Komentarze 2001

    Spadać w dół - Gazeta Wyborcza (27 maja 1999)
    Na pierwszej stronie, nad zdjęciem rozbitego helikoptera pod Dzierzgoniem zamieszczono niefortunny tytuł Spadał pionowo w dół.
    Przepraszam za infantylne pytanie, ale niby jak miał spadać? Do góry?
    Klasyczny błąd typu wchodził po schodach do góry, cofnęła się do tyłu, zjechali sto metrów niżej...
    Myślę, że zgodnie z Prawem Prasowym zamieścicie poprawny tytuł najważniejszej informacji owego dnia, zwłaszcza że - mimo tragizmu sytuacji - wzbudził on (tytuł) ogólną wesołość (dobrze, że nikt nie zginął).
    Jeśli ktoś wpadłby do wykopanego dołu, to można byłoby napisać wpadł do dołu, podobnie jak można napisać wszedł na górę, jeśli jest to istotnie góra (pagórek, wzniesienie)...
    Zatem poprawnie tytuł winien brzmieć Spadał pionowo. Zwykle upadki pojazdów powietrznych bywają ukośne, zatem  jeśli ten istotnie był pionowy i fakt ten jest godny podkreślenia, przeto określenie ruchu pionowo może pozostać, chociaż najprościej byłoby dać tytuły typu: Upadek śmigłowca albo Katastrofa lotnicza.

    Zero VAT-u - Gazeta Wyborcza (5 marca 2000)
    Polska wystąpi do Unii Europejskiej o utrzymanie zerowej stawki VAT w tzw. pięcioletnim okresie przejściowym na książki ukazujące się w legalnym obiegu oraz czasopisma specjalistyczne: naukowe, kulturalne i społeczno-kulturalne.
   Szkoda, że nie określono obecnej stawki VAT oraz tejże stawki po okresie ochronnym na wydawnictwa ukazujące się w obiegu nielegalnym...

    Morze Bałtyk - Rzeczpospolita (8 kwietnia 2000)
    Na Bałtyku, które jest morzem dosyć niebezpiecznym, może pływać...
    Gdyby chodziło o Morze Bałtyckie, to byłoby prawidłowo, jednak Bałtyk jest bardziej męski, zatem - Na Bałtyku, który jest morzem... (podobnie - O prezydencie, który jest osobą powszechnie znaną...).

    Powierzchnia - Dziennik Bałtycki (1 czerwca 2000)
    W imprezie bierze udział 195 państw, które na powierzchni 1,7 mln metrów kwadratowych (100 hektarów)  zaprezentują...
    Zazwyczaj 100 ha = 1 mln m2...

    Półtorej roku -  Dziennik Bałtycki (dodatek Gdynia, 10 stycznia 2001)
    Chylonia. 21-letni Mariusz N. od półtorej roku straszył swojego o dwa lata młodszego kolegę...
    Liczebniki odmieniamy według rzeczowników, natomiast jeśli ktoś tak długo straszy swego kolegę, to traci prawo do szlachetnego tytułu kolega...

   Republika Czeska - Wprost (nr 2/2001, str. 20)
    Zamieszczono notkę o książce America's New Allies: Poland, Hungary and The Czech Republic in NATO (A. A. Michta). Dedykuję ten tytuł dyskutantom, którzy nie widzą nic dziwnego w napisach na polskich mapach w rodzaju - Polska, Węgry oraz Republika Czeska zamiast Czechy.
    Teraz już wiadomo, skąd nasi dziennikarze i kartografowie biorą pomysły na ustalanie geograficznych nazw... Zatem, jeśli zobaczycie w gazetach, w atlasach tudzież na zawodach sportowych nazwę Republika Czeska nie wymyślajcie dziwacznych teorii broniących tej nazwy - Anglosasi nie potrafią tego państwa nazwać inaczej...
    Oczywiście, gdyby owe trzy państwa zostały królestwami, to na mapach byłyby
pewne zmiany - Polska, Węgry, Królestwo Czeskie (Poland, Hungary and The Czech Kingdom)... Już zaczynają mówić, że Polacy to nie zwykłe gęsi, ale anglosaskie papugi...

   Przetarg na tragedię - Dziennik Bałtycki (10 lutego 2001, dodatek Pomorze)
    Do tragicznego wypadku doszło wczoraj wieczorem na ul. Morskiej w Gdyni.
    Owszem, tragedią może być złamanie serca (zawód miłosny) lub złamanie palca u słynnego pianisty, który już nigdy pięknie nie zagra. W naszym kręgu kulturowym określenie tragiczny wypadek w kronikach wypadków stosowane jest wówczas, kiedy ginie przynajmniej jedna osoba.
    Z dalszego tekstu wynika, że dwóch pieszych zostało wprawdzie ciężko rannych, ale żyją! Jednakże, skoro żyją, to (póki co - odpukać!) nie był to wypadek tragiczny. Więcej - rodziny czytające ten komunikat i świadome znaczenia słowa tragiczny mogą mieć pretensje do redakcji o "krakanie" lub (co wielce prawdopodobne) o "wykrakanie". Nad krytykowaną notatką opisano bardziej znany i tragiczny wypadek - dwóch chłopców wpadło do Nogatu; jeden z nich, niestety, utonął. Tutaj, mimo oczywistej tragedii, nie użyto słów tragedia lub tragiczny wypadek.
    Dwie strony dalej czytamy o wypadku, w którym (po czołowym zderzeniu dwóch samochodów) zginął jeden z kierowców. Tutaj także nie wspomniano o tragedii.
    Błąd polega na stosowaniu omawianego słowa w przypadku, kiedy nie było tragedii oraz na niezastosowaniu tego słowa, kiedy doszło do niej.

