Komentarze  2002 (VII-XII)

    Jakże różne śmierci - Wieczór Wybrzeża (1 lipca 2002)
    W Etiopii dzieci umierają z głodu, w Polsce dawniej umierały na gruźlicę i odpukać, bo coś mówią o powrocie tuberkulozy. Na cóż dzieci umierają w USA? Pewna zmotoryzowana strojnisia z Detroit przesiedziała ponad trzy godziny u fryzjera. Paniusię aresztowano, ponieważ zapomniała o swych dwóch latoroślach (ok. 1 i 3), które nie przeżyły zabójczego upału (na zewnątrz ok. 30 st. C, wewnątrz wozu ok. 50 st. C).

    Wjazdu nie zabroniono - Dziennik Bałtycki (1 lipca 2002)
    Pewien napity kierowca wjechał na pole namiotowe raniąc turystę śpiącego pod płóciennym dachem. Gazeta zamieściła zdjęcie, na którym można przeczytać (na tablicy) Teren campingu. Przejścia nie ma! Zapewne zamroczony jegomość wykorzystał polskie prawodawstwo - co nie jest zabronione, jest dozwolone i... wjechał, wszak nie napisano Przejazdu nie ma.
    Przy okazji językowa perełka - pod zdjęciem napisano Do zdarzenia doszło na terenie tego kempingu, zaś na fotografii widać... campingu. Tzw. brak compatibilności językowej...

    Kolizja samolotów - Dziennik Bałtycki (4 lipca 2002)
    Szwajcarzy przyznali - automatyczny system ostrzegający, iż dwa samoloty znajdują się na kursie kolizyjnym, został wyłączony w celu przeprowadzenia prac konserwacyjnych.
    Może zaproponować Helwetom, aby puszczali fioletowe krowy (przy okazji reklamujące czekoladę) informujące o swych planach remontowych - aeroplany będą omijać tę rzekomo solidną górską republikę dużym łukiem...
    Przyznali także, że nakaz obniżenia pułapu lotu został wydany tuż przed kolizją obu samolotów.
    Zginęło 71 osób,  w tym 69 Rosjan. Według polskich słowników - kolizja to zderzenie się pojazdów niepowodujące ofiar... Może także zderzenie Titanica z górą lodową było kolizją? Jednak według polskiego słownika, aby można było mówić o kolizji, w zderzeniu powinny uczestniczyć co najmniej dwa pojazdy, zatem nawet w przypadku braku ofiar, opisany wypadek statku, trudno byłoby nazwać kolizją (góra nie jest pojazdem).

    Składki do szufladki - Wieczór Wybrzeża (4 lipca 2002)
    Prezes firmy ochroniarskiej (chroniła klientów, ale nie podwładnych przed swym zaborczym szefem) przywłaszczył wypłaty 60 tys. zł oraz niemal 150 tys. zł, które firma powinna przekazać do ZUS. Zmyślny prezes może spędzić w odosobnieniu nawet 3 lata. Zapewne pracowników bardziej interesuje, kiedy zostaną zwrócone ich pieniądze.
    Przedstawicielka ZUS jest optymistką - Poszkodowani pracownicy nie muszą się jednak martwić. Brak składek nie wyniknął z ich winy. Należności będą musiały zostać ściągnięte.
    To się nazywa optymizm... Nic to, że firma może już splajtowała, że willa i samochody są przepisane na rozwiedzioną żonę - składki muszą być ściągnięte... Brawo!

    Mapka Gdyni - Wieczór Wybrzeża (10 lipca 2002)
    W ramach akcji letniej krakowska rozgłośnia odwiedziła Trójmiasto. Zamieszczono mapkę Gdyni podzieloną na kilkadziesiąt kwadratów. Na mapce wydrukowano Słuchajcie nas na 98,4 Mhz. Jednak jednostkę herc opisujemy literami Hz, zatem MHz...

    Wypadki a butelki - Dziennik Bałtycki (13 lipca 2002)
    Pewien poseł, mieszkaniec nadmorskiego województwa, uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu - jego skoda zjechała na przeciwległy pas ruchu, a następnie dachowała. Z drogi wyleciał również nadjeżdżający z przeciwka fiat. Kierowcy byli trzeźwi.
    Wypadek jakich wiele. Jednak rzadko zdarzają się tak szczere wypowiedzi osób winnych. Otóż pan poseł opowiada - Jechałem niezbyt szybko. W pewnym momencie moją uwagę przykuła leżąca na bocznym siedzeniu butelka z wodą mineralną. Wystarczył moment nieuwagi, by wyniosło mnie na łuku drogi. Z przeciwka nadjechał samochód. Na szczęście udało się uniknąć zderzenia czołowego. Mimo to oba auta wylądowały w rowie. Poduszka powietrzna nie otworzyła się.
    Jaki udział w wypadkach mają kierowcy, którzy gadają przez telefon, podziwiają krajobrazy, konsumują kanapki, gapią się na cudze kolana albo na własną butelkę z braku wcześniej wspomnianych ładnych przegubów... Pół biedy, kiedy to jedynie oni ponoszą konsekwencje swego roztargnienia lub braku wyobraźni. Byłaby sprawa trywialnie prosta - wina i kara. Jednak z przeciwka jedzie kierowca rozsądniejszy, przykładowo z wnukami na spacer. Dochodzi do wypadku, kara boska z reguły dosięga obu załóg, ale winny zwykle jest tylko jeden kierowca, jak w opisanym przypadku. I najczęściej takim najbardziej sprzyja szczęście... Nie ma sprawiedliwości ani bożej ani ateistycznej. Tutaj wszyscy przeżyli, samochody pewnie zostaną wyzłomowane, ubezpieczyciel pokryje straty. Niby nic się nie stało. Przy okazji przetestowano poduszki, które zawiodły (jak i kierowca, ich właściciel, zatem nie wiadomo, co zgłosić do reklamacji...). W relacji brakuje najważniejszego - co stało się z obsadą drugiego samochodu. Nasz wątpliwy bohater zawinił, ale zajmuje się wyłącznie sobą i swoim samochodem, w czym wtóruje mu kronikarz - Miałem sporo szczęścia, że nie uderzyłem w pobliskie drzewo. Mimo to samochód najprawdopodobniej nadaje się do kasacji.
    Jest podmiotem zdarzenia, zaś drugi samochód, który został zniszczony przez bezmyślność, oraz ludzie, którzy przecież  w nim przebywali, zostali sprowadzeni do roli przedmiotu - ani wzmianki o nich, jakby ich nie było. No bo ich nie było - był pan poseł i jego maszyna, a reszta to jedynie tło. Gdyby (nie daj Boże) wszyscy zginęli, to winnemu prasa wydrukowałaby najwięcej nekrologów, a reszta byłaby posądzona o spowodowanie wypadku. Nie byłoby odważnego do wyznania prawdy o butelce... A tak to został niemal bohaterem - nic to, że wgapiał się w butlę i rozbił dwa samochody, ważne że Na szczęście udało się uniknąć zderzenia czołowego. Ci z przeciwka to powinni jeszcze mu podziękować, że żyją...

    Usta kałamarnicy - Wiadomości (22 lipca 2002)
    Dziennik telewizyjny zaskoczył nas ciekawostką - Na australijskiej plaży znaleziono wielką kałamarnicę, która ustami może zgnieść stalową linę.
    Wydawało mi się, że usta mają naczelne, i to nie wszystkie. A jak można zgnieść stalową linę?

    Manipulacja Arizoną - Dziennik Bałtycki (23 lipca 2002)
    Z obszernego artykułu dowiadujemy się o kulisach nakręcenia dokumentalnego filmu Arizona, który zebrał parę nagród kilka lat temu. Świadkowie twierdzą, że film nie ma wiele wspólnego z dokumentem, gdyż był manipulowany - szereg scen było wyreżyserowanych, za co płacono tytułowym winem i pieniędzmi.
    Być może odbędzie się interesujący proces, do którego dążą mieszkańcy obrażonej i wykorzystanej wsi.
    Może zostanie przyjęty kodeks etyczny określający granice manipulacji. Nie pierwszy to bowiem przypadek, kiedy fotoreporter (fotos, film) jednak oszukuje widza. Jak daleko można się posunąć dla poklasku i nagród? Fikcyjne gry komputerowe, umowy handlowe i filmy dokumentalne. Póki co, cwaniactwo popłaca. Jeśli sportowiec zdobędzie medale, a badania wykażą zastosowanie niedozwolonych środków, to... dyshonor i zwrot nagród.
    A młodzież czerpie wzorce gapiąc się w monitory i telewizory...

    Oszuści z rozkładami - Dziennik Bałtycki (24 lipca 2002)
    Gazeta parokrotnie używa określenia oszust w stosunku do osób sprzedających rozkłady jazdy autobusów miejskich w Gdyni. Ściągają one bezpłatnie z Internetu owe rozkłady, drukują i próbują sprzedać. Nie wiem na czym polega oszustwo, pewnie nie mają zezwolenia od autora witryny, nie płacą podatków i przedstawiają się jako pracownicy komunikacyjnej firmy.
    Nie wiem, ile zarabiają na swej działalności - czy jeżdżą mercami czy czynią to zamiast żebrać. Wiem, że gdyby w Polsce działali jedynie oszuści handlujący nielegalnymi wydrukami z Internetu, to bylibyśmy najuczciwszym krajem na Ziemi. Ilu żebraków udających nieszczęśników wyłudza większe kwoty, niż owi kolporterzy? Ilu biznesmenów okrada nas na miliony i śmieje się nam w nos?
    W kraju, w którym setki tysięcy ludzi robi poważne przewały, kombinuje, nie płaci podatków, doprawdy czepianie się ludzi próbujących wziąć swój los we własne ręce przypomina łapanie rowerzysty za jazdę na zdartych oponach, kiedy obok mknie motocyklista na rumaku bez tłumików przeganiając przechodniów z zebry.
    Można ich byłoby nazwać oszustami, gdyby sprzedawali rozkłady z błędami albo z innego miasta albo po bajońskiej sumie (choć przecież nie ma przymusu kupowania). Oszustem może być sprzedawca przemalowanych ogórków udających pomidory, ale nie dobrej jakości tomatów z nieznanego źródła. Aby było oszustwo, to i klient musi czuć się oszukany.
    Już za kilka miesięcy rozkłady będziemy oferować za darmo także w naszym biurze - czytamy tamże. Darmowe rozdawnictwo to także niedobry pomysł. Każdy dobry towar powinien kosztować, nawet symboliczną złotówkę. Darmocha nie sprawdzała się w żadnym systemie. Ludziska będą nielegalnie handlować, brać po kilka egzemplarzy, nie będą szanować. Tak, darmowych rzeczy się nie szanuje! Wystarczy wspomnieć tanie lub darmowe leki w poprzedniej epoce. Ponadto - darmowe, to znaczy opłacone w cenie biletów także przez osoby, które nie otrzymają tych rozkładów (bo nie wiedzą, nie mają czasu iść do biura albo ściągnęły sobie legalnie rozkład z Internetu). Darmowe rozdawnictwo jest oszukiwaniem tych, co nie dostaną, a zapłacą za to...

