelki. Kto nieźle zarobi na reklamie? Otóż - bogata (i bez tego) modelka, nasza telewizja (dzięki temu nie podniesie opłat, a bez tego pewnie już powinna...) oraz producent (zwiększy sprzedaż swojej wody w butlach, wszak taka jest idea reklamy, która jest dźwignią handlu). Kto za to wszystko zapłaci? Konsumenci, czyli my - nawet jeśli woda nie podrożeje, to utrzyma cenę (a może by potaniała?) oraz inni producenci (konkurencja), którym spadnie sprzedaż.
    I tu mam pomysł. Dobrze, skoro mamy za to zapłacić, to zastanówmy się, czy nie można naszych pieniędzy lepiej spożytkować. Niech inni producenci podobnych produktów zamieszczą na etykietach wizerunki ludzi (zwłaszcza dzieci) pokrzywdzonych przez los, którzy powinni poddać się kosztownym operacjom, na które nasze Państwo nie ma środków. Pod wizerunkiem byłyby podane krótkie informacje dotyczące choroby i kwota niezbędna do jej  zwalczania oraz numer sprawy nadany przez poważny urząd państwowy (np. Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej - po rozpatrzeniu i zatwierdzeniu; byle szybko i sprawnie, z oczywistych powodów). Mile widziane byłoby serduszko na butelce i odpowiedni tekst nad stoiskiem. Z każdej sprzedanej butelki przeznaczano by ok. 10 groszy na właściwe konto. Ministerstwo Finansów zwolniłoby owe 10 gr od wszelkiego opodatkowania, zaś producent zrezygnowałby z odliczeń za darowiznę.
    Byłoby to także ciekawe socjologiczne zjawisko - czy my, Polacy, jesteśmy bardziej podatni na reklamę (nazwijmy to na roboczo) typy burżuazyjnego (śmietanę zbiera jedna już bogata i raczej szczęśliwa osoba) czy solidarnościowego (szansę na przedłużenie swego niezbyt radosnego życia otrzymuje wiele niebogatych i zwykle nieszczęśliwych osób).
    Proponowane rozwiązanie także można byłoby zastosować nie tylko do innych napojów, ale i do czekolad, bombonierek itp.
    Byłyby zdelegalizowane wszelkie obecne formy zbierania datków, które mogą budzić wątpliwości, czyli ogłoszenia, zbiórki uliczne (brak gwarancji czystości intencji, nierówny dostęp do charytatywnych akcji wszystkich potrzebujących). Zakazy nie dotyczyłyby akcji ogólnie akceptowanych (np. WOŚP).
    Na założonej przez wspomniany urząd internetowej stronie (o adresie podanym na opakowaniu) można byłoby obserwować stan każdego z kont, rozliczenie ze szpitalem (możliwie w rozbiciu na poszczególne składniki) i innymi podmiotami, los ewentualnych nadwyżek finansowych i stan zdrowia ratowanych osób. Podane byłyby także nazwiska lekarzy z komisji aprobującej rozpatrywany przypadek i przyznane za to wynagrodzenia jako jeden z elementów wydatku. Byłyby także zamieszczone ewentualne przypadki odrzucone przez komisję lekarską z podanym uzasadnieniem.
    Dla zachęty byłyby także organizowane losowania nagród spośród nadsyłanych kuponów (na ogólnie znanych zasadach, z rozliczeniem i wynikami przedstawianymi na wspomnianej stronie).
    Zamiast kosztownych reklam podawane byłyby w dziennikach prasowych, radiowych i telewizyjnych krótkie informacje (bezpłatnie) o kolejnych inicjatywach w omówionej dziedzinie (w końcu o przestępstwach media informują także za darmo...).

    Dane z sufitu - Dziennik Internetowy PAP  (3 maja 2003)
    Opublikowano Raport 2003 o skuteczności ochrony własności intelektualnej zawierający listę krajów, które należy obserwować w tym zakresie z bliska. Na liście znajduje się również Polska. Raport ocenia, że w wyniku piractwa intelektualnego firmy amerykańskie ponoszą rocznie straty w wysokości 200-250 mld dolarów.
    Ciekawe, jak policzono owe straty? Pewnie najprostszą metodą, czyli błędną. Podobne błędy popełniają inni matematycy - ile żywności można byłoby kupić dla biednych krajów, gdyby zredukować wydatki na zbrojenia. Dzielą koszty zbrojeń przez cenę żywności, a przecież cena ta wzrosłaby zgodnie z punktem równowagi popyt-podaż, zaś o kosztach bezrobocia w przemyśle zbrojeniowym nie wspomnę. U nas także mamy pomysły - ile można byłoby szmalu zatrzymać w budżecie po likwidacji ulg? Nie bierzemy pod uwagę, że spora część zakupów jest spowodowana właśnie możliwościami obniżenia podatków. Każdy z nas kupuje co musi, ale ponadto pewne przedmioty dlatego (albo przede wszystkim), że to się odpisze... Po likwidacji ulg nie kupimy ich wcale, albo z pewnym opóźnieniem, co odbije się na wynikach sprzedaży i zatrudnienia. Takie liczenie już przerabialiśmy z ceną alkoholu - kilka lat nasze rządy żyły w błogim przekonaniu, że wygórowana jego cena przysporzy wielkich wpływów naszemu fiskusowi. I wycofano się z tej strategii...
    Amerykanie zapewne oszacowali liczbę kopiowanych programów i pomnożyli przez swoje wygórowane ceny. Nie biorą pod uwagę, że przy takich cenach, 95% zainteresowanych firm i osób po prostu nie kupiłaby tych cacuszek, zatem nie byłoby owych miliardowych (porównywalnych z ich wojskowymi wydatkami!) dochodów. Natomiast Jankesi nie wspominają o wyłuskaniu z wielu krajów tysięcy programistów, których za swoje znakomite płace przekonali do pracy w USA nie płacąc krajom ich pochodzenia ani centa...
    Można byłoby uznać i takie rozumowanie - gdyby w Polsce płacono więcej pracownikom, to mogliby oni kupować znacznie więcej samochodów po 100 tys. zł, a tak to kupują zwykle trzy razy tańsze. I oskarżyć polskich pracodawców, że to przez nich zachodni producenci solidnych wozów ponoszą poważne straty... A jakie straty ponoszą właściciele używanych samochodów w Unii po wprowadzeniu utrudnień w sprowadzaniu ich do Polski? W odwecie Polacy dłużej (poremontują sobie) będą jeździć tym co mają po tej stronie Odry i nie dadzą zarobić bogaczom z Unii...

    Wraki zatopione u polskich wybrzeży - Newsweek (4 maja 2003)
    Pod takim tytułem ukazał się obszerny artykuł - W Szwecji zlokalizowano na dnie Bałtyku aż 10 tysięcy wraków i innych pozostałości. Każdy zatopiony tam statek został dokładnie opisany, uznany za obiekt muzealny i jest ściśle chroniony.
    Cóż to  znaczy w Szwecji zlokalizowano? Czyżby chodziło o szwedzkie wody terytorialne? Skoro opisano każdy wrak, to szkoda, że nie podano dokładnie - ile ich zlokalizowano, wszak innych pozostałości może być 9500...
    Kilka tysięcy wraków doliczono się także w Finlandii, Danii, Estonii i Niemczech.
    W tych państwach, czy na wodach pod administracją tych państw? A co z akwenami niczyimi? Może niektóre wraki były liczone dwukrotnie? Czy w tej liczbie są także inne pozostałości ujęte w szwedzkiej statystyce? A co z niewymienionymi państwami nadbałtyckimi (Litwa, Łotwa, Rosja)?
    Sensacją było odkrycie rok temu w pobliżu Rozewia wraku 130-metrowego transportowca Goya. Statek w ostatnich dniach wojny ewakuował do Rzeszy 7 tys. żołnierzy i cywilów. Zatonął, trafiony radziecką torpedą.
    Ani słowa o liczbie ofiar, choć Gazeta Wyborcza (18 kwietnia 2003) napisała, że była To prawdopodobnie największa w dziejach ludzkości katastrofa morska.
    Także pod zdjęciem owego drobnicowca napisano jedynie - W 1945 roku ewakuował 20 tys. niemieckich uciekinierów z Gdańska. Zatonął w czasie ostatniego, piątego rejsu. Nic o ofiarach, choć pod zdjęciem Wilhelma Gustloffa zaznaczono, że zginęło tamże 5 tys. osób. Chyba nie trzeba zaznaczać, że zatonął podczas ostatniego rejsu, bowiem statki mają to do siebie, że zwykle toną w taki sposób... Tak wiele pisze się o złych Rosjanach, którzy storpedowali niemieckie jednostki. Może ktoś w końcu napisze wprost - czy marynarze walczący z nazistowskim agresorem mieli prawo zatopić ni to statek ni to okręt tak z cywilami jak i z żołnierzami? I czy Niemcy mieliby jakiekolwiek skrupuły na miejscu Rosjan? Gdybyśmy to my, Polacy, zatopili te statki-okręty, to także teraz żylibyśmy z piętnem ludobójstwa, bo takie miano tym zdarzeniom próbują przydać nasi zaodrzańscy sojusznicy?
    Są nurkowie, na szczęście to margines, którzy rabują wraki. Także nowicjusze, którzy zabierają na pamiątkę elementy z zatopionych statków.
    Od setek lat karmiono nas tajemniczymi opowieściami o zatopionych skarbach i o poszukiwaczach owych fortun. Jak teraz wytłumaczyć ludziom, że znalezione dobra pochodzące z morza (bursztyn, ładunki zmyte z pokładów, przedmioty z dawno zatopionych statków) należy przekazać Państwu? Jeżeli Państwo nie ma ochoty lub pieniędzy albo nie chce dać prywatnym osobom koncesji na wydobywanie z dna zapomnianych pamiątek, to czyż nie jest psem ogrodnika? Gdyby tak rozumować, to nie byłoby setek odkryć, w tym "Titanica" i Troi.

    Ulica Teleexpressu - Dziennik Bałtycki (5 maja 2003)
    Taki jest tytuł notatki, ale zaraz Poza Krynicą Morską nie znajdziemy drugiego takiego miasta w Polsce, gdzie "Teleexpress" ogląda się... na ul. Teleexpressowej.
    Zatem nie wiadomo, jak nazywa się ta ulica - Teleexpressu czy Teleexpressowa... Zapewne pierwsza z nazw powinna być ujęta w cudzysłów (podobnie - ulica "Titanica"), zaś druga ma chyba niepoprawną formę, wszak na cześć "Wiadomości", "Panoramy" czy "Faktów" nie nazwano by ulic - Wiadomościowa, Panoramowa, Faktowa... Dawniej owa ulica zwała się Robotnicza (wcześniej Akacjowa). Skoro znane są ulice - Radiowa oraz Radarowa, to może raczej Teleekspresowa...
    Pomysłodawcy zmiany nazwy okazali się dowcipni, a Krynica Morska zyska medialnie - zależy nam na promocji. Jednak równie błyskotliwe mogą być osoby o nazwiskach brzmiących technicznie niezbyt nowocześnie - Kowalski lub Ślusarski. Czy mogą sobie zmienić na Komputerowski albo Kontenerowski? Ulice należą do społeczeństwa, nazwiska do osób... Jeśli zyskają medialnie, to niech zmieniają!

    Zepsuty satelita? - Dziennik Internetowy PAP  (6 maja 2003)
    Zepsuty włoski satelita BeppoSAX spadł do Pacyfiku, kończąc tym samym obawy prawie 40 krajów w bezpośredniej strefie zagrożenia.
    Potocznie, to i owszem, mogą być zepsute owoce, zegarki a nawet dziewczyny, ale urzędowo to italski satelita może być uszkodzony albo niesprawny. Czyżby zepsute statki i okręty Titanic, Gustloff i Goya zatonęły, zaś zepsute budynki WTC runęły? Zapewne również prom Columbia zepsuł się podczas startu, co spowodowało katastrofę podczas lądowania.

    Chłopcy górą - Dziennik Internetowy PAP  (7 maja 2003)
    Ojcowie nieślubnych dzieci znacznie chętniej żenią się z ich matkami, gdy dziecko jest chłopczykiem, a nie dziewczynką - ogłosiły dwie amerykańskie ekonomistki.
    Nie trzeba powoływać się na USA - takie wyniki dałby sondaż uliczny. Podobnie - matki z córkami są częściej porzucane przez mężów a ojców, niż matki z synami...

