Polska? Czy to takie głupawe państwo nad Wisłą?
Nasz kraj, o który walczyły i ginęły całe szeregi patriotów, marnotrawi ofiarę najlepszych cór i synów - Ojczyzna jest okradana albo w majestacie prawa albo wbrew prawu. Dla zwykłych obywateli nie ma to znaczenia. Dochodzi także do eskalacji innych rodzajów przestępstw. Media potwierdzają - z wywalczonej demokracji czerpią znacznie więcej przestępcy niż zwykli obywatele.
Poniżej zamieszczono przykłady, które mogą zirytować niejednego stoika.
Kaucja w sprawie o zabójstwo - Wieczór Wybrzeża (9 lutego 2001)
Gdański Sąd Apelacyjny zwolnił z więzienia Przemysława Sz. skazanego wcześniej
w procesie o śmiertelne pobicie Piotra Woźniaka.Pytania -
1. Jak można za kaucją zwalniać z więzienia oskarżonego o zabójstwo?
2. Dlaczego nie podaje się pełnych danych osoby skazanej przez sąd?
3. Czy redakcja otrzymała pisemną zgodę na opublikowanie danych od rodziny ofiary?
4. Jakie dolegliwości finansowe grożą redakcji za podanie pełnych danych podejrzanego, oskarżonego i ofiary bez zgody zainteresowanych lub ich rodzin?Honorowy konsul - trójmiejskie gazety (13 lutego 2001)
Dlaczego wszystkie trójmiejskie gazety publikują wizerunki honorowego konsula z zamazaną twarzą? Przecież, jeśli konsul honorowy był tak honorowy, by pełnić swą funkcję, to dlaczego redaktorzy naczelni utajnili go. To chyba żadna ujma pokazać go w całej krasie. Co, obrazi się? Więcej odwagi, szanowni redaktorzy... Czym ryzykowaliście ukazując go? Przecież twarzy prezydenta Clintona nie mazaliście podczas pomazanej afery z Moniką L.
W telewizji pokazano dzisiaj trzech zagranicznych piłkarzy (twarze z nazwiskami), którzy kogoś pobili i będą mieli proces. Dlaczego jednych pokazujecie, a innych nie???Jawność zabroniona? - Wieczór Wybrzeża i Dziennik Bałtycki (12 kwietnia 2001)
W obu gazetach czytamy - Marek Sz. został po ponownym procesie skazany na 25 lat więzienia. Najpierw otrzymał karę 15 lat więzienia. Tomek Jaworski został bestialsko zamordowany w maju 1998 r., kiedy razem ze swoimi kolegami z klasy świętował zdaną maturę. Monika Szymańska, Tomasz Kobus i Sz. (sąd wczoraj nie zgodził się na publikację jego nazwiska, mimo że po procesie pierwszej instancji było ono ujawnione przez media) porwali go wtedy z polanki w Parku Miłocińskim, torturowali, w końcu zabili nożem, zaś zwłoki spalili.Pytania:
1. Czym może kierować się polski sąd, zabraniając ujawnienia nazwiska zbrodniarza, który otrzymał wyrok niższy (podano wówczas jego nazwisko), a obecnie otrzymał podwyższony wyrok (nie wyrażono zgody na ujawnienie), mimo że nazwiska innych wykonawców zbrodni zostały podane?
2. Jaka kara grozi odważnym redakcjom łamiącym takie sądowe zakazy, zwłaszcza w przypadku podawania pełnych danych po zapadnięciu wyroku skazującego?
3. Dlaczego redakcje są tak mało odważne (od kiedy dziennikarze przejmują się zaleceniami sądu, które bywają nielegalne)?
4. Kiedy doczekamy się procesu, kiedy to sąd pozwie redakcję odważnej gazety, która nie przyjmie do wiadomości kontrowersyjnej woli sądu?Baseny śmierci - Wieczór Wybrzeża (16 czerwca 2001)
Czytamy w notatce Zginął żołnierz. Wypadek? - W środę rano na terenie jednostki lotnictwa Marynarki Wojennej w Babich Dołach doszło do tragedii. W basenie przeciwpożarowym utopił się wartownik. Po spuszczeniu wody na dnie czterometrowego zbiornika znaleziono ciało żołnierza i zabezpieczoną broń. Prawdopodobnie w jednostce wojskowej doszło do tragicznego wypadku. Sam basen nie jest ogrodzony, ma bardzo strome ściany, a żołnierz nie umiał pływać.
Z notki wynika, że 21-letni marynarz był bardzo dobrym żołnierzem i był bardzo lubiany przez kolegów i przełożonych.
Kto wyjaśni, dlaczego baseny, które mają służyć do ratowania ludzi przed pożarem są przyczyną ich śmierci? Zbiorniki te posiadają bardzo strome ściany i często nie posiadają właściwego ogrodzenia. Ilu ludzi tonie w takich basenach z powodu zbyt łatwego do nich dostępu, także w wyniku wpadnięcia? Ile dzieci ginie rocznie zwłaszcza w mniejszych miejscowościach? Może propozycja, aby zasypać takie baseny jest nazbyt radykalna? Czy ktoś zrobił chłodny rachunek - ilu ludzi ginie w tych inżynierskich bajorach, a ile istnień jest jednak uratowanych dzięki tym budowlom? No, bo jeśli karetki pogotowia ratowałyby od śmierci tyleż osób, co i śmiertelnie potrącałyby jadąc z pomocą...
Kto policzył, ile osób ginie w wyniku zderzenia z przydrożnymi drzewami? Podobno drzewiej owe drzewa sadzono przy drogach w celu ukrycia pojazdów poruszających się pod nimi podczas działań wojennych. Ile osób rocznie płaci daninę krwi z powodu stawiania owych przydrożnych pułapek? Czy nie można tych pożytecznych a nazbyt twardych roślin sadzić cokolwiek dalej od szosy, a wzdłuż ostrych zakrętów całkowicie z nich zrezygnować? Czy ktoś zbilansował - ile owe hektary szosowych lasów dają nam życiodajnego tlenu, a ile zabierają nam bliskich osób?
Czyż to nie groteska - przedmioty, które powinny ratować nam życie - zabijają nas...Tajny list gończy - Dziennik Bałtycki (4 września 2001)
W notatce List gończy za właścicielem autohandlu czytamy -
Andrzej B., właściciel Autohandlu "V-MAX" z Gdańska jest ścigany listem gończym.[...] Prokuratura, która zajęła się sprawą, zwróciła się z wnioskiem do sądu o wydanie listu gończego za Andrzejem B.[...] Sąd się do tego przychylił - policja poszukuje B. na terenie całego kraju.
Groteska w mediach... Jedni wydają list gończy, a drudzy (w ramach współpracy społeczeństwa i mediów z policją) podają inicjały... Ostatnio nie było upałów - dlaczego zasada ochrony danych osobowych stawiana jest ponad zasadą listu gończego (jawnego, a nie tajnego!!!)?Jawność - Dziennik Bałtycki oraz Wieczór Wybrzeża (6 listopada 2001)
W obu trójmiejskich gazetach ukazała się notatka na temat niejakiego Grzegorza Wieczerzaka (tego posadzonego kilka miesięcy temu za przewały w PZU; jego żona miała w szafie 600 tysięcy złotych, czyli równowartość dwudziestu dość dobrej klasy samochodów).
Otóż jedna z gazet napisała, że przedłużono areszt Grzegorzowi W., zaś druga, że przedłużono areszt Grzegorzowi Wieczerzakowi.
Zatem jedna z gazet naruszyła prawo nazbyt rozlegle podając dane i powinna być ukarana (przez kogo?), albo jednak nie naruszyła ustawy o danych, co oznaczałoby, że druga gazeta jest zbyt bojaźliwa...
Przy okazji - na jakiej podstawie prawnej publikowano u nas PEŁNE dane b. prezydenta USA umoczonego (wraz z cygarem) w okołofigowych przydatkach naszej byłej rodaczki?
Kilka dni temu, pewien radny z okołotrójmiejskich okolic postrzelał był sobie (po pijaku) do znajomego z broni myśliwskiej. Podano jedynie Mirosław Cz.
Dzisiaj w naszej telewizji pokazano okołopolskiego (czarnoskórego) piłkarza, który (także po pijaku) pojeździł był sobie samochodem. I pokazano go, i podano jego PEŁNE dane...
Czyżby w Polsce prawo było inne dla Polaków i inne dla cudzoziemców? Gdyby były prezydent USA oraz aktualny piłkarz zmienili swe obywatelstwa na polskie, to byliby traktowani jak Polacy (lepiej!)? Co na to Unia Europejska, do której kołaczemy?Anonimowy list gończy - media wszelakie (15 i 16 marca 2002)
Tego nie wymyśliłby sam Mrożek!
Właściciel "Colloseum" Józef J. i wiceprezes tej spółki Piotr W. są ścigani krajowymi listami gończymi. Takie postanowienie wydała Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Obaj mężczyźni, podejrzani o wyłudzenie 345 mln zł od Będzińskiego Zakładu Elektroenergetycznego (BZE), ukrywają się od czwartku, kiedy Sąd Okręgowy w Katowicach wydał nakaz ich zatrzymania i osadzenia w areszcie.
Jeśli ktoś jest ścigany listem gończym, to jego zdjęcie drukujemy z zamazaną twarzą i podajemy jedynie inicjały? Z artykułu wynika, że inicjały podała PO w Katowicach, co zapewne nie jest prawdą, zatem prasa... kłamie.
Widywałem niejednokrotnie listy gończe na filmach traktujących o czasach Dzikiego Zachodu i okupacji, ale nigdy nie widziałem listu gończego z nieczytelnym wizerunkiem (ba, specjalnie zniekształconym!) i z niepełnymi danymi osobowymi. Zwykle takie listy rozsyła się, aby ująć kogoś, a nie aby manifestować szczytne zasady instytucji ochrony danych osobowych...
Społeczeństwo zostało orżnięte, ale zasady są ważniejsze od logiki. Brak pieniędzy dla szpitali? Goście wzięli szmalec, na który przeciętna pielęgniarka musiałaby pracować przez 50 tysięcy lat!
Podejrzany Clinton był pokazywany w "pełnej okazałości", choć nie aż tak pełnej, jakby tego wymagała rekonstrukcja zabaw z cygarem i jakoś media nie były zobowiązane do ochrony danych osobowych. Żadnych idiotyzmów w stylu prezydent USA, James C., ale wszystko podane na tacy, łącznie z plamami...
Co tam poszukiwani: gdzie forsa? Jak można wyjąć 100 mln europów z mało znanego zakładu (BZE), a znane fabryki padają, bo nie mają paru milionów E na zakup materiałów... Stocznia Remontowa "Nauta" w Gdyni jest na skraju (lądu i bankructwa), a za największy remont w tym roku dostanie 1-2 mln E (brutto!). Rozumiem, że będziński zakład padnie po takim przewale, no bo kto i czym pokryje niedobory...