    Latające logo - Telewizja Polska (25 lipca 2002)
    Świetny mecz naszej siatkarskiej reprezentacji z Brazylią. Wygrany po wielkich emocjach. Doskonałe sytuacje z obu stron siatki. Ozdobą meczu mogły być powtórki. Mogły, ale nie były. Sprawozdawca relacjonuje - realizatorzy znakomicie zadbali o powtórzenia najciekawszych sytuacji sprzed kilku sekund, a miliony telewidzów gapią się jak przez ekran leci po koszmarnej trajektorii logo światowej ligi piłki siatkowej niczym UFO. Wiele  najciekawszych sytuacji nie było dokończonych, bo ktoś zbyt wcześnie nacisnął guziczek i latający talerz sfalstartował. Drugą wadą transmisji był brak stałego wyświetlania wyników. Jeśli ktoś lubi skakać po programach, to po powrocie na parkiet miał trudności z ustaleniem aktualnego wyniku. Może organizatorzy transmisji sportowych wezmą sobie te uwagi do serca? Podczas ostatniego mundialu brak stałego zegara na ekranie także był powodem do irytacji. Zagraniczne stacje zamieszczały ładne zegary wraz ze stanem meczu.

    Szkodliwe gazety - "Pożegnalny walc" (25 lipca 2002)
    Nic to, że wielu pasażerów rocznie ginie na całym świecie z powodu zapiętych pasów bezpieczeństwa lub z powodu awarii poduszek. Ważne jest, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi dzięki tym urządzeniom ratuje życie. Oglądając amerykański doskonały melodramat z 1940 roku (V. Leigh i R. Taylor) nie można oprzeć się wrażeniu, że życie bohaterów filmowych zostało całkowicie odmienione (i to w znaczeniu destrukcyjnym) po przeczytaniu przez narzeczoną prasowej informacji o śmierci jej wybranka. Z rozpaczy i biedy schodzi na uliczną drogę ku uciesze bohaterskich żołnierzy, którzy dostali przepustkę pomiędzy szturmami oraz ku swawoli cwaniaków, którzy wymigali się od służby wojskowej. Wyjaśnienie pomyłki oraz niecodzienne (z dzisiejszego punktu widzenia) pojmowanie brytyjskiego niewieściego honoru musiało zakończyć się tragicznie.
    Prawdopodobnie jest to pierwszy udokumentowany tragiczny wpływ błędu prasowego w aspekcie szkodliwości czytania gazet na losy zakochanej pary... Przykład na tezę prasowe kłamstwo może być szkodliwe... Ale bez tragedii nie ma melodramatu.
    W dzisiejszych Stanach (po wielu wygranych procesach o odszkodowanie za... cokolwiek) współczesna Amerykanka nie rzuciłaby się pod ciężarówkę, ale dałaby sprawę do sądu. Po zadośćuczynieniu za doznane cierpienia stwierdziłaby, że jej ukochany oficer właściwie jest wojskowym topornym zgredem, zaś dziecię z romantycznego związku potrafiłaby sama wychować...

    Co na to Polish Police? - Dziennik Internetowy (27 lipca 2002)
    Wirtualny dziennik donosi, że nasza Policja poszukuje autokaru turystycznego marki MAN o hiszpańskich numerach rejestracyjnych, który skradziono w nocy z czwartku na piątek w miejscowości Police pod Szczecinem. Niedawno przyjechali nim do Polski młodzi hiszpańscy wolontariusze.
    Ludzcy młodzi Hiszpanie jadąc ludzkim (z nazwy autokarem) nie słyszeli, że tuż za Odrą polskie ludziska muszą jakoś wiązać końce od pierwszego do pierwszego... To przecież takie ludzkie - wziąć cudzy autokar. Zapewne znając światowy język, byli pewni, że w mieście o nazwie Policja, jest komenda główna tejże, i nikt im nie podwędzi aż takiego dużego jeździdła spod nosa niebieskich stróżów prawa...

    Wolność? - Chwila dla Ciebie (1 sierpnia 2002)
    Czasopismo odpowiada na pytanie Co można przewieźć przez granicę, aby nie mieć kłopotów z celnikami? Na przykład w lipcu, wybierając się nad Morze Śródziemne, nie możesz wziąć ze sobą futra ani sprzętu narciarskiego.
    Wydawać by się mogło, że tworząc wielką wspólną i demokratyczną Europę można kupować, zbierać, pić i czytać wszystko, co nie jest zabronione z oczywistych powodów. Jeśli ktoś chce wziąć futro i wykąpać się w nim w Adriatyku, albo spać w nartach wisząc jak nietoperz, to mu nie wolno?! Co na to Rzecznik Praw Obywatelskich? Czy nie jest to ograniczanie praw obywatelskich?

    To społeczeństwo tworzy język - Super Express (5 sierpnia 2002)
... a nie językoznawcy. Nie możemy zabronić ludziom używania już utrwalonych nazw!
    Tak wypowiedziała się sekretarz Rady Języka Polskiego w artykule Inżynier zabronił "H".
 Zatem, nie wiedzieć czemu, szef pani sekretarz zwrócił kiedyś mi uwagę, że powinniśmy mawiać od wielkiej litery, a nie z wielkiej litery. Wszak większość społeczeństwa mówi z, a to jest rusycyzm, czyli be. Społeczeństwo podobno tworzy język, ale RJP nie zgadza się na szłem, włańczać i na daj tą książkę. Może społeczeństwo także zmieniło ustalone wcześniej nazwy geograficzne - NRF na RFN oraz Malajzja na Malezja, Erywań na Erewan, Górna Wolta na Burkina Faso, Mołdawia na Mołdowa, Kambodża na Kampucza, Syjam na Tajlandia? Także społeczeństwo znielubiło hobbista i zażądało hobbysta... Czy to nasze polskie społeczeństwo chociaż wie, że może aż tyle? To może zgłaszać pomysły językowe i zbierać sto tysięcy podpisów albo zorganizować referendum? Ale po co w takim razie RJP?
    Jednak chyba nie wie, że tyle może...
    PS  Już 20 lat temu istniały słowa - acydofile, acydoliza, acydoza, acydymetria, acyliczne, acyl, acylowanie (Encyklopedia Popularna PWN 1982). Na kosztownych plakatach reklamowane jest mleko acidofilne. A powinno być acydofilne. Co na to RJP, ustawa o języku polskim i... organa ścigania? Niniejszym składam doniesienie...

    Nowa tradycja - Dziennik Bałtycki (8 sierpnia 2002)
    Gazeta drukuje wielkie płatne ogłoszenie Sądu Rejonowego w Słupsku Wydziału X Grodzkiego, który zawiadamia o rozprawie o czyn z art. 283 paragraf 1 i 2 kodeksu pracy i art. 12 ustawy o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych, podając z nazwisk kilkadziesiąt pokrzywdzonych osób. Zaznacza także, że ich stawiennictwo nie jest obowiązkowe.
    No tak. Żyjemy w nowych czasach. Sądów mamy sporo, każdy niech zechce powiadomić  kilkaset osób o rozprawie i da ogłoszenie. Z gazety zrobi się prawie książka telefoniczna. Redakcje zacierają ręce. Drzew coraz mniej, a za gazetę i tak czytelnik zapłaci...
    Za ogłoszenie zapłaci sąd, któremu zwróci w kosztach sądowych upadająca firma, którą zlicytują i na spłaty wobec pracowników pozostanie masa upadłościowa pomniejszona o koszty ogłoszenia...

    Olsztyn zwolni górników - Gazeta Olsztyńska (8 sierpnia 2002)
    W artykule Cierniowa droga wynalazcy opisano wynalazek znanego olsztyńskiego wynalazcy, który zasłynął w Polsce pomysłem na zwiększenie mocy cieplnej grzejników. Wymyślił metalową, plastyczną nakładkę, którą każdy może przykleić do grzejnika lub rury. Ma ona szereg skrzydełek, które zwiększają powierzchnię grzewczą. Dzięki temu grzejniki dają dwukrotnie więcej ciepła, a koszty ogrzewania spadają o połowę.
    Kiedy nie było podzielników mocy cieplnej, to montowanie dodatkowych żeberek było karalne, gdyż ktoś miał cieplej kosztem współlokatorów. Obecnie każdy może sobie grzać ile wlezie, byleby sam płacił za tropik. Można całe mieszkanie otoczyć kaloryferami i rurami według dowolnego pomysłu (ze skrzydełkami lub bez nich, byle chałupa nie zawaliła się pod ciężarem wiekopomnej konstrukcji). Taki system będzie dawać nie dwa, ale dziesięć razy więcej ciepła...
    Jednak nikt jeszcze nie wymyślił sposobu na zmniejszenie kosztów ogrzewania przy cieplejszych grzejnikach. Nikt, oprócz Gazety Olsztyńskiej... Może Olsztyn zostanie pierwszym miastem w Polsce, w którym dwukrotnie zostaną obniżone opłaty za ogrzewanie?
    Górnicy zwolnieni z roboty mogą wytwarzać i montować skrzydełka na kaloryferach, a producenci grzejników mogą żałować, że nie montują ich na wytwarzanych przez siebie urządzeniach. Aby lepiej się sprzedawały owe nakładki, to można je atrakcyjnie nazwać. Może Perpetuum mobile? Albo Skrzydlaty kaloryfer w nawiązaniu do Skrzydlatej Polski, by już o innych skrzydełkach nie wzmiankować...
    PS  28 grudnia 2002 telewizyjny Kurier pokazał ów wynalazek podkreślając jego rewelacyjność. Czyżby wpajana od dziecka zasada zachowania energii legła w gruzach?

    Drążone statki - Informacje (12 sierpnia 2002)
    W dzienniku telewizyjnym podano, że w Hiszpanii zbudowano największe na świecie pływające betonowe nabrzeże, które waży 160 tys. ton, a nie tonie, gdyż ma wydrążone wnętrze.
    Kiedyś drewniane pnie drążono i w ten pracochłonny sposób wykonywano łodzie, jednak nowoczesne jednostki pływające wykonywane są z drewna, stali oraz z innych materiałów przy zastosowaniu zupełnie innej techniki, która nic nie ma wspólnego z drążeniem...