    Bez przedawnienia - Dziennik Bałtycki (15 lutego 2001, dodatek Świat)
    Na jakiej podstawie prawnej gazeta podała nazwisko australijskiego  nauczyciela, który pobił ucznia przed 17 laty? Czy w Australii nie ma instytucji przedawnienia?
    Na tejże stronie podano także dokładne dane palestyńskiego terrorysty-bojownika*
(* - niepotrzebne skreślić), który autobusem rozjechał kilku izraelskich żołnierzy. Dlaczego nasza prasa podaje pełne dane zagranicznych osób, które weszły w konflikt z prawem, a jedynie niepełne dane Polaków? Czy nasze prawo jest wyłącznie dla Polaków? Co na to Konstytucja RP 1997?

    Skromność - Wieczór Wybrzeża (17 lutego 2001, dodatek Teleweekend)
    O kontrowersyjnym programie telewizyjnym Big Brother - Jest to najwybitniejsze
i najdroższe przedsięwzięcie telewizyjne w Polsce... Jeżeli będzie działo się coś szczególnego, to będziemy wchodzić w czasie innych programów na żywo - mówi dyrektor programowy TVN.
    Cóż byśmy powiedzieli o człowieku, który określiłby się jako najmądrzejszy i najskromniejszy? Opinie tego typu powinni wydawać inni... Może także Chopin powinien siebie określić najwybitniejszym polskim kompozytorem? Czy to dopiero potomni tak go określili?
    Zatem, więcej skromności, dyrektorze - może jest to najdroższe dziwactwo, ale na pewno nie najwybitniejsze...

    Liczba - Dziennik Bałtycki  (17 lutego 2001, dodatek Podatki 2000)
    Podczas omawiania ulgi remontowej zastosowano dziwny sposób (nie znam tej szkoły) zapisywania liczb (kwot) - zamiast 4620 zł napisano 4 tys. 620 zł. Ani to poprawne, ani logiczne, ani krótsze...

     Łapówki - Wieczór Wybrzeża  (19 lutego 2001, str. 2)
    Tytuł Wałęsa ułaskawił gangstera i nadtytuł 150 tysięcy dolarów łapówki za wolność mafiosa (napisano tam, że Lech Wałęsa nie obawia się wyników śledztwa), a tuż pod tym artykułem (sic!) - Brali mandaty do kieszeni (czterech policjantów podobno wzięło 400 zł, czyli po 100 zł, za odstąpienie od określonych czynności za co grozi im kara od pół roku do ośmiu lat więzienia)...
    Jak mamy wychowywać młodzież na prawych obywateli, skoro drukuje się jednocześnie dwie kryminalne  informacje, które wespół dowodzą, że co wolno wojewodzie, to.... Może jednego dnia drukować jedną informację, a innego drugą? Przecież ślepiec widzi, że sprawiedliwości to w Polsce nie było i długo nie będzie...

     Stopniowanie tragedii  - Dziennik Bałtycki (19 lutego 2001, str. 1)
    Dziennikarz podjął się stopniować tragedię:  Najtragiczniejszy wypadek miał miejsce ... Pijany kierowca wiózł samochodem osobowym 7 osób. Dwie osoby zginęły, a 5 zostało rannych. Drugi tragiczny wypadek, w którym życie straciła 4-osobowa rodzina wydarzył się...
    Stopniowanie tragedii nie należy do dobrego tonu, zwłaszcza jeśli czyni się to nielogicznie - 4 to więcej niż 2...

     Niskie dochody - Dziennik Bałtycki (20 lutego 2001, dodatek Wokół Domu)
    Tamże - Realizacja programu Własne mieszkanie (w Sejmie znajduje się projekt ustawy o dopłatach do kredytów udzielonych na zakup własnego mieszkania) stworzy nowe szanse na własny dach nad głową. Rodziny o niewygórowanych dochodach będą mogły uzyskać pomoc państwa w formie spłaty 50%, 25% lub 10% odsetek od zaciągniętego kredytu. Roczne dochody tych rodzin powinny wynosić odpowiednio 72 tys. zł, 95,5 tys. zł i 109, 6 tys. zł. Kredyt może sięgać do 70% wartości nabywanego na rynku pierwotnym mieszkania, przy czym nie może ono być większe niż 50 m kw. Jeśli rodzina zdecyduje się na większy metraż - otrzyma pomoc częściową.
    Wątpliwości -
    1. Średnia miesięczna płaca brutto to obecnie ok. 2 tys. zł. Jeśli oboje małżonków uzyskuje taki dochód, to jest to rocznie brutto ok. 50 tys. zł. Z cytowanego tekstu wynika, że dochody wyższe o 25-50% są dochodami... niewygórowanymi. Od kiedy niewygórowany oznacza więcej niż średni? Do 110 tys. zł rocznie to niewygórowane dochody (3 samochody średniej klasy)?
    2. Opisane wyżej rodziny uzyskają pomoc państwa. Oczywiście nie od premiera i jego rządu i nie od Sejmu, ale z podatków. A te daniny to kwoty płacone przez bogaczy o bajońskich dochodach (ci już mają mieszkania i pomoc nie jest im potrzebna, choć z uwagi na ukrywanie części dochodów tej pomocy jednak im się udzieli - zawsze sobie przypomną i wykażą, że jeszcze ktoś w rodzinie nie ma mieszkania), oraz z podatków owych niewygórowanych, którzy po prostu zapłacą za swe ulgi, a także z podatków najbiedniejszych i najliczniejszych rodzin, które nawet nie załatwią sobie działki, że o mieszkaniu nie wspomnę, ale oczywiście będą dotować owe dwie bogatsze grupy...
    3. Ostatnie zdanie jest niefortunne - wszak idea omawianej pomocy ma być
właśnie częściowa...