Kiedyś losy Polski zależały od małych cwaniaków i głupców, a teraz zależą od dużych kombinatorów i durniów. Jednak coś się zmienia w naszym topornym (umysłowo) krajobrazie.
Dziennikarze często walczą z głupotą, ale tutaj hołdują jej, i to nie po raz pierwszy...
Zapewne okaże się także, że nie ukradziono aż takich pieniędzy - przecież takiej sumy nie trzyma się w sejfie zakładu energetycznego...Demony prędkości - Dzień Dobry (22 marca 2002)
Ostatnio wiele pisano o importowanych używanych niemieckich samochodach. Podobno są poważnym zagrożeniem bezpieczeństwa na naszych drogach. Jeśli mają badania techniczne dopuszczające do ruchu drogowego w Niemczech, to zapewne w Polsce pojeżdżą jeszcze spokojnie wiele lat, chyba że rozlecą się na naszych dziurawych drogach...
Z notki o powyższym tytule dowiadujemy się, że pewna wyścigówka o przepięknej sylwetce skrywa pod maską prawdziwego potwora - silnik o pojemności 4200 cm3, który osiąga moc 390 KM oraz, że inny bolid (o mocy 515 KM) może osiągnąć setkę w 4 sekundy i przekroczyć 300 km/h.
Jeśli naszemu rządowi istotnie zależy na bezpieczeństwie swych obywateli, to powinien
- wstrzymywać ruch na poszatkowanych szosach nie spełniających podstawowych parametrów,
- zabronić importu wozów bez odpowiednich świadectw technicznych,
- zakazać sprowadzania i rejestrowania w Polsce (a może nawet wjazdu do kraju) samochodów, których prędkości katalogowe znacznie przekraczają dopuszczalne u nas limity.
Należałoby także wprowadzić górną granicę stosunku mocy silnika do masy samochodu. Przekroczenie takiej granicy uniemożliwiłoby rejestrację samochodu, a nawet wjazd do RP. Rejestracja byłaby możliwa po wykonaniu zmian konstrukcyjnych w układzie napędowym, które uniemożliwiłyby przekraczanie ustalonych limitów. Pojazdy poruszające się tranzytem powinny mieć świadectwo potwierdzające tymczasową instalację blokady. Z ograniczeń byłyby wyłączone pojazdy uczestniczące w zamkniętych zawodach sportowych oraz badaniach na torach doświadczalnych.
Należy wyrazić zdziwienie, że w dobie ograniczeń podyktowanych bezpieczeństwem kierowcy i pasażerów są produkowane (i dopuszczane do zwykłego ruchu drogowego) takie demony prędkości.
W innych państwach istnieją przepisy, które uniemożliwiają wejście na ich terytorium pojazdów (samolotu, statku, samochodu...), w przypadku niespełniania lokalnych wymogów.
Jak do tej pory wszelkie obostrzenia były importowane (pasy bezpieczeństwa, poduszki, katalizatory, "zimowe" światła). Może i my zaskoczymy świat rozwiązaniem zwiększającym bezpieczeństwo...W tymże nowym tygodniku (bezpłatny!) można przeczytać również o odpłatnym pisaniu prac magisterskich (podano cennik). Okazuje się, że owa naganna działalność jest ponadto nielegalna - art. 58 kc mówi bowiem jasno: nieważna jest czynność prawna sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.
Zatem - gdyby uznać, że samochody mogące rozwijać prędkość ponad 200 km/h są niebezpieczne dla użytkowników dróg, a ich dopuszczenie do ruchu jest sprzeczne z owymi zasadami... Ktoś powie - przecież mogę takim wozem jeździć 50 km/h. Inny ktoś może jednak powiedzieć - mam plecak z narkotykami, ale nie ćpam... Albo - wniosłem wprawdzie do firmy pół litra, ale nie do bezpośredniej, lecz do odroczonej konsumpcji (po powrocie do domowych pieleszy)...Faleza - strome urwisko nad morzem - Gazeta Wyborcza (Supermarket, 12 kwietnia 2002)
W obszernym ogłoszeniu zareklamowano gdyński supermarket Faleza (zmieniono nazwę urwisko z polsko-angielskiej na polsko-francuską) - I Ty możesz mieć Mercedesa!.
Okazuje się, że każdy klient wydający tamże co najmniej 150 zł, może wziąć udział w konkursie. Losowanie odbędzie się 16 maja 2002 o godz. 23. Obecność przy losowaniu obowiązkowa.
Od kilku lat ów market organizuje podobne konkursy. I nie tylko on. Nie wystarczy kupić, podpisać się i wrzucić kupon do skrzynki. Należy jeszcze być podczas losowania.
Byłem raz na takim losowaniu. Tysiące ludzi szturmujących wnętrze sklepu w godzinach najlepszych dla życia towarzyskiego, szarpiących się w kolejce do urny. Rezygnują z imienin, z wizyty w kinie lub teatrze, z obejrzenia ciekawego filmu w domu u schyłku tygodnia. Schyłek kultury osobistej i godności narodowej - urwisko, czyli faleza...
Większość przybywa samochodami - galimatias na parkingu i ogólny paraliż komunikacyjny w rejonie owej placówki handlowej. Tysiące bezproduktywnie i bez przyjemności utraconych godzin i tyleż wypalonych litrów paliwa (także bez sensu). Tłok i złorzeczenie. Spora część klientów nie ma szansy na dopchanie się do urny i nie uczestniczy w konkursie.
Losowanie odbywa się w ogólnym zgiełku, są trudności ze zrozumieniem nazwisk zwycięzców, po odbiór głównych nagród nie zgłaszają się szczęśliwcy, bo nie dosłyszeli lub... ich nie było (olali, zapomnieli, pracowali, ratowali, zachorowali, umarli). To nie jest sympatyczny i przyjazny sposób obcowania dyrekcji marketu z kłębiącą się gawiedzią.
Gratka dla kieszonkowców - tłum zaaferowany możliwością zdobycia samochodu zapomina o portfelach i torebkach. Dochodzi do przeciążenie górnych kondygnacji oraz schodów, co grozi zawaleniem. Z pewnością nie są spełnione także przepisy ochrony przeciwpożarowej. Koszmar i upodlenie. Granie na niewysokich instynktach ludzkich.
Wszystko zgodnie z zasadami wolnej kapitalistycznej konkurencji - co nie jest zabronione jest dozwolone...Proponuję uznać, że
1. Punkt regulaminu obecność przy losowaniu obowiązkowa jest nieracjonalny, niesympatyczny, nieprzyjazny i nielegalny.
2. Ów punkt regulaminu w szczególności nie spełnia wymogów ostatnio komentowanych przepisów o nieuczciwej konkurencji.
3. Zamieszanie na drogach publicznych wokół supermarketu stanowi zagrożenie dla użytkowników tych dróg (także niezainteresowanych konkursem).
4. Zamieszanie wewnątrz obiektu handlowego zwiększa zagrożenie pożarowe oraz zwiększa prawdopodobieństwo zaistnienia katastrofy budowlanej.Czy dyrekcja bierze odpowiedzialność za kradzieże, stłuczki, pożar i zawalenie spowodowane większym ryzykiem, niż w zwykłych (nominalnych) warunkach pracy marketu? Czy umowa z ubezpieczycielem przewiduje nadzwyczajne przypadki? Czy ze skutków pamiętnego pożaru podczas koncertu w hali Stoczni Gdańskiej wyciągnięto wnioski?
Wobec powyższego wnoszę do władz miasta, policji i straży pożarnej o niewydawanie pozwoleń na imprezy zagrażające mieniu, zdrowiu i życiu obywateli, w szczególności konkursom zawierającym skandaliczny punkt regulaminu Obecność przy losowaniu obowiązkowa. Prawnicy, zwłaszcza współpracujący z prasą oraz z Federacją Konsumenta, proszeni są o ocenę legalności krytykowanego punktu regulaminu konkursu.
Jeśli ktoś wątpi w słuszność powyższego postulatu, to proszę dziennikarzy, fotoreporterów oraz osoby posiadające wideokamery o przybycie do Orłowa w sobotę 18 maja na godzinę przed północą na niebezpieczny pokaz naigrywania się z łapczywości i złudzeń tłuszczy oraz na żenująco niski poziom rozstrzygnięcia konkursu pn. I Ty możesz mieć Mercedesa...
Czy konkursy - kup, wrzuć kupon i wygraj nie są nieetyczną formą promocji sklepu i towarów?
Czy środki zdobywane na zakup nagród są pozyskiwane ze sprzedaży innych towarów po wyższej cenie albo są uzyskiwane na niższych wynegocjowanych cenach od hurtowni dostarczających większe ilości towaru (jednak inne sklepy nie stosują tych chwytów reklamowych, bo ich dyrekcje nie uważają takich konkursów za moralne)?
Czy redakcje gazet i czasopism oferując swe produkty wraz z masą konkursów pocztówkowych i telefonicznych nie stosują wybiegów podobnych do krytykowanych pomysłów wdrażanych przez markety?
Czy można uznać, że klient nabywający towar i wypełniający kupon ma prawo do uczestnictwa w konkursie bez warunku obecności podczas losowania (wszak w cenie towaru opłacił prawo uczestniczenia w loterii, a wszelkie inne dodatkowe i utrudniające wymagania są pozaprawne i nieeleganckie, czyli nieprzystające do określenia cywilizowane)?
Czy stacje telewizyjne organizujące konkursy telefoniczne z nagrodami o wysokiej wartości nie popełniają identycznej gafy wymagając obecności telewidza w domu podczas trwania telezabawy (wszak telewidz wniósł swą opłatę za prawo uczestniczenia w konkursie i pozostałe warunki, w tym wymagana obecność oraz minimalny wiek uczestnika, należy uznać za nielegalne)?
Czy świat nie zwariował od kakofonii promocji, konkursów i reklam? Wszak za to wszystko płacimy my, nabywcy... Abonament telewizyjny byłby droższy? Prawda, ale ilekroć więcej byśmy zaoszczędzili podczas nabywania towarów niereklamowanych (tańsze), a ilu z nich w ogóle nie nabylibyśmy (zbędne)... Agencje reklamowe (zbijające majątek na wmawianiu klientom, że towar x jest lepszy od y, albo że z jest im niezbędny) nie wytwarzają żadnych wartości materialnych. Przelewają z pustego w próżne, trwoniąc społeczną energię (powierzchnia biurowa, wyposażenie firmy, paliwo, pensje). Może wzięłyby się za produkcję konkretnych wyrobów zwiększając masę towarową na rynku i rzeczywisty dochód narodowy?