    Pusty kontener zabił 9 osób - Gazeta Wyborcza (16 sierpnia 2002)
    Znowu zginęli niewinni ludzie. Dziewięć osób zginęło na miejscu. Prowadzącemu tira 29-letniemu mężczyźnie nic się nie stało. Był trzeźwy. To najważniejsze. Mógłby pozabijać jeszcze więcej pasażerów mniejszego pojazdu i co? Ile dostanie? Dlaczego gazety nie podają wyroków na nieostrożnych kierowców, którzy wiedząc, że póki trzeźwi, to nic im większego do Temidy nie grozi, a póki nie zderzą się z równym sobie, to jadą niczym w czołgu. Wśród kierowców i obrońców krążą pocieszenia - nie piłeś, nie martw się. Czy ktoś może podać listę wypadków drogowych spowodowanych przez kierowców dużych pojazdów, wielkości kar i rzeczywisty czas przebywania w odosobnieniu? Może to odstraszyłoby mamucich piratów.
    Jechał tir ciągnący pusty kontener. Na prostej drodze kierowca tira prowadził pusty kontener i wpadł w poślizg na mokrej jezdni, stanął w poprzek drogi. Prawdopodobnie gdyby naczepa była załadowana nie wpadłaby w poślizg. Należy przeprowadzić badania i być może ustalić minimalną masę kontenera, co oznaczałoby konieczność dociążenia pustego pojemnika.
    Zginęli wszyscy pasażerowie busa - 5 kobiet i 4 mężczyzn oraz jego kierowca. To w sumie 10 ofiar, a nie 9 (jak podano na wstępie). Może nie policzono kierowcy, nie podano także jego płci.
    Tytuł notki - Wszyscy z busu nie żyją. Raczej Wszyscy z busu zginęli albo Nikt z busu nie przeżył.

    Sporo tych samobójstw - Głos Wybrzeża (16 sierpnia 2002)
    Funkcjonariusza sopockiej policji z raną postrzałową głowy znaleziono wczoraj rano na plaży w Ustce. W policji pracował od siedmiu lat, miał dobrą opinię. Nieopodal leżała należąca do niego broń służbowa. Funkcjonariusz mieszkał w Słupsku.
    Czyż nie za wiele dziwnych samobójstw w Policji i w Wojsku popełnianych przez wzorowych służbistów w dziwnych okolicznościach? Gdyby do samobójstw dodać wypadki i pseudowypadki z bronią, to może okazać się, że więcej policjantów i żołnierzy ginie z "wewnętrznych" powodów niźli "zewnętrznych"...

    Liczbowy infantylizm - Dziennik Bałtycki (19 sierpnia 2002)
    W artykule Mniej używanych z importu podano w dziwaczny sposób liczby wwożonych aut do Polski.
    W czerwcu sprowadzono ich zaledwie 9 tys. 562 sztuki.
    ... rekordowy był marzec, gdy prywatni importerzy sprowadzili łącznie 131 tys. 940 używanych aut.
    Spośród nich 68 tys. 280 sztuk stanowiły samochody starsze niż 10 lat, a 11 tys. 412 liczyło sobie do 4 lat.
    Nie wiem, kto tak pisze liczby, może dzieci? Niebawem doczekamy się magicznej liczby podanej według krytykowanej metody - 9 mld 876 mln 543 tys. 210 Ziemian...
    Może MEN albo Ośrodek Badań Prasoznawczych poinformuje lubianą na Wybrzeżu gazetę o sposobach pisania liczb.
    Brawa natomiast dla gazety za wreszcie spolszczone słowa dilerzy oraz dilerski, zwłaszcza że są one ciągle rzadkością (zwykle widuje się dealerzy, dealerski).

    Trzydniowa wizyta - media (19 sierpnia 2002)
    Bodaj wszystkie media dziewiątą wizytę papieża określały jako czterodniową. Ci, co uważają, że od niedzieli do niedzieli jest 8 dni, to istotnie mają rację... Zapewne również myślą, że wiek ma 101 lat, zaś II wojna światowa trwała 7 lat... Poprawnie licząc - pobyt trwał 3 dni oraz może 1-2 godziny. Odliczając dwukrotne kołowania samolotów na płycie lotniska - można uznać, że wizyta trwała dokładnie trzy dni.
    Pożegnalna gafa to otwarte drzwi samolotu, na których (od wewnątrz) widniały napisy Witamy Welcome, co zwykle bywa krzepiące dla pasażerów opuszczających nasz samolot, natomiast podczas ceremonii pożegnania papieża był to pewien dysonansik. Wystarczyło napisy zasłonić kartką w kolorze drzwi...
    Może przy następnej okazji, czego Papieżowi, Państwu oraz sobie życzę.

    Duńska eutanazja i dyskryminacja - Gazeta Wyborcza (23 sierpnia 2002)
    Duńczycy będą wybierać sobie inżynierów z obozów dla uchodźców, bowiem mają niedobory w branży technicznej. Na Półwyspie Jutlandzkim eutanazja dotyka zagranicznej kadry inżynierskiej... - Wyłuskujemy inżynierów, nim zostaną uśpieni przez system opieki społecznej - stwierdził minister integracji.
    Po wyborach jesienią 2001 r. Dania zaostrzyła prawo imigracyjne, m.in. zakazując ślubów z cudzoziemcami osobom poniżej 24. roku życia.
    Każde państwo ma prawo ograniczać wjazd cudzoziemców, ale przepisy muszą odpowiadać zasadom konstytucyjnej równości. Jako kompletny laik w dziedzinie prawa, twierdzę, że naruszono konstytucję Danii, choć... zupełnie jej nie znam.

    Jednolite przepisy UE - Newsweek (25 sierpnia 2002)
    W reportażu z powodzi w Austrii, na zdjęciu pod tablicą informacyjną z nazwą stolicy Wien widnieje znak zakazu używania znaków dźwiękowych. Pamiętam takie znaki na polskich drogach pod nazwami naszych miast, ale to było ćwierć wieku temu. Czyżby w Unii nie obowiązywały jednakowe przepisy drogowe?

    A która była straszliwsza? - Teleexpress (1 września 2002)
    W dzisiejszym wydaniu wspomniano o rocznicy wybuchu II wojny światowej, która była jedną z najstraszliwszych wojen. Zapytałem - A która była straszliwsza?
    Oto reakcja znawcy języka polskiego, twórcy Wielkiego słownika frazeologicznego języka polskiego -
    Szanowny Panie,
    Pana wysiłki są naprawdę bezcelowe. Słabo zna Pan język polski, nie rozumie na czym polega ludzka mowa, nie stara się zgłębić wiedzy na ten temat, a mimo to bez przerwy wypowiada się na ten temat. Szczególnie rażące są Pana opinie na temat klasyki języka polskiego (np. słownika wyrazów obcych), a także tekstów urzędowych i oficjalnych. Może jednak zajrzałby Pan do jakichś podręczników z tego zakresu albo posłuchał wykładów uniwersyteckich. Język to bardzo skomplikowana materia i łapanie za słówka wywołuje jedynie wzruszenie ramionami. Może w innej dziedzinie Pana dociekliwość byłaby bardziej pożyteczna?
    W poniższej uwadze temat "najstraszliwszej wojny" daje Pan popis nierozumienia języka. Napisano, że II wojna światowa należała do najstraszliwszych, to znaczy, że były inne równie straszliwe, a nie że któraś była mniej czy bardziej straszliwa. W ostatniej enuncjacji na temat "Słownika wyrazów obcych" Władysława Kopalińskiego pokazuje Pan, co może zrobić powierzchowna analiza tekstu. W Pana wydaniu polega na wyszukiwaniu błędów pozornych, które istnieją tylko w Pana wyobraźni. Rzadko, bardzo rzadko Pana uwagi są celne.
    Przykro mi to pisać, ale widocznie nikt Panu dotąd nie powiedział wprost, że uprawia Pan gimnastykę, która nikomu nie przynosi pożytku. Język jest giętki i wszechstronny, a w Pana metodzie nie widać żadnej logiki prócz tej, żeby się czepiać.
    Z poważaniem
    Piotr Müldner-Nieckowski
    Wg witryny - Dr Piotr Müldner-Nieckowski jest pracownikiem naukowym na Wydziale Nauk Humanistycznych (Polonistyka) UKSW. Jest także znanym poetą, prozaikiem i dramaturgiem.
    Może więc wieloryby są jednymi z największych ssaków morskich, zaś słonie są jednymi z największych ssaków lądowych? Rosja jest jednym z największych państw świata, Warszawa jest jednym z największych miast Polski?

    Tymczasowo, bo nie ma stałego - Wieczór Wybrzeża (5 września 2002)
    Pewien facet wynajmował pokój w Sopocie. Właścicielowi ukradł niewypełniony blankiet czeku, wpisał 2000 zł i wybrał z konta.
    Zaskakujący finał sprawy - Mężczyznę aresztowano tymczasowo, ponieważ nie ma on stałego miejsca zamieszkania. Logika zaiste zatrważająca...

    Domniemany? - Dziennik Bałtycki (6 września 2002)
    W artykule Śmierć za 150 zł czytamy - Domniemani sprawcy brutalnego zabójstwa w Gdańsku trafili do aresztu. Wczoraj aresztowano trzeciego sprawcę morderstwa. Czwartego sprawcy poszukujemy.
    Domniemany, czyli prawdopodobny, ale (jeszcze) nie udowodniony, zatem trzeci to pewnie także domniemany zabójca. Poszukiwany czwarty sprawca pod warunkiem, że poprzedni są niedomniemani...

    Przypadek - Gdynia (10 września 2002)
    Przed siedemnastą jadę ci autobusem do domu. Przez okno widzę wyprzedzającego Swifta o numerze rej. GA 33333. Rzadki przypadek. Kilkanaście minut później, przed domem sąsiada widzę parkujący wóz o numerze GA 33334. To ci dopiero przypadek...

    Winne czy winny... - Dziennik Internetowy (12 września 2002)
    W tytule czytamy - SLD winne stolicy prawie 2 mln zł, ale już w pierwszym zdaniu zmieniono rodzaj - Sojusz Lewicy Demokratycznej jest winny Warszawie prawie 2 mln zł.

    Podcięli gałąź, na której siedzieli - Dziennik Bałtycki (12 września 2002)
    Tankowiec płynął z Nanjingu - portu na rzece Jangcy - do Kantonu. Kiedy wpadł na skały, zaczęła z niego wyciekać ropa. Kapitan wraz z 15-osobową załogą opuścił statek i usiłował wezwać pomoc. Od racy zapaliła się rozlana ropa. Chwilę później tankowiec stanął w płomieniach i eksplodował.
    Czasami pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne zabijają lub kaleczą. Okrętowe środki ratunkowe zniszczyły statek, ładunek, przyrodę i życie ludzkie. Pech lub błąd albo oba czynniki. Nominacja do Nagrody Darwina...