    Gościu załamał się? - Dziennik Internetowy PAP  (8 maja 2003)
     Mafijny boss, "Baranina", powiesił się na pasku w swej celi w wiedeńskim areszcie.
    Po zeszłorocznym podobnym samobójstwie u nas, jednego z podejrzanych w sprawie, renoma naszego kraju znacznie spadła w kategorii wiarygodności służb więziennych. Niejeden zachodni Europejczyk porównywał Polskę do trzeciego świata. Teraz skompromitowali się Austriacy, co relatywnie zmieniło poglądy Zachodu na nasze więzienia. Wiedeński rzecznik (w innych mediach) stwierdził, że paski na życzenie pozwalamy nosić osadzonym, zaś jeśli ktoś chce popełnić samobójstwo, to i tak popełni. W celi jest także telewizor z kablem elektrycznym. Austriacy nie wyciągnęli wniosków z polskiego wcześniejszego samobójstwa. Nie wzięli paska, zaś w celi telewizyjny przewód powinien mieć kilkanaście centymetrów. Nonszalancja o chęci samowolnego dopełnienia żywota przez jednego z ważniejszych podejrzanych w tej części Europy jest zaskakująca. Gdyby zamontowano kamerę z magnetowidem, to nawet w przypadku przegapienia najważniejszego momentu przez strażników, to można byłoby odtworzyć nagranie po tragedii. A może by do niej nie doszło, gdyby nasi południowi przyjaciele posiadali takie dość nowoczesne urządzenie (ile wynosi dzienny koszt utrzymania ważnego przestępcy i ile kosztuje wspomniany sprzęt?). Albo ktoś by uszkodził kamerę w kulminacyjnym momencie, co podważyłoby teorię samounicestwienia, choć w takim przypadku powinien zadziałać układ alarmowy. Niejedne polskie przedszkola mają lepsze systemy podglądania niż ostre austriackie więzienia...
    We wtorek miał widzenie z żoną i, według Austriaków, "nie było żadnych oznak, by planował samobójstwo". Oskarżony przebywał w jednoosobowej celi.
    Pogadał z żoną, nie napisał listu i powiesił się? Taki gościu??? Z takimi obrońcami? Posiedziałby kilkanaście lat w zachodnim więzieniu z multikasą do dyspozycji, siłownią, pokojem odwiedzin, biblioteką, internetem, komórką. Mógłby dzwonić, jadać, oglądać, uczyć się, ćwiczyć i nic nie robić do woli. Nie groziło mu ani bezrobocie ani zaniedbanie lekarskie. Nie musiał się martwić o emeryturę, rodzina ma byt zapewniony na kilka pokoleń... To przeciętny polski lekarz i nauczyciel nie ma i długo mieć nie będzie takiego komfortu, i finansowego i bytowego...
    Austriacki prokurator prowadzący sprawę Barańskiego powiedział, że to samobójstwo nie było dla niego całkowitym zaskoczeniem. W podsłuchanych przez policję rozmowach telefonicznych, które "Baranina" prowadził ze swej celi w areszcie, oskarżony sugerował możliwość odebrania sobie życia, jeśli nie będzie innego wyjścia.
    To zapowiadał, że skończy ze sobą i służby więzienne nie zdwoiły czujności? Skandal! A cóż to może oznaczać brak innego wyjście? Rada dla austriackich prokuratorów - jeśli podsłuchacie (i dobrze przetłumaczycie), że podsądny ma zamiar oszczędzić wam wieloletnich wydatków, to wręczcie mu (za pokwitowaniem) właściwą pigułkę - wszak i tak dopnie swego (z paskiem lub bez tego dopinacza).
    Po samobójstwie "Baraniny" służba więzienna wzmocni ochronę i tak pilnie już strzeżonej "Inki", oskarżonej w Polsce o pomoc w tej zbrodni.
    Czyżby obawiano się, że samobójstwa to zakaźna choroba?

    Lwu/Lwowi - Gazeta Wyborcza  (9 maja 2003)
    W ciągu kilku tygodni prokuratura zakończy śledztwo przeciw Lwu Rywinowi podejrzanemu o płatną protekcję wobec Agory.
    Zwykle rzeczowniki pospolite rodzaju męskiego w celowniku mają formę o zakończeniu -owi, np. - hukowi, pawiowi, rakowi. Wyjątkami bywają jednosylabowe rzeczowniki w rodzaju - kot, lew, pies, które w celowniku przyjmują formy - kotu, lwu, psu. Jednak nazwisko oraz żołnierz najmłodszego rocznika przybierze postać Kotowi/kotowi. Bodaj wszystkie męskie imiona nie zakończone samogłoskami (zastrzeżenie nie dotyczy o), w celowniku mają -owi. Wiele przemawia za tym, aby imiona (także naszych zwierzątek), nazwiska, pseudonimy miały takie zakończenie, zatem - Hukowi, Kotowi, Psowi, Rakowi oraz... Lwowi; wszak Zenonowi i Mirosławowi. Jeśli mnie pamięć nie myli, to w języku rosyjskim -  Leninu, Stalinu, i... Rywinu. Przy okazji -  Janów/Janowowi a. ku Janowu, Kijów/Kijowowi a. Kijowu, Kraków/Krakowowi a. Krakowu, Pruszków/Pruszkowowi a. Pruszkowu, Tomaszów/Tomaszowowi a. Tomaszowu oraz... Lwów/Lwowi a. Lwowu.
    Do omówienia pozostaje postać liczby mnogiej imienia Lew. Skoro Grzegorzowie i Mirosławowie...
    Pewne rzeczowniki w liczbie mnogiej przyjmują formę imion męskich - arkady, ale Arkadowie, cezary (nagrody), ale Cezarowie, kanty, ale Kantowie.
    Jeśli pewne słowo jest rzeczownikiem pospolitym lub nazwą pisaną od wielkiej litery oraz jednocześnie imieniem męskim, to mamy dwie formy liczby mnogiej - alfonsi albo alfonsy, ale Alfonsowie, bernardy albo bernardyny (rasa psa), także bernardyni (zakonnicy), ale Bernardowie i Bernardynowie, Czesi, ale Czechowie, daniele, ale Danielowie, delfiny (ssaki) albo delfini (osoby), ale Delfinowie, donaty (pączki), ale Donatowie, filipy (zające), ale Filipowie, fryderyki (nagrody), ale Fryderykowie, hiacynty, ale Hiacyntowie, jonatany, ale Jonatanowie, jordany, ale Jordanowie, karpie, ale Karpowie (przy okazji dopełniacze l. pojedynczej - karpia, ale Karpa), lechy (piwa), ale Lechowie, leopardy, ale Leopardowie, ludwiki, ale Ludwikowie, łazarze, ale Łazarzowie, mieszki, ale Mieszkowie, mikołaje, ale Mikołajowie, napoleony, ale Napoleonowie, narcyzy, ale Narcyzowie, nestorzy, ale Nestorowie, oskary (nagrody), ale Oskarowie, przemysły, ale Przemysłowie (przy okazji dopełniacze l. pojedynczej - przemysłu, ale Przemysła), tycjany (malowidła Tycjana), ale Tycjanowie, waltery (broń), ale Walterowie, wiktory (nagrody), ale Wiktorowie. Wszystko wskazuje na to, że wprawdzie afrykańskie lwy, ale dwóch panów o imieniu Lew, (mieszkających przykładowo we Lwowie), to... Lwowie.
    Ciekawe formy przyjmą nazwiska małżeństw - państwo Hukowie, Kotowie, Psowie, Rakowie i Lwowie. Nazwiska pochodzące od imion męskich (również od nazw zwierząt) oraz potoczne określenia par (od imienia pana), to także Danielowie, Delfinowie, Leopardowie oraz Lwowie. Imiona i nazwiska pochodzące od zdrobniałych imion, to Filipkowie, Karpikowie i zapewne Lwiątkowie...
    Z imionami pań jest mniej problemów. Jeśli nawet jednocześnie ich imiona są mniej uroczymi rzeczownikami (także nazwy geograficzne), to w l. mnogiej mają te same formy - Agi, Estery, Flory, Glorie, Gracje, Halki, Leny, Nadzieje, Nimfy, Normy, Nory, Maliny, Róże, Scholastyki. W ramach równouprawnienia, małżeństwa od imion żeńskich oraz potoczne określenia par (od imienia pani), to Esterowie, Lenowie, Scholastykowie...

    Koszmarny pech - Gazeta Wyborcza  (9 maja 2003)
    O tym, że wiele osób zginęło podczas szturmu na moskiwski teatr - wszyscy wiemy. Nie znamy konkretnych przypadków, a te są nie tylko koszmarne, ale i pechowe. Najwięcej, bo 5 mln dol. zażądała Swietłana Gubariewa z Kazachstanu. 23 października żegnała się już z Moskwą - następnego dnia miała lecieć do USA, by wyjść za mąż za bogatego nafciarza. Przed wyjazdem sprzedała mieszkanie i cały dobytek. Ostatni wieczór w Rosji Swietłana z narzeczonym i córką postanowili spędzić na spektaklu "Nord-Ost". Z owej trójki tylko przeżyła Swietłana, która w przededniu wylotu do kraju marzeń, straciła nie tylko bliskich, ale i nie ma nawet gdzie mieszkać. Teraz będzie latami zmagać się z rosyjskimi sądami. Natomiast Amerykanie wypłacili wysokie odszkodowania rodzinom Rosjan zabitych 11 września (2001, w WTC). Gdyby poszli do kina...

    Komórka zabójcą? - Gazeta Wyborcza  (9 maja 2003)
    Do eksplozji w Rafinerii Gdańskiej mogło dojść w wyniku przeskoku iskrowego w baterii telefonu komórkowego. Raczej można wykluczyć sabotaż.
    Jeśli wykaz rozmów potwierdzi tę tezę a badania laboratoryjne uznają ją za prawdopodobną, to w jaki sposób będzie prowadzona rozprawa przed sądem? Czyżby dzwoniący na komórkę był formalnie oskarżony o nieumyślne (nieświadome?) zabójstwo? A jeśli nawet i nie, to zapewne już ten ktoś ma potworne wyrzuty sumienia, choć jest zupełnie niewinny. Technika jest koszmarna, ale jej brak...

    Miejsce Polski - Dziennik Internetowy PAP  (10 maja 2003)
    Na Atlantyku zatrzymano kuter załadowany 3,6 tony kokainy o wartości oszacowanej na 375 mln euro, zaś jednocześnie Minister obrony przypomniał, że koszty wysłania 1,5 tys. żołnierzy na rok wyniosłyby 90 mln dolarów i że Polska liczy, iż 90 proc. kosztów pokryje koalicja.
    To zestawienie pokazuje siłę ponadpaństwowej mafii i biedę naszego 40-milionowego państwa (największego kandydata do UE) - stać nas na 9 mln $, czyli na ćwierć dolca (złotówkę) od Polaka... Amerykanów jest ok. 7 razy więcej niż mieszkańców Polski, a w niemal każdej ważnej dziedzinie robią wrażenie jakby ich było sto razy więcej, nawet żołnierzy (poza swymi granicami) mają ok. ćwierć miliona. I za wszystko płacą sami (może nie zawsze czystymi?) baksami. Inna sprawa, że nie wiadomo jak liczy się produkty krajowe brutto w obu krajach - wczoraj podano, że koszt walki z rakiem w polskiej placówce jest 30 razy niższy niż w amerykańskiej. Prawdopodobnie wiele naszych produktów ma zaniżone ceny. Należy sądzić, że nasz PKB jest wyższy niż powszechnie się sądzi (albo zachodni niższy)... Nie zmienia to faktu, że za przechwycony towar można byłoby utrzymać w Iraku naszych żołnierzy przez 4 lata bez wyciągania kapelusza na datki...
    Majątkiem 405 mln E dysponuje najbogatsza (poza małżeństwami, spadkami i monarchią) Brytyjka - pisarka Rowling, która dorobiła się tej fortuny na cyklu o Harrym Potterze. Mogłaby kupić ów kuterek, ale po co?

    Zdjęcia kłamią - Newsweek  (11 maja 2003)
    W ciekawym omówieniu książki Słynne zdjęcia i ich historie czytamy - Zdjęcie z 1950 roku Pocałunek przed ratuszem sprzedano w milionach egzemplarzy - jako pocztówki, plakaty, kalendarze... Przez lata wszyscy, którzy ją publikowali i oglądali, byli przekonani, że przedstawia parę anonimowych kochanków, uchwyconych znienacka przez fotografa. Ten jednak w 1988 roku przyznał, że wynajął parę aktorów i całą scenę zaaranżował.
    Czegóż to się nie robi dla sławy i pieniędzy. Nie pierwsze to i nie ostatnie fałszerstwo fotoreporterów. A niewiarygodny fotograf to także nieszczera prasa. Ostatnio sławny jest pewien dziennikarz amerykańskiego czasopisma, który przez dwa lata ściągał cudze materiały z internetu i zmieniał je w sensacyjnym kierunku. Oczywiście, drukowano je pod nazwiskiem obrotnego reportera. Nie wychodząc z domu zarobił sporo forsy na cudzej pracy. Wyleciał z roboty i musi oddać pieniądze. Jednak dziennikarze to cwaniacy i oszuści - historia zna dziesiątki wielkich fotograficznych fałszerstw i wymyślonych historyjek. Oczywiście - większość to uczciwi fachowcy...