     To ci porada - Dziennik Bałtycki (Gratka, 21 luty 2001)
    Siadając za kierownicą samochodu na zagranicznych numerach rejestracyjnych częściej narażamy się na kontrolę drogową, a w skrajnych przypadkach nawet na czasową konfiskatę samochodu.
    Ponieważ Polacy nie są w ciemię bici, przeto wymyślili, że nie muszą płacić cła od nabytego za granicą samochodu - jeżdżą latami niby pożyczonymi wozami. Fiskus również nie bity tamże, zatem wymyślono cały system ścigania i cwaniaków i autentycznych czasowych dysponentów. Po wejściu do Unii zapewne takowa obustronna błazenada zaniknie, ale cóż nam radzi genialny dziennikarz? Onże nam radzi - Jeżeli wiemy, że będziemy korzystać z samochodu na terenie Polski, najlepiej opłacić wcześniej wymagane cło i potwierdzenie opłaty wozić w samochodzie. W takim przypadku nie musimy się niczym martwić i możemy spokojnie poruszać się samochodem obcokrajowca. Prawda, że genialnie proste? Że też na takie pomysły niewielu rodaków wpada... A czy po odstawieniu wozu do cudzoziemca (za granicę Polski) otrzymamy zwrot owego cła? Tego już nie wyjaśniono, ale jeśli powinna obowiązywać jakaś spójna logika, to w obie strony, nieprawdaż?

     Osetia - Dziennik Bałtycki (23 luty 2001)
    W artykule Zasypani lawiną śniegu czytamy - Śnieżna lawina zasypała długi na 2 km tunel pod Przełęczą Rokską, łączący Północną Osetię po stronie rosyjskiej z Osetią Południową po stronie gruzińskiej.
    Czy istotnie obowiązują takie oficjalne nazwy obu Osetii, czy popełniono błąd w nazwie jednej z nich?

    Ksywa - nasza telewizja (7 marca 2001)
    Dziwne jest to nasze prawo - pokazano wizerunek i nazwisko amerykańskiego chłopaka, który zabił bodaj dwie osoby, ale póki co jest podejrzanym, natomiast niejakiego Wróbla zaanonsowano jedynie ze wspomnianej ksywy, bez nazwiska i twarzy, zaś króla żelatyny, niejakiego Grabka podano wprawdzie z familiji, ale ukazano niczym Zorro - z zakrytymi oczkami... Prawo po polsku - inne dla rodaka, inne dla cudzoziemca...

    Bułgarzy be - nasza telewizja (13 marca 2001)
    Po złapaniu jakiegoś polskiego gangstera w Bułgarii, nasze media zakwestionowały uczciwość bułgarskich przedstawicieli prawa. Podano szereg przykładów, które miały sugerować, że Bułgarzy biorą w rękę albo nie są zbyt lotni, a w ogóle, to nie wiadomo, czy odeślą nam złoczyńcę. Ciekawe, czy Bułgarzy tydzień wcześniej pośmiali się z naszych prezydentów, którzy w przypływie miłosierdzia zwolnili ok. 6 tys. więźniów (czyli po dwóch każdego dnia swego urzędowania). Jak brzmiałyby odpowiedzi przeciętnych i nieprzeciętnych Polaków, gdyby ich ktoś zapytał parę miesięcy temu - ile to zbłąkanych polskich dusz w przestępczych ciałach (i razem z nimi) jest ułaskawianych przez prezydentów wybranych przez naród podczas całej kadencji? Typowaliby zapewne 50-100 osób... Można by pomyśleć, że prezydenci III RP bywają jedynie na przyjęciach i ułaskawiają przestępców. Ilu ułaskawia prezydent kilkakrotnie większych Stanów?

    Bez wyroku - Wieczór Wybrzeża (16 marca 2001, str. 4)
    W artykule Wciąż bez wyroku czytamy Sąd Najwyższy uchylił wczoraj decyzję Sądu Apelacyjnego w sprawie ekspolicjanta ze Słupska Dariusza W. skazanego za spowodowanie śmierci Przemka Czai. Sąd Apelacyjny zmienił kwalifikację czynu i podwyższył Dariuszowi W. wyrok z 6 na 8 lat więzienia. Sąd Najwyższy zakwestionował tę decyzję i przekazał sprawę ponownie do Sądu Apelacyjnego. Jednocześnie zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Dariusza W. na trzy miesiące.

    Pytania -
    1. Dlaczego podaje się pełne dane ofiary a niepełne skazanego?
    2. Dlaczego dane podejrzanych obcokrajowców sądzonych za granicą podawane są bez ograniczeń?
    3. Czyżby ostatnie zdanie notatki prasowej oznaczało, że sądy targują się, czy posadzić policjanta na 6 czy na 8 lat, a on sam otrzymał tymczasowo... 3 miesiące (do tej pory nie siedział?)?