    Ksiądz też człowiek - Dziennik Bałtycki (21 września 2002)
    24-letni kleryk z Wielkich Chełmów szantażował proboszcza parafii w Brusach. W anonimowym liście do księdza domagał się 12 tys. zł. Jeśli proboszcz nie spełniłby jego żądań, groził podłożeniem bomby podczas zbliżającego się odpustu. Aby uwiarygodnić swoje groźby 18 lipca upozorował napad na siebie. Klerykowi grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Nie wiadomo jednak, czy w ogóle pójdzie do więzienia, gdyż jest ciężko chory.
    Już księża zajmowali się przemytem, molestowaniem i oszustwami celnymi. Teraz szantażem, fingowanym napadem i groźbą zamachu bombowego. Czy jeszcze coś wymyślą, jak pospolici obywatele? Ostatnio nazbyt często słyszymy, że przestępcy nie idą do więzienia, gdyż są chorzy. Może zbudować specjalne więzienie dla chorowitych a zbłąkanych owieczek? Świadomość, że jestem chory, zatem uniknę więzienia sprzyja wzrostowi przestępczości.
    Tuż obok napisano o komandorze poruczniku kapelanie ze Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku. Spowodował wypadek drogowy mając 2,77 promila alkoholu. Już czytałem o pijanych sędziach, posłach i innych godnych z funkcji osób, jednak pierwszy raz czytam o pijanym księdzu. Tego jeszcze nie grali... Czyżby kłopoty rodzinne albo nadmiar mszy?
    Pocieszające jest, że kapelan gdy wyleczył się, w trakcie prowadzonego dochodzenia przyznał się do winy i okazał skruchę.
    I tak zakropiony kapelan ma lepiej niż policjanci na gazie - tuż poniżej poinformowano, że dwóch nietrzeźwych stróżów prawa (z Gdyni) jechało samochodem na tyle nieostrożnie, że zranili motorowerzystę. Obu zawieszono w obowiązkach i najprawdopodobniej zostaną wyrzuceni z policji. Ciekawe jest to dziennikarskie słownictwo. Gdyby minister tracił robotę, to napisano by - oddał się do dyspozycji premiera... Jeszcze nie mamy równości wśród obywateli i... sami dziennikarze dobrze o tym wiedzą...

    Odszedł wielki polarnik - Dziennik Bałtycki (24 września 2002)
    Dariusz Bogucki, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej i doktor inżynier okrętownictwa, zmarł nagle w Bydgoszczy. Przebył w sumie 100 tys. mil morskich. Pozostały po nim liczne artykuły i książki poświęcone żeglarskim wyprawom polarnym oraz publikacje fachowe z dziedziny okrętownictwa.
    Miałem przyjemność współpracować z Nim w Centrum Techniki Okrętowej w Gdańsku (1983-1989). Zapamiętałem Go jako człowieka skromnego, prawego, koleżeńskiego i uczciwego.

    Niewinni filmowcy? - Dziennik Bałtycki (24 września 2002)
    Na Północnym Kaukazie znaleziono 23 ciała. 113 osób uznaje się wciąż za zaginione w następstwie zejścia wielkiej lawiny lodowej w Północnej Osetii. Nieznany pozostaje los ekipy filmowej. Wczoraj zdementowano kategorycznie sugestie niektórych rosyjskich mediów, jakoby lawinę wywołały efekty pirotechniczne stosowane podczas kręcenia filmu.
    Możliwe, że był to zupełny przypadek - ekipa kręci film, wysadza coś w powietrze, ale lawina schodzi z całkowicie innego powodu. Jednak kategoryczne zaprzeczanie ma historycznie niewielkie znaczenie - w tej części Europy onegdaj zaprzeczano, że Polaków w Katyniu wymordowali Rosjanie oraz zaprzeczano, że samolot nad Morzem Czarnym  zestrzeliła ukraińska rakieta.

    Legalna eutanazja - Dziennik Bałtycki (24 września 2002)
    Od wczoraj Belgia jest drugim po Holandii krajem zezwalającym na eutanazję. Projektodawcy argumentowali, że trzeba uregulować sytuację, w której eutanazję i tak praktykuje się w Belgii na co dzień, tyle że pokątnie. Na zdjęciu - belgijska lekarka przygotowuje się do przecięcia przewodu do kroplówki w jednym ze szpitali w Brukseli.
    Krótka notatka, a ile powodów do zastanowienia...
1. W cywilizowanym kraju lekarze (obywatele o najwyższym moralnym statusie) zabijali pacjentów pokątnie, czyli bez zgody parlamentu (narodu).
2. Czy rozumowanie powszechne przestępstwo należy zalegalizować, a problem kary i wyrzutów sumienia zniknie jest moralne i do zastosowania w innych dziedzinach?
3. Czy lekarz ma obowiązek legalnego (sic!) zabicia człowieka (aborcja, eutanazja, egzekucja) na polecenie przełożonego oraz czy otrzymuje za to wyższe wynagrodzenie albo czy może utracić pracę w przypadku odmowy?
4. Lekarka pozuje do zdjęcia, na którym zabija (już legalnie) pacjenta (zapewne czyniła to przedtem nielegalnie i poza kamerą).
5. Czy w Polsce nigdy nie odłączono urządzenia (ratującego życie!) od pacjenta skracając mu męki (i życie)?
6. Można uznać pewne racje przemawiające za legalnym zabiciem człowieka, ale nie można się oprzeć przekonaniu, że jest to obrzydliwe...

    Czyżby telewizyjna pomyłka? - Teleexpress oraz Fakty (2 października 2002)
    W dwóch niezależnych od siebie dziennikach pokazano otwarcie mostu Karola w Pradze (po powodzi). Uroczystości połączono z częstowaniem gości chlebem i piwem. Nie byłoby w tych wiadomościach nic dziwnego, gdyby nie fakt, że 20 września byłem na wycieczce w stolicy naszych południowych przyjaciół i wspomnianym mostem tłumnie przechodziliśmy bez przeszkód ze Starego Miasta na Hradczany i towarzyszyła nam podobnie uroczysta oprawa.
    Albo pokazano nam informacje spóźnione o 10 dni albo Czesi świętują co kilka dni oddanie słynnego mostu do ponownego użytku...

    A niech to piorun strzeli! - Dziennik Bałtycki (4 października 2002)
    Gazeta zamieściła obszerny wywiad z biskupem Tadeuszem Pieronkiem. To, że pewne jego wypowiedzi bywały kontrowersyjne, to może i dodawało ognia pewnym nudnawym tematom. Jednak ostatnio przesadził w owym dzienniku, zwłaszcza że nie jest "zwykłym" księdzem, ale jest m.in. profesorem prawa kanonicznego oraz rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.
    Na dobry (a właściwie - zły) początek redaktor zapytał o pewnego proboszcza z Częstochowy, który domagał się pisemnych oświadczeń od parafian nieprzekazujących datków na swoją parafię. Zamiast oficjalnego stanowiska biskupa w tej sprawie, przeczytaliśmy - Jego trzeba pytać. Cóż ja mam powiedzieć, skoro on nie chce gadać. Przyznał wprawdzie - Ja takiego żądania nie rozumiem. A ja, jako czytelnik żyjący w kapitalizmie, czyli w systemie stawiającym pieniądz ponad wszystkim - rozumiem, jednak nie popieram...
    Na pytanie - Jak księża rozliczają się z datków składanych przez wiernych? odpowiedział pytaniem - A jak rozlicza się lekarz z prywatnych wizyt?
    Dziennikarz wchodzi na delikatny temat - Mamy ks. Henryka Jankowskiego z Gdańska, jednego z najbogatszych Polaków. Ks. Tadeusz Rydzyk, szef Radia Maryja też nie należy do ubogich... Biskup Pieronek - Wymienię wielu polskich biznesmenów. Nikt się nie dziwi z ich bogactwa. I tu także nieporozumienie. Po pierwsze - wymieniając bogatych księży nie można im przeciwstawiać bogatych biznesmenów, choćby dlatego, że księża nie powinni zajmować się interesami, a ponadto Polacy są przekonani, że biznesmeni to w większości złodzieje i kombinatorzy. Po drugie - nie należy mówić nikt; nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja jednak dziwię się, a nawet jestem oburzony bogactwem wielu biznesmenów, a całkowicie nie mogę zrozumieć owczego pędu niektórych księży do mamony. Czy Bóg dopuści ich do swych niebieskich włości widząc trzęsące się do szmalu kończyny Jego przedstawicieli na ziemskim padole?
    Dziennikarz wypowiada bodaj najistotniejszą opinię - Ale ksiądz powinien dawać przykład życia w ubóstwie? oczekując z ust tak nobliwej i moralnej osoby konkretnego (piętnującego?) stanowiska. Niestety, odpowiedź (wymijająca, jakich wiele) kompletnie rozczarowuje - Każdy powinien żyć przykładnie. Nie tylko ksiądz. I tu wielebny nie ma racji - otóż nie jest prawdą, że każdy powinien żyć przykładnie. Każdy może robić ze swym życiem, co mu się żywnie podoba, byle nie szkodził innym. Może robić setki mniej lub bardziej eleganckich rzeczy, jego sprawa. Nie powinien naruszać prawa i powinien (ale NIE MUSI!) przestrzegać moralnych zasad. Natomiast ksiądz powinien żyć nie tylko w zgodzie z ziemskimi prawami, ale i z bożymi, a zatem MUSI żyć moralnie. I to jest główna zasada (i różnica), o której zapomniało wielu duszpasterzy łącznie z profesorem (i rektorem) Tadeuszem Pieronkiem, który zamiast potępić popęd finansowy księży (o innych nie było mowy...), bagatelizuje go. Nie takich wypowiedzi oczekuje ubożejące i oszukiwane społeczeństwo od poważnego przedstawiciela Kościoła. Jeszcze chwila, a na hipotetyczne pytanie czy wielebni nie romansują nazbyt często? otrzymalibyśmy odpowiedź - a niewielebnym nie zdarza się to częściej?
    Na dziennikarską propozycję równości duchownych w różnych parafiach odpowiedział - Równość chciał wprowadzić Mao Tse Tung* w Chinach, zaś na uwagę, że pierwsze komuny tworzyli chrześcijanie, którzy chcieli, żeby wszyscy mieli po równo odparował - mówić o chrześcijanach pierwszych wieków, to jakby odwoływać się do ludzi z epoki brązu. Czyżby Jezus był komunistą i nie wypada o tym wspominać, ponieważ było to dwa tysiące lat temu i Kościół odszedł od idei równości tak jak cywilizacja odeszła od wyrobów z brązu?
    Na spostrzeżenie, że jedni księża jeżdżą mercedesami, a inni ledwo przędą, biskup zauważył - Nie da się wprowadzić równości. Bo to byłoby nieuczciwe. Jeden pracuje więcej, jest zdolniejszy, więcej z siebie daje. Miałby mieć to samo co leń, któremu się nic nie chce? Drogi czytelniku - jeśli nie masz samochodu albo mieszkasz w byle klitce oraz straciłeś pracę, pociesz się stanowiskiem ważnej osobistości naszego Kościoła - tak jest sprawiedliwie (nie starasz się zbytnio, to i masz niewiele)... Czyżby była to interpretacja naszej rzeczywistości zgodna z oficjalnym stanowiskiem Boga albo przynajmniej naszego Papieża, czy jedynie prywatna opinia naszego Biskupa?
    Zapewne zdegustowany dziennikarz - Dobrze jest tak jak jest? I odpowiedź - Nie mówię, że jest dobrze. Jest to jakieś rozwiązanie zaakceptowane przez ludzi. Przez jakich ludzi? Przeze mnie, przez ciebie? Przez miliony oszukanych przez nowych ludzi wykreowanych w nowym systemie, któremu wtóruje Kościół? Pytał się ktoś nas?
    Na koniec - Co mają robić parafianie, jeżeli pojawią się następni proboszczowie, jak ten z Częstochowy? A jeśli brak ofiary oznacza problemy ze ślubem, chrztem, pogrzebem? I podsumowanie znanej i poważanej osoby duchownej - Nie przejmować się. Bo na pewno tacy będą się pojawiali. Niechże pan nie chce ze świata wyeliminować zła i grzechu! To jest niemożliwe!
    No tak! Walka z grzechem na niewiele się zda - nie można go wyeliminować... Żadnego optymizmu, wręcz defetyzm. I to w wykonaniu nie byle kogo, bo samego biskupa Pieronka. Nie jest to przypadkiem wywiad-fałszywka? Coraz więcej wiernych odwraca się od Kościoła, choć raczej od instytucji i duchownych, niźli od samej idei. Po takim wywiadzie idealistom mogą opadać ręce jak jesienne liście z drzew...