    Wielcy Brytowie - Dziennik Internetowy PAP  (12 maja 2003)
    W ciągu ostatnich trzydziestu lat w Wielkiej Brytanii nielegalnie zakonserwowano tysiące mózgów zmarłych osób chorych umysłowo i niepełnosprawnych. Mózgi te zostały wyjęte i zakonserwowane przez lekarzy dla celów badawczych bez wymaganej przez prawo zgody bliskich zmarłego. Proceder trwał w latach 1970-2000 i - jak wykazało śledztwo - był w brytyjskich placówkach zdrowia powszechny.
    Zatem jedno z najbardziej demokratycznych państw przez 30 lat pouczało Europę Wschodnią w sprawach wartości ludzkich oraz poszanowania dla prawa własności, a w tym samym czasie nielegalnie i na masową skalę pastwiło się nad zwłokami sprawnych inaczej. I nie robiła tego esbecja, ale profesorowie medycyny o wątpliwej moralności... Gdyby Brytyjczycy w latach 70 mieli takich odważnych dziennikarzy jak my teraz, to proceder w zalążku zostałby nagłośniony i przerwany przez programy typu "Telekurier" albo "Uwaga".

    Lubią se wypić - Dziennik Internetowy PAP  (12 maja 2003)
    Prawie dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu miał zatrzymany w niedzielę podczas jazdy samochodem syn byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Grożą mu dwa lata wiezienia.
    Po pierwsze - zmierzyli mu zawartość na postoju a nie podczas jazdy, zaś fachowiec od pomroczności jasnej potwierdził wysoką adwokacką klasę (bowiem tenże sam także pochlał, ale 14 marca 2003 wyjaśnił prokuratorowi, że nie był pijany. Jego zdaniem całe zamieszanie było spowodowane przez niewielki zagłębienie, jakie ma wewnątrz gardła po operacyjnym usunięciu kości gnykowej) i zapewne tata go ponownie najmie. Powinien przyjąć linię obrony wyłuszczoną na wstępie (poziom alkoholu wykazano podczas postoju, nie jazgy, zatem - o co chodzi?) i wyrazić nadzieję, że może uda się w końcu opatentować urządzenie mierzące zawartość alkoholu istotnie podczas jazdy, gdyż na postoju to kierowca może być nietrzeźwy. Policja popełnia poważne proceduralne błędy - zatrzymuje i bada, zatem uzyskany dowód nie jest wiarygodny...
    Po drugie - możemy obstawiać, ile dostanie ów młodzian przynoszący wstyd ojcu i jego sympatykom. Jutro kumulacja w totku - 7 baniek, zatem każdemu graczowi grozi taka wygrana i równie dobrze możemy typować, ile łaskawy los nam dołoży z tych milionów. Widać, że słowa grozić a otrzymać to całkowicie obce sobie znaczenia, tak w sądzie, jak i w totku..
    Przy okazji - dość ostre delektowanie się trunkami wchodzi w krew (stąd zresztą owe słynne promile w tejże cieczy) wysoko postawionym duchownym - bodaj najwyższy rangą (do tej pory) wpadł jak Śliwka w kompot, a jego drogi samochód także wpadł na dwa inne (Bogu ducha winne) wozy. Ciekawe, kto opłaci remonty trzech pojazdów i leczenie poszkodowanych? Taca? Po moskiewskiej ekskursji miarka się widać przelała i centrala powiedziała finito...

    Sąd nie ma racji - Dziennik Internetowy PAP  (15 maja 2003)
    I mamy dalszy ciąg słynnych przeprosin na szczeblu prezydent RP i gazeta "Życie".
    Jak wyjaśniono w ustnym uzasadnieniu orzeczenia SN, Sąd Apelacyjny ma teraz rozważyć, czy dziennikarze mogą odpowiadać za naruszenie dóbr osobistych w sytuacji, gdy dochowali wymogu rzetelności i staranności na etapie zbierania informacji (co przyznały oba sądy), choć okazały się one nieprawdziwe.
    Dziennikarz jest jak kierowca rajdowy - bazuje na informacjach otrzymywanych od informatorów (kierowca - od pilota). Obaj chcą zdobywać laury, sławę i pieniądze. Jednak, jeśli zaufają swoim dostawcom wiadomości, którzy mogą się pomylić lub świadomie wprowadzić w błąd albo jeśli błędnie zinterpretują ich informacje, to może to skończyć się wypadnięciem z branży lub z trasy. W obu omówionych przypadkach, tak dziennikarz jak i kierowca odpowiadają za ewentualne straty poniesione przez osoby trzecie. Jeśli śledztwo wykaże, że negatywny udział miały osoby współpracujące z dziennikarzem lub kierowcą, to odpowiedzialność może być rozłożona proporcjonalnie do przewiny. Jednak w żadnym przypadku nie powinno to mieć znaczenia dla odszkodowania przyznanego osobom trzecim (poszkodowanym).
    Dziennikarze zwykle pisują prawdę i na prawdzie robią karierę zdobywając wynagrodzenie. Ich sprawą (i wydawcy) jest ubezpieczenie się od ewentualnych wpadek. Wszak sportowi kierowcy zdobywają drogocenne trofea, ale ubezpieczają się od nieszczęśliwych wypadków. Mówi się trudno - w obu profesjach można zarobić, ale można także wyrządzić komuś krzywdę. Takie jest ryzyko zawodowe.
    Jeśli dziennikarz został wprowadzony w błąd przez informatora, to powinien przeprosić osobę poszkodowaną wskazując na powód pomyłki i na autora tego nieporozumienia. Sąd może podzielić wysokość odszkodowania pomiędzy dziennikarza a jego informatora proporcjonalnie do zawinienia i możliwości finansowych. Bezsporne są dwa fakty - dziennikarz (wydawca) powinien mieć środki z ubezpieczenia oraz z tytułu zwiększonych wpływów uzyskanych ze sprzedaży swych gazet.
    Od dziś można drukować niesprawdzone a krzywdzące wieści, zwiększać nakłady i otrzymywać wyższe apanaże, co jest niemoralne - dystrybutor kłamstwa ma zyski, zaś ofiara same straty. I choćby dlatego taki układ powinien być napiętnowany jako kryminogenny.
    Znane są przykłady z wielu akcji wojennych, kiedy generał wysyła komandosów na akcję niezupełnie legalną i zapowiada - jeśli was pojmą, to nigdy nie znaliśmy się... Nie można wykluczyć sytuacji, w której wydawca zasugeruje dziennikarzowi, aby tenże wpłynął na potencjalnego świadka "wydarzeń" obiecując gratyfikację w przypadku otrzymania nieprawdziwych informacji, ale uwiarygodnionych podpisem informatora. Nie można także wykluczyć sytuacji, w której ambitny dziennikarz bez zbędnych słów rozumie intencje wydawcy i samoistnie wykazuje "właściwą" inicjatywę wychodzącą na przeciw intencjom wydawcy.
    Pełnomocnik prezydenta stwierdził, że po tym rozstrzygnięciu SN "dziennikarze, przy zachowaniu staranności i rzetelności, mogą pisać nieprawdę" oraz twierdzić, że za to nie odpowiadają.
    Oczywiście, jest to podstawowy błąd w rozumowaniu sądu - w przyszłości może przynieść znaczne szkody społeczne i osobiste. Wyobraźmy sobie, że ktoś dostarczy oczywiste bzdury na temat młodości naszego Papieża, podpisze odpowiednie oświadczenia redaktorowi, a ten "zachowując staranność i rzetelność" (taką formułę ustali na naradzie u naczelnego bazując na wyroku) wydrukuje w masowym nakładzie każdą kalumnię pokazując palcem na informatora. Nakład "odważnej" gazety wzrośnie, redaktorzy otrzymają premie, informator "przypadkowo" zmieni wóz na najmodniejszy, sądy pobiorą odpowiednie kwoty od osób pokrzywdzonych, kilkunastu pracowników Temidy zajmie się (za publiczne pieniądze) sprawą z góry skazaną na przegraną dla osoby poszkodowanej (wprawdzie nie ma u nas wyroków precedensowych, ale każdy sędzia obecną wykładnię weźmie pod uwagę), wydłużając kolejkę społecznie ważniejszych a niezakończonych rozpraw.
    I rzecz niebagatelna - wydawcy innych tytułów, którzy bazują na rzetelnych informacjach, także nie mogą być zadowoleni z werdyktu, choć tego prawdopodobnie nie wyartykułują - redakcje stracą wpływy ze sprzedaży swoich tytułów (nabywca mając ograniczone środki kupi najbardziej krzykliwą prasę, zaniedbując te mniej zaradne, tu - uczciwsze, pisma). Jeśli ktoś wprowadza na rynek niesprawdzone produkty (gazety, banany albo samochody), które mogą zaszkodzić, to straty ponoszą także uczciwi dostawcy towarów, bo nabywca nie ma już środków na skorzystanie z ich oferty.
    Po wyroku pozwani powiedzieli, że nie jest to ich zwycięstwo, ale wolności prasy.
    Można byłoby podać wiele przykładów na ustalenia prawne, które w przekonaniu wielu zainteresowanych miały podnieść samopoczucie społeczeństwa w rozmaitych kategoriach, ale praktyka ujawniła mankamenty, których koszty przewyższały zyski z modernizacji prawa.
    Szefowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy cieszą się z wyroku Sądu Najwyższego, uchylającego nakaz przeproszenia Aleksandra Kwaśniewskiego przez dziennik "Życie" za artykuł "Wakacje z agentem". Orzeczenie krytykuje prasoznawca, prof. Bohdan Michalski.
    Chyląc czoła przed odważną i odpowiedzialną pracą dziennikarzy twierdzę, że to orzeczenie jest poważnym błędem popełnionym w ferworze walki mediów o prawdę. Redakcja powinna przeprosić za skandal oraz (przynajmniej) przekazać na cele społeczne nadwyżki uzyskane ze sprzedaży gazety spowodowane zwiększeniem nakładu, co jest dość łatwe do obliczenia. Wskazane także byłoby zwrócenie premii otrzymanych przez autorów (oraz ich kierowników) na wspomniane cele.
    Większość Polaków nie kryje złości do polityków, którzy są odpowiedzialni za krach gospodarczy oraz za bogacących się ponad miarę cwaniaków związanych z władzą, zatem przy okazji chętnie by im dokopała, najchętniej buciorami mediów. I dobrze, ale za kopanie na oślep ktoś musi odpowiedzieć, bo wszyscy pokopiemy się nawzajem bez ryzyka poniesienia odpowiedzialności... Podobno były czasy, kiedy mawiano (i nie tylko) - jeśli w pojmanej grupie jest jeden partyzant, to rozstrzelcie ich wszystkich. W świetle wyroku można byłoby powiedzieć - no może popełniliśmy błąd z tą egzekucją, ale takie mieliśmy informacje; nawet nie mamy za co przepraszać.
    Wielu z nas uważa, że nasi piłkarze mogą kopać przeciwnika, byle sędzia nie widział i byle zwycięstwo było po naszej stronie. A gdzie etyka?

    Morderstwo doskonałe? - Dziennik Internetowy PAP  (16 maja 2003)
    Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Beatę K. oskarżoną o zastrzelenie w 1997 r. w sklepie "Ultimo" Daniela Jaźwińskiego i postrzelenie jego żony Anny.
    Prokurator żądał dla oskarżonej dożywocia. Obrońca wnosił o uniewinnienie ze względu na błędy, jakie popełniono w śledztwie, i niejasne zeznania wdowy.
    Beata K. była oskarżona o to, że w grudniu 1997 r. weszła wieczorem do sklepu "Ultimo" na Nowym Świecie w Warszawie i zabiła szefa sklepu, a jego żonę ciężko raniła. Wzięła też pieniądze z kasetki ze sklepu.
    Żona zabitego po odzyskaniu przytomności wskazała, że sprawczynią zbrodni jest Beata K. Powiedziała: "Widziałam jak Beata K. strzela do mojego męża. Widziałam i czułam, jak strzela do mnie. Ja tylko chcę sprawiedliwości i będę o nią walczyć".
    Czy to możliwe, aby na początku XXI wieku jeden prawnik żądał najwyższego wymiaru w Polsce, zaś drugi najmniejszego w słynnym procesie?
    Podczas okrucieństw II w. św. wielu ocalałych ofiar egzekucji było świadkami na procesach zbrodniarzy. Być może wielu z nich miało zwidy i powinno się ich odsunąć od zeznawania?
    Oczywiście, że można czasami zwątpić w zdanie pokrzywdzonej osoby, która twierdzi (w dobrej wierze), że widziała zabójcę, choć mogło to jej się wydawać. Jeśli jednak oskarżona została uniewinniona, a jednak dopuściła się zarzucanych czynów, to mamy do czynienia z kompromitacją polskiej Temidy!
    Czy to możliwe, aby przeciętny Polak (każdy z nas, nie jakiś specjalnie ćwiczony zabójca, szkolony w strzelaniu, zacieraniu śladów i zachowaniu się podczas śledztwa) mógł wejść do sklepu, strzelać do ludzi, zaś nowoczesne techniki śledcze (w których linie papilarne, to teraz tylko podstawówka w bogatym arsenale oferowanym przez kryminalistykę) oraz psycholodzy (także przy użyciu wykrywacza kłamstw) nie mogą odtworzyć wydarzeń? Obrońca powołuje się na niejasne zeznania wdowy, ale czy śledztwo przebiegałoby sprawniej, gdyby i druga ofiara nie przeżyła? No i okazuje się, że sąd przeoczył fakt posiadania broni palnej przez oskarżoną (kupiła i ćwiczyła?)...
    Ponieważ media podają ile kosztują operacje na nieszczęśliwych dzieciach, to może także podadzą - jakie koszty ponieśli już podatnicy za to dochodzenie i procesy (prawnicy i biegli)?