Należy ograniczyć emisję reklam, stworzyć nowe prawo dopuszczające istnienie jedynie skromnej reklamy informacyjnej i to sprawdzonej (przed emisją) przez wiarygodne służby publiczne (federacje konsumentów i państwowe służby kontrolujące wyroby na zgodność z normami bezpieczeństwa). Należy wyeliminować zapis w rodzaju za treść reklamy nie bierzemy odpowiedzialności. Nie ma prawa ukazać się reklamowy anons, za który nikt nie chce finansowo odpowiadać.Biedna Policja - Dziennik Internetowy (22 kwietnia)
Dowiadujemy się, że Policja odzyskała ponad 100 obrazów, kolekcje miniatur z kości słoniowej oraz wyroby ze srebra skradzione na początku kwietnia z mieszkania kolekcjonera w Krakowie. Właściciel oszacował wartość tych dzieł sztuki na 8 mln zł.
Czas skończyć z charytatywną działalnością organów ścigania. Jeśli Policja odzyska skradzione przedmioty, to powinna otrzymać równowartość części odzyskanego majątku. Należy opracować stosowną tabelę urzędowych opłat, które byłyby zmniejszane proporcjonalnie do zapłaconych podatków przez poszkodowanego, ale jednak... szczęściarza. Opłaty byłyby wnoszone także przez towarzystwa ubezpieczeniowe, które mogłyby podnieść z tego powodu składkę. Niezrozumiałe są sytuacje, kiedy Policja odzyskuje drogocenne kolekcje, samochody, biżuterię (często nieubezpieczone, także lekkomyślnie tracone) za zwyczajowe "dziękuję", zaś funkcjonariusze nie mają na pensje, paliwo tudzież komputery.
Paradoks - złodzieje popełniający przestępstwo (także!) z powodu braku odpowiedniego zabezpieczenia kosztownych przedmiotów, będą latami nudzić się (pomijam czas spędzany na planowaniu następnego skoku, gdyż jest to marginalna pasja nawracanych przestępców) za murami na nasz (podatników) koszt, a nagrody wręczane oddanym sprawie policjantom także są z naszych podatków...
Każdy (poza młodzieżą i bezrobotnymi) obywatel powinien płacić podatki i być chroniony przez Policję, jednak jeśli takich podatków niewiele w życiu przydał Skarbowi Państwa, a Policja odzyskała jego mienie znacznej wartości, to zwykła przyzwoitość nakazuje wniesienie opłaty nie wg zasady "co łaska", ale wg urzędowej tabeli. Przy okazji mile widziana staranna kontrola skarbowa badająca związek pomiędzy znaczną wartością kolekcji a wkładem obywatela (i jego rodziny) do narodowej szkatuły.
Wszelkie sugestie dotyczące opisanej przez media kradzieży w aspekcie niniejszej propozycji są najzupełniej przypadkowe.Asymetria - Dziennik Internetowy (10 czerwca 2002)
Dyrektor wykonawczy Kongresu Polonii Amerykańskiej - Nowe zaostrzone prawo imigracyjne może dotyczyć również Polaków.
Rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości - Do 2005 roku obowiązek pobierania odcisków palców i fotografowania twarzy powinien objąć wszystkich przyjeżdżających do USA. Dlatego takiemu obowiązkowi mogą być również poddawani podróżni z Polski.I bardzo dobrze - jeśli terroryści uwzięli się na USA, to można zrozumieć prawo narodu tego państwa do obrony, także poprzez dokładniejszą kontrolę przyjezdnych, przepływnych i przelotnych mieszkańców innych krajów. Jednak przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na delikatną sprawę - Amerykanie wymagają wiz dla obywateli Polski, a taki obowiązek został zniesiony w kierunku odwrotnym.
Nigdy nie starałem się o amerykańską wizę, ale słyszałem opowieści "w tym temacie". Myślę, że można byłoby publikować dziennie kilka żenujących przykładów traktowania naszych obywateli przez pracowników ambasady sojuszniczego i zaprzyjaźnionego państwa. I to jeszcze przed 11 września 2001, co wyklucza podejrzenia natury terrorystycznej. Może ktoś założy ciekawą witrynę...
Zdaję sobie sprawę, że w wielu sprawach to my musimy Amerykanom włazić (a nie odwrotnie) bez masła tam, gdzie w przenośni stosuje się porównania z dziedziny oświetlenia trącające problemem amerykańskich kolorowych mniejszości rodem z Afryki. Gdzie podziewa się równość obywateli obu państw deklarowana w obu nowoczesnych konstytucjach?
Jestem realistą i wiem, że to oni będą przyjeżdżać do nas na wszelakie ćwiczenia w ramach NATO (głównie wojskowe) i będą deptać (głównie poligony) a nie odwrotnie, bo są od nas lepsi niemal w każdej dziedzinie.
Jednak zapisy prawa (z reguły wyidealizowane i każdy mi powie - panie, życia pan nie znasz?) w opisanym przypadku nawet nie wysilają się udawać, że istnieje coś takiego jak równość!
Wszyscy uznali, że tak być powinno! Jest dokładnie tak, jak kilkaset lat temu - niewolnictwo było rzeczą normalną i jeśli ktoś burzył się przeciwko rzeczywistości, to raczej pod kątem ulżenia nieszczęśnikom, niźli ich uwolnienia.
Za sto lat ktoś zauważy - niesymetryczne umowy międzynarodowe na początku trzeciego tysiąclecia były równie niesprawiedliwe, co prawo tolerujące niewolnictwo lub prawo do budowania gett podczas okupacji.
Polska posiada niesymetryczne umowy także z innym państwami, również z państwami, których obywatele są w gorszej sytuacji, niż nasi rodacy. Jeśli poczucie godności naszych (i innych, uznanych za drugą kategorię) obywateli nie jest wyświechtaną cechą naszego narodu, to Polska oraz inne, drugiej kategorii, kraje powinny renegocjować umowy dotyczące niesymetrycznego traktowania obywateli w rzekomo globalnej, sprawiedliwej wiosce. W przeciwnym przypadku, mówienie z entuzjazmem o globalizacji jest czczą gadaniną!
Należy dopisać do Konstytucji RP - zawieranie nierównoprawnych umów pomiędzy państwami (dotyczących także ich obywateli) jest zabronione, a w przypadku zawarcia będzie uznane za nieważne na mocy Konstytucji od momentu podpisania.Ochrona danych - Panorama (wieczorem 26 czerwca 2002)
Pokazano niewyraźne wizerunki dwóch podejrzanych o dokonanie w Skarszewach "omyłkowego" morderstwa kilkunastoletniej dziewczyny (od bomby podłożonej w samochodzie miał zginąć jej ojciec) oraz podano ich inicjały. Z sali wyproszono publiczność, gdyż miały być omawiane prywatne wątki z życia jednego z podejrzanych (podczas omawiania delikatnych lewińskich wątków z nieświętego żywota prezydenta USA gromadziła się największa publika)...
Także jedynie inicjały podano domniemanego zabójcy (samobójcy?) pewnego działacza sportowego.
W Internecie powinny znaleźć się wszystkie osoby (pełne dane wraz z facjatami) poszukiwane i osadzone na mocy wyroku sądu pierwszej instancji (po uniewinnieniu w kolejnej instancji, dane byłyby zdejmowane z witryny). Spadłyby wskaźniki przestępczości z dwóch powodów - przestępcy byliby mniej pewni siebie oraz potencjalne ofiary wystrzegałyby się ich, zwłaszcza oszustów wszelkiego autoramentu.Takie ujawnienie powinno być jedną z szeregu dolegliwości w arsenale wymiaru sprawiedliwości. A nie jest... Wielu poszukiwanych przestępców, także oszustów, chronionych jest w imię oryginalnie pojmowanej ochrony danych osobowych... Nawet dane osób jedynie podejrzanych, wobec których wytoczono oskarżenia ciężkiego kalibru, także powinny być opublikowane. Znakomicie przyspieszono by pracę sądu, choćby tylko z powodu zwiększonego napływu świadków w sprawie.
Jesteśmy zalewani niepełnymi danymi poszukiwanych, ujętych, domniemanych albo też osądzonych przestępców, których pełne nazwiska oraz wizerunki jedynie w wyjątkowych przypadkach trafiają na łamy.
Może tak jest w całym cywilizowanym świecie? Otóż nie! Przed chwilą zakończył się amerykański film o kobiecie, którą podejrzewano o zabójstwo męża, ale nie można było jej udowodnić zbrodni (nie znaleziono broni). Nie przeszkadzało to w jej aresztowaniu i doprowadzeniu na przesłuchanie w kajdankach (ręce na plecach) w asyście dziennikarzy. Oczywiście, tamtejsza prasa podała jej pełne nazwisko z uwagą, że ta pani jest główną podejrzaną.
Kilkanaście dni temu, w innym amerykańskim filmie, oskarżona dziewczyna zapytała prawnika, czy jej dane będą ujawnione, na co uzyskała odpowiedź - sąd nie ujawnia danych nieletnich podejrzanych, ale prasa zapewne to uczyni...
Dzisiaj podano jedynie inicjały (rodzimego) dyrektora zdjętego za przewały, ale kiedy go mianowano na to stanowisko, to wymieniono jego pełne dane...
W którym miejscu polska konstytucja różni się od amerykańskiej, że mamy aż takie niejednolite podejścia mediów w sprawach ujawniania pełnych informacji osobowych obywateli "szykanowanych" przez polskie sądy?
Czy ujawnianie pełnych danych podejrzanych (jeszcze przed ogłoszeniem wyroku) i związany z tym wstyd niektórych obywateli naszego państwa, nie spowodowałoby zmniejszenia przestępczości o kilka procent.Tanie samochody a misja dziennikarzy - Super Express (16 sierpnia 2002)
Od kilku lat w rozmaitych gazetach drukowane są kosztowne ogłoszenia. Propozycja jest kusząca - mamy do wyboru ponad 220 nowych samochodów, które można kupić na raty, a co najważniejsze - o 35% taniej niż w salonie. Trudno wyjaśnić, dlaczego sprzedaż aut w Polsce spadła w ostatnich dwóch latach, wszak na takie tanie samochody i na takie korzystne raty powinny rzucić się miliony nabywców. Bodaj jedynym warunkiem jest umieszczenie na owych wozach dwóch nalepek reklamujących nowe wydawnictwo motoryzacyjne "Glob Motor".