* - nie Mao Tse Tung, ale Mao Tse-tung, a najlepiej Mao Zedong...

    In(n)uici - Wiadomości (5 października 2002)
    O godzinie trzynastej ów dziennik podał ciekawe informacje o Kanadzie - głową państwa jest monarcha brytyjski oraz Eskimosów powinniśmy nazywać In(n)uitami.
    Dawną nazwę mieszkańców znają wszyscy, nowej nie zna prawie nikt. Do tego stopnia, że Mała encyklopedia A-Z (PWN, 1995) ma jedynie hasło Eskimosi. Może coś nowszego? Słownik wyrazów obcych (pod red. Kopalińskiego, 2000) ma jedynie hasło eskimoski pies - używany do sań i polowania (wyjątkowo nie wyjaśniono pochodzenia nazwy), brak także słowa in(n)uicki (jest innuendo - mglista aluzja do czegoś; insynuacja; ukryta przymówka; zamaskowana wycieczka osobista). Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny (pod red. Podrackiego, 2001) ma eskimo-aleucki, eskimoidalny, eskimolog, Eskimos, Eskimoska oraz eskimoski. Ani śladu Inuitów... Parę dni temu otrzymałem z wysyłkowej księgarni Ortograficzny słownik języka polskiego (pod red. Markowskiego). Oczywiście, jest hasło Eskimosi, ale ani wzmianki, że jest to słowo niemile widziane, ani nowej propozycji językowej...
    Tuż po dzienniku pokazano reklamę Wedla opartą na zwyczaju witania się Eskimosów (nie In(n)uitów!), którzy pocierają się narządami powonienia...
    Jak to możliwe, że oficjalna telewizja uważa pewną nazwę za nieaktualną i emituje reklamę stosując "niemodne" słownictwo, a jednocześnie poloniści zamieszczają w słownikach języka polskiego słowa często niepolskie zapominając o nowo obowiązującej terminologii? Niniejszym czynię innuendo, czyli mglistą aluzję do nienadążania słowników za telewizją...
    PS1  Czyżby Kanada nie była suwerennym państwem?
    PS2  Raczej Inuici niźli Innuici...

    Dostojeństwo ministra - Kawa czy Herbata (11 października 2002)
    W serwisie informacyjnym tego sympatycznego programu o godz. 7 podano, że we Wrocławiu, po przemówieniu na Konferencji Episkopatu Polski, wicepremier Grzegorz Kołodko uciekł tylnymi drzwiami, aby nie rozmawiać z dziennikarzami.
    Istotnie, ostatnimi czasy wspomniany minister finansów nie zachowuje się zbyt dostojnie (tak oceniają nie tylko dziennikarze), ale słownictwo stosowane w oficjalnym dzienniku nie powinno zawierać słownictwa potocznego oraz ocen, chyba że jest to cytat znanej osoby. Komentarze mogą być wygłaszane po części oficjalnej.

    Złote grzyby - Dziennik Internetowy (12 października 2002)
    Za sprawa wścibskich mediów cała Japonia głośno pyta, czy to prawda, że premier Junichiro Koizumi przyjął w darze od przywódcy Korei Pln. Kim Dzong Ila 300 skrzynek drogich, stanowiących nie lada rarytas grzybów matsutake. Grzyby te, importowane do Japonii z Korei Płn., kosztują (w przeliczeniu) 12-25 USD za sztukę.
    Jeśli Japończyk ma zamiar spałaszować te grzyby sam wraz z rodziną... Smacznego! Ile w zamian można byłoby wysłać do tego biednego kraju ryżu? Niechby przeciętny Koreańczyk wyhodował tylko jednego takiego grzybka tygodniowo... I żeby z tego powodu nie spadła cena owego delikatesu...

    Gafa po Bali - Kawa czy Herbata (14 października 2002)
    Podczas dyskusji na temat płac w oświacie, sympatyczny dziennikarz stwierdził, że (z pamięci) mogłoby się wydawać, że nauczyciele mają tak dobrze jak na Bali. Nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby kilkanaście minut wcześniej (o 7-ej) nie podano makabrycznych wieści z tejże indonezyjskiej (rajskiej do niedawna) wyspy...

    Komputery zawodzą? - Głos Wybrzeża oraz Gazeta Wyborcza (18 października 2002)
    Pierwsza z gazet w notce Parafka konserwatora umieściła nadtytuł Koniec batali o halę targową w Gdańsku, natomiast druga z gazet w obszernym artykule Partner z formularza na temat fast date (szybka randka) umieściła podtytuł Jak wygląda flaga Buthanu?
    Czy potrafi ktoś wytłumaczyć, jak w dobie komputerów można popełniać takie błędy? Wszak tekst pisany w programie Word jest sprawdzany i tego typu usterki są natychmiast podkreślane (powinno być batalii oraz Bhutan)...

    Stan wojenny? - Gazeta Wyborcza (18 października 2002)
    Wydrukowano krótki list czytelnika - Jestem emerytowanym wojskowym. Po tym, co zobaczyłem w Sejmie, myślę, że prezydent powinien wprowadzić stan wojenny. Jestem bardzo zaniepokojony tym, co tam się wczoraj działo.
    Dobrze, że nie wydrukowano listu równie porywczego (żeby nie napisać "krewkiego") emerytowanego chirurga...

    Nauka a kosmos - Gazeta Wyborcza (18 października 2002)
    W dziale Nauka popularna gazeta zamieściła popularnonaukowy artykuł Ta nasza dziura. Interesujący temat, ale nie obyło się bez błędów...
    W galaktyce M82 zauważył czarną dziurę, która waży zaledwie 500 razy więcej niż Słońce.
    Pisanie o wadze w kosmosie, to wielce ryzykowna rzecz. Najbezpieczniej jest pisać o masach...
    Istnienie takich dziwnych obiektów wynika z teorii grawitacji Alberta Einsteina.
    Chyba nie ta kolejność. Istnienie obiektów i zjawisk we wszechświecie jest niezależne od teorii, a zatem nie może z nich wynikać. Wszak z teorii Newtona nie wynika fakt, że jabłka spadają w sadach. Raczej obserwowane fakty mogą potwierdzać pewne teorie w części albo w całości... Nauki pobierałem dość dawno i być może coś się zmieniło, ale za moich (szkolnych) czasów Newtona łączono z teorią grawitacji, natomiast Einsteina jednak z teorią względności...

    Hiszpania nam pomaga - Dziennik Bałtycki (22 października 2002)
    Jutro mija pierwsza rocznica aresztowania w Hiszpanii "Słowika", bossa gangu pruszkowskiego. Czeka na ekstradycję do Polski, podobnie jak ujęty przedwczoraj na Węgrzech "Jędrzej".
    Myślałem, że tylko Polacy są frajerami. I bardzo dobrze - niech siedzi za Pirenejami jak najdłużej, wszak to na koszt tamtejszego podatnika. Gdyby tak inni  chcieli przechowywać naszych przestępców na swoim terenie, to moglibyśmy pozamykać parę więzień... Węgrzy nie będą tacy mili - obiecali zwrot gościa do macierzy w 40 dni. A Rutkowski Czechom całkowicie zaoszczędził i kłopotów i skromnej diety dla podejrzanego z Polski...
    Czy w innych cywilizowanych państwach także podaje się jedynie przestępcze ksywki?

    Amerykański snajper - media (23 października 2002)
    Na jakiej podstawie prawnej media podają nazwiska oraz ujawniają wizerunki osób podejrzanych o zabójstwo (sprawa "waszyngtoński snajper"), skoro te same media nie publikują takich informacji, jeśli dotyczą one naszych rodaków? Czy polskie prawo jednakowo traktuje wszystkich obywateli świata? Jaka kara grozi mediom za podanie nazwiska polskiego przestępcy i kto miałby wytoczyć proces? Jaką minę miałyby nasze media, gdyby przedstawiciel Amerykanów, których dane osobowe byłyby ujawnione, podał sprawę do polskiego sądu o wielomilionowe (w dolarach!) odszkodowanie? (u nich odszkodowania dochodzą do miliardów...)