    Czyżby tylko obwód, ale aż Prospekt? - Wprost (25 maja 2003)
    W obszernym artykule Putingrad mamy ciekawostkę -
    od 1991 Sankt Petersburg - 54% mieszkańców poparło pomysł przywrócenia miastu historycznej nazwy; nadal jednak jest ono stolicą obwodu leningradzkiego.
    To istotnie rosyjski dziwoląg z dziedziny logiki, ale także dowód niezręczności naszego języka. Skoro piszemy stolica i po tym wyrazie umieszczamy oficjalną nazwę geograficzną, historyczną lub administracyjną, to powinno być (także na logikę) napisane stolica Obwodu Leningradzkiego. Można pisać (z oczywistych powodów) - obwody w urządzeniach elektrycznych oraz Opole jest stolicą polskiej piosenki i Zakopane - nasza stolica sportów zimowych, ale stolica Wybrzeża Kości Słoniowej, stolica Wysp Owczych, wszak NIE stolica wysp zielonego przylądka. A w czym wyspa jest lepsza od obwodu, okręgu, województwa? Gdyby Wybrzeże Kości Słoniowej nie było nazwą państwa, ale okręgu innego kraju, to byłoby wybrzeże Kości Słoniowej, czy raczej wybrzeże kości słoniowej?
    Obowiązująca pisownia województw, okręgów, placów i innych nazw jest tak nielogiczna, że aż irytująca. Większość placów w Polsce ma niewłaściwe wielkości pierwszych liter w swych opisach, np. Plac Kaszubski w Gdyni. Niby powinno być plac Kaszubski, ale jeśli już ktoś wykonuje piękną mosiężną tablicę, to jak będzie wyglądała nazwa pisana zgodnie ze słownikami? Piszą zatem PLAC KASZUBSKI, czyli całą nazwę od wielkich liter, a najczęściej obie pierwsze litery (P i K) nieco większe od pozostałych, co nadal jest błędem!
    Jak to wygląda - gubernator obwodu kaliningradzkiego, wicewojewoda województwa pomorskiego, ale dyrektor Technikum Chemicznego w Klewkach?!
    Tamże czytamy również - plac Męstwa, ale Twierdza Petropawłowska, Pałac Konstantynowski oraz Newski Prospekt. Nawet dziennikarze gubią się w wielkości liter, ale nie ich wina, że niekonsekwentni poloniści wymyślili zasadę, według której piszemy tylko obwód leningradzki, ale aż Newski Prospekt... Podobno RJP wyczerpała swoje limity zmian językowych w tym dziesięcioleciu oraz ... nerwowo wielu miłośników naszego języka.
    Przy okazji, Dziennik Internetowy  (21 maja 2003) -
    Przemówienie nagrano w Pałacu Prezydenckim w Warszawie w ubiegłym tygodniu.
    Paul McCartney jako pierwszy członek grupy The Beatles wystąpi w najbliższą sobotę na Placu Czerwonym w Moskwie.
    Powinno być - plac Czerwony oraz pałac Prezydencki (skoro pałac Staszica i nabrzeże Prezydenckie).
    Natomiast tenże dziennik (26 maja 2003) upiera się przy słusznej (bodaj dla większości), choć nielegalnej jeszcze pisowni -
    Legenda muzyki i jeden ze współtwórców grupy The Beatles zagrał w sobotę w Moskwie na Placu Czerwonym. Na Placu Czerwonym zebrało się 20 tys. wielbicieli ex-Beatlesa. Co najmniej 5 tys. moskwian słuchało McCartneya z ulic wokół otoczonego barierkami Placu Czerwonego.
    Gdyby redakcja przejęła się moim poprzednim postem, w którym wskazuję usterkę, to albo poprawiono by Plac na plac albo zwrócono by się do RJP o zmianę reguł ortografii w tej materii. Tak czy owak, redaktorzy zapewne zrobiliby równie wielkie oczy, jak p. Skrzynecka, która była wielce zdumiona, kiedy podczas programu Zabawy językiem polskim dowiedziała się, że Plac Wolności zapisany być powinien jako plac Wolności. Skoro tak wielu Polaków z maturą w garści woli Plac Czerwony i Plac Wolności, to może RJP zda się na powszechny zwyczaj w tym względzie? Przy okazji, raczej eks-Beatles.

    Prekursory - Dziennik Internetowy PAP  (27 maja 2003)
    Kradzież obrazów, rozprowadzanie fałszywych banknotów, obrót tzw. prekursorem do produkcji amfetaminy i korupcję zarzuciła 12 osobom krakowska prokuratura.
    Dawniej znane były transformatory (branża energetyczna), ale w związku z transformacją systemu w Polsce zapewne można mówić o osobach mających znaczny wpływ na te zmiany. To transformatorzy. Osoby wiodące w pewnej dziedzinie to prekursorzy, ale - jak widać - mamy produkcyjne urządzenia, tu - prekursory. Ciekawe notowane związki - moderatory/moderatorzy, agitatory/agitatorzy.

    Pechowy wskaźnik 13% - Dziennik Internetowy PAP  (27 maja 2003)
    Na Mount Everest weszło do tej pory ponad 1200 osób, zaś podczas prób zdobycia go zginęło 175 osób.
    A to oznacza, że himalaiści o specjalności "zdobywca ME" mają największe ryzyko utraty życia (tu 13%).

    Nasi przeoczyli na granicy - Dziennik Bałtycki  (28 maja 2003)
    W Wilnie skazano Polaka na 2 lata więzienia za nielegalne wwiezienie 1,2 mln $. Na mocy wyroku, pieniądze te przejmie litewski skarb państwa. Ustalono, że już wcześniej przemycono na Litwę ponad 14,5 mln $.
    Szkoda, że tych pieniędzy nie zauważyli polscy celnicy - skarb zostałby u nas. Czy śledztwo wykazało na czym polegał proceder? Nielegalny przewóz takiego szmalu to pewnie nie jedyne przestępstwo. Tylu baksów chyba nie uzyskał facet z uprawy pszenicy albo z hodowli żywca... A swoją drogą - gdyby podszedł do celników i powiedział, że chce wwieźć walizę zielonych, to może postemplowaliby mu bumażkę na legalny przewóz... Jak w dobie setek banków w Polsce i internetowych możliwości ktoś przemyca forsę przez granicę, zamiast ją elektronicznie przetransferować na dowolny adres w naszej globalnej wiosce?
    Zwykle takie pieniądze Polacy kradną niemal codziennie, ale mamy kłopoty z ich odzyskaniem. Delikwenci siedzą za podatników daninę w pudle, zaś po wyjściu (ok. 5 lat) żyją sobie jak pączki w maśle konsumując ukryte zasoby. Raz jedyny zdarza się, że pieniądze są wprawdzie odzyskane, kombinator siedzi, ale to nie my bierzemy kasę, lecz nasi sąsiedzi, którzy nie dopłacą do procesu, wręcz przeciwnie - za przechwycone środki utrzymają kilkuset więźniów przez parę miesięcy...

    Niewolnicza praca XXI w. - Dziennik Bałtycki  (28 maja 2003)
    Żołnierzy rosyjskiej jednostki wojskowej sprzedawano miejscowym biznesmenom do niewolniczej pracy. Pieniądze za pracę szeregowych otrzymywało dowództwo jednostki (ok. 50 $  miesięcznie), zaś żołnierze pracowali przez 7 dni w tygodniu, po 14 godzin na dobę.
    Jak nazwać taki proceder we współczesnej armii? U nas w Polsce także bywają takie przypadki...

    Przepijają połowę zarobków? - Dziennik Internetowy PAP  (30 maja 2003)
    Piwo w Chorwacji ma status produktu spożywczego, może być więc swobodnie reklamowane. Wino zaś było dotychczas wpisane na listę napojów alkoholowych, a co za tym idzie nie wolno go było reklamować. Posłowie uznali, że trzeba to zmienić, by dopomóc w odrodzeniu przemysłu winiarskiego i zwiększeniu eksportu rodzimych gatunków.
    Od posłów zależy czy wino jest alkoholem... U nas denaturat był zaliczony do konsumpcyjnych trunków. Tak to przeplatają się interesy rozmaitych grup konsumpcyjnych i produkcyjnych. Kopernik nie miałby szans w Sejmie i zostałby przegłosowany - większość uznałaby, że Słońce okrąża Ziemię. Od posłów zależy ilość dolewanych dodatków do paliwa, a pozaparlamentarni dolewacze wszelkich nielegalnych cieczy do sprzedawanych mediów oszukują kierowców narażając się na nieparlamentarne słownictwo i ciągnąc nieopodatkowane zyski...
    Dzięki sprzyjającemu klimatowi Chorwacja szczyci się produkcją wina. W przeciętnym chorwackim gospodarstwie pije się aż 19 litrów piwa tygodniowo i tylko 11 litrów wina.
    Zakładając, że gospodarstwo to 4 osoby, w tym 2 pracujące - wypijają rocznie ok. 1000 litrów piwa (po 8 zł/l = 8000 zł) oraz ok. 600 l wina (po 12 zł/l = 7200 zł). Gdybyśmy to my tak popijali, to przy średnich zarobkach obojga małżonków 2 tys. zł/mies. (48 tys. zł/rok, ale netto to ok. 33 tys. zł/rok) oznaczałoby, że przepijalibyśmy ok. 50% zarobków... Albo Chorwaci zarabiają znacznie więcej od nas albo wesołe napoje są u nich znacznie tańsze, bo nijak mi wychodzi jakikolwiek dobrobyt tego bałkańskiego narodu przy takim przechlaju...

    Księża przeoczyli list biskupów i opinię papieża? - Dziennik Internetowy PAP  (2 czerwca 2003)
    We wszystkich kościołach Polski w niedzielę odczytany został list pasterski do wiernych w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Biskupi apelują w nim o udział w referendum akcesyjnym.
    Nieprawda - w dzisiejszych dziennikach podano, że polskie duchowieństwo  ubolewa, iż niektórzy księża nie odczytali listu biskupów bagatelizując także stanowisko papieża w sprawie wejścia do Unii. Generalicja swoje a sierżanci swoje? Bunt?

    Birma czy Mianma? - Dziennik Internetowy PAP  (2 czerwca 2003)
    Władze wojskowe Birmy, nazwanej przez nie Myanmarem, przewiozły w niedzielę do zajazdu w Yangonie, stolicy kraju, zatrzymaną przed dwoma dniami przywódczynię opozycji. Władze Birmy potwierdziły w niedzielę wcześniejsze doniesienia o zamknięciu na czas nieokreślony uniwersytetów i innych uczelni.
    A co z władzami niewojskowymi Niemiec nazywającymi to państwo Deutchland? W atlasie z 2002 roku Birma nazywana jest Mianma (oficjalna - Związek Mianmar), zaś jej stolica Rangun (nie Yangon). Stanowisko polskich geografów z ubiegłego roku to Birma (zamiast dwóch alternatywnych nazw Birma i Mianma) oraz Związek Birmański (zamiast dwóch alternatywnych nazw Związek Birmański i Związek Mianma). To po co zawracano nam kilka lat głowę nazwą na M? Co z atlasami bublami? Po kiego nam Sri Lanka czy Burkina Faso? Bo sobie ktoś w chwili słabości zmienił nazwę, a potem będziemy wracać do poprzedniej? Tak już uczyniono z nazwami - Kampucza, Kyrgystan, Moldova...

    Komu poprawi się statystyka? - Dziennik Internetowy PAP  (3 czerwca 2003)
    Policjanci z Dąbrowy Górniczej wykryli i zatrzymali sprawców śmiertelnego pobicia mężczyzny w Dortmundzie.
    Do zabójstwa doszło w lutym ubiegłego roku. Niemieccy policjanci właściwie zakończyli już śledztwo, nie znajdując sprawcy. Zwrócili się do polskiej prokuratury z prośbą o przesłuchanie mieszkańców Dąbrowy Górniczej, którzy wspólnie z zabitym Polakiem wynajmowali mieszkanie, w którym znaleziono zwłoki.
    Komu poprawi się wykrywalność zbrodni - Niemcom, którzy nie znaleźli sprawcy, ale zwrócili się do właściwej prokuratury, czy Polakom, którzy ostatecznie rozwiązali sprawę i zatrzymali (chyba jednak) podejrzanych (nie sprawców)?