Może dociekliwa Redakcja zbada sprawę - ile rocznie kosztują zamieszczane anonse, ile dopłaca do samochodów ogłoszeniodawca, ilu jest klientów zauroczonych bajeczną propozycją, ile wydawca sprzedaje czasopism? Krótko mówiąc - kto przedstawi biznesowy plan omawianego przedsięwzięcia? Wszak łatwiej jest wysłać paru dziennikarzy i ocenić ofertę, niźli każdy z klientów miałby podejmować ryzyko na własną rękę. Tak zresztą rozumiem współczesną misję dziennikarstwa - badać dziwy natury i biznesu oraz informować o tym swych kochanych Czytelników.
Może Policja i inne państwowe oraz samorządowe instytucje zainteresują się sprawą. Przecież mogą zwiększać swój tabor za "psie pieniądze", zaś oszczędności przeznaczać na sektor oświaty i zdrowia. Czekamy na innych hojnych sponsorów. Może coś większego w promocji? Tramwaje, autobusy, pociągi, statki, samoloty? Wszystko oklejone stosownymi nalepkami... (Na wagony metra plakiety cięte z metra). Chyba wielkość pojazdu nie czyni różnicy? A na domach nie można wieszać reklamowych tekstów? Cena metra kwadratowego mieszkania spadłby o 35%, a budownictwo by nam drgnęło, mimo podwyższenia podatku VAT...
Pomysłowe anonse są dowodem, że polscy biznesmeni to geniusze (może Nobel albo chociaż Teraz Polska?), zaś większość właścicieli prywatnych i służbowych wozów to zwykłe pastewne buraki - nie korzystają z atrakcyjnych propozycji i jeżdżą zbyt drogimi autami... Niech chociaż nie narzekają!Co z łapówką? - Gazeta Wyborcza (23 sierpnia 2002)
Jacek T. został aresztowany w marcu pod zarzutem przyjęcia 20 tys. zł łapówki za podpisanie niekorzystnego dla Poczty kontraktu. Jeden z dwóch innych pracowników, którzy przyznali się do łapówkarstwa, zmienił swoje zeznania. Np. wcześniej twierdził, że Jacek T. musiał wiedzieć, że wręcza mu gotówkę, teraz - że nie mógł tego wiedzieć, bo wręczył mu pieniądze w obwolucie na bilet lotniczy.
W takim razie zapomniane pieniądze zapewne nadal leżą w szufladzie w obwolucie, pomiędzy innymi starymi biletami...
Prasa niejednokrotnie informuje czytelników, że ktoś zwinął kasę oraz, że gościowi grozi kilka lat więzienia, a nie wspomina, co z forsą, a to głównie interesuje nabywców gazet.
Wiemy, ile kosztuje operacja ratująca życie (oraz, że zwykle te pieniądze trzeba pozbierać przed operacją), ale nie wiemy, ile i kto płaci za proces i pobyt oszusta w pudle oraz jak żyją cwaniacy po opuszczeniu przybytku... Oszustwa w Polsce ciągle popłacają.Jedni fałszują inni biorą w łapę - Dziennik Bałtycki (9 października 2002)
Jak wiadomo, fałszowanie i wprowadzanie pieniędzy do obiegu to znacznie cięższe przestępstwo, niż branie do ręki 20 zł. Policja rozbiła szajkę fałszerzy pieniędzy. Skazano ich na dwa lata więzienia w zawieszeniu.
Tak "drastyczny" wyrok zapadł w Kwidzynie, który słynie z produkcji papieru i najwyraźniej niezbyt ostro piętnuje wszelkie, nawet nielegalne, papierowe inicjatywy...
Tuż obok poinformowano nas o słynnej (bo nagranej) łapówce. Dwóch policjantów otrzymało pozaproceduralnie po 10 zł. Kilkaset tysięcy polskich łapowników śmieje się do rozpuku i proponuje nominowanie ich do słynnej księgi rekordów w kategorii najniższa łapówka. Owym stróżom prawa nie jest jednak do śmiechu - Zostali błyskawicznie zawieszeni w czynnościach i osadzeni w Policyjnej Izbie Zatrzymań. Funkcjonariuszom postawiono zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie nie mniejszej niż 20 zł. Grozi za to do 8 lat więzienia.
Jak widać, instytucja zawieszania jest coraz modniejsza i coraz mniej sprawiedliwa - jedni za poważne przestępstwo otrzymują wyroki w zawieszeniu, a inni za niemal narodowy zwyczaj są zawieszani w czynnościach, że o odsiadce nie wspomnę...
Nie wiadomo, czy to prawda, ale na pewno doskonała wskazówka dla następnych namierzonych funkcjonariuszy - obaj zawieszeni zeznali, że przyjęli wprawdzie od cudzoziemca rzeczone 20 zł, ale był to zwrot... długu. Prawda, że doskonale wybrnęli. A teraz proszę udowodnić, że mijają się z prawdą, zwłaszcza że może być to prawda... A wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść podejrzanych. I co, filmowy amatorze? Nie wstyd ci? Nie będziesz chyba już podglądał jak obywatele regulują długi z funkcjonariuszami wyciągającymi dłonie. Pomocne a nie zachłanne...Brawa dla Temidy - Fakt (24 października 2003)
Sąd ukarał 9 osób, które sprzedawały rolnikom fałszywe nawozy. Oszuści sprzedali rolnikom 260 ton soli do posypywania ulic. Otrzymali po 2 lata więzienia w zawieszeniu i grzywny po 2400 zł.
Czy ktoś twierdzi, że polska Temida jest nie tylko ślepa, ale i głupawa? Czy rolnicy otrzymają swoje pieniądze? Ten fakt przemilczano. Nie wiadomo, czy oszukani zastosowali te "nawozy" w swej produkcji i jakie były efekty niezamierzonej racjonalizacji. Sądząc po wyroku, to chyba plony wzrosły, wszak o stratach w uprawach ani słowa...Leniwe banki - Dziennik Bałtycki (9 listopada 2002)
W artykule Bezdomni biznesmeni opisano szajkę wyłudzaczy bankowych. Ograbili banki na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Takich cwaniaków jest masa. Przestępcy współpracowali z bezdomnymi, którym kupowano ubrania, prowadzono do banku lub sklepu, wcześniej fałszując na ich dowód osobisty zaświadczenia o zatrudnieniu w różnych firmach. Na dokumentach podawano fikcyjny numer telefonu do przedsiębiorstw. Pod podanym numerem w gdyńskim mieszkaniu "dyżurował" jeden z przestępców. Gdy więc przedstawiciele banków dzwonili, aby potwierdzić dane zawarte w zaświadczeniach o pracę, otrzymywali pozytywną opinię na temat kondycji finansowej i zarobków kredytobiorcy.
Gdyby nie lenistwo bankierów, którzy sprawdzają wiarygodność jedynie telefonicznie, to byłoby mniej tego typu przewałów, co zmniejszyłoby koszty kredytów (wszak ryzyko podwyższa ich stopy procentowe) oraz byłyby niższe podatki na Temidę (mniej przestępców z długimi wyrokami). Z powodu lenistwa banków, zwykli ciułacze i obywatele płacą wyższe rachunki - kredyty i podatki. Dziękujemy!!!
Natomiast, kilka dni temu, pewna klientka nie została obsłużona przez Bank PKO BP w Gdyni, ponieważ miała nazbyt zużyty dowód osobisty (przez ostatnie kilka lat nie było przeszkód w wypłatach). Nic to, że kwota była poniżej 1000 zł, że jest klientką tegoż oddziału od ćwierć wieku, że może okazać inne dowody (przepustkę, bilet). Bank posiada wszak i inne możliwości, choćby kamery. O czekowym podpisie, który jest najważniejszy, nie wspomnę! Natomiast pierwsza lepsza łachudrzasta szajka znane banki ROBI NA SZARO. Brawo, bankowe lenie!Naród zarządzany przez głupców - Rozmowy w toku (29 listopada 2002)
Wiedziałem, że nasz naród jest zarządzany przez cwaniaków, często złodziei a także zwykłych głupców. Czarę goryczy przelał kolejny ciekawy program pani Drzyzgi nadany dzisiaj przez TVN o odszkodowaniach.
Pewien pan miał wypadek w pracy - stracił oko. Wiele lat temu otrzymał jednorazowe odszkodowanie oraz dożywotnią rentę, bodaj 300 zł. Wraz z inflacją przeliczano mu tę rentę, także podczas hiperinflacji. I na tym logika decydentów się skończyła. Po naszym spektakularnym burżuazyjnym zwycięstwie nad nami proletariuszami, przeliczono pewne
świadczenia w genialny a denominacyjny sposób - podzielono jakąś dziwną kwotę przez 10000. I gość w studiu otrzymuje równowartość biletu jednorazowego komunikacji miejskiej, co oznacza, że koszt nadania przekazu na poczcie przekracza wartość nabywczą nowo ustalonej renty. Prawda, że genialne? Wszak takiego pomysłu nie miał nawet Bierut przed słynną wymianą pieniądza... Prawnik w studiu oświadczył, że nie widzi w świetle naszego prawa możliwości zrewaloryzowania wypłat. Przecież to jawny skandal! To ponadto dowód na tępotę i bezduszność naszych pyskatych działaczy i ten stan trwa od czasu obalenia poprzedniego systemu.
Bilans wyszedł raczej na zero - część z nas wykupiła mieszkania i pospłacała kredyty o wysokiej wartości w przeliczeniu na cokolwiek materialnego niewiele wartymi pieniędzmi (ale nominalnie w księgowości wszystko się zgadzało). Część (śmietana, paniska) zgromadzona u koryta brała wielkie kredyty na niski lub zerowy procent i spłacała (w przeliczeniu na dowolne dobra) setki razy mniej. To tak, jakby ktoś wziął tonę srebra a oddał tonę złomu stalowego (na papierze wszystko się zgadzało). Ktoś musiał wyjść na tzw. durnia. I wiadomo kto - taki przykładowy telewizyjny nieszczęśnik. Ile w tych działaniach było głupoty a ile cwaniactwa, to może kiedyś się dowiemy...
Nie idzie tu o efektywność polskiej gospodarki. Wiadomo, że taki przeciętny Niemiec i Japończyk jest lepiej zorganizowany w pracy, pewnie są oni także bardziej pracowici. Ponadto nie muszą spłacać starych długów. Ale nic nie tłumaczy idiotycznych i demoralizujących przepisów, które jednych stawiają w uprzywilejowanej sytuacji, zaś innych wykorzystują. Czy jakikolwiek rząd i parlament cywilizowanego państwa ustanowiłby prawo typu - rentę (cokolwiek by to słowo nie oznaczało) zamienia się na równowartość biletu autobusowego?