     Krzyż kością niezgody - Dziennik Bałtycki (16 marca 2001, dodatek Gdynia)
    Od paru lat mamy liberalniejsze przepisy budowlane. Jeśli do urzędu wyślemy projekt i nie zostanie on oprotestowany, a nawet nie otrzymamy odpowiedzi, to możemy domniemywać aprobatę projektu. I inwestor rusza z robotą.
    Przedsiębiorca i społecznik z Obłuża wymarzył sobie postawić kilkumetrowy krzyż niedaleko swojego bloku. Władze spółdzielni, które poprosił o zgodę, nabrały wody w usta. Wobec tego prace rozpoczęły się...
    Jest to doskonały przykład ilustrujący podstawową zasadę państwa demokratycznego - rób co chcesz, bylebyś innym nie przeszkadzał. Czy każdy może sobie i innym stawiać krzyże, gwiazdy (astronomiczne, pięciokątne, sześciokątne i pokątne...), wiatraki (energetyczne lub tylko ozdobne), wieże (telewizyjne, komórkowe lub widokowe) bo ma pieniądze oraz chęci, a czasami chce z kimś sobie pozadzierać. Oczywiście, do tej ostatniej skłonności to nikt się nie przyzna, ale (podobnie jak w kontrowersyjnych dziedzinach sztuki) ten ostatni aspekt okazuje się najważniejszy.
    Lokalna spółdzielnia mieszkaniowa jest zaskoczona, w szczególności pechem, że w tak wielkim kraju akurat to ją musiało spotkać. Rozstrzygnięcie należy raczej do wyższych czynników - Państwa i Kościoła, a nie do władz owej spółdzielni. A fundator uznał, że brak odpowiedzi nie jest stanowczą odmową i rozpoczął budowę... Po słynnych oświęcimskich krzyżach wśród ofiar głównie żydowskich jest to kolejne wyzwanie dla polityków i prawników, że o całym narodzie nie wspomnę. Niewątpliwie będzie to precedens - od jutra należy spodziewać się wznoszenia krzyży, gwiazd i półksiężyców w niemal wszelkich
dostępnych miejscach na polskiej ziemi, które sobie upatrzą wierni chcący potomnym pozostawić nie latarnię, oświetlenie na skrzyżowaniu czy nowoczesny przystanek autobusowy.
    Jeśli jakiś więzień w chwili skruchy zechce za swoje ukryte i skradzione pieniądze postawić gilotynkę lub szafocik (atrapę, ze zrozumiałych prawnych powodów) na środku dziedzińca swego wieloletniego aktualnego lub byłego miejsca odosobnienia, to jego tudzież więziennego naczelnika i architekta sprawa...
    Jeśli jakiś bogaty komunista zechce zbudować koło piaskownicy monument ku czci zapomnianego wodza rewolucji, to sprawa jego i dzieci z placu zabaw, którym w promocji dorzuci indiańską wioskę wraz z rocznym abonamentem na telefony komórkowe. Wszak to wolny kraj... O to walczyliśmy... Kiedyś bogacze w skrusze lub w podzięce stawiali katedry, a teraz nowobogaccy stawiają krzyże - każdy według finansowych możliwości i stopnia swego (nie innych) religijnego zaangażowania...
    Aby bronić swojego pomysłu, także opisanego, można w ostateczności leżeć krzyżem u fundamentów swej inwestycji.

    Sensacja - Kawa czy Herbata (19 marca 2001)
    Jako pierwszą informację, podano (cytat z pamięci) - Sensacja na południu Polski. W zakładzie poprawczym doszło do buntu...
    Rozumiem, że słowo sensacja można byłoby zastosować w przypadku wylądowania człowieka na Marsie, wynalezienia leku na raka, opatentowania silnika na wodę... Ale, żeby rozruchy zbłąkanej (i zapewne nudzącej się) młodzieży  nazwać sensacją, w magazynie informacyjnym Jedynki, to co najmniej nieporozumienie...
    Ponadto, słowo sensacja powinno kojarzyć się z czymś pozytywnym lub neutralnym, ale nie z wydarzeniem niegodnym naśladowania, nagannym. Przecież nie powiemy sensacja, Niemcy wkroczyli na tereny Polski albo sensacja, syn zabił matkę, a jeśli już tak ktoś powie, to na pewno nie powinien tego czynić telewizyjny dziennikarz wiodącego programu informacyjnego. Mógłby tak uczynić dziennikarz, który opracował dany temat w formie sensacyjnego reportażu, na polecenie swego zwierzchnika, aby emisja zapewniła możliwie wielką oglądalność, zwłaszcza w obecnych czasach.

    Dział sportowy - Wieczór Wybrzeża (20 marca 2001)
    W notce Już ofiara! czytamy, że  na przystanku autobusowym w Rybniku zamordowany został 20-letni student. Z dalszej treści wynika, że po meczu piłki nożnej został zakłuty nożami młody mężczyzna przez ogolonych bandytów. Koszmarna informacja jakich wiele w ostatnich latach. Jednak niesmak budzi jej obecność w dziale... Wieczór z piłką. Na pierwszych stronach tej poczytnej gazety można znaleźć kilka tragicznych wiadomości, tak z regionu północnej Polski jak i z pozostałych połaci naszego kraju. Niestety, dziennikarze nie wykazali właściwego wyczucia - opisanie morderstwa w dziale sportowym można uznać za nietakt (wobec ofiary i jej rodziny), choć widać niewątpliwy językowy związek zabójstwa z piłką nożną (użyto noży). Gdyby istniał dział Popołudnie z akwarium, to można się domyślić, gdzie znalazłaby się informacja o bandyckim napadzie na personel sklepu z egzotycznymi rybkami...
    To uchybienie gazety można byłoby nazwać brakiem umiejętności prawidłowej oceny
w stopniowaniu ważności przekazywanych faktów. Gdyby jakiś kibic rzucił granatem w tłum fanów drużyny przeciwnika (sportowego...) powodując masakrę, to miejmy nadzieję, że opis jednak nie znalazłby się w... sportowym dziale (pomijając gorącą wiarę w to, że taki czyn nigdy nie wydarzy się).
    Tenże WW (22 marca 2001) tym razem w dziale Wieczór z żużlem informuje, że Zatrzymani przez rybnicką policję trzej kibice przyznali się do zabicia 20-letniego studenta.
    Potwierdzają się moje obawy, że jeśli ktoś zostanie zabity przez spekulanta giełdowego, to fakt ten zostanie podany w dodatku Giełda... Aż dziwne, że makabryczne zabójstwo czterech osób w podziemiach pewnego banku nie zostało opisane w dodatku Bankier...