    Wyprowadzono - Dziennik Internetowy PAP  (3 czerwca 2003)
    Zatrzymano 7 osób podejrzanych o wyprowadzenie co najmniej siedmiu-dziewięciu milionów złotych z jednej z największych w Polsce firm farmaceutycznych.
    Cóż to za elegancki eufemizm - wyprowadzić? Inny słownik języka polskiego (PWN 2000) notuje 8 znaczeń oraz kilka określeń (jednak innych) zawierających ten wyraz. Kto pierwszy w tak szlachetny sposób nazwał złodziejstwo na wielką skalę? Doprawdy, czy ktoś słyszał, aby kieszonkowiec wyprowadził parę złotych poczciwcowi? Są kraje, w których za wielomilionowe wyprowadzenie obcina się wybrane kończyny albo i szare komórki w opakowaniu. Jednak język jest cierpliwy - skoro przyzwyczajamy się do dziwactw - Studium Zarządzania Zasobami Ludzkimi oraz czystki etniczne, to pewnie także wyprowadzenie przyjmie się w nikczemnym pojęciu... Brawo prawnicy i dziennikarze! Należałoby zatem w nowych wydaniach poradników językowych dodać owo znaczenie. A może podejrzanych o wyprowadzkę co najmniej...

    Prawnik okradł i dostał w zawieszeniu - Dziennik Internetowy PAP  (4 czerwca 2003)
    Sąd Okręgowy w Krakowie w wydziale odwoławczym utrzymał we wtorek w mocy wyrok półtora roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata dla śląskiego adwokata za przywłaszczenie około 58 tys. zł na szkodę klientów.
    Jeśli osoba niejako z definicji godna społecznego i prywatnego zaufania wyprowadza na szkodę klientów równowartość dobrego samochodu i dostaje wyrok w zawieszeniu, to chyba prawnicy w naszym państwie mają coś nie po kolei. Ile otrzymałby złodziej za wyprowadzenie takiego wozu z garażu właściciela bez jego zgody? A co z zawłaszczonymi pieniędzmi?

    Ale mi incydent - Dziennik Internetowy PAP  (5 czerwca 2003)
    24 osoby zostały ranne, w tym cztery ciężko, w następstwie wybuchu w paryskim budynku. Według wstępnego dochodzenia, przyczyną incydentu był wybuch gazu.
    Wg Innego słownika języka polskiego (PWN 2000), incydent - nieprzyjemne zdarzenie, które zakłóca przebieg innych zdarzeń, ale zwykle nie pozostawia trwałych skutków  i ulega zapomnieniu. Nie przypominam sobie, aby podobny wybuch, choć groźniejszy w skutkach, w Gdańsku kilka lat temu, określono w podobny sposób. Więcej - gdyby tak się stało, redakcja miałaby poważne kłopoty - taka gafa...
    Dziennik informuje także o tragicznym zderzeniu dwóch pociągów we Francji, ale (na całe szczęście) nie określono tego wydarzenia incydentem.

    Nieudany skok? - Dziennik Internetowy PAP  (6 czerwca 2003)
    Jeden z najbardziej kontrowersyjnych niemieckich polityków, Juergen Moellemann, nie żyje. O śmierci 58-letniego polityka w wyniku nieudanego skoku ze spadochronem poinformowała prokuratura w Muenster. Zdaniem naocznych świadków Moellemann popełnił prawdopodobnie samobójstwo - odpiął otwartą czaszę spadochronu i nie wykorzystał rezerwowego spadochronu.
    Wydawać by się mogło, że trudno wymyślić nowy sposób popełnienia samobójstwa. Jednak można. Natomiast trudno nazwać to nieudanym skokiem...

    "Gdynia" w Gdyni - Gazeta Wyborcza  (6 czerwca 2003)
    W sobotę zarejestrowany na Cyprze kontenerowiec "Gdynia" zderzył się w pobliżu Bornholmu z chińskim masowcem "Fu Shan Hai". W wyniku wypadku masowiec zatonął. Przewoził 66 tys. ton nawozów sztucznych i 1,7 tys. ton ropy.
    Jak na taką wielką katastrofę (całe szczęście, że nikt nie zginął), to nasza telewizja pokazała niewiele - podawano, że "chiński statek zatonął po zderzeniu z innym statkiem", wyraźnie nie chcąc podać nazwy tego innego... Widoczność była doskonała, oba statki raczej nowoczesne, czyli zawinili ludzie. Ale którzy? Dookoła unosiły się skandynawskie helikoptery, które zapewne sfilmowały całą akcję ratunkową, ale nic nie pokazywano w telewizji, jedynie końcową fazę zatonięcia (jakby nie było ok. 200-metrowej jednostki pływającej!). Co z wodoszczelnymi przedziałami ("Titanic" nosił - krótko bo krótko - miano niezatapialnego, bo góra lodowa rozorała burtę na długości kilku takich przedziałów)? Podobno była eksplozja. Gazu powstałego z wymieszania ładunku z wodą? Nie wiadomo jak długo tonął - pod zdjęciem podpis sugerujący znaczną dynamikę tego zjawiska: "zatonął wkrótce po zderzeniu". To więcej wiemy o tragedii "Titanica" sprzed niemal stu lat, który tonął z godnością, bo ok. dwóch godzin. Więcej świat wiedział nazajutrz o tym strasznym zdarzeniu (w epoce raczkującego radia), niż my wiemy po tygodniu od zderzenia na naszym morzu (w epoce łączności satelitarnej)... Czy to nie porażka mediów? Przy takiej technice?! Kpiny? A może ktoś tłamsi te informacje? Po powrocie naszego statku do portu, armator zakazał filmowania uszkodzonego dziobu. A gdzie prokurator ze swoimi procedurami? Czyżby właściciel rozbitego samochodu miał prawo uniemożliwić wykonanie dokumentacji zdjęciowej, bo to jego własność? Więcej widzimy w przypadku wysadzonego autobusu w Rosji (gdzie robią co mogą, aby utrudnić życie dziennikarzom), niż na demokratycznym akwenie unijno-natowskiego morza... Działacze z SLD mają poważne kłopoty po przegonieniu reportera z okolic piwnego stolika, bo to niezgodne z duchem czasów, a parę dni później nie wpuszczono wścibskich dziennikarzy, żądnych widoków rozpłatanego kadłuba, bo armator sobie nie życzył... To mamy wolność mediów, czy jej nie mamy?
    W ładowniach spoczywającego na dnie (70 m) nadal znajduje się ok. 2 mln litrów ropy.
    Jednak nie w ładowniach, lecz w zbiornikach. Podobnie - ciężarówka wiezie 20 ton ładunku i 200 litrów paliwa w baku. W obu przypadkach ropa nie jest ładunkiem, ale paliwem.
    Jak się dowiedzieliśmy, statek "Gdynia" ma poważnie uszkodzony dziób i teraz czeka na naprawy w gdyńskim porcie.
    I dziób, i gruszkę dziobową. Czeka na remont (albo na naprawę), jednak nie w porcie, ale w Stoczni Remontowej "Nauta" w Gdyni. Nomen omen.

    Długi Kościoła - Gazeta Wyborcza  (6 czerwca 2003)
    Dobiegł końca kolejny proces przeciwko parafii rzymsko-katolickiej św. Jerzego w Elblągu. Wygrał oszukany parafianin, który domagał się zwrotu 26 tys. dolarów.
    - Ksiądz prosił na mszy, żeby pomóc, bo jest ciężko. Pomogłem z czystego serca - nie było mowy o żadnych odsetkach, a ja miałem zaufanie do Kościoła.
    - Biskup mówił, że kuria nie ponosi odpowiedzialności, bo to prywatne długi księdza. Gdy zwróciłem uwagę, że za te pieniądze zbudowano kościół, biskup stwierdził, że "to nic nie szkodzi".
    Obecnie roszczenia wszystkich (ok. 20 osób) sięgają ok. 35 mln zł.
    Zwykle jesteśmy oszukiwani przez państwo (wymiana pieniędzy, niedotrzymywanie gwarancji wobec wkładów mieszkaniowych oraz innych rzeczowych), tudzież biura turystyczne, firmy oparte na systemie argentyńskim, deweloperzy mieszkaniowi... Ludziska przyzwyczaili się do afer nagłaśnianych przez media. Jednak niedotrzymywanie umów przez Kościół, choćby tylko przez najmniejsze jego przedstawicielstwa, jest zdumiewające - nowe i całkowicie niespodziewane.
Jeśli za pożyczone (i jeszcze nieoddane) pieniądze zbudowano kościół, plebanię, hospicjum albo salkę katechetyczną, to przecież nie zmarnowano owych pieniędzy - pomnożono majątek Kościoła. Kościół ma wielu wrogów, którzy czyhają na wszelakie potknięcia. Niespłacanie zaciągniętych długów przez wyższych hierarchów kościelnych, nie tylko powoduje rozgoryczenie katolików udzielających pożyczki, ale jest wodą na młyn przeciwników administracji kościelnej, i to nie tylko ateistów... Kościół liczy około dwóch tysięcy lat. Przez te lata powiększał swe ziemskie aktywa. Powstaje pytanie - czy wszystkie dobra posiadł w uczciwy sposób? Wyczyny działaczy Kościoła (obyczajowe i malwersacyjne) rzucają poważny cień na głoszoną naukę o uczciwości i zbawieniu. Gdyby Jezus zszedł był dzisiaj na ten padół, to niemałe zastępy księży zapadłyby się pod ziemię ze wstydu... Jeśli wierni odwracają się od Kościoła (budynki, księża), to wina leży wyłącznie po stronie ludzi w sutannach.

    Gdzie jest świat? - Dziennik Bałtycki  (6 czerwca 2003)
    W polskich gabinetach stomatologicznych metoda ARK ("zęby w jedną godzinę") będzie dostępna dopiero od kwietnia przyszłego roku. Na świecie taki zabieg kosztuje ok. 20 tys. E, w Polsce będzie kilka razy tańszy.
    Czy zauważyliście Państwo, że bardzo często media informują nas, że "tak jest w Polsce, zaś w świecie to jest owak"? I tu zwykle pada - "w świecie to tyle kosztuje, a u nas tyle" ("a na świecie to na samochód trzeba pracować trzy razy krócej"; na jakim świecie?!). I powołują się na świat bogatszy zapominając o biedniejszej części tegoż... Otóż świat nie składa się tylko z USA, Niemiec i Australii, ale także z Indii, Kazachstanu i Paragwaju, a to oznacza, że w biednych krajach ta metoda jeszcze przez wiele lat nie będzie powszechnie znana, a jeśli będzie się rozpowszechniać, to może być jeszcze tańsza niż w Polsce... Bo tak zwykle bywa, że usługi w uboższych krajach są tańsze niż w bogatszych, często jednak są one na nieco niższym poziomie. Przy okazji - usługa może być dostępna, ale raczej nie metoda...

    Jak ominąć prawo... - Dziennik Bałtycki  (7 czerwca 2003)
    W Japonii zmieniono nazwę jednej z wsi na Scotland (Szkocja), aby produkować tam "szkocką" whisky.
    U nas nie trzeba zmieniać nazw miejscowości - mamy w Polsce Amerykę, Wenecję, Ateny i dziesiątki innych znanych w świecie nazw. Tylko produkować charakterystyczne wyroby bez wymaganych zwykle zezwoleń... A whisky to po polsku może wyska (w jak Waszyngton, nie jak Washington; pod. nyska)?

    A gdyby nie miał tablic? - TVN24  (7 czerwca 2003)
    W Afganistanie, do autobusu przewożącego żołnierzy niemieckich i holenderskich podjechała taksówka. Kierowca zdetonował ładunek. Po eksplozji z samochodu pozostały jedynie tablice rejestracyjne.
    Tak to już jest, kiedy emocje biorą górę - zapewne ostały się jeszcze koła i silnik. Gdyby samobójca zdjął tablice, to po samochodzie by nic nie pozostało i rodziny poległych uwierzyłyby w UFO? W ten sposób wędkarz opowiada historyjki o wielkiej złowionej rybie, ale nie spiker poważnej stacji telewizyjnej...

    Egzekucja w Gdyni - Dziennik Bałtycki  (9 czerwca 2003)
    Zamieszczono obszerny artykuł pod tytułem Egzekucja na skwerze. Ciarki po plecach przechodzą, nie tylko starszym ludziom pamiętającym nazistowską okupację. Skojarzenia z okrutnymi zbrodniami także na Bałkanach w ostatnich latach (o czym pisuje się w aspekcie setnej wizyty papieża w Chorwacji). A tu sobie dziennikarz swawolnie relacjonuje - Na Skwerze Kościuszki pojawili się inkasenci, którzy pobierają opłaty za prowadzenie tam stoisk. Na handlujących padł blady strach.
    Widać jest zbyt spokojnie na naszej ziemi - redaktor musi odwoływać się do sprawdzonych słów budzących grozę - egzekucja i blady strach... Oczywiście, ów komorniczy termin jest znany dość powszechnie, ale po cóż epatować się skojarzeniami? Chyba że redakcja da się posiekać, że nikomu z jej składu nie przyszło do głowy inne skojarzenie, niż z poborem opłat... A przy okazji - dziennikarze czynią memu sercu miłą niespodziankę - piszą Skwer Kościuszki, za co RJP poddałaby ich pokazowej egzekucji, oczywiście w sensie sądowym, ponieważ słowniki tolerują jedynie skwer Kościuszki...
    Przy okazji - w wirtualnych serwisach informacyjnych, ich autorzy dwoją się i troją, aby zaskoczyć tytułem czytelnika. Czynią to najwyraźniej po to, aby wejść na ich artykuł. Czyżby trwał konkurs na największą liczbę wejść? Można przyjąć, że co trzeci tytuł, który mnie interesuje, po zapoznaniu się z tekstem, całkowicie nie odpowiada wyobrażeniu skojarzonemu z tytułem (pod. owa Egzekucja w Gdyni). Sądzę, że jest to świadome manipulowanie. Czyżby tylko mnie to irytowało? Może redaktorzy naczelni owych serwisów przejrzą tytuły swych podwładnych pod kątem niedwuznaczności określeń? Ponadto - nagminnym błędem jest pisanie w tytule od wielkiej litery po dwukropku.
    Niejednokrotnie zwracałem uwagę redakcjom - bez odzewu...