Zarząd RP to prawni, ekonomiczni i socjologiczni ignoranci. Jako Polak nie powinienem o tym pisać, ale gdyby 13 lat temu wydzierżawiono rząd, sejm i senat nowoczesnym cudzoziemcom, to nie byłoby takich przekrętów, idiotycznych przepisów i tak wielkiej krzywdy ludzkiej. Jeśli niektórzy twierdzą, że to koszty transformacji, to jedynie potwierdzają, że zarządzanie należało przekazać obcym fachowcom, a nie naszym amatorom - wiele ośmieszających i kryminogennych knotów prawnych nie miałoby w ogóle miejsca. Są zamożne narody, które nie biorą się za produkcję samochodów, bo niezbyt na tym się znają. Jeśli nie umiemy zarządzać, to...
Twierdzę, że od kilkunastu lat RP zarządzana jest przez głupców. Jako podatnik żądam podniesienia podatków w stopniu zapewniającym finansowe zadośćuczynienie oszukanym mieszkańcom naszego kraju. Czas skończyć z błazenadą w rodzaju - jak obliczać podatki od oszczędności i jak ich jednak nie płacić. To margines, choć oczywiście podatki powinny być płacone przez każdego i od każdej dochodowej działalności, także od oszczędności.
Podobnie uczyniono z oszczędnościami mieszkaniowymi i posagowymi, a za oszczędności poręcza Państwo, jak zapisano w odpowiednich książeczkach. Państwo to także my, zatem to my finansowo odpowiadamy za głupotę naszych przedstawicieli...
Należy zredukować liczbę urzędników i ograniczyć wygórowane płace, premie oraz odprawy osobom odpowiedzialnym za społeczne mienie i jego pomnażanie. Wówczas zapewne będzie można obniżyć podatki. Być może oszukani obywatele RP zjednoczą się i przekażą pozew do UE. Może powstanie nowy odpowiednik słynnej Solidarności, której to działacze już zdołali się obłowić zdradzając i sierpniowe idee i pracowników fabrycznych oraz rolnych. Już samo rozpatrywanie podobnych spraw przez właściwy trybunał otworzy oczy naszym sąsiadom, że Polacy zarządzani są od wielu lat przez głupców, także Polaków, co niestety nie przysporzy nam sympatii, a raczej powstanie kolejna partia, tym razem nie polityczna, ale nowych dowcipów na nasz temat. Bo tak po prawdzie głupców wybierają pewnie niewiele mądrzejsi - może nie zasłużyliśmy na lepszy los?W pudle da się żyć - 997 (2 grudnia 2002)
Pokazano gościa zamieszkującego willę z jakąś laską. Oskarżony był o 120 przestępstw kryminalnych i 80 gospodarczych. Wyszedł po paru latach (ciekawe, kto zapłacił za jego ściganie, proces i resocjalizację...), ale podczas odsiadki wychodził na przepustki do liceum wieczorowego (a jakże, miał niezbywalne prawo do nauki!). Oczywiście - załatwiał sprawy towarzyskie i nowe przestępstwa, po czym wracał do pudła. Nie dopadła go nasza rachityczna Temida - jakiś gang złodziei tirów rozprawił się z nim (ostatecznie...). Inny gość z telefonu komórkowego (także z więzienia) zlecał zabójstwa.
Ludzie, czy to nasze państwo jest zarządzane przez normalnych ludzi? Zdrowych na umyśle?
Parę dni temu NIK ujawnił dane, z których wynika, że w poprawczakach koszty utrzymania chuligana wynoszą 5-20 tys. zł. MIESIĘCZNIE! Zatem przeciętny lekarz, nauczyciel lub inżynier zarobi w ciągu roku równowartość miesięcznego kosztu utrzymania, wychowania i powrotu na drogę przestępstwa (nikt nie zna statystyki resocjalizacji milusińskich) najdroższych młodzieżowych nierobów! Czyli - jeden z wymienionych frajerów (bo jak ich inaczej nazwać?) musi łazić 12 lat do swej roboty, coś tam jednak robić, pilnować stanowiska pracy (może jeszcze w tym roku nie zlikwidują onego miejsca...), zaś zarobione pieniądze przez ów tuzin lat pracy wystarczyłyby naszemu szlachetnemu a głupawemu Państwu na JEDNOROCZNĄ opiekę roztaczaną nad zarozumiałym młodym chuliganem. To się nazywa opiekuńcze Państwo! Rodzice żebrzą, bo nie ma forsy na operacje ich dzieci, nie ma także na utrzymanie domów dziecka... I Ministerstwo Sprawiedliwości nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. Paranoja!Dotacje czy kryzys - Dziennik Internetowy (5 grudnia 2002)
Przedsiębiorstwo Państwowe Polska Żegluga Morska zamówi sześć statków w jednej ze stoczni na Dalekim Wschodzie.
Podobno u nas statki te byłyby droższe o 25%. Czy rząd, związki, Sejm, banki zastanowiły się nad propozycją udzielenia dotacji, aby polska stocznia wykonała to zamówienie zapewniając pracę nie tylko swoim pracownikom, ale też setkom kooperantów? Gdzie będą wykonywane przyszłe remonty i na jakim poziomie kosztów (także społecznych)?
Czy stoczniowcy i kooperanci (robotnicy i zarządy) mogłyby obniżyć nieco swe wynagrodzenia, aby zejść z kosztami? Czy wykonano plan biznesowy na wyższym poziomie, niż jedynie na szczeblu PŻM, a zatem wespół z innymi zakładami?
Czy rząd mógłby obniżyć nieco podatki płacone przez PŻM za korzystanie z owych statków w przypadku ich budowy w Polsce i udzielić gwarancji bankom, zaś banki mogłyby obniżyć nieco stopy procentowe na udzielane kredyty?
Czyż nie tak należy pojmować SOLIDARNOŚĆ polską i społeczną XXI wieku?
A gdyby tak bank państwowy rozprowadzał wśród zwykłych ciułaczy akcje o nominałach 10, 20 i 50 zł, które byłyby przeznaczone na budowę tych statków? Takie akcje powinny mieć tradycyjną formę papieru wartościowego, gdyż formy wyłącznie elektroniczne nie budzą zaufania... Akcje te mogłyby być swobodnie odsprzedawane po trzech latach od ich nabycia. Można także wyemitować pięknie opracowane graficznie akcje po 10 zł, które zapewne wielu Polaków kupiłoby chętnie na pamiątkę (w formie niby-arkusika filatelistycznego), do obrotu jedynie kolekcjonerskiego..
Ciułacze odpisaliby sobie koszty zakupu od podatku (w corocznym zeznaniu), zaś PŻM pod właściwym nadzorem prowadziłaby ekonomiczną działalność i elektronicznie (bez opłat za przelewy) przekazywałaby ewentualne zyski na konta masowych udziałowców. W ten sposób masy (to tylko kwestia nazwy...) stałyby się właścicielami środków produkcji, ale pod okiem uczciwych fachowców o niewygórowanych wynagrodzeniach.SN obronił sędziego fałszerza - Gazeta Wyborcza (13 grudnia 2002)
Sędzia, który sfałszował wyrok, może dalej orzekać i nie będzie oskarżony. Tak uznał wczoraj Sąd Najwyższy.
Pewien gościu sędzią zwany, wyjął z akt wydany przez siebie skazujący wyrok i zastąpił go drugim, uniewinniającym.
W pierwszej instancji koledzy po fachu (kumple?) z sądu dyscyplinarnego nie uchylili mu immunitetu, jednak w drugiej instancji równie niezawisły inny sąd uchylił mu ten przywilej zawarowany dla nielicznych. Sędzia-fałszerz odwołał się do SN, który wydał ostateczny wyrok jak podano na wstępie. Zatem sprawiedliwość znowu zwyciężyła, jednak po co denerwować Czytelników takimi nowinkami - i bez tego już są poirytowani...Nie lubią audiotele - Dziennik Bałtycki (30 grudnia 2002)
Blisko milion złotych wydzwonił telefonami oszust wynajmujący mieszkania na terenie Trójmiasta. Wynajmował pokój posługując się fałszywym dokumentem, a następnie, używając specjalnego urządzenia, przez całą dobę wybierał połączenia z numerami 0 700...
Telekomunikacja może należności rozłożyć na raty, ale długów nie umorzy, bo połączenia zostały wykonane i firma poniosła ich koszty.
Dlaczego banki mają zabezpieczenia w bankomatach - limit pobrania dziennego i tygodniowego, a telekomunikacja nie może wyłapywać rozmów o kosztach wyższych od ustalonego limitu i blokować albo informować właściciela telefonu? Takiego złodzieja ujęto by zaraz przy pierwszym przekręcie, a pewnie miał ich kilka innego typu...
Mamy zdjęcie oszusta. Wszyscy poszkodowani go rozpoznali - mówi dyrektor Regionalnego Centrum Informacji... Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie.
A jaki problem z wydrukowaniem zdjęcia w prasie całego kraju? Wszak gość pewnie jeszcze pokombinuje w innych regionach naszej przyjaznej dla cwaniaków ojczyzny. Wiem, ochrona danych. No, jeśli mamy idiotyczne przepisy, to pijmy piwo, które nawarzyli nam przestępcy i ustawodawca!Mafia paliwowa - Dziennik Bałtycki (30 grudnia 2002)
W obszernym artykule opisano dwie sytuacje z jednego dnia. Cysterna z kradzionym paliwem (12 tys. litrów) wpada w poślizg i taranuje płot. Dwóch złodziei ucieka z kabiny.
Kolejna cysterna jest uszkodzona, ale także kradziona - szabrownicy uciekli zostawiając kilka ton rozlanego paliwa.
Wartość kradzionego na 12-kilometrowym odcinku rurociągu paliwa liczy się w milionach złotych. Ktoś zbija na tym prawdziwą fortunę.
Czy nikt w Polsce nie ma pomysłu, aby walczyć z opisanymi kradzieżami? Laik by powiedział - wystarczy zatrudnić odważnych i wysportowanych agentów ochrony i dobrze im zapłacić, w szczególności za udaną akcję (podobnie jak celnikom). Codziennie obserwować rurociąg, zaś co kilka dni dokładnie kontrolować. Rozmieścić w wynajmowanych mieszkaniach informatorów z komórkami. Sprawdzać pojazdy przemierzające ulice i dukty leśne. Co kilkanaście dni zmieniać agentów w ramach rotacji z innymi podobnie strzeżonymi obiektami. Ilu można byłoby zatrudnić pracowników przy wydaniu na nich i sprzęt tylko połowy ponoszonych strat (kradzież i rekultywacja zniszczonych obszarów)? Do pomocy przysposobić żołnierzy w ramach ćwiczeń i solidnie wynagrodzić im udaną akcję.
Przypomnieć sobie (albo odkurzyć) zasady współdziałania Brytyjczyków podczas niemieckiej próby inwazji na ich wyspę.