    Grecka tragedia w Moskwie - media (26 października 2002)
    Przez jednych nazywani terrorystami, przez innych bojownikami (także w naszych mediach). Raczej terroryści, bo przegrali. Gdyby wygrali (Rosja wycofałaby swe wojska z Czeczenii), to byliby oficjalnie nazywani przez świat bojownikami. Takie nazewnicze dylematy świat rozważał już wielokrotnie. My także - nasi partyzanci byli dla okupanta bandytami. Niemcy wojnę przegrali, zatem stawiamy pomniki poległym partyzantom. Gdybyśmy przegrali, nikt w niemieckich encyklopediach nie stosowałby innej nazwy, jak "polscy bandyci". Czeczeni zginęli jak bohaterowie i zapewne przybliża to Czeczenię do niepodległości, choć będą dalsze ofiary po obu stronach.
    Pierwszą wojnę zapoczątkował zamach przeprowadzony przez południowych Słowian. Byli to terroryści, czy bojownicy? Gdyby Wietnamczycy w odwecie za zbombardowane swe miasta wysadzili kilka amerykańskich drapaczy, to jak by ich nazwano? Jak u nas (w ówczesnej PRL), a jak w USA?
    Niestety, Czeczeni w swej rozpaczy, aby zwrócić oczy konsumpcyjnego świata na swe problemy, śmiertelnie zaangażowali zwykłych mieszkańców. A to nie podoba się już niemal nikomu. Niemal nikt ich nie popiera. Nawet Amerykanie po atakach na WTC zmienili poglądy... W latach 70. i 80. porywano samoloty. Jeśli ze Wschodu do Berlina Zachodniego (tak, był kiedyś taki twór na mapie), to dla całego "wolnego świata" (też była taka nazwa) było OK.
    Obecni Amerykanie swój wielki kraj zawdzięczają Europejczykom, którzy tak spacyfikowali (uspokoili...) tubylców, że ci ostatni zostali zepchnięci do rezerwatów, które u nas kojarzą się z przyrodniczymi ciekawostkami. Ponieważ Amerykanie są naszymi sojusznikami i oferują nam swe samoloty na korzystnych warunkach, to przemilczmy metody stosowane do pacyfikacji. Napomknijmy jedynie, że gdyby Rosjanie dawniej okazali się równie bezlitośni jak przybysze z Europy na Nowym Kontynencie, to nie byłoby dzisiaj problemu z Czeczenią.
    Nasze czynniki oficjalne sugerują pokojowe rozwiązania, czyli rozmowy, ale u nas w Polsce też nikt z rządu nie kiwnie palcem, chyba że komuś z gminu puszczą nerwy i wyjdzie na ulicę. Wówczas  postulaty są trakowane w miarę poważnie. Można zgłaszać swe pretensje w sprawie bezrobocia w popegerowskich wsiach, dotrzymania obietnicy zachowania wartości książeczek mieszkaniowych albo przyzwoitego załatwienia żądań zabużan. Nikt nie potraktuje żądań poważnie, chyba że ktoś nie wytrzyma nerwowo i wykona ostateczny akt rozpaczy.
    Prezydent Rosji, aby utrzymać terytorialną jedność państwa uczynił to, co uczyniłby każdy inny przywódca w obawie przed rozpadem swego państwa - unieszkodliwiłby przeciwnika nawet za cenę kilku tysięcy przypadkowych istnień ludzkich. Dobrze, że u nas nie ma podobnych problemów - nie wiadomo po czyjej stanęlibyśmy stronie ... Po cóż naszym słowiańskim sąsiadom kraj, z którym wojna będzie trwała w nieskończoność? To zapewne będzie powtórka Afganistanu i to przy obrzydliwym poparciu NATO (w tym USA i... naszym). Inne państwa, które wyszły spod dominacji ZSRR/Rosji mają rządy demokratyczne, podobnie jak Rosjanie, jednak oni mają jeszcze oryginalnego garba (oryginalny garb?) - imperium. Ze zrozumieniem ściskają sobie nasi przedstawiciele dłonie. Cieszymy się swą wolnością i guzik nas obchodzą inne uciemiężone narody. Żyjemy problemami bezrobocia, ekologią, internetem, bezwizowym ruchem, globalizacją, w szczególności wejściem do UE. Kogóż obchodzi biedna i osamotniona Czeczenia...
    Kiedyś "wolny świat" uspokajał Polaków, którzy namolnie twierdzili, że za Katyń odpowiedzialni są Rosjanie. Długo nie mogliśmy zrozumieć, że dla pokoju pomiędzy Wschodem a Zachodem poświęcono i nas i prawdę o tej zbrodni, a przecież już w Norymberdze stało się oczywiste, że prawda była bardziej niewygodna dla naszych obecnych sojuszników, niż dla ówczesnych... Możemy sponiewierać Czeczenię, bo naszym interesem jest porozumienie natowsko-rosyjskie. Kiedyś dołożyliśmy Hiszpanom, bo było nam bardziej po drodze z Napoleonem. Zwykle walczyliśmy za wolność waszą i naszą, ale parę razy zdradziliśmy nasze ideały. Jeden raz więcej nie zrobi nam różnicy.
    Rozum wskazuje, że Rosja ma rację, ale sercem można być z Czeczenią. Rosja to Kreon, zaś Czeczenia to Antygona - klasyczna grecka tragedia.
    Jeszcze kilka słów o pieniężnych zbiórkach na rzecz sierot po moskiewskich rodzicach. Tak, to bardzo tragiczne, że cierpią Rosjanie w Moskwie, zwłaszcza dzieci. Koszmar. Fotografie wzmagają poczucie tragedii. Jednak nie widzimy dzieci Czeczenii, dla których Moskwa jest oazą spokoju. W Moskwie poległy matki, które osierociły swe dzieci, o których nic się nie mówi. Nie ma ich na zdjęciach. Może dając kilka złotych na moskiewskie dzieci, dajmy choć złotówkę na sieroty po bojowniczkach.
    Bezwzględnie należy tępić terroryzm dla okupu, ideologii, religii. Jednak One walczyły o wolność swej Ojczyzny i nie można traktować tego wydarzenia wyłącznie w kategoriach zwykłej przestępczości.

    Tymczasem - Panorama (28 października 2002)
    Amerykanie zażądali wyjaśnienia, jaki gaz został użyty podczas akcji w moskiewskim teatrze, tymczasem Putin stwierdził, że Rosja nie ulegnie czeczeńskim naciskom - cytat z pamięci. Myślałem, że spikerka odczyta - tymczasem Putin stwierdził, że nie ma zamiaru tłumaczyć się komukolwiek, bo taka konstrukcja narzucała się po słowie tymczasem.
    Reasumując - odczytano dwa zdania w sposób sugerujący ich ścisły związek, tymczasem nie miały one ze sobą wiele wspólnego...

    Byli zakładnicy - media (29 października 2002)
    Od kilku dni komentatorzy tragicznych wydarzeń w Moskwie stosują określenie byli zakładnicy. Czyżby nie wystarczyło jedynie zakładnicy? W wyniku zagazowania zginęło ponad sto osób - niektórzy jeszcze przed oswobodzeniem (to zakładnicy), inni w drodze do szpitali lub w szpitalach (to właśnie byli zakładnicy). Brzmi to niefortunnie (jak cała ta akcja).
    Co opisuje były student...

    Kałkaz? - Informacje (31 października 2002, godz. 18.45)
    Owszem, góry te są rejonem spornym, ale chyba nie aż na tyle, by w owym telewizyjnym dzienniku opisywać je (ruchome napisy u dołu ekranu) z udziałem litery ł... Kilka lat temu jeden z konkursów audiotele wygrał mieszkaniec Wybrzeża. Prowadząca zapytała - kogóż to nam wylosował komputer? A owa maszyna na wydruku pokazała nazwę miasta... Wejcherowo. Przynajmniej było na kogo zwalić winę - nad morzem wielu tubylców wie, że owo miasto zwie się Wejherowo...

    Zawsze nie ufałam Habsburgom - Królowa Bona odc. 5 (2 listopada 2002)
    Takimi słowy zaskoczyła widzów świetna aktorka Aleksandra Śląska w znakomitym serialu. Nie wiadomo, czy to błąd, czy tak kiedyś mawiano. Może Włoszka nie poznała jeszcze wszystkich zawiłości naszego języka? Dzisiaj powiedziano by raczej Nigdy nie ufałam Habsburgom...

    Czy słowa jeszcze coś znaczą? - Kurier oraz Teleexpress (3 listopada 2002)
    Co najmniej te dwa dzienniki podały intrygującą informację o bezrobotnych Niemcach remontujących obóz koncentracyjny w Sztutowie. Wieści zilustrowano filmem - przyjaciele zza Odry ze swadą opatrywali ogrodzenie obozu. Z filmu także wynikało, że owi bezrobotni są bez pracy od kilku lat i od tyluż lat zajmują się podobnymi robotami. Na wiosnę dokończą swe dzieła. Gdyby nie byli to bezrobotni Niemcy, a Ukraini albo Białorusini, to natychmiast byłoby zamieszanie na linii bezrobotni Polacy a przepracowany departament pracy z udziałem prokuratury i urzędu imigracyjnego...
    Tydzień temu, sąd w Gdyni uznał za zasadne zwolnienie z pracy kilku pracowników, którzy uczestniczyli w pochówku zorganizowanym przez konkurencyjną firmę. Na nic tłumaczenie - pomagaliśmy za darmo. Sąd ocenił, że pracowali, zaś zerowe wynagrodzenie jest jednak wynagrodzeniem...
    Od dawna obserwuję zmiany w języku, który zdumiewająco ulega logicznej degradacji. Dawniej mieliśmy eksport wewnętrzny oraz pożyczki bezzwrotne. A dzisiaj jeszcze i to - bezrobotni od kilku lat pracują aż im ręce od machania pędzlami drętwieją... Przez parę ostatnich lat widuję ogłoszenia typu zdrowy czterdziestoletni rencista weźmie każdą robotę. Ogłoszenia "argentyńskie" są pisane taką dziwną (i drobnoliterową) polszczyzną, że wszystko można pojąć zupełnie inaczej, albo... w ogóle nie zrozumieć. Ludzie, czy ktoś w końcu weźmie odpowiedzialność za wypowiedziane słowo?
    Wielu księży i działaczy partii lewicowych z definicji wspiera biedotę tudzież proletariat, jednocześnie przeobrażając się w burżuazyjnych konsumentów (i wyzyskiwaczy?) nie kryjąc się ze swymi majątkami, których bogactwo ma ścisły związek z wyznawaną wiarą w Boga, sprawiedliwość, lud i mamonę. Przecież to najwięksi komedianci naszych czasów. Przy nich najlepsi nasi komicy to czeladnicy w swoim fachu.
    Kilka dni temu, nasz specjalista od norm helsińskich stwierdził, że wysadzenie teatru jest aktem terroru, w przeciwieństwie do zrujnowania urzędu podatkowego. Nie wypowiedział się o różnicy pomiędzy odwetowym zbombardowaniem Drezna a planowanym wysadzeniem teatru w Moskwie przez zrozpaczonych Czeczenów.
    Paranoja!
    PS Świadoma pisownia Ukraini (Czeczeni, Rumuni, Słoweni).

    Niemoc - telewizja (16 listopada 2002)
    Tuż przed godziną 22 wyemitowano teledysk z pięknym utworem November Rain zespołu Guns 'n' Roses. Prowadzący Listę Przebojów Wszechświata, Marek Niedźwiedzki, rzekł był - otrzymałem szereg próśb o cały utwór, gdyż poprzednio nadałem niecały, zatem spełniam życzenie. Niby nic, ale utwór ponownie nie był dokończony...

    Nierzetelność - Gazeta Wyborcza (16 listopada 2002)
    GW ma swoją witrynę. Nawet zachęcają do zgłaszania zauważonych błędów. Ponieważ jest to jedyna znana mi gazeta, która prosi się o zgłaszanie uchybień, przeto nie mogłem przepuścić takiej okazji... Na przełomie października i listopada wysłałem kilka postów ze znalezionymi przeze mnie błędami (według mojej oceny). Natychmiast otrzymywałem posty o poniższej treści
        Dziękujemy za list.
        Na list odpiszemy w ciagu 24 godzin (od poniedzialku do piatku).
        Jesli Twoja informacja nie dotyczy portalu, przekazemy ja wlasciwym
        pracownikom AGORY SA.
        Pozdrawiamy,
        Gazeta.pl
    Przez dwa tygodnie nie doczekałem się jakiejkolwiek odpowiedzi, zatem powiadomiłem GW o tym fakcie (jeśli brak reakcji można nazwać faktem...). I cóż? Otrzymałem ponownie post o wzmiankowanej treści.
    Zatem - wspaniałomyślnie dano możliwość wyrażenia krytyki, jest ona przyjmowana przez automat i... nikt nie reaguje na krytykę. Czy ktokolwiek otrzymał odpowiedź na wysłane zarzuty? Proszę spróbować, może odpiszą...
    PS 20 listopada 2002 w ramach powyższej procedury wysłałem jedynie ??? i otrzymałem rutynową zacytowaną odpowiedź (podziękowanie i pozdrowienia). Wspaniała inicjatywa okazała się lipną sztuczką. Jak kredyt dla młodych małżeństw, który otrzymałem w latach 80-tych - mógł być częściowo umorzony (i podobno bywał - dla wybranych), ale mnie nie spotkał ów zaszczyt...