    Katastrofa w tunelu - Dziennik Bałtycki  (9 czerwca 2003)
    Notka pod takim tytułem informuje nas o kolejnej katastrofie niemieckiego autokaru - 6 osób zginęło w sobotę, gdy niemiecki autobus uderzył w ścianę tunelu w północnych Włoszech. Pojazd przeszorował około stu metrów wzdłuż ściany tunelu.
    W ubiegłym roku mieliśmy czarną serię z udziałem polskich autokarów i mogę sobie wyobrazić narzekania mediów UE, że pojazdy państwa starającego się o członkostwo w tejże Unii, nie umywają się do techniki cywilizowanej Europy. I bez tych utyskiwań, wielu Polaków miało właśnie taką opinię. A tu kilka katastrof z udziałem technicznie wyuzdanych niemieckich turystycznych cudów techniki... Szok za Odrą, zaś u nas spadł z serc niemały kompleks niższości (technicznej).
    To przeszorowanie przetłumaczono z języka niemieckiego czy raczej z włoskiego?
    Tego samego dnia, w podobnych okolicznościach rozbił się autobus turecki - wpadł prostopadle (zatem nie szorował) na czołową ścianę tunelu; ludzie nie mieli tyle szczęścia, co w niemieckim autokarze.
    Zanim wydarzą się kolejne podobne wypadki, zgłaszam propozycję - przed tunelami należy ustawić wzdłużne płozy odbojowe ustawione 50-100 metrów przed wjazdami do tuneli, a zakończonych tuż za tymi wjazdami, około jednego metra od ściany. Z oczywistych powodów nie doszłoby do opisanych wypadków.
    Podobne płozy powinny być wzdłuż filarów dzielących jezdnie wewnątrz tuneli. Gdyby takie urządzenia były zamontowane w paryskim przejeździe, to księżna Diana nie zginęłaby (samochód wpadł czołowo na jeden z filarów) - jej pojazd ślizgałby się pomiędzy lewą płozą a prawą ścianą (z fakultatywnie dodaną płozą) niczym bobsleje na torze wyścigowym. Kilka lat po wypadku widziałem to tragiczne miejsce - nie pomyślano o tym praktycznym a niedrogim wyposażeniu. Może po kolejnej tragedii ktoś wreszcie podejmie rozsądną decyzję... A niby decydenci w Unii to tacy roztropni ludzie - zakazują kiszonych ogórków i kapusty oraz tabaki, ale do ważniejszych spraw nie mają głowy...

    Zarobić na nieszczęściu - Dziennik Internetowy PAP  (10 czerwca 2003)
    Mały chłopiec siedzący nad grobem ojca, który zginął w trzęsieniu ziemi w Iranie, jest bohaterem Zdjęcia Roku 2002.
    Tysiące dzieci zostało sierotami. Jedno zostało bohaterem... zdjęcia! Przypadkiem - tylko je wyróżnił los, a dokładniej - syty fotograf z zamożnej redakcji. Może w nagrodę zagubiony a nieszczęśliwy chłopak dostał torbę cukierków, może kiedyś dostanie nowe mieszkanie od wdzięcznej redakcji. Im więcej otrzyma, tym w podświadomości będzie jednak dziękował Opatrzności za błogosławieństwo tragedii. Zwłaszcza po latach. Obrzydliwość. A jak się czuje taki twórca żerujący na ludzkich dramatach? Pnie się w redakcji, opija sukces przy barze i zamienia apartament bliżej centrum miasta? Ohyda.
    Oczywiście, znowu wyjdę na nawiedzonego. Czy zauważyliście, że na cudzych nieszczęściach można zdobyć sławę i zbić kasę? Od wielu lat obserwuję wszelakie nagrody, zwłaszcza w dziedzinach filmu i fotografii. A to ktoś zdobędzie nagrodę za ujęcie spadającego i ginącego człowieka, a to za partyzanta zabijanego na sajgońskiej ulicy, a to za zabawę drapieżnika z sarenką tuż przed zagryzieniem. Znane są zdjęcia wywołujące wstrząs u milionów widzów, ale po latach okazuje się, że były sfingowane. Zdjęcia dokumentalne powinny być wykonywane, ale ich emisja powinna być ograniczona do opracowań historycznych i kryminalnych podczas zamkniętych dyskusji. Po latach można je ukazywać w telewizji, ale w godzinach wieczornych albo na niepublicznych wystawach. A na pewno nie powinno się ogłaszać konkursów na takie zdjęcia, bowiem większość fotoreporterów niejako czeka na nieszczęście, choćby podświadomie. Ilu fotografów pstrykając fotki albo kręcąc amatorskie filmy trzęsie się do tego jednego jedynego ujęcia zapewniającego sławę i szmal. Z pewnością kiedyś dowiemy się o dewiancie, który zainscenizuje makabryczne zdarzenie, zrobi karierę i sprawa wyda się po wielu latach. Obecnie rozgłosu nabiera sprawa dziennikarza znanej amerykańskiej gazety, który nie wychodząc z domu, "relacjonował na żywo" dramatyczne zajścia z tego ziemskiego padołu. Ile brakuje ludzkości do wejścia na kolejny poziom zwyrodnienia? Mało to strażaków, którzy dla sławy i pieniędzy (... groszy!) podkładają ogień?
    Z mieszanymi uczuciami oglądam historyczne filmy o zbrodniach rzekomego homo sapiens (np. o nazistowskim ludobójstwie) osadzone na faktach albo na bardzo prawdopodobnych wydarzeniach i nie mogę oprzeć się wrażeniu - zwykle już sławni i bogaci producenci, reżyserzy i aktorzy zarabiają kolejne krocie na czyjejś krzywdzie. Na ludziach upokarzanych, rozstrzeliwanych, palonych i eksterminowanych na wszelkie możliwe do wyobrażenia sposoby. I prawdopodobnie jest to jedyny powód nakręcenia takich filmów, choć nigdy do tego nie przyznają się ci "twórcy".  Aż dziwne, że są obrońcy zwierząt futerkowych, którzy wyciągają nawet rozsądne argumenty przeciw zabijaniu, owych stworzeń, a jeszcze ludzkość nie doszła do wniosku, że zarabianie na nieszczęściu mordowanych ludzi jest po prostu wstrętne i haniebne!

    Gafy na pasku - TVN24h  (11 czerwca 2003)
    Nie popisuje się pracownik redagujący pasek informacyjny przewijający się u dołu ekranu. Wieści powinny być zwięzłe, jednoznaczne i logiczne. Są zbyt rozwlekłe.
    Oto dowiadujemy się, że w Niemczech czołowo zderzyły się dwa pociągi regionalne jadące na tym samym torze. Trudno sobie wyobrazić, aby zderzyły się czołowo nie jadąc na jednym torze... Nic nie wnosi do informacji nowatorska nazwa pociąg regionalny oraz wyjaśnienia - jeden pociąg ma 4 wagony, zaś drugi jest wagonem pasażerskim o własnym napędzie. Dodatkowe informacje powinny być podawane wyłącznie w przypadku ścisłego związku z wydarzeniem.
    Stacja Plac Niepodległości w białoruskim metrze w Mińsku zostanie przemianowana na Plac Lenina. Aby nie pomyślano. że metro mamy także w Mińsku Mazowieckim, sprecyzowano - białoruski... Czekamy na wieści typu W czeskim metrze w Pradze... Może tak podają w wielkim świecie - we francuskim metrze w Paryżu?
    Przez kilka godzin widniały błędy - izraelskie śmigłowice oraz 4 członkowów misji ONZ.
    Po utracie przez nas pierwszego gola w meczu Szwecja-Polska podano wynik 1:00 (podwójne zero; czyżby lapidarna ocena gry naszych reprezentantów?), natomiast kilkadziesiąt minut po zakończeniu meczu (3:0), na pasku ciągle przewijano 2:0...

    A tłumacz to pies? - Dziennik Internetowy PAP  (11 czerwca 2003)
    Uprowadzeni w zeszły czwartek w Abchazji czterej pracownicy misji wojskowej ONZ - dwaj Niemcy, Duńczyk i ich tłumacz - zostali zwolnieni - podała agencja Interfax, powołując się na źródło w administracji lokalnej w rejonie Wąwozu Kodori.
    Nieładnie - czyżby tłumacz nie był człowiekiem godnym wymienienia jego narodowości? A przy okazji - raczej wąwóz Kodori.

    Rozgrabili na placu Kościelnym - Dziennik Internetowy PAP  (11 czerwca 2003)
    Prokuratura w Głogowie skierowała do tamtejszego sądu akt oskarżenia w sprawie rozgrabienia monet odkrytych przez pracowników firmy budowlanej podczas prac ziemnych przy Placu Kościelnym w Przemkowie.
    To nie wiedzą, że budowlańcy posługują się łopatami, kilofami i grabiami? Mieli zniwelować teren, to go solidnie i z werwą rozgrabili. Pewnie monety leżą wśród źdźbeł... Przy okazji (niestety) - plac Kościelny.

    Czy Watykan jest dzielnicą Rzymu? - Informacje oraz TVN  (12 czerwca 2003)
    Pierwsza stacja nadała korespondencję księdza z Watykanu (tak powiedział na pożegnanie), natomiast u dołu ekranu widniał napis Rzym. Ponieważ Watykan jest niepodległym państwem, przeto błędem jest nazywanie go Rzymem. Druga stacja podała, że z Rzymu powrócił dostojnik naszego Kościoła. Oczywiście, zapewne wsiadł do samolotu na rzymskim lotnisku, ale wracał jednak z Watykanu! W polityce i geografii należy trzymać się faktów, nawet nieco przesadnie...

    Panela czy panelu? - Dziennik Internetowy PAP  (12 czerwca 2003)
    Unia Europejska skierowała w środę do arbitrażowego panelu w Światowej Organizacji Handlu (WTO) swój spór z Koreą Południową w sprawie subsydiowania przemysłu stoczniowego.
    Może należałoby przyjąć formy dla urządzeń technicznych - tłoka (silnika), filara (mostu), panela (podłogowego, ściennego, sufitowego), ale dla rzeczowników niematerialnych - tłoku (ulicznego), filaru (ubezpieczenia), panelu (dyskusja)?

    Moralność w polityce? - Dziennik Internetowy PAP  (12 czerwca 2003)
    Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zarzucił Polsce, że przyjmuje od Rosji niemoralną ofertę pomocy ze strony weteranów walk w Czeczenii w zwalczaniu terrorystów w Iraku.
    Istotnie, nie jest to zbyt fortunny pomysł. Ale czyżby niemieccy dziennikarze nie pamiętali, że powojenne Niemcy Zachodnie zatrudniały w wojsku, policji i administracji państwowej całe rzesze propagatorów (najoględniej mówiąc) tysiącletniej III Rzeszy? Gdyby nie 11 września 2001, to w dziedzinie zwalczania terroryzmu Amerykanie nie byliby z Rosjanami aż tak zgodni. Nasi sojusznicy zapomnieli teraz o Czeczenach, podobnie - po wojnie w zatoce zapomnieli o ówczesnych przeciwnikach Saddama. A po II w. św. zatrudnili u siebie pozyskanych specjalistów od broni masowego rażenia. Owszem, było to skuteczne, ale czy moralne?

    A politycy? - Gazeta Wyborcza  (13 czerwca 2003)
    Policja w Chrzanowie usiłuje pozbyć się ze swoich szeregów posterunkowego, dla którego służba to jedynie ułatwienie w prowadzeniu biznesu - otwarcie współpracuje z firmami holowniczymi, prowadzi warsztat oraz komis, w którym sprzedaje auta ze stłuczek. Ma zarejestrowanych na swoje nazwisko kilka drogich samochodów. Otwarcie mówi, że jest policjantem tylko dlatego, że to ułatwia interesy. Oficjalnie zarabia na rękę 1,2 tys. zł.
    Policjant, który stoi na straży prawa, musi mieć nieposzlakowaną opinię, również kiedy jest poza służbą, nie może być wplątany w jakieś dwuznaczne układy - mówi rzecznik.
    Święte słowa. I żeby tak jeszcze odnieść je nie tylko do policjantów, ale również do polityków - prezydenta, premiera, ministrów, senatorów, posłów, wojewodów i pozostałych działaczy administracji państwowej oraz fundacji i spółek, to tworzylibyśmy jedno z najuczciwszych społeczeństw na Ziemi. Zwykli ludzie mając lepsze wzorce także mniej by kombinowali i na pewno patrzelibyśmy na świat z większą przychylnością poprzez zamożniejsze i weselsze nasze podwórko. A wystarczyłoby wprowadzać przepisy i zwyczaje przewidziane logiką dla posterunkowego - to, co wydaje się oczywiste w stosunku do niego, zwykle nie jest nawet dyskutowane w stosunku do nowej szlachty i magnaterii naszych czasów...