Na granicach wopiści mają sprzęt przydatny nawet nocą i wyłapują nielegalnych turystów, przy czym z takimi uchodźcami to same kłopoty, a każde ujęcie to wydatek dla budżetu. A na magistrali chyba można ryczałtem obliczyć, ile zaoszczędza Rafinerii na każdym przeciętnym pojmaniu i rozbiciu gangu.
Pewnie łatwiej jednak z noktowizorem łapać biednych i bezbronnych Azjatów, niż gotowych na wszystko cwanych tubylców. Czytelnik odnosi wrażenie, że tak na prawdę, to nikomu nie chce się walczyć z owymi złodziejami, a nawet myśli, że część mająca chronić paliwociąg ciągnie z niego swoją dolę... Wszak tak jest przecież z celnikami. I nie tylko - korupcja w Polsce zwyżkuje. To co obserwujemy wzdłuż złotej nitki, to istny szczyt nieporadności organów państwowych powołanych do walki z przestępczością. Kompromitacja Państwa i eldorado dla kombinatorów.
Co zrobiłby właściciel kurnika, gdyby mu codziennie lisy wybierały ptaki?Może Internet uratuje choć jedno życie - Gazeta Wyborcza (3 stycznia 2003)
Krótka notka pt. Dozór za śmierć, ale jakże wymowna. Na wniosek policji prokuratura zastosowała wobec 52 letniego Mariana C. dozór policyjny. Mężczyzna ten, kierując swoim polonezem po pijanemu, potrącił na przejściu dla pieszych starszą kobietę. Ofiara zmarła w szpitalu. Sprawcy grozi 12 lat pozbawienia wolności.
Kilka lat temu jazdę po pijaku uznano za przestępstwo. Ustawodawca myślał, że po zaostrzeniu kar spadnie liczba pijaków za kierownicą. Myślał logicznie, zagrał w prawnego pokera i... przegrał - prognozował, że spraw będzie mniej i nie należy budować nowych więzień z tego powodu. Jednak zmotoryzowanych pijaków notuje się więcej niż dawniej, sprawy będą ciągnąć się latami, nie ma pieniędzy na więzienia, zatem nie ma gdzie sadzać złoczyńców. Wielu z osądzonych kombinuje odroczenia na podstawie wszelkich możliwych choróbsk, także psychicznych. Nieuchronność kary jest także rodzajem zadośćuczynienia ofiarom i ich rodzinom oraz musi być przestrogą dla potencjalnych przestępców. To co dzieje się obecnie w naszym kraju, zwłaszcza w omawianej sferze, kompromituje Państwo jako strażnika praworządności. Nasza Temida jest pijana gorzałą wychlaną przez zmotoryzowanych ochlapusów. Ta runda została przegrana przez polską figurantkę z opaską na oczach. Finansowo i organizacyjnie. Nie pierwszy to i nie ostatni raz.
Dzisiaj podano w mediach, że Policja otrzymała internetową łączność i bazę danych pomagającą w dochodzeniach. System ułatwi i przyspieszy bieg sprawy. Drżyjcie przestępcy!
Nasuwa się inny pomysł wykorzystania Internetu. Na witrynie należałoby wpisywać dane personalne pijaków siadających za kierownicą, z promilami, datą i miejscem wydarzenia i ewentualne skutki (ofiary, straty materialne) ich zbrodniczej działalności. Na bieżąco byłyby nanoszone informacje o biegu sprawy - data aresztowania i wejścia na wokandę, adres sądu, nazwiska prawników, wyrok, kary pieniężne, sposób zadośćuczynienia poszkodowanym, kwoty otrzymane za zlicytowany samochód (narzędzie przestępstwa), odroczenia i ich powody, data umieszczenia w zakładzie karnym, data opuszczenia przybytku. Także uwagi dotyczące podobnych przestępstw. Dzięki Internetowi społeczeństwo będzie patrzeć na ręce prawnikom leniwym, skorumpowanym i wplątanym w rozmaite dziwne wyroki.
Często organizatorzy pięknych i wielkich społecznych inicjatyw mawiają - I jeśli choć jedno życie uratowano dzięki tej akcji, to uznajemy ją za udaną. Piękne to i górnolotne słowa. Z tego jesteśmy znani. A ja mam konkretną sprawę, jednak w takich jesteśmy znacznie gorsi...
Zatem pytam - czy jeśli dzięki opisanemu pomysłowi uratowano by choć jedno życie, to akcja jest warta zachodu? Czy na wadze Temidy prawo chroniące dane osobowe jest więcej warte niż prawo do życia? Niestety, znam odpowiedź - w naszym kraju, także zapewne w coraz większym demokratycznym świecie, dane są wartością stawianą ponad życie...Tolkien a Cybulski - Dziennik Internetowy (8 stycznia 2003)
Nieznany rękopis Tolkiena zostanie opublikowany. Naukowiec, który go odnalazł, musiał walczyć ze spadkobiercami praw autorskich, aby otrzymać zgodę na publikację dzieła.
Dzieło ma ponad 2000 stron i zawiera również wykłady Tolkiena z 1936 r.
Być może powyższa walka zakończyła się ugodą, czyli spadkobiercy dostaną swoją dolę. Kilka lat temu pisano o synu znakomitego polskiego aktora (tragicznie zmarłego - Zbigniewa Cybulskiego), który zarobkował kładąc podłogowe klepki na betonowych klepiskach w blokowiskach i z rodziną klepał (poza owymi drewnianymi klepami) ogólną biedę, ponieważ (tak tłumaczono) nasze prawo nie objęło twórczości ojca i synowi nie należały się tantiemy. Dwa światy, dwa prawa. Czy po wejściu do UE takie kwestie będą rozstrzygane zgodnie z rozsądkiem? Czy Unia będzie tolerować braki piątych klepek w największym pozyskanym kraju?Częste chowanie - Dziennik Bałtycki (14 stycznia 2003)
W niedzielę 79-letni mieszkaniec Częstochowy zasłabł na schodach, wezwano karetkę pogotowia, a jej lekarz zdiagnozował zawał serca. 9 szpitali odmówiło przyjęcia pacjenta, ponieważ nie dysponowano wolnymi respiratorami. Gdy wreszcie znaleziono wolne miejsce w szpitalu w Sosnowcu (80 km od Częstochowy!) pacjent zmarł w karetce przed częstochowskim szpitalem im. Rydygiera.
Tak się dziwnie składa, że miasta, które podpadają ostatnio w branży medycznej, mają nazwy związane ze swoją pechową działalnością. A to Łódź tonie "dzięki" obsadzie karetek, a to Częstochowa, która w swym rejonie w kilku szpitalach, głowę nazbyt często chowa (aż dziewięciokrotnie!) przed medyczną powinnością ratowania życia pacjentowi. Niestety, gdyby to kończyło się jedynie chowaniem tylko głowy...
Dla równowagi takie niemieckie miasto Essen powinno zorganizować Zjazd Degustatorów Jadła Szpitalnego i oby polskie jedzenie nie zajęło ostatniego miejsca.
Proponuję uznać, że Konstytucja RP nie jest przestrzegana w aspekcie jednakowego traktowania wszystkich obywateli - gdyby pacjentem był znany aktor albo polityk, to byłby obsłużony wzorowo, nie jak zwykły obywatel. Posłowie zamiast zbadać, czy ustawa zasadnicza ma większą wartość niż papier zużyty na jej zapisanie, są zajęci referendalnymi manipulacjami dążącymi do zniesienia pięćdziesięcioprocentowej frekwencji w temacie wejścia do UE. A taka Unia powinna przysłać do Polski swych przedstawicieli (jak USA swych do Iraku), aby zbadać tę sprawę i ocenić, czy my istotnie spełniamy podstawowe warunki opieki medycznej nad Człowiekiem.
Wszelkie loterie fantowe, zwłaszcza dobroczynne, powinny w swej ofercie zawierać (obok kina domowego) kilka respiratorów, co znacznie zwiększyłoby zainteresowanie tymi szlachetnymi imprezami, w szczególności Polaków po czterdziestce. Prasowe sprawozdania ze zbiórek odnotowałyby niespotykane zainteresowanie ofiarnego społeczeństwa, na które (jak zwykle) mogą liczyć sieroty i inwalidzi.
Może jakiś biznesmen zakupi zestaw takich urządzeń i da ogłoszenie mam wolne respiratory na chodzie i oczekuję konkretnych propozycji.
A swoją drogą - jak to możliwe, aby w religijnej stolicy Polski, osoby zobowiązane do niesienia pomocy, niejako z definicji, wykazały się aż taką bezdusznością? Na Jasną Górę mają najbliżej, kolędę przyjęli a człowieka zabili... Hańba! Nazwę szpitala zmienić na im. Konowała...Pięćsetne trefne serduszko - Dziennik Bałtycki (15 stycznia 2003)
Cała Polska rozwodzi się na temat owego symbolu licytowanego przed północą z niedzieli na poniedziałek podczas WOŚP. Także trójmiejska gazeta w obszernym artykule Matrix przyznał, że nie ma pieniędzy.
Niejaki Damian ps. Matrix zrobił w banię na 5 baniek tyle wielką co naiwną (choć istotnie rewelacyjną) Orkiestrę. Może operował jeszcze starymi banknotami (nowe 500 zł)?
Redakcja informuje, że ów młodzian już wcześniej naciągnął firmy wysyłkowe na ok. 100 tys. zł, z czego udało im się odzyskać kosmetyki i książki za ok. 40 tys. zł, a to oznacza, że cwaniak już powinien siedzieć za kombinacje i niedobór. Za owo niedopatrzenie odpowiada nasze Państwo.
Ciekawe - jak firmy wysyłkowe, doskonale radzące sobie ze ściąganiem należności, zwłaszcza od klientów niedokładnie czytających i podpisujących umowy drobnym druczkiem, dały się nabrać nieletniemu kombinatorowi? Niektóre odkrywały oszustwa, ale zapewne nie wymieniały się danymi zgodnie z zasadą mnie nie wykiwał, ale może konkurencję okradnie. A wystarczyło zamieścić dane osobowe wraz z cwaną facjatką w Internecie i pasmo oszustw byłoby przerwane. Jednak to nie u nas, nasze przepisy chronią cwaniaków i zapewniają robotę tysiącom prawników, policjantów i klawiszy. Dzięki głupocie Państwa, czyli naszej głupocie, tysiące ludzi mają pewną pracę i nie myślą nawet o bezrobociu, a tysiące oszustów nigdy nie przyłoży się do rozwoju naszego głupawego tworu zwanego Państwem...
Nasze Państwo w swej dobrotliwej naiwności jest bardzo opiekuńcze. Nie dość, że nie posadziło młodzika, to jeszcze Chłopak trafił wczoraj do Pogotowia Opiekuńczego po kilku przesłuchaniach na policji. Powodem nie było zamieszanie, jakie wzbudził udziałem w licytacji, lecz to że nikt nie sprawuje nad nim opieki, a nie skończył jeszcze 18 lat.