     Strzał w plecy - Dziennik Bałtycki (20 marca 2001)
     W notce Skazany po 42 latach - Na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu skazał berliński sąd byłego NRD-owskiego policjanta, który w 1959 roku śmiertelnie ranił uciekającego nastolatka. Skazany - dziś 64-letni emeryt - przyłapał 42 lata temu w czasie patrolu grupę młodzieży na słuchaniu nielegalnej muzyki rockowej. Młodzi ludzie usiłowali uciec, ale jeden z nich trafiony został z pistoletu w plecy.
    Policjant miał wówczas 22 lata, zaś ofiara 19 lat. Bezsensowna śmierć. Wyrok także nijaki. Można powiedzieć - takie były kiedyś czasy, droga młodzieży.
    Jednak ok. 40 lat później, w wolnej Polsce (trudno nawet porównywać z NRD w 1959) doszło do podobnego wypadku - złodziej uciekał z wyrwanym radiem z samochodu i został śmiertelnie postrzelony w plecy przez krewkiego przechodnia, do którego ów pojazd nie należał. Sprawcę uniewinniono, zaś ojciec ofiary rozpaczał - owszem, źle syn postąpił, ale czy z powodu kradzieży radia należało go zabić? Nie chodzi mi o obronę złodziei, choć to przecież także ludzie, ale o zestawienie owych dwóch podobnych przypadków - bezsensowna śmierć dwóch młodych ludzi; jakże różne epoki, różne wyroki...

     Baskonia- Dziennik Internetowy (21 marca 2001)
    W kolejnym zamachu w hiszpańskim Kraju Basków zginął polityk lokalnego szczebla.
    Od wielu lat nasi dziennikarze stosują nazwę Kraj Basków nie wiedząc, że istnieje oficjalna nazwa Baskonia. Chyba nikt jej nie zna; ciekawe, ile to musi jeszcze wody upłynąć, by ktoś zastosował w końcu prawidłową nazwę...
    Informacja, że był to polityk lokalnego szczebla jest nie na miejscu. Gdyby w podobny sposób Hiszpanie napisali o kilku naszych księżach, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach kilkanaście lat temu, bylibyśmy co najmniej zniesmaczeni...

     Duplikaty - Dziennik Bałtycki, Wieczór Wybrzeża (wysłano 23 marca 2001)
    Osoby prenumerujące Dziennik Bałtycki i Wieczór Wybrzeża otrzymują środowe Gratki w dwóch identycznych egzemplarzach. Czy jest możliwe, aby otrzymywały wyłącznie jeden wspomniany numer, a zaoszczędzone pieniądze obie redakcje przekazywałyby na przykład do programu telewizyjnego Podać Rękę? Jakiego rzędu byłyby to oszczędności? Inne działy także są dublowane (Gratka jest jedynie przykładem).
    Dawniej dziennikarze mieli wieloletnie tematy do śmiechu w rodzaju skup butelek. Obecnie wrzucam temat ekologiczny (lasy) oraz charytatywny (biedne rodziny) i jak znam życie, problem ten nie zostanie rozwiązany... Nawet przez dziennikarzy...

    PS  Przepraszam, od grudnia 2001 ukazuje się wspólne wydanie obu gazet. Gratuluję operatywności!

    Państwa bałtyckie - Gazeta Wyborcza (30 marca 2001)
    W notce Nowy zakaz czytamy - Polska wprowadza natychmiastowy zakaz przewozu przez nasz kraj zwierząt i mięsa z całej Unii Europejskiej oraz Europy Wschodniej i państw bałtyckich.

    Ponieważ państwa bałtyckie to: Dania, Niemcy, Polska, Rosja, Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia i Szwecja przeto dokładnie nie wiadomo, które państwa ma dziennikarz na myśli (w rozporządzeniu prawdopodobnie wymieniono wszystkie nazwy państw).
    Ciekawe, które to państwa miała na myśli GW dodając państwa bałtyckie do dwóch pierwszych zbiorów? Które państwo bałtyckie nie należy do UE lub do EW?
    Prawdopodobnie GW za państwa bałtyckie uważa Litwę, Łotwę i Estonię, ale i wówczas nie ma sensu dodawać państw bałtyckich, skoro należą one do Europy Wschodniej.
    Uważam, że jestem mieszkańcem bałtyckiego państwa i proszę przekonać mnie, że nie mam racji...

    Państwa nadbałtyckie - Dziennik Bałtycki (31 marca 2001)
    W artykule Eksport do poprawki dowiadujemy się, że eksport Polpharmy na rynki Europy wschodniej i centralnej spada. Dotyczy to głównie Rosji i krajów nadbałtyckich.

    1. Państwa nadbałtyckie to: Dania, Niemcy, Polska, Rosja, Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia i Szwecja.
    2. Z powyższego cytatu wynika, że Rosja nie jest nadbałtyckim krajem.
    3. Ponieważ (geograficznie) Niemcy należą do centralnej Europy i są krajem nadbałtyckim, przeto nie wiem, czy artykuł dotyczy także tego państwa, zwłaszcza że prawdopodobnie dziennikarz za państwa nadbałtyckie uważa jedynie Litwę, Łotwę i Estonię.