    Popierają niechcący? - Głos Wybrzeża  (13 czerwca 2003)
    Od dziś mieszkańcy mogą przysiąść w cieniu drzew na stylowej ławce i spoglądać na Ratusz Staromiejski. W kwietniu oddano do użytku Most Chlebowy.
    Dziennikarze zwykle przestrzegają zaleceń słowników. Czasami jednak wydaje im się, że piszą poprawnie - zapewne tak każe im ich wyczucie językowe i popierają niechcący postulaty zgłaszane do RJP. Brawo - pisujcie ratusze, pałace, zamki, mosty, skwery, ronda, trasy, nabrzeża, place, cmentarze, kanały wg reguł obowiązujących dla większych obiektów geograficznych.

    Wizy dla Amerykanów - Dziennik Internetowy PAP  (13 czerwca 2003)
    Administracja amerykańska wyklucza obecnie możliwość zniesienia wiz dla Polaków podróżujących do USA, mimo wzywającej go do tego i uchwalonej rezolucji Sejmu. Głównym powodem jest nielegalne przedłużanie sobie pobytu przez wielu Polaków przybywających do USA z wizą turystyczną i podejmowanie przez nich pracy na czarno.
    Ale w przypadku nieprzyznania wizy oraz po powrocie z USA w terminie i bez pracy na czarno, to należałby się zwrot opłat wizowych, nieprawdaż? Wiele osób wyjeżdża na krótkie pobyty, nie przedłuża ich i nie pracuje nielegalnie. Dlaczego mają płacić? Bo tak jest wygodniej administracji amerykańskiej - wszyscy Polacy to cwaniacy? Odpowiedzialność zbiorowa? Może od Amerykanów także należałoby pobierać opłaty wizowe w identycznej wysokości, zaś w przypadku nienaruszenia podobnych warunków, byłyby one zwracane? Wszak coraz więcej tałatajstwa stamtąd przybywa - a to Manson i inni dziwacy, a to (w związku z terrorystycznym zagrożeniem) rozmaici i podejrzani obywatele USA. Może służby bezpieczeństwa narodowego się zainteresują?

    Paradyż - raj? - Dziennik Internetowy PAP  (14 czerwca 2003)
    Jako wyjątkowe określił obecne stosunki polsko-amerykańskie ambasador tego kraju w Polsce Christopher Robert Hill, któremu wręczono w kaliskim Ratuszu tytuł Honorowego Obywatela Miasta.
    Jakiego kraju? Polsko-amerykańskiego? Jednak w kaliskim ratuszu.
    Nadanie szpitalowi w Międzyrzeczu imienia Pięciu Świętych Braci Międzyrzeckich oraz poświęcenie pamiątkowej tablicy było jednym z elementów obchodów jubileuszu tysiąclecia śmierci męczenników polskich.
    Poprawniej zapewne byłoby od małych liter - pięciu świętych braci międzyrzeckich. Oczywiście, oficjalna nazwa - Szpital im. Pięciu Świętych Braci Międzyrzeckich w Międzyrzeczu. Podobnie - na cześć województwa pomorskiego albo na cześć kosmonautów radzieckich i astronautów amerykańskich przekazano narodowi Bibliotekę Publiczną im. Województwa Pomorskiego w Lini oraz Pole Golfowe im. Kosmonautów Radzieckich i Astronautów Amerykańskich w Uni (zakładam, że nazwy miejscowości Linia i Unia nie mają nic wspólnego z linią i unią).
    W Seminarium Duchownym w Paradyżu (Lubuskie) odbywa się 323 zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi dyskutują m.in. o problemach bezrobocia, korupcji oraz o miejscu Kościoła w zjednoczonej Europie.
    Piękna nazwa - Paradyż. Czyżby od wyrazu raj w obcych językach? I tu również - można od wielkich liter, ale na ile jest to nazwa oficjalna? Raczej w seminarium duchownym w Paradyżu; pod. -  liceum ogólnokształcące w Orłowie (natomiast I Liceum Ogólnokształcące w Gdyni Orłowie). Raczej nie dyskutowano o bezrobociu i korupcji w kręgach zbliżonych do kościelnych, a tak można byłoby zrozumieć tę informację...
    Dzisiaj stacja TVN24 podała na pasku u dołu ekranu milicje rozpędzały studentów demonstrujących przed Uniwersytetem Teherańskim. Raczej milicja w liczbie pojedynczej. Ponadto - niezależnie od oficjalnej nazwy tamtejszej uczelni, to dla Polaka wystarczająca jest informacja - przed teherańskim uniwersytetem, nawet jeśli jest tam więcej uniwerków. Dla zagranicznego słuchacza byłaby istotna wzmianka o warszawskim uniwersytecie, a nie o Uniwersytecie Warszawskim. W przypadku krakowskiego uniwersytetu można byłoby wszakże popełnić błąd - Uniwersytet Krakowski. Oczywiście, obie nazwy w obcych językach... Dziennik Internetowy (14 czerwca 2003) - Polski ambasador w Bułgarii przekazał najstarszej wyższej uczelni bułgarskiej, Uniwersytetowi Sofijskiemu... Bezpieczniej jest unikać nazw o składni sugerującej nazwę własną, a przecież nie ma pewności, że to jest istotnie taka nazwa.

    Brak tłumacza? - Dziennik Internetowy PAP  (14 czerwca 2003)
    Jedynie około 44 procent Estończyków uprawnionych do głosowania jest za wejściem swego kraju do UE, wynika z opublikowanych rezultatów sondażu, który przeprowadzono w kwietniu i maju.
    Mamy połowę czerwca. Odległość niewielka, zatem pewnie nie było tłumacza - estoński to niezwykły język; aż półtora miesiąca przekładano na polski...

    Zbyt długie - Dziennik Internetowy PAP  (14 czerwca 2003)
    Izraelskie śmigłowce zaatakowały rakietami samochód jadący ulicami miasta Gaza. Według Kanału 2 telewizji izraelskiej, atak był wymierzony przeciwko samochodowi Palestyńczyków, którzy tego dnia zaatakowali rakietami własnego wyrobu cele w Izraelu.
    Można pomyśleć, że Palestyńczycy zaatakowali cele własnego wyrobu... Bo niby, po co pisać, że rakiety były własnego wyrobu? A izraelskie śmigłowce zaatakowały rakietami cudzego wyrobu? Cele (bez konkretów) to żadna informacja. Także przeciętnego Polaka nie interesuje, czy informacje podał ten czy ów kanał. Myślę, że w Izraelu nie podają - Program Trzeci Telewizji Polskiej pokazał... Podawać należy jedynie istotne wiadomości! Po co jadący ulicami miasta Gazy? A którędy to niby miał jechać (gdyby jechał po dachach albo rzeką, to tę rewelację można byłoby podać)? Nie piszemy - zbombardowano pociąg jadący torami kolejowymi... Także nie miasta Gazy, ale w Gazie. Nazwa jest tak znana, że nie trzeba zbyt dokładnie wyjaśniać. Podobna do rzeczownika pospolitego? A mało to takich - Czad, Zagrzeb, Odessa, Katar... Niektórzy piszą Strefa Gazy oraz Autonomia Palestyńska. Zapewne poprawnie, ale dlaczego obstają przy obwód kaliningradzki oraz województwo pomorskie? Poprawność polityczna a niereformowalne zasady języka polskiego? Niepotrzebnie dwukrotnie pisano o samochodzie, a rodzaj broni (rakiety) także nie ma znaczenia dla sprawy (owszem - broń atomowa, biologiczna i chemiczna byłyby godne wzmianki). Takie wieści powinny być króciutkie - Izraelskie śmigłowce zaatakowały w Gazie palestyński samochód, który wcześniej ostrzelał żydowskie obiekty. Zakładamy, że śmigłowce i samochody mogą cokolwiek zdziałać (w domyśle - ich załogi)...

       Lot gluta - transmisja (14 czerwca 2003)
    Pod koniec meczu Polska-Hiszpania (2:3), kamera wyłuskała jednego z naszych dzielnych reprezentantów kraju. Onże zasłonił jedną dziurkę wąchacza i dmuchnął treścią z drugiej dziurki na parkiet oraz starannie roztarł obutym kopytkiem. Teraz wiemy, dlaczego podczas przerw specjalne ekipy biegają ze szmatami po boisku... Czy od telewizji należy się odszkodowanie - glut był uprzejmy lecieć w porze obiadowej? Kisielu nie zjadłem.

    Czesi lepsi od nas - Dziennik Internetowy PAP  (16 czerwca 2003)
    W trakcie dwudniowego referendum unijnego 77,33% głosujących opowiedziało się za wejściem Czech do UE, zaś 22,67% było przeciw. Frekwencja wyniosła 55,21% uprawnionych. Frekwencja nie ma w Czechach wpływu na ważność referendum. Komisja Europejska "oddaje hołd obywatelom Czech za ich jednoznaczne poparcie" dla członkostwa w UE.
    Ileż to w mediach przekonywano nas za wejściem do Unii? Ileż to nerwów kosztowało szacowanie frekwencji? A Czesi sobie poszli spokojnie, bez nerwów, bez nawoływania prezydenta. Od 14-tej w piątek do 14-ej w sobotę. Już po pierwszym krótszym wyborczym dniu mieli większą frekwencję, niż my po dłuższym. Pokazali, że ustalanie wymaganego poziomu frekwencji nie ma sensu. Wielu Polaków, którzy znali sondaże dotyczące proporcji odpowiedzi TAK/NIE a są zaciekłymi przeciwnikami wejścia do Unii, nie poszło na referendum kierując się chłodną kalkulacją, bowiem jedynie niepójście do urn mogło pokrzyżować plany zwolenników rozszerzenia UE. O paradoksie - bez omawianego minimum frekwencja mogłaby być wyższa... Na przyszłość - należy znieść tego typu minima. O losie niech decydują tylko aktywni wyborcy! Przy okazji - można oddać hołd bojownikom Getta Warszawskiego i zbrojnego podziemia, ale za poparcie dla członkostwa? Gruba przesada. No i znany... hołd pruski (dzisiejszy to hołd czeski?).

    Strzał w głowę - TVN24 (16 czerwca 2003)
    Rano na pasku u dołu ekranu - Funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podejrzewany jest o postrzelenie 26-letniego mężczyzny. Znaleziono go z raną postrzałową głowy. Zginął prawdopodobnie po wyjściu z dyskoteki. Zginął młody człowiek, zaś agent, który powinien być synonimem ładu i porządku jest podejrzewany o... postrzelenie. Przecież to co najmniej zabójstwo, a zapewne morderstwo. Po południu - Zarzut zabójstwa postawiono funkcjonariuszowi ABW. Odpowie za pobicie ze skutkiem śmiertelnym przy użyciu niebezpiecznych narzędzi. Już ani słowa o postrzale. Jeśli ktoś zatłukłby ofiarę kolbą od broni, to jest to niebezpieczne narzędzie, ale oddanie śmiertelnego strzału, to już nie jest użycie niebezpiecznego narzędzia, chyba że ostrzelanie z katiuszy także byłoby tak zakwalifikowane.
Okazało się, że ów agent i dwóch policjantów po pracy dorabiało sobie (niezgodnie z przepisami) na ochronie dyskotek. Rzecznik prasowy nadmienił, że funkcjonariusz nie strzelał ze służbowej broni, ale z prywatnej, na którą miał pozwolenie. A cóż to zmienia? Idzie facet do domu, zostawia jedną broń w policyjnym depozycie, z domowej szuflady bierze drugą broń palną i idzie chronić bawiącą się młodzież. A podczas zwyczajowych utarczek wyciąga nagana i grzeje... Teraz latami będzie twierdził, że w obronie własnej. Może i tak, może i nie. Gdyby nie miał broni, to może by (nawet podświadomie) nie eskalował zajścia.
     Podobny przypadek sprzed kilku dni - młodzian przyodział koszulkę z napisem obrażającym policję. Ścigający policjant postrzelił go śmiertelnie z 1-2 metrów w tył głowy. Takie sceny oglądaliśmy na filmach - okupant strzela do zmykającego chłopaka, bo rozrzucał ulotki. Ludzie! Mamy rok 2003! Nie 1943! Podwładny złamał wszelkie procedury przewidziane prawem, a komendant nie widzi w tym nic niezwykłego - nawet nie zawiesił go w czynnościach. Skandal! Z audycji wyemitowanej dzisiaj wynikało, że zdarzenie przypominało egzekucję, zaś działania policji przybyłej na miejsce zbrodni nie były profesjonalne. Ile warte jest życie człowieka, nawet jeśli nie jest wzorowym obywatelem? Dawniej policjanci byli odważniejsi i używali pał. Teraz ich cała siła jest w pistoletach - nerwy na postronkach, zdrowie nie najlepsze, to i strzelają sobie licząc na przychylność sądów i społeczeństwa. Przecież obrona konieczna przed chuliganami to rzecz święta...