W podobnej sytuacji zapewne są setki nieletnich, którymi nikt się nie interesuje i jest równie pewne jak nieposiadanie owych pięciu milionów, że gdyby nie licytacja serduszka, to urzędnicy nie okazaliby cwaniakowi swego serca... Jeden Damian z Ustki (o ustkach pełnych kłamstewek) a zamieszanie na całą Polskę. Przy okazji kilkudziesięciu urzędników, sędziów i policjantów z kilku miast dwoi się i troi, aby zataić parę faktów i zbagatelizować sprawę... Taki pacan, a nieźle wsadził kij w mrowisko. Obstawiam, że za parę lat osiągnie w swym marnym życiu znacznie więcej, niż niejeden nauczyciel, inżynier i lekarz. Już jego zaradność jest porażająca (gazeta opisuje mechanizm działania Matrixa) - Posługując się kupionym na miejskim targowisku faksem wysyłał zamówienia od rzekomo istniejących firm. Wycinał stempel pocztowy z listów i naklejał go na wypisany przez siebie przekaz pocztowy. Tak spreparowany dowód wpłaty wysyłał faksem do firm. Te, nie czekając na potwierdzenie z banku, wysyłały zamówiony towar.
A mówią, że frajerów nie sieją... Wprawdzie gazeta ujawniła kulisy przewału, to jednak (żywmy nadzieję) inne potencjalne a naiwne firmy wyciągną właściwe wnioski.
Podobno impreza była urządzona za zgodą MSWiA, może i Ministerstwa Finansów.
Należy zbadać legalność "licytacji". Kiedyś w audiotele wygrał chłopak, ale prowadzący niejaki Kraśko pozbawił go samochodu, ponieważ nie był pełnoletni, a regulamin zawierał głupawy zapis w tym względzie. Było to tuż przed świętami, więc redaktor życzył mu wszystkiego najlepszego i dalszego owocnego brania udziału w konkursach, ale po wejściu w pełnoletność. Samochód przekazano kolejnemu graczowi, ale już w kwiecie wieku. Miała być sprawa w sądzie, ale nie znam finału...
Skoro licytant serduszka nie był pełnoletni oraz wprowadził kilkanaście milionów Polaków w błąd, to należy licytację uznać za niebyłą w świetle i na mocy prawa. Serduszko nr 1 powinien otrzymać drugi licytant za ok. 100 000 zł, bo taka kwota widniała tuż przed wielkim finałem tej licytacji na niby. Jeśli drugi darczyńca chce (mimo unieważnienia) zapłacić proponowaną przez siebie kwotę, albo wyższą, to jego wola i prawo... Uzyska jednak tytuł dobrodusznego frajera. Dobroczynność dobroczynnością, ale zasady powinny być jasne i uczciwe. Nie pierwsza to licytacyjna wpadka, a organizatorzy cokolwiek by złego nie powiedzieli o nibylicytantach, to dzięki temu ostatniemu chore dzieci otrzymają sprzęt za kilka milionów więcej, niż gdyby nie było takiego cwaniaka. Tak po prawdzie, to owemu Damianowi należy się 10% od podbitej kwoty w tej nieszczęsnej licytacji, a dzieci powinny być mu wdzięczne... I tu leży zło, kiedy aprobujemy występek, który rodzi dobro...
Jeśli tak albo podobnie wyglądają w naszym kraju inne licytacje i przetargi...
A wystarczyło godzinę przed końcówką licytacji poprosić zaprzyjaźnionych policjantów, ochroniarzy, kolegów kwestujących, aby podjechali pod dwa najważniejsze wówczas w Polsce adresy i odwiedzili dwóch najważniejszych bohaterów wieczoru. Byłoby mniej w kasie, ale też mniej śmiechu. A tak ośmieszono ostatnie pięćsetne serduszko!
Ale taki bajzel jest normą u nas - tak pracują dróżnicy (sto razy zdąży opuścić szlaban, raz nie zdąży), takoż setki tysięcy innych Polaków odpowiedzialnych za nadzór i kontrolę... Że to, co mamy, jeszcze się jakoś kręci, to chyba jedynie dzięki milionom frajerów, którzy jeszcze pracują i godzą się na skandalicznie nierówny podział tortu, który jest krojony często przez karierowiczów, złodziei i cwaniaków.
Dzień wcześniej, ta sama gazeta doniosła - Dwóch Polaków aresztowano przed bankiem w Wilnie. Podczas rewizji w ich samochodzie znaleziono 1,2 mln dolarów.
Może Litwini ulitują się nad półtysięcznym serduszkiem i wykupią je. Akurat by starczyło... W końcu to ciężko zapracowane przez naszych rodaków pieniądze (nic to, że nie zarobione uczciwie ni w hucie, ni w kopalni, ni w stoczni, ni w szpitalu). W końcu cel uszlachetnia środki, także płatnicze, a coraz bardziej szanujemy cwaniaka niż robotnika, nieprawdaż?...Powiadomić prokuratora? - Dziennik Bałtycki (16 stycznia 2003)
Ponieważ premier Miller nie powiadomił prokuratora i ma nieprzyjemności, a podobno każdy obywatel powinien był to uczynić, jeśli tylko domniemywa, że popełniono przestępstwo, przeto i ja powiadamiam wszystkich zainteresowanych o popełnieniu bezprawnego czynu.
Otóż w ogłoszeniu Dziennika Bałtyckiego czytamy - Poszukujemy panią do biura, zaś wśród wymagań zaznaczono wiek do 30 lat.
Ponieważ owe dwa warunki dotyczą dyskryminacji płci i wieku (sprzeczne z Konstytucją RP oraz z prawem UE), a ponadto ostatnio media obszernie wyjaśniały wykładnie w tej materii, co jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu o słuszności wystosowania niniejszego zawiadomienia, przeto informuję co na wstępie i oczekuję działań przewidzianych prawem.
Wprawdzie media nie biorą odpowiedzialności za treść zamieszczanych ogłoszeń, ale nie mogą łamać obowiązującego prawa w RP. Ponadto - czy można poważnie traktować prasę, która na jednej stronie edukuje społeczeństwo informując o zabronionych praktykach niektórych pracodawców sugerując podejmowanie solidarnych i wspólnych działań przez pracowników przed takimi praktykami, a na innej stronie emituje płatne ogłoszenia niweczące trud włożony w edukację. Czyżby nieznajomość prawa czy pecunia non olet?
wymyślono globalny system - rzetelne i natychmiastowe przesyłanie danych. To przejaw demokratyzacji nowoczesnego państwa!Niewinni... - Dziennik Bałtycki (5 marca 2003)
Były burmistrz Zakopanego Adam B.-C. stanie przed sądem za samowolę budowlaną. Budowa czterokondygnacyjnego budynku trwała z przerwami od 1991 do 2002 roku, mimo że inspekcje nadzoru budowlanego kilka razy nakazywały przerwanie prac. Burmistrz nie przyznał się do popełnienia zarzucanego przestępstwa i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań.
Jak to możliwe, aby jeden z najsłynniejszych burmistrzów (planowana olimpiada w stolicy Tatr, patent na oscypki oraz aktorka w rodzinie) 11 lat nielegalnie wznosił budynek i nikt (choćby opozycja!) nie rozdmuchał sprawy niczym halny. I nie przyznaje się do winy...
Tuż poniżej notka o inżynierze, który wysłał żonę z małymi dziećmi do rodziny, zabrał broń i naboje, a potem wyszedł na schody i czekał na wracających sąsiadów. Kilkunastoma strzałami zabił dwóch sąsiadów oraz ciężko ranił sąsiadkę i... nie przyznaje się do winy. Może to i racja - w końcu inni studiowali prawo, to niech dowodzą ich winy... Złapią cię za rękę w cudzej kieszeni, powiedz, że to nie twoja ręka...Suwałki a USA - Gazeta Wyborcza (7 marca 2003)
Na dwa lata więzienia z zawieszeniem na cztery lata skazano b. wiceprezydenta Suwałk za ujawnienie tajemnicy służbowej i przyjęcie korzyści osobistej od znajomego biznesmena - samochodu wartego 60 tys. zł. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, a uzasadnienie wyroku zostało utajnione.
Jakże różne są Stany i Polska. Prezydent największego mocarstwa został publicznie ośmieszony w amerykańskim cyrku oraz rozliczony z każdej plamy i każdego cygara, zaś u nas procesy są utajniane przy okazji pierwszej lepszej korupcji. Wyrok z zawieszeniem jest zachętą dla naśladowców w tej naszej już narodowej dyscyplinie. Nie podano, ile kosztował proces i kto zapłacił za ów polski cyrk przy zamkniętej kurtynie. Korupcja ma się dobrze... A gdzie są kluczyki do wozu?Immunitet lekarski - Dziennik Bałtycki (11 marca 2003)
Do tej pory aresztowano tymczasowo 10 członków gangu. Jeden z funkcjonariuszy nie został jeszcze zatrzymany, gdyż przebywa na... zwolnieniu lekarskim. Gang odpowiada za sześć napadów i trzy porwania dla okupu - informuje gazeta o gangu złożonym z wybrzeżowych funkcjonariuszy. Teraz wypada poczekać na ozdrowienie - jeśli gangster wyjdzie z gabinetu bez zwolnienia, to szlachetni policjanci zaobrączkują delikwenta...Oszustwa audiotele - Gazeta Wyborcza (14 marca 2003)
W Trójmieście działa Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Interesów Abonentów Telekomunikacji. Zrzesza ludzi oszukanych na sumy po kilkaset tysięcy złotych przez złodziei impulsów, którzy z nie swojego telefonu dzwonią pod numery 0-700.
Zwykle, jeśli jakaś firma poszerza swe usługi, to pobiera dodatkową opłatę za to poszerzenie. Tu uczyniono odstępstwo - należy dopłacić za zablokowanie możliwości korzystania z nowej usługi! Paranoja?
Przypomina się dawny zwyczaj dopłacania telekomunikacji za niedrukowanie zastrzeżonego numeru telefonu w książce telefonicznej. Ów zwyczaj jednak przepadł - prawdopodobnie uznano, że nie można pobierać opłat za... nieczynienie.
Mam pomysł dla firm autobusowych - po wprowadzeniu linii nocnych albo pospiesznych, pasażerowie, którzy nie zechcieliby korzystać z tych linii powinni wnosić opłaty za niewpuszczanie ich do tych autobusów. Prosta sprawa - do zwykłego biletu miesięcznego lub dekadowego wykupywano by bilet zaporowy.
Dla firm parkingowych - po wybudowaniu pięknych płatnych parkingów, kierowcy unikający tych przybytków kulturalnej motoryzacji, wnosiliby do miejskiej kasy comiesięczną opłatę (tzw. odstępne).