    Niektórym wolno, a innym nie - Wieczór Wybrzeża (6 kwietnia 2001)
    Już na str. 2 czytamy  Listonosz zeznał, że... pieniądze zgubił. Wcześniej bardzo długo starał się o pracę i był przerażony zniknięciem przekazów. Wpadł w panikę i uciekł. Na pewno jednak listonosz straci pracę.
   Obok  opisano kolejne hece z synem prezydenta - Dopiero w izbie wytrzeźwień okazało się, że pijany mężczyzna to syn byłego prezydenta. Cały czas awanturował się i ubliżał personelowi oraz policjantom. Okazało się, że ma 3,15 promila alkoholu. Najstarszy syn prezydenta pracuje od kilku lat w gdańskiej delegaturze UOP. O godzinie 1.20 w czwartek do izby wytrzeźwień przyjechał wysoki rangą pracownik gdańskiej delegatury UOP.  Szef delegatury obiecał, że sprawę zbada i nie wie, czy wyciągnie konsekwencje służbowe wobec swego podwładnego.
   Pani Danuta, mama naszego "bohatera" (tak, to ta sama pani, która odbierała Nagrodę Nobla przysparzając nam chwile wzruszeń) pyta - A do tego jeszcze się awanturował i odgrażał policjantom? Niektórzy jak popiją to tak właśnie się zachowują, bardzo mi przykro z tego powodu.
   Nie wiem, jakie są kryteria (wysokie morale, egzaminy na celująco?) stawiane kandydatom do pracy w UOP i nie wiem, jakie musiał spełnić (może właśnie aż nazbyt wielu nie musiał...) syn prezydenta. Nie każdy z nas mógłby pełnić taką zaszczytną służbę, nie każdy w ogóle zostałby dopuszczony do rozmów na temat pracy tamże. Jeśli jednak listonosza zwalniamy z pracy za chwilowy zabór mienia, to dlaczego tolerujemy w ważnych służbach  ludzi z typowo polskimi nałogami...
   Jak może pełnić tę (już coraz mniej zaszczytną w moich oczach) służbę dżentelmen, który po pijaku zabłądził i nie trafił do swego mieszkania? Takich mamy pracowników w Urzędzie Ochrony Państwa? Raczej babcie o lasce przeprowadzać przez ulicę... Szkoda, że dzisiejszych czasów nie dożył Bareja - scenariusz na komedię pisuje mu samo życie. Nie wiadomo tylko, czy chciałby się pośmiać z ludzi wywodzących się nie z komuny, ale z etosu...

   Także na str. 2 czytamy - Sąd Rejonowy w Legnicy skazał zakonnicę (dyrektorkę domu dziecka) na 15 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 4 lata. Biła dzieci pasem i kazała im zlizywać mocz oraz farby, którymi pobrudziły meble.
   Dzisiaj telewizja pokazała kilku żołnierzy, którzy w ramach fali zmusili dwóch swych kolegów do wyskoczenia z ciężarówki podczas jazdy. Grozi im do 10 lat więzienia.
   Dziwić może duża rozpiętość kar - w zawieszeniu dla zakonnicy, która z założenia powinna być dobroduszną i wzorową chrześcijanką oraz kilka lat dla żołnierzy, od których nie wymaga się aż takich ludzkich uczuć i skrajnie chrześcijańskich zachowań. Za kilkanaście lat chłopcy - ofiary fali w domu dziecka będą "falować" w koszarach. Ich zezwierzęcenie będzie trudno przypisać wyłącznie agresywnym filmom i grom komputerowym, ale... uduchowionej osobie.   Co na to władze kościelne?

    Ukrzyżowanie na zamówienie...  - Dziennik Bałtycki (14 kwietnia 2001)
    W artykule Dwunastu ukrzyżowanych  czytamy, że Tłumy turystów obejrzały ceremonię ukrzyżowania 12 Filipińczyków (w tym jednej kobiety). W Wielki Piątek gram rolę Jezusa Chrystusa - powiedziała przed swym ukrzyżowaniem 60-letnia pani Santos. Wzięła udział w obrzędzie już po raz czternasty. Ręce i nogi zostały przybite do drewnianego krzyża, na którym pozostała przez kilka minut, trzeźwo odpowiadając na pytania zgromadzonych wokół, a nawet żartując - relacjonował obecny na miejscu korespondent Reutersa. W spektaklu uczestniczyło ponad tysiąc zagranicznych turystów. Na miejsce ściągnęli także liczni sprzedawcy wody i słodyczy, liczący na duże zyski. Katolicy na Filipinach stanowią ponad 85% mieszkańców.
    Od wieków Kościół naucza, że Chrystus oddał swe życie w ogromnych mękach za nasze grzechy i aby nas zbawić. Ukrzyżowanie kojarzyć się powinno z cierpieniem i zbawieniem. Jednak Filipińczycy (dlaczego jedynie oni?) corocznie, niemal zawodowo, organizują owe spektakle może nie z wyszynkiem, a z wysłodkiem. Przeciętny katolik uznać może, że ta męka pańska nie była aż takim straszliwym cierpieniem, skoro wielu chętnych dla sławy i (być może) dla pieniędzy daje się ukrzyżować... I to nie jednokrotnie, ale niejednokrotnie... Czyż ceremonie takie nie deprecjonują znaczenia męki Zbawiciela i nie są dla innowierców tudzież ateistów tematem do (krytycznych) przemyśleń. Tylko mały krok od stwierdzenia, że każdy ochotnik mógłby kilkanaście razy w życiu odgrywać jakąś kuglarską sztuczkę, także dwa tysiące lat temu...
    Jeśli agencję nazwano od nazwiska Reuter, to czyż nie powinno być agencja Reutera (jako i drzewiej bywało...), a nie agencja Reutersa? Czyżby to miał być podwójny dopełniacz (polski i angielski)?