    V-ce dyrektor - Telekurier (21 listopada 2002)
    W felietonie pokazano dwie strony - księdza i rodziców. Pierwszy zaprzeczał, że bija dzieci, drudzy mieli zupełnie odmienne zdanie. W małym środowisku nie tak łatwo zmówić się przeciwko osobie duchownej, wszak uczyniły to osoby raczej wierzące (nie złośliwi ateiści).
    Jednak - co rzadko się zdarza w podobnych sytuacjach - ksiądz wystąpił przed kamerą, co wzmocniło jego wiarygodność. Poparła go także pani wicedyrektor, mówiąc, że współpraca z nim układa się bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć wspaniale. Jedna ze stron kłamie - albo ksiądz, albo rodzice z pociechami. Każde z przypuszczeń jest oburzające. Która z prawd byłaby trudniejsza do przyswojenia przez telewidza - złośliwa zmowa małostkowych rodziców, czy bicie uczniów i kłamstwo osoby, która nie jest wyłącznie pedagogiem, ale także wysłannikiem Boga na ziemski padół?
    Najmniejszym nieporozumieniem (bo jedynie językowym) w sprawie był napis pod wizerunkiem wiceszefa (wiceszefowej?) szkoły - nie piszemy v-ce dyrektor, ale wicedyrektor; podobnie wiceminister, wicemistrz, wicemiss...

    Nowe słowo blanik - Głos Wybrzeża (22 listopada 2002)
    Blanik na zawsze pozostanie w terminologii gimnastyki sportowej. FIG, czyli międzynarodowa federacja tej dyscypliny sportu, pod pozycją 332 wpisała przerzut oraz dwa i pół salta wprzód w pozycji łamanej do oficjalnej nomenklatury skoków przez konia. Nazwa pochodzi od Leszka Blanika, który jako pierwszy wykonał tę ewolucję podczas tegorocznych mistrzostw Europy.
    Raczej w przód, bo do przodu. W znaczeniu najpierw, istotnie byłoby wprzód. Jednak mamy kolejne polskie słowo, właśnie blanik! Jak zwykle może być kłopot z "męskim" biernikiem. Pierwiastki chemiczne (także o nazwach pochodzących od nazwisk) mają biernik tożsamy z mianownikiem (węgiel, tlen, sód, europ, ajnsztajn, kiur, mendelew), jednak waluty w bierniku są identyczne z dopełniaczem (dolar, rubel, frank). Wieczne kłopoty - mam banan(a), arbuz(a), klon(a), gryl(a), koc(a), polonez(a),  talerz(a), nóż/noża, skromny toples/skromnego toplesa, kuchenny robot/kuchennego robota, telewizyjny pilot/telewizyjnego pilota. Czy ktoś opracował proste zasady, które można zapamiętać?
    Zwykle słowniki nie zamieszczają bierników. Cóż z tego, że Wielki słownik ortograficzno-fleksyjny ma słowo jelec (ryba/rękojeść)? Odmienia je w znaczeniu ryba (i to w kolejności alfabetycznej, co jest nieporozumieniem!), zaś w drugim znaczeniu zaznacza odm. jw. I cóż mi po takiej informacji, skoro skądinąd wiadomo, że w bierniku jest jelca (ryba), ale jelec (rękojeść), czyli niejednakowo! Męski biernik (również dopełniacz, ale poza ludźmi i zwierzętami) w naszym języku jest koszmarny, a słowniki niewiele pomagają... Jak nauczyć się języka polskiego będąc "choćby tylko" Polakiem (a cóż dopiero cudzoziemcem!)?
    Zapewne w bierniku będzie blanika (podobnie nelsona). Myślę, że nowo wydawane słowniki i encyklopedie nie przeoczą tego słowa...

    Rozprawa z protestantami? - Onet (26 listopada 2002)
    Po zlikwidowaniu ponaddwustudniowej blokady w Ożarowie (pracownicy protestujący przeciw zamknięciu fabryki) internetowa redakcja zadała pytanie bliższe brytyjskim realiom
       - Czy uważasz, że polska policja powinna siłą rozprawiać się z protestantami?
                  Tak
                  Nie
                  Nie mam zdania
                  Zobacz: Protest w Ożarowie: Próba zablokowania drogi
    Zapytałem - Czy protestanci są aż tak wielkim problemem w Polsce, aby napuszczać na nich naszą policję? A może o protestujących piszą?
    Z redakcji otrzymałem post - Ale dlaczego Pan, Panie Czepialski rozsyła tę informację do setek Internautów???
I moja odpowiedź - A dlaczego nie, Panie Przyjazny? Dziennikarze dzielą się na informacyjnych i czepialskich. Gdyby dziennikarstwo składało się jedynie z tych pierwszych, to gazeta miałaby jedną tytułową stronę i program telewizyjny... Dlaczego w ogóle wytyka się błędy? Aby ponownie ich nie popełniać, czyż nie, Panie Przyjazny?

    Ludzie jako te żubry - Dziennik Internetowy (29 listopada 2002)
    Ministerstwo środowiska szuka sposobów na ratowanie białowieskich żubrów, których w puszczy jest już za dużo. Zimą trzeba je dokarmiać, bo inaczej zbytnio niszczyłyby puszczę.
    Zwierzęta chorują też z powodu zbyt bliskiego pokrewieństwa genetycznego. Całe liczące dziś około 350 osobników stado w polskiej części puszczy odtworzono z ich 11 przodków.
    Środowiska jednak od wielkiej litery. Ratować, bo jest ich zbyt wiele (policzalne, niepoliczalne - dużo).
    To samo można powiedzieć o nas, Polakach, i coś uczynić dla ratowania  w przeludnionej ojczyźnie... Co? Wysłać za granicę! Czynimy to, ale po wejściu do Unii możemy zwiększyć eksport ludzi i żubrów, bo zniszczymy tę naszą krainę jako i puszczę...
    Ponieważ pochodzimy od dwojga Praludzi, przeto także mamy nazbyt ssacze pokrewieństwo genetyczne, co może nam się rzucić nie tylko na ciało, ale i na duszę... Może już się rzuca?

    Modny kolor - Gdynia (1 grudnia 2002)
    Najnowszy dowcip powtarzany w kręgach zbliżonych do Marynarki Wojennej po wykryciu afery z kradzieżą broni, w tym granatów (podejrzanych jest  kilkudziesięciu marynarzy).
     - Jaki jest jesienią najmodniejszy kolor w naszej Marynarce Wojennej?
     - Granatowy...

    Różnica temperatur - prognoza pogody (2 grudnia 2002)
    Sympatyczna pani poinformowała nas o znacznej różnicy temperatury. Jeśli różnica, to co najmniej dwóch wielkości, zatem - różnica temperatur. Podobnie - różnica potencjałów, dochodów, wzniesień, poglądów (liczba mnoga, nie pojedyncza)...

    U wybrzeży w porcie - media telewizyjne  (2 grudnia 2002)
    Od rana dzienniki telewizyjne podawały informacje - U wybrzeży Danii zatonął statek. Po chwili wyjaśniano, że wypadek wydarzył się w porcie Alborg ilustrując wieści filmem. Kilkunastu dziennikarzy bezkrytycznie powielało pierwsze doniesienia (może z języka obcego?) - owszem, port jest szczególnym rodzajem wybrzeża, ale NIE mawia się w gdyńskim porcie, u wybrzeży Polski. Albo w porcie, albo u wybrzeży.
    Kilka godzin później informacja o wypadku na przejeździe kolejowym - w autobusie zginęło 5 osób. Podpis Zawisty Podleśne k./ Małkinii. Koło (niedaleko) innej miejscowości skracamy k. Ponadto w Małkini (Gdyni, Cedyni). A to odmieniano z Zawist, a to z Zawistów... Inna stacja (telewizyjna, nie kolejowa...) wypadła już nieco lepiej - k/Małkini.
    Poszkodowanych przyjął szpital w Ostrowii Mazowieckiej , choć byłoby lepiej, gdyby uczynił to w Ostrowi (podobnie Małkini!).
    Wieczorem pokazano pożar mieszkania w szczecińskiej kamienicy. Z trzeciego piętra wyskoczył człowiek. Zginął, bo nie przystawiono mu drabiny i nie ustawiono materaców pod oknem. Rozumiem, wieżowce WTC, ale trzy piętra?

    W Galisji, nie w Galicii - Wiadomości (2 grudnia 2002)
    Po zatonięciu słynnego już statku i zanieczyszczeniu morza, król Hiszpanii obejrzał plaże w Galicii. Tak podpisano pod reportażem filmowym i pomyślałem, że to błąd. Jednak słowniki uznają właśnie tę nazwę, co wprawiło mnie w zdumienie. Nie można jej uznać za polski wyraz (poloniści łatwo to udowodnią, wystarczy wejść na witrynę RJP i prześledzić rozważania na temat choćby imion), jednak w naszych słownikach jest nazwa Galicia! Nie znalazłem nazwy Galicja (nie licząc zupełnie innej, bliższej nam krainy). Może Galisja (zatem w Galisji; jest Rosja i Persja), skoro mieszkańcy tej krainy (według tych samych słowników...) to Galisyjki i Galisyjczycy oraz galisyjskie zwyczaje? Inne hiszpańskie krainy i regiony zostały spolszczone w przyjazny sposób (choćby Andaluzja i Walencja), zatem dlaczego Galicia ma być taką hiszpańsko-polską sierotką? Już tylko na tym przykładzie widać, że jest sporo jeszcze do zrobienia w naszym języku ojczystym... I ktoś to musi zacząć...

    Dania - media (3 grudnia 2002)
    Od kilu dni zastanawiamy się, co też ma nam do dania Dania... Niemcy (tak skorzy do poszerzania UE) są mniej wyrozumiali od Dunów i piszą trzy pierwsze litery swej narodowości (po polsku), czyli NIE.

    W którą stronę? - Dziennik Internetowy (5 grudnia 2002)
    Chiny poprosiły Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) o przesunięcie o kilka tygodni terminu letnich Igrzysk w 2008 roku.
    A w którą stronę to przesunięcie?

    A to ci informacja... - Dziennik Internetowy (6 grudnia 2002)
    Do prokuratury w Kolonii wpłynęła skarga na bramkarza reprezentacji Niemiec i Bayernu Monachium Olivera Kahna - poinformował w czwartek wieczorem prokurator Rainer Wolf w stacji telewizyjnej SAT.
    Co nam daje taka informacja? Jechał po pijaku, handlował narkotykami, uwiódł nieletnią, spodenki mu opadły podczas meczu? Nie wiadomo...