    System krotnościowy i europy zamiast złotówek - Dziennik Internetowy PAP  (17 czerwca 2003)
    W czerwcowym sondażu koniunktury bankowej prowadzonym przez Pentor 86% polskich bankowców poparło zastąpienie złotego przez euro. Dwie trzecie bankowców uważa, że powinno nastąpić to jak najszybciej.
    Oczywiście! Rada Polityki Pieniężnej będzie mogła sobie ustalać stopy w domu, dla zabawy z dziećmi i wnukami. Ceny jajek wynikają z rynku, zaś stopy są ustalane odgórnie, a mamy podobno wolny rynek... Banki kredytują nabywane przez nas towary według dwucyfrowych stóp, mimo okołozerowej inflacji! Po wprowadzeniu europów znikną przeliczniki i zdecydowanie spadnie oprocentowanie.
    Z uwagi na duży deficyt budżetowy należy jednak wprowadzić oszczędności w funkcjonowaniu państwa - ograniczyć liczbę urzędników, ustalić siatkę płacową od pracownika fizycznego do premiera, ministrów, prezydenta, poprzez wójtów i wojewodów, jednak nie w kwotach bezwzględnych, ale krotnościowych, czyli współczynnikowych. Każdy pracownik państwowy i samorządowy miałby umowę o pracę podpisaną z ową krotnością. Za takim współczynnikiem stałaby konkretna wartość płacy w złotówkach, a niebawem w europach, i przejście z jednej waluty na drugą nie byłoby problemem. Zamiana krotności na płace uzależniona byłaby od kondycji gospodarki - im większe bezrobocie, niezadowolenie społeczne, zadłużenie kraju, tym mniejsza kwota złotych (niebawem europów) za współczynnik 1 (oraz proporcjonalnie inne krotności). Im więcej pracy w Polsce, zadowolenie rodaków, zmniejszanie zadłużenia, tym większe kwoty dla urzędników - i referentów, i prezydenta RP. Powyższe zasady byłyby wprowadzone także wobec zarządów spółek Skarbu Państwa, posłów, senatorów oraz fundacji. Systemem należałoby objąć również funkcjonariuszy państwowych, służbę zdrowia, oświatę oraz inne gałęzie utrzymywane z budżetu zasilanego przez podatników. Standardy wyposażenia biur oraz przysługujących samochodów służbowych także byłyby określane na podstawie opracowanych tabel krotnościowych. Krotność 1 powinna odpowiadać średniej płacy w Polsce.
    Nie może być tak, że klasa urzędników żyje sobie z dala od problemów reszty narodu. Im lepiej rządzone jest państwo, tym lepiej będą mieli zarządcy. Obecnie jest to wielki skandal! Bezrobotnych 20% a urzędnicy sobie premie, nagrody i odprawy przydzielają, jakby nigdy nic... To jest bezczelne okradanie podatników przez pazernych urzędasów! Przechwytują nasze wspólne pieniądze, a od złodziei różnią się tym, że czynią to zgodnie z prawem, które sobie sami uchwalają...

    Lista a kraty - Dziennik Internetowy PAP (18 czerwca 2003)
    Za obniżeniem podatków opowiada się najbogatszy Polak. We wtorek odbyła się prezentacja 14 edycji Listy najbogatszych Polaków według tygodnika "Wprost".
    Może ktoś przejrzy poprzednie listy i obliczy procentowy udział bogaczy już oglądających świat inaczej. Pewne tytuły (owa lista, ustawy, encyklopedie) piszemy w dość dziwny sposób - zaczynamy od wielkiej litery, ale nie wiadomo, gdzie się kończy nazwa... Tutaj - Lista, Lista najbogatszych Polaków, czy Lista najbogatszych Polaków według tygodnika... Może jednak obejmować cudzysłowami albo gwiazdkami **, skoro nie można ukursywić?

    Informacyjna przesada - TVN24 (19 czerwca 2003)
    Na informacyjnym pasku u dołu ekranu czytamy - Izraelczyk zginął w samobójczym zamachu palestyńskim na północy doliny Jordanu w Izraelu. Palestyński zamachowiec-samobójca zdetonował w sklepie spożywczym przyniesiony w torbie ładunek wybuchowy. Eksplozja zabiła też właściciela sklepu. Ileż słów, wiele powtórzonych - zamach/zamachowiec, samobójczy/samobójca, Izraelczyk/Izrael. Jeśli Izraelczyk zginąłby poza swą ojczyzną, to można o tym napisać, ale pomija się informacje oczywiste, wszak zdecydowana większość zamachów bywa w Izraelu. Zapewne w Izraelu nie podaliby w dzienniku, że został zastrzelony Polak w zamachu azjatyckim na południu doliny Sanu w Polsce. Zbyt dokładnie opisano miejsce zamachu. Czytając przesuwający się tekst na pasku, może wydawać się, że to wyjątkowo Izraelczyk był samobójcą. Cóż to takiego zamach palestyński? Czyżby Kutschera zginął w zamachu polskim? Jakie znaczenie dla sprawy ma typ sklepu oraz torba? To nadaje się do raportu, ale nie do krótkiej notatki paskowej. Ostatnie zdanie nic nowego nie wnosi, poza uściśleniem, że to nie klient zginął, ale co to ma za znaczenie z naszej polskiej perspektywy? Powinno być - Palestyński samobójca zdetonował bombę w izraelskim sklepie zabijając jego właściciela. 10 wyrazów zamiast 29...
    Napomknięto o francuskim autorze unijnej konstytucji - ...chce wykreślić Boże imię - powiedział Prymas (jednak boże oraz prymas, zwłaszcza że w innym miejscu napisano od małej litery ów rzeczownik).
    Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano pisano o Sadddamie (potrójne d). Przez kilkanaście godzin nie zauważono literówki?
Wspomniano także o 13. rocznicy upadku Muru Berlińskiego, ale dlaczego od wielkich liter? Czyżby Mur Chiński?
    Podano wiadomość o planowanych narodzinach następcy tronu holenderskiego w styczniu 2004. A kogo to w Polsce obchodzi? Plotkami zajmują się kolorowe czasopisma...

    Mamy sobie przeliczyć? - Dziennik Internetowy PAP (19 czerwca 2003)
    Największa od ponad 50 lat susza, panująca w Kraju Krasnodarskim na południu Rosji, spowodowała straty, szacowane wstępnie na półtora miliarda rubli.
    Przy całym szacunku dla obcej waluty naszych sąsiadów - podawanie strat, wygranych, spadków i cen w innych walutach niż w złotych, dolarach czy europach, nie powoduje emocji, które zapewne miały być wywołane podaniem owej liczby w rublach. A najlepiej straty podać w naturze - tyle a tyle ton zboża. Przy okazji - dlaczego Kraj Krasnodarski, ale obwód kaliningradzki takoż województwo zachodniopomorskie?

    Polska w Europie - TVN24 (19 czerwca 2003)
    Na pasku u dołu ekranu czytamy - W Kalifornii w Stanach Zjednoczonych doszło do katastrofy pociągu towarowego przewożącego kłody drewna. Wielkie pożary w Arizonie objęły już ponad 4 tysiące akrów.
    Myślę, że większość Polaków wie, w którym kraju leży Kalifornia. Już raczej mogliby nie wiedzieć, co to Arizona (to także marka polskiego wina a raczej sikacza). Ponieważ niewielu z nas czuje owe akry, po kilku godzinach zmieniono miarę na kilkanaście kilometrów kwadratowych, zaś spiker mówił o tysiącach hektarów (mniej więcej to tyle samo). Zapewne za oceanem amerykańskim telewidzom doniosą - Papież ma zamiar odwiedzić Polskę w Europie...

    Trwa usuwanie skutków... - TVN24 (22 i 24 czerwca 2003)
    U dołu ekranu podano, że awionetka zawadziła o dach fabryki i eksplodowała (pilot się uratował) oraz - Trwa usuwanie skutków wypadku. To istotnie najciekawsza informacja, bowiem przy innych katastrofach nie dodawano tej sensacyjnej wiadomości... Czy znane są komunikacyjne wypadki w naszym kraju, po których nie są usuwane skutki?
    Ale to nic - po dwóch dniach dziecinny błąd - Kapitanowi holenderskiego statku za wpłynięcie do portu bez zezwolenia grozi kara do 60 tyś. złotych. W ten sposób przed denominacją pisano ceny owoców i warzyw na straganach a dzisiaj podaje się ceny samochodów na giełdach... Dziennikarska perełka!

    3 tys. 168 zł - Dziennik Internetowy PAP (25 czerwca 2003)
    W przyszłym roku stawki podatkowe w podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) pozostaną na niezmienionym poziomie 19, 30 i 40%.  Kwota wolna od podatku zwiększy się w skali roku z obecnych 2 tys. 790 zł do 3 tys. 168 zł.
    Czy ktoś wyjaśni, dlaczego w ten sposób opisywane są liczby przez niektórych redaktorów? Także ekranowy pasek TVN24 był identyczny. Czyżby cytat Ministerstwa Finansów?

    Kto zarabia na nerkach - Dziennik Internetowy PAP (27 czerwca 2003)
    Handel organami stał się lukratywnym źródłem dochodów dla międzynarodowych organizacji przestępczych. W Europie Zachodniej na liście do przeszczepu nerki jest 40 tys. pacjentów, 15-30% z nich umiera przed operacją. Młodzi ludzie, głównie z Europy Wschodniej, za 2,5-3 tys. dolarów oferują swe nerki do przeszczepu, za które biorcy płacą pośrednikom 100-200 tys. dolarów.
    Oto efekt niezalegalizowania handlu nerkami - stukrotne przebicie ceny wyjściowej. A swoją drogą - kto płaci za operacje owe setki tysięcy dolarów? Kasy chorych czy z prywatnych kieszeni? Czy stać na to przeciętnego belgijskiego robotnika albo rolnika? A jeśli nie, to co z tymi, których nie stać na przeszczep?

    Może do nas przyjadą - Dziennik Internetowy PAP (27 czerwca 2003)
    Na Pacyfiku szykuje się największa operacja militarna od czasów drugiej wojny światowej. Siły międzynarodowe w liczbie 1,5 tysiąca policjantów i żołnierzy mają pomóc w przywracaniu porządku na dotkniętych plagą przestępczości Wyspach Salomona.
    Jeśli im tam się powiedzie, to może do nas zawitają? Wprawdzie 1500 funkcjonariuszy to niezbyt wiele, ale chociaż za koła rządowe, samorządowe, poselskie i spółkowe (skarbu państwa) by się wzięli.

    A niby co on ma do roboty? - Dziennik Internetowy PAP (27 czerwca 2003)
    Pewien szejk, członek katarskiej rodziny panującej, jest największym na świecie kolekcjonerem dzieł sztuki i znajduje się na czele dorocznej listy dwustu najbardziej aktywnych zbieraczy.
    A co ma robić? Ropa sama wypływa, to i członek jest aktywny w zbieraniu staroci z braku innego zajęcia. Mógłby kolekcjonować zakatarzone jednorazowe chusteczki, ale kataru przecież tam nie uświadczysz - zbyt sucho... Choćby z nudów mógłby wprowadzić demokrację, ale swoi skrócilibyby go o łepetynę.

    Utajnić te wyniki! - Dziennik Internetowy PAP (27 czerwca 2003)
    Najlepsze wśród Europejczyków wyniki dotyczące spodziewanej długości życia zyskali Hiszpanie - ponad 82 lata, choć to właśnie wśród nich jest najwięcej palaczy.
    Przykład danych, które nie powinny ujrzeć światłą dziennego! To jak nauczyciele i rodzice mają młodzieży wybijać ów nałóg z głowy? Może na opakowaniach (obok ostrzeżeń o chorobach serca i raku) fabryki papierosów umieszczą napis Hiszpanie palą najwięcej i najdłużej żyją?

    Virginia [wirdżinia]/Wirginia [wirginia]? - Dziennik Internetowy PAP (27 czerwca 2003)
    W rządowym ośrodku badań drogowych w stanie Wirginia, uruchomiono w tym tygodniu doświadczalne skrzyżowanie wyposażone w aparaturę, która może w przyszłości zapobiegać zderzeniom aut u zbiegu ulic lub szos.
    Ciekawe, ale zanim zrozumiemy o co chodzi (tu - jeździ), to - jak czytać nazwę stanu Wirginia? A imię oraz tytoń o tejże  nazwie? No bo, jeśli piszemy w oraz g, to chyba je tak (po polsku) czytamy (pod. stolica Waszyngton, imię Georgina)...

    Zmiana pisowni? - Dziennik Internetowy PAP (28 czerwca 2003)
    Obwód Kalinigradzki chce zacieśnić współpracę z Polską.
    Czyżby redakcja znarowiła się i zaczęła pisać wbrew słownikom, ale zgodnie z logiką? Oczywiście, że nazwy krajów, państw oraz innych jednostek administracyjnych powinny być pisane od wielkich liter. Godne poparcia!
                                                                                                                                                                     mirnal1402
 Strona główna