    Polskie długi a niepozorna Meksykanka - Wieczór Wybrzeża (9 maja 2001)
    W krótkiej a jakże treściwej notatce czytamy -  48 miliardów dolarów odsetek. Szokujący wyrok sądu  i dalej  Sąd w Meksyku nakazał wypłacenie pani Lujano 48 mld $ z konta założonego przez nią ponad 12 lat temu. W 1988 zdeponowała około 60 tys. pesos, które przy stopie procentowej, sięgającej nawet 149% urosły do 440 mld pesos (48 mld USD). Suma ta przekracza rezerwy państwowe Meksyku wynoszącej 38 mld USD.

    Należy żałować, że żaden z naszych słynnych ekonomistów (niektórzy przebywają już w odosobnieniu) nie wpadł na identyczny pomysł i nie wpłacił mocnych  (jak widać) meksykańskich walorów...  Nawet prezesi firmy  Art B  mogliby odbyć staż u owej Meksykanki...
    Musi być jednak gdzieś błąd w rozumowaniu Banku Centralnego Meksyku, bowiem wiadomo, że odsetki zwykle ustalane są w wysokości niegwarantującej realną wartość wkładów. Zapewne po odwołaniu, owa pani otrzyma równowartość kilku samochodów. Jest to przykład na ferowanie wyroku przez sąd bez uwzględnienia realiów - sprawiedliwość ponad
rozsądkiem...
    Co o tym sądzi Ministerstwo Finansów oraz specjaliści od bankowości czołowych redakcji?

    Pijak za kierownicą - Dziennik Bałtycki (1 czerwca 2001, str. 5)
    W notce Kierowca kpi sobie z prawa czytamy - Andrzej B. z Gdyni czterokrotnie zatrzymywany przez policję za jazdę samochodem w stanie nietrzeźwym i bez prawa jazdy, nie trafi do aresztu, zadecydował gdyński sąd. Mężczyzna wcześniej już stracił prawo jazdy na podstawie orzeczenia kolegium. Mimo to nadal prowadził samochód, a gdy zatrzymywali go funkcjonariusze, miał we krwi od 0,5 do 1,6 promila alkoholu. Andrzej B. nie odbiera wezwań do stawienia się na policję w sprzwie toczących się przeciwko niemu postępowań. Sad Rejonowy w Gdyni nie zadecydował  jednak o nałożeniu na niego aresztu, uzasadniając to faktem, że posiada on stałe miejsce pobytu i znana jest jego tożsamość. Nie ma też podstaw, aby uznać, że istnieje obawa ucieczki podejrzanego. Z decyzją tą nie zgadzają się gdyńscy prokuratorzy, którzy skierowali już zażalenie do Gdańskiego Sądu Okręgowego. Mężczyźnie za jazdę po pijanemu grozi kara do 2 lat więzienia.

    Od kilku miesięcy ekscytujemy się zaostrzeniem kar za prowadzenie auta po pijaku. Czekamy na pierwsze ostre wyroki. Także na polityków i rzeczników prasowych  policji (płeć piękna, promilowy rekord maja 2001). I nic. W Nowym Jorku zabierają samochody, a u nas prawka... Bez samochodu trudno jeździć, a bez dokumentu okazuje się, że można... Piąty raz wsiądzie w stanie wskazującym i przejedzie sędziego, to może go w końcu posadzą... Śmiechy z Temidy zza kierownicy...

    Znowu łapanki? - Dziennik Bałtycki (13 czerwca 2001, str. 6)
    W notatce Łapanka na stadionie czytamy - 85 osób zatrzymali na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie funkcjonariusze policji, Straży Granicznej i Generalnego Inspektoratu Celnego. Skonfiskowano...
    Czyż nie wydaje się Państwu, że słowo łapanka tak osobom, które przeżyły okupację, jak i innym co wrażliwszym a młodszym obywatelom okupowanego kiedyś kraju, skojarzenia z haniebnymi ulicznymi akcjami Niemców (zwłaszcza w Warszawie) mogą być niezamierzoną profanacją pamięci martyrologii naszego narodu? Cóż na to RJP lub inni językoznawcy? Podobne odczucia można mieć w innych przypadkach - egzekucja (komornicza), czystki (etniczne), zarządzanie zasobami (ludzkimi).

    Kara za batona - Dziennik Bałtycki (13 czerwca 2001)
    Czytamy - Moje dziecko zjadło batona, którego w kasie nie naliczono. Jest to cytat z listu czytelnika, zatem - być może - usterki czytelników nie podlegają redakcyjnym poprawkom... Ale odpowiedzi udziela Gazeta - Jeżeli dziecko zjadło batona, którego nam nie policzono, możemy zwrócić pieniądze tylko za słodycz.
    Czy może być kara za kamienia, traktora, klona, sera, chleba, orzecha, paska...? Czyż prasa nie ma pełnić roli oświatowej? Czytelnicy odnoszą wrażenie, że tak się powinno mówić...
    Ponadto dowiadujemy się, że możemy zwrócić pieniądze tylko za słodycz. Po kolei - nie możemy, ale powinniśmy, nie zwrócić (wszak nie pożyczyliśmy), ale zapłacić, nie tylko za, ale (właśnie) za oraz nie za słodycz, ale za słodycze...
    A jaka jest kara za... gazetowego błęda?