    To nie powietrze - Newsweek (8 grudnia 2002)
    Na pięknym dwustronicowym zdjęciu pokazano balon będący wizerunkiem żaby - Wypełniony powietrzem Kermit Żaba znany z Muppet Show unosił się nad Broadwayem w Nowym Jorku...
    Gdyby w balonie było istotnie powietrze (a nic nie wskazuje na to, by było tam gorące powietrze), to ów wehikuł nie unosiłby się ponad tłumem, zatem był tam inny gaz, lżejszy od powietrza...

    Kiepsko w stoczni - Dziennik Bałtycki (11 grudnia 2002)
    Musi być wyjątkowo kiepsko w Stoczni GDYNIA, skoro kilku tysiącom pracowników potrącono po 5 zł na składki związkowe, ale pieniądze te nie trafiły na konta związków.
    Rzecznik prasowy stoczni wyjaśnił, że składki nie zostały odebrane, tylko czasowo cofnięte ze względu na złą kondycję przedsiębiorstwa.
    A co zrobić, jeśli bank o kiepskiej kondycji, nie przeleje z naszego konta należności za telefon na rzecz Telekomunikacji, informując nas, że czasowo zajmuje nasze pieniądze ze względu na dobro swych pracowników? Może rzecznik pokaże paski wypłat ścisłej czołówki tak z grudnia 2002, jak i z najlepszego dla stoczni miesiąca w ostatnich latach. Może zapłaczemy nie tylko nad ciężkim losem robotników...

    Co to jest EU? - Dziennik Bałtycki (11 grudnia 2002)
    W notce Limit na życie - Codziennie przez kilka godzin rezonans magnetyczny (kosztował 85 tys. EU) stoi w Specjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku bezczynnie. Powód? Limit 500 badań, przyznany przez Pomorską Kasę Chorych, wyczerpał się w czerwcu.
    Gdyby owo urządzenie (chyba jednak nie rezonans, gdyż słowo to oznacza zjawisko fizyczne) kupiono za prywatne pieniądze i by sobie tak stało bezczynnie, to byłaby sprawa i strata nieszczęsnego przedsiębiorcy oraz banku, który skredytował zakup. A tak jest naszą finansową sprawą i... moralną - ktoś znowu dał koszmarną plamę i marnuje nasze pieniądze, że o zdrowiu jedynie wspomnę... Ale szpital ma w nazwie specjalistyczny i chociaż to musi potęgować szacunek wobec problemu. Także tajemnicze EU wynika chyba z EUforii, której poddała się gazeta po niedawnych a słynnych rozmowach w Kopenhadze...

    Dwa Mikołaje?- Dziennik Bałtycki (15 grudnia 2002)
    Z gazety wydanej w połowie ostatniego miesiąca wynika, że dzieci najbardziej czekają na świętego Mikołaja. Pomijając sympatyczną formę najbardziej czekać mam pytanie - czy to jest ten sam Mikołaj, który rozdawał prezenty 6 grudnia? U nas w Wigilię zwykł przychodzić Gwiazdor.

    Luksusowe wozy - telewizja (15 grudnia 2002)
    Z kilkunastu dzisiejszych dzienników telewizyjnych dowiedzieliśmy się, że na kanale La Manche zatonął statek z trzema tysiącami luksusowych samochodów (Volvo, BMW). Ponieważ były one warte 50 mln $ łatwo wyliczyć, że średnia wartość utraconego samochodu to ok. 65 tys. zł. Niemało, ale też nie kojarzy się to z luksusem - jest to równowartość trzech najtańszych nowych samochodów z salonu w Polsce. Zapewne podano ceny fabryczne (na tyle został ubezpieczony ładunek), a potem dodane zostaną waty i marże... Ciekawe, czy po niezwłocznym wydobyciu onych samochodów można byłoby je w naszej części Europy skutecznie wyremontować i czy ktoś o tym myśli? Takie pomysły mogą chodzić po głowie jedynie inżynierowi z Polski, przecież nie z Niemiec...

    Trzy błędy - Dziennik Bałtycki (16 grudnia 2002)
    Pierwszy błąd popełniono zawierając trefną umowę z mieszkanką Gdyni - Dopiero jeden z notariuszy wskazał nam, że takie rozwiązanie jest niezgodne z ustawą.
    Następne dwa błędy, to już tylko językowe - jedynym rozwiązaniem jest podpisanie aktu notarialnego, w którym spółdzielnia przekarze pani Joannie lokatorskie prawo, ale jednocześnie przyżecze wyodrębnienie własności.
    Przekażcie chochlikowi pozdrowienia świąteczne, zaś spółdzielnię poproście, aby to przyrzeczenie było choć z serca (skoro nie z ortografii) płynące!

    A kto, jeśli nie Niemcy? - Gazeta Wyborcza (20 grudnia 2002)
    W artykule Druga strona euro - Najgorzej o euro myślą Niemcy. To właśnie w największym kraju Eurolandu były największe opory wobec pożegnania z marką.
    A niby gdzie miały być większe opory przy pożegnaniu marki? We Francji z żalem żegnano się z frankiem, a w Polsce będziemy żegnać się ze złotym. Usterka w rodzaju liczba 9 dzieli się przez jeden i samą siebie. Nie jest to błąd logiczny, ale oczywistość, o której nie wypada pisać... Powinno być - To właśnie w największym kraju Eurolandu były największe opory przy (wobec jakoś nie pasuje...) pożegnaniu rodzimej waluty.
    Mimo że Szwecja nie weszła do strefy europa (ponieważ za kilka lat nazwa nowej waluty stosowanej powszechnie w Polsce będzie jednym z najczęściej spotykanym słów w codziennych sytuacjach, przeto wygodniej byłoby nam odmieniać wyraz europ, wszak czynimy to ze wszystkimi nazwami światowych walut), to - czytamy - W szwedzkim mieście Haparanda na dalekiej północy, nieopodal fińskiego Tornio, mieszkańcy praktycznie przestali używać koron i, nie czekając na rząd, sami przeszli na europ.
    Co na to polscy prawnicy? Czy tuż po wejściu do Unii, w Gdyni będzie można przejść ze złotego na europa? A może to uczynić jeszcze przed wejściem do Eurolandu?
    PS1  W standardowym słowniku programu Word, programiści umieścili kilka lat temu nazwę europ (w znaczeniu pierwiastka chemicznego), ale nie wzięli sobie do serca nazwy euro... Ciekawe, w której encyklopedii lub słowniku pojawiła się nowa nazwa waluty po raz pierwszy?
    PS2  Wprawdzie wspomniane miasto leży na dalekiej północy, ale leży także nad... Bałtykiem (podobnie jak Gdynia).

    Dziwna ekonomia - Dziennik Bałtycki (21 grudnia 2002)
    W króciutkiej notce Wojna o ptaka (pisco to po inkasku ptak) czytamy o zatargu pomiędzy Peruwią a Chilią - Kiedy oba państwa były hiszpańskimi koloniami okazało się, że trunek można o wiele taniej wyprodukować w Chile i tak jest do teraz. Wojna o "ptaka" trwa od 1961 roku, kiedy Chile zabroniło importu trunku z Peru, na co to ostatnie państwo zareagowało wytoczeniem pozwu przed międzynarodowymi sądami.
    Pytania z dziedziny biznesu -
1. Dlaczego znacznie taniej można ten sam koniak produkować w Chilii niż w Peruwii?
2. Dlaczego Chilia zabroniła importu z Peruwii znacznie droższych trunków, skoro nikt ich (na zdrowy rozum) nie powinien kupić?

    Elitarni - media (25, 26 grudnia 2002)
    W same święta media podały dwie szokujące informacje.
    Żołnierze z elitarnej jednostki (kawaleria powietrzna) porwali syna lokalnego biznesmena. Zakatowali go i wrzucili do przygotowanego dołu dobijając wojskową saperką, po czym zgłosili się do rodziny po okup i otrzymali 150 tys. zł.
    Polski ksiądz został zaproszony do Stanów, aby nieść pomoc duchową w tamtejszej polskiej parafii. Tak przejął się swą rolą, że zmolestowaną wcześniej siedemnastolatkę doprowadził 18 grudnia do dobrowolnego (jak twierdzi) kontaktu całkowicie nieduchow(n)ego... Przed wyjazdem zapewne słyszał o aferach (poznańska i amerykańska), które nie przynoszą chwały Kościołowi. Nie pomyślał, że ateiści i katolicy oraz antypolsko nastawieni Amerykanie rozdmuchają sprawę (wet za wet, dmuch za dmuch). Nie wziął pod uwagę, że za swe swawole tamtejszy sąd może przyznać ogromne odszkodowanie, za które w starym kraju mógłby obskoczyć tysiące kurtyzan w miarę bez rozgłosu (ciekawe, czy zapłacą polscy czy amerykańscy wierni?). Nie przyszło mu do głowy, że nasz Papież ma i bez tych erotycznych afer wystarczająco wiele kłopotów i ze zdrowiem i z przeciwnikami? W ostatnich latach to nie komuniści walczą z Watykanem, ale nieodpowiedzialni kapłani kompromitują Kościół...
    Ludzie przyjmowani do elit nie świecą przykładem. Wystarczy jedna czarna owca w białym stadzie, aby ono wyglądało cokolwiek brudnawo...
    Czy dawniej mniej bywało takich przypadków, czy teraz ich się nie tuszuje?

    Nowe metro w Delhi - Dziennik Bałtycki (30 grudnia 2002)
    Notka o powyższym tytule sugeruje, że jest to kolejne metro w stolicy Indii, choć z dalszego tekstu wynika, że jest to pierwsze i jedyne metro tamże. Jeśli usłyszymy, że Kowalscy kupili sobie nowy samochód, to oznacza, że kupili pierwszy wóz, czy kolejny?
    Tysiące ciekawskich godzinami nie opuszczało wagonów, jeżdżąc bez celu tam i z powrotem. Sam bym tak pojeździł, gdyby bilet kosztował 32 grosze...
    A swoją drogą, kto wytłumaczy, jak osiągnąć tak niską cenę eksploatując nowoczesne i klimatyzowane metro, dla którego wagony wyprodukowano w Południowej Korei...
Może dopłaty z budżetu? Ale na jakich towarach rząd zbiera nadwyżki? Przy okazji - państwo nazywa się Korea Południowa.
    Na stacjach metra skończyły się elektroniczne żetony, bo podróżni zabierali je sobie na pamiątkę. To chyba dobrze dla interesu - wydajemy monety, banknoty, bilety albo znaczki pocztowe, a nabywcy je kolekcjonują (bez wykorzystania)? Chyba że koszt produkcji żetonu jest droższy od ceny... To w Indiach są dalej niż w Polsce? U nas w Trójmieście od kilku lat dyskutuje się na temat elektronicznego biletu na wszystkie środki komunikacji miejskiej...
                                                                                                                                                                     mirnal1402
 Strona główna