    Tajne przeprosiny - Wieczór Wybrzeża (18 czerwca 2001, nr 141/12807)
    Zamieszczono przeprosiny od redakcji (i to nie po raz pierwszy) o identycznym tekście -
Redaktor naczelny "WW" przeprasza pana Jana P. ze Stogów za opublikowanie w tej gazecie nr 228 -12651 w dniu 11.12.2000 i nr 296 - w dniu 20.12.2000 w części nieprawdziwych i obraźliwych informacji o jego osobie.
    1. Redaktor oraz pan ze Stogów powinni być wymienieni z pełnych (zwłaszcza redaktor) nazwisk. Przeprosiny bez wszystkich danych są podobne (i tyleż warte) do listu gończego, w którym są jedynie inicjały poszukiwanego oraz jego facjatka o zasłoniętych oczkach...
    2. Słowa pana i jego powinny być pisane od wielkich liter (wyszukana grzeczność).
    3. Jakim to cudem dwa numery wydane w odstępie dziewięciu dni mają jednakowe numery liczone od pierwszego numeru WW, zaś w numeracji "rocznej" różnica jest kilkudziesięciodniowa?

    Czy Opala opala opala? - Kancelaria Sejmu, Biuro Listów i Skarg (7 września 2001)
    Zapytałem - Czy to prawda, że minister zdrowia p. Grzegorz Opala umieszcza na papierosach przestrogi o szkodliwości tychże, a sam od czasu do czasu sobie "Opala" (opala) popala?
    (Opal - nazwa papierosów)
    I otrzymałem odpowiedź (BLS-II/151/274/2001) -
    Szanowny Panie,
    w związku z listem nadesłanym pocztą elektroniczną w dniu 03 września 2001r. Biuro Listów i Skarg Kancelarii Sejmu uprzejmie wyjaśnia, że nie może zająć stanowiska w podnoszonej przez Pana sprawie. Proponujemy, aby zwrócił się Pan do rzecznika prasowego Ministra Zdrowia - który może udzielić stosownej odpowiedzi.
    STARSZY SPECJALISTA
   (-)
   O. P.-B. [mój skrót]

    Szczury?- Dziennik Bałtycki (13 września 2001, str. 2)
    W notatce Szok i co dalej? dotyczącej wielkiego terrorystycznego ataku czytamy -
    Źródłem nieszczęścia Amerykanów, i w Wietnamie, i teraz na własnym terytorium, jest to, że nie można zwalczyć szczurów armatami.
    1. Kogo autorka miała na myśli pisząc szczury?
    2. Czy powstańcy Warszawy ukrywający się po kanałach i piwnicach byli także szczurami dla niemieckiego okupanta?
    3. Czy uważny wietnamski czytelnik mógłby podać ową gazetę do sądu o zniesławienie?
    4. Czy gazeta przeprosi naród wietnamski?

    Zepsute komputery - Wieczór Wybrzeża (29 września 2001)
    W notatce Coraz mniej zaginionych czytamy, że liczba osób zaginionych w wyniku ataków terrorystycznych  w USA zmniejszyła się o około 400.
    Lista ofiar zmalała, bo odnalazła się część osób uznanych dotychczas za zaginione w nowojorskim WTC, a nazwiska części innych - jak się okazało - widniały po kilka razy w różnych rejestrach.
     Kompromitacja z ustalaniem liczby ofiar - w najbardziej skomputeryzowanym kraju przez kilka dni nie wychwycono wielu powtarzających się danych osobowych... Jakieś koszmarne surrealistyczne zaniedbanie...

    Tajemnica? - Kawa czy Herbata (dziennik 16 października 2001, godz. 7.00)
    Poinformowano widzów, że w USA narasta zagrożenie wąglikiem oraz, że niewyjaśnione przypadki otrzymania przesyłek pocztowych zawierających tajemnicze proszki zaistniały w kilku krajach. O Polsce nie wspomniano ani słowem, mimo że poprzedniego dnia do podobnego zdarzenia doszło w Gdańsku.
    Nie wiadomo, czym kierował się redaktor wydania - niewiedzą czy tuszowaniem faktów. Jednakże kilka minut później, podczas przeglądu prasy, nadmieniono o przypadku w Gdańsku. Czyżby przeglądanie prasy przed kamerami miało informować telewidzów o faktach zatajanych przez dziennik telewizyjny?
    Kilkanaście lat temu doszło do groźnego wypadku na Okęciu - samolot wypadł poza pas startowy. Ówczesny dziennik telewizyjny (nadawany z Warszawy) powołał się na... agencję Reutera (dziś zwaną agencją Reutersa) informując o zdarzeniu zaistniałym... niedaleko siedziby telewizji...

    Skubać tynki - Dziennik Bałtycki (notka Kopali bez zezwoleń, 8 listopada 2001)
    Prokuratura Garnizonowa w Gdyni informuje, że żołnierze wykonujący prace społeczne mieli początkowo SKUBAĆ TYNKI.
    Domyślamy się wszyscy, że w Polsce można skubać wszystko i wszystkich, ale żeby skubać tynki??? Do czegóż to doszło? Czyżby kozy i Polacy mieli wrodzone zamiłowania do skubania czegokolwiek?
    Czy jest to oficjalna nazwa czynności z zakresu budownictwa, czy żargon z placu budowy?
    Cóż to takiego skubać tynki? Czy można powiedzieć, że planujemy oskubać wszystkie tynki, tynki zostały już oskubane, skubnij (oskub) pan w końcu ten tynk!
                                                                                                                                                                      mirnal1402
 Strona główna