Dla telewizji kablowych oraz eksploatatorów nowoczesnych autostrad - jeśli klienci, którym poszerzamy możliwości cywilizacyjnego spełniania się, odmówili by korzystania z wizyjnych i szosowych nowinek, to po uiszczeniu stosownych opłat, mieliby prawo do nieużywania tychże cudów techniki współczesnej.
Czy nasuwają się Państwu inne pomysły w tej materii? A może ktoś poda sprawę do sądu, wszak można poszerzać swoje oferty, ale za niekorzystanie z nich nie powinniśmy płacić! Może tego Konstytucja nie przewidziała, ale logika owszem - Obywatel ma prawo do niepłacenia za usługi, o które wyraźnie nie prosił! Jeśli prawnicy telekomunikacji wykonają obronną woltę (a za duże pieniądze to można zalegalizować każdą niegodziwość), to w przyszłości inne firmy będą miały otwartą drogę. Drogę do przewałów dla kombinatorów, zaś dla siebie złoty interes w obu przeciwnych przypadkach - korzystanie z ofert oraz niekorzystanie z nich spowoduje pobieranie opłat...Pomroczność ciemna - Gazeta Wyborcza (14 marca 2003)
Prawnicy wymyślili, że będziemy surowiej traktować pijaków siadających za kierownicą. Dla siebie nie przewidzieli wyjątków, ale dzięki (często) wrodzonym i (najczęściej) nabytym umiejętnościom mataczenia (taki już mają ciekawy zawód) potrafią wybrnąć z niejednej opresji. Nie bez kozery mawia się, że ten czy ów prawnik podejmie się każdej niegodnej sprawy, byle godne było honorarium. Niejednokrotnie donoszono o tuszowaniu w kręgach zbliżonych do Temidy.
I oto adwokat, u którego alkomat znanej firmy wykazał ponad 2 promile alkoholu na wydechu, wyjaśnił prokuratorowi, że nie był pijany. Jego zdaniem całe zamieszanie było spowodowane przez niewielki zagłębienie, jakie ma wewnątrz gardła po operacyjnym usunięciu kości gnykowej, które miało zatrzymać a to poranny mały koniaczek a to jakiś preparat na wzmocnienie zaprawiony słabym alkoholem.
Nie byłoby może to aż tak dziwne i żenujące, gdyby nie fakt, że ów gnykowy adwokat onegdaj wylansował termin pomroczność jasna, którym wybronił potomka naszego najsłynniejszego prezydenta i jednocześnie przelicytował zawodowych kabareciarzy. Przykre jest i to, że najnowszym tłumaczeniem ów mecenas podważa swą wiarygodność wystawioną na próbę kilka lat temu czyniąc złą prasę lubianemu laureatowi nagrody Nobla, któremu pomału zapominano ową synowską hecę.
Ponieważ wyjaśnienia zainteresowanego adwokata były przekonujące dla prokuratora (w końcu prawnicy to osoby o najwyższej moralnej wrażliwości i dlaczegóż nie mieliby sobie wzajemnie nie ufać), tenże umorzył postępowanie karne. A to oznacza, że znowu zwyciężyła sprawiedliwość w nowej Polsce. Zapewne odnotujemy wzrost operacji na przełykach. Nie będziemy zatem mawiać o laniu w gardło, ale narodzi się nowa tradycja - lanie w gnyka. Już mamy antyradary, a będziemy mieli antygnyki (pognykowe pustki).Kto łamie konwencję - media (24 marca 2003)
Wczoraj i dziś wszystkie polskie telewizyjne stacje wyemitowały filmy o poniżającym traktowaniu amerykańskich jeńców przez irackich żołnierzy. Wszystkie podkreślały, że wykonywanie takich nagrań jest sprzeczne z konwencją genewską.
Podczas rewolucji i wojen dochodzi do makabrycznych wydarzeń, które dawniej i dziś dokumentowane są (zdjęcia, filmy, wywiady, pamiętniki) przez wszystkie strony konfliktu, tak przez profesjonalistów, jak i amatorów. Oczywiście, emitowanie takich materiałów podczas trwania konfliktu jest naganne (i nie trzeba odwoływać się do konwencji, ale do zwykłego rozsądku), jednak po latach filmy mogą mieć znaczną wartość archiwalną i dowodową.
Niemal codziennie nadawane są filmy dokumentalne sprzed kilkudziesięciu lat, ukazujące nie tylko dyplomatyczne i strategiczne kulisy wojen, ale także koszmary o ludzkim wymiarze - walki wręcz, bombardowania, rozstrzeliwania, wykonywania wyroków, podpalenia, zagazowywania, upokarzania. Problem dotyczy również katastrof (cepelin Hindenburg) i zamachów (wieżowce WTC).
Cokolwiek byśmy nie myśleli o Irakijczykach, to oni są stroną napadniętą i można było spodziewać się, że nie będą zbyt gorliwi w przestrzeganiu konwencji genewskiej. Wojna nie jest pojedynkiem dżentelmenów. Gdyby nasi dzisiejsi przyjaciele zaoferowali nam wyzwolenie po 13 grudnia 1981 w podobnym stylu, to także nie wiadomo jak zachowałoby się ówczesne Ludowe Wojsko Polskie (można o to zapytać dzisiejszych wojskowych stojących już po właściwej stronie) oraz reszta społeczeństwa.
Wielka odpowiedzialność ciąży na redaktorach decydujących o terminie emisji takich dokumentów, zwłaszcza uznawanych jeszcze za zbyt świeże. Niestety, dają przykład nieliczenia się z odczuciami społecznymi, zwłaszcza zainteresowanych rodzin.
Niniejszym donoszę, że to światowe i polskie stacje telewizyjne należy uznać za ośrodki łamania konwencji genewskiej, ponieważ to one, otrzymując nielegalnie nagrany obraz, przekazują go dalej!
Jeśli ktokolwiek wszedł w posiadanie towaru, który został wyprodukowany lub przewieziony z naruszeniem prawa (używki, płyty i kasety, także dokumenty), to nie może kolportować owych dóbr materialnych i niematerialnych kontynuując nielegalny proceder! Owe stacje przekazując nielegalne materiały złamały prawo - konwencję genewską! Czy można przechwycić transport narkotyków, napiętnować handlarzy, informować obywateli o szkodliwości stosowania tychże preparatów i... rozprowadzać je, wskazując na nielegalny charakter pozyskanych materiałów?
Co na to prokuratura?
Wspomniano dzisiaj również, że Amerykanie zrezygnowali z nalotów dywanowych, aby oszczędzić ludność cywilną. Wielkie dzięki, ale jeśli chodzi im o Saddama, to nie powinni stosować odpowiedzialności zbiorowej - dzisiaj nie można porównywać Irakijczyków do Niemców i Japończyków z okresu II wojny światowej, kiedy były usprawiedliwione naloty dywanowe na Drezno i Tokio, jednak na Bagdad obecnie nijak nie można byłoby tego wytłumaczyć.
Należy wyrazić radość, że nasz rząd znalazł się po właściwej stronie i nikomu ani zza oceanu tudzież zza kanału nie przyszło dokonać inwazji na nasz naród... Nawet gdyby byłaby to najsłuszniejsza sprawa...Senator wyłudził - Dziennik Internetowy PAP (25 marca 2003)
Były senator został skazany na 5 lat więzienia i 40 tys. zł grzywny. Wyłudził kredyty narażając banki na straty prawie 10 mln zł.
Nie wymieniono go z nazwiska zapewne kierując się jego dobrym imieniem. Imię istotnie musiało być znakomite, skoro za dziesięciomilionowe straty zapłaci równowartość przeciętnego samochodu i posiedzi sobie za 5500 zł dziennie. A co z nienależnie osiągniętymi korzyściami? Co z majątkiem? Brawo dla wyrozumiałych sądów i mediów. Ilu Polaków pomyśli, że ciągle w naszym złodziejskim kraju warto zaplanować bankowy przewał, bo wymiar sprawiedliwości przypomina namiot z areną?Odszkodowanie - Dziennik Bałtycki (1 kwietnia 2003)
Półtora roku temu lider zespołu Ich Troje skacząc podczas koncertu ze sceny na publiczność spowodował uszkodzenie ciała kilkunastoletniej dziewczyny. Nie doszło do ugody - poszkodowana żądała 50 tys. zł, natomiast lider zgłosił gotowość zapłacenia tej kwoty, ale na cel społeczny - Czerwony Krzyż, Caritas czy renowację Jasnej Góry.
Jeśli jakaś firma (tu zespół) prowadzi komercyjną działalność nabijając kabzę w otoczeniu masowego klienta, to musi mieć w tę działalność wpisane ryzyko niewielkich strat z tytułu odszkodowań dla jednostek z owego tłumu. Dla bogatego piosenkarza to żaden problem wydać wymienioną kwotę. Dla poszkodowanej to pewnie spora sumka. Rodzi się niesmaczna moda (nowa tradycja?) - okaleczamy kogoś (wypadek, zamach, wygłup) i proponujemy przekazać odszkodowanie (i owszem), ale innej osobie lub instytucji. Taki mały kaprys sławnej osoby - najlepiej pokazać stosik, podyskutować co można byłoby zań kupić i przekazać na... zbożny cel. Takie zachowanie dziennikarze powinni nazwać niemoralnym postępowaniem, zaś sądy bezprawnym. Mam nadzieję, że obdarowana instytucja byłaby na tyle honorowa, że przekazałaby ów dar na właściwe ręce, chyba że hołduje zasadzie - nie ma hańbiących pieniędzy... Jeśli nie zareagujemy, to możemy oczekiwać, że kierowca taranujący pieszego zgłosi chęć przekazania pokaźnego odszkodowania na rzecz fundacji, kościoła lub innej dobroczynnej instytucji. A inny pieszy wybije szybę kierowcy i dobrodusznie zadeklaruje wpłatę na bardzo szczytny cel. Reklama za darmo, szydzenie z ofiary i zarabianie na cudzej krzywdzie - ich habe troje w jednym...Telefony nie dla chorych - Dziennik Bałtycki (14 kwietnia 2003)
Lekarz zalecił mi wykonanie kilku badań, w tym USG. Kiedy zadzwoniłam, by się zarejestrować, usłyszałam, że przez telefon nie można uzgodnić terminu wizyty.
Mówi się o elektronicznym podpisie, mamy plastikowe pieniądze (karty) i wchodzimy do Unii. Ciekawe, jakie są tam obyczaje w rejestracyjnej materii?Złodziejskie fundacje - Dziennik Bałtycki (18 kwietnia 2003)
Jeśli słyszę o fundacjach albo o spółkach skarbu państwa, to zaraz mam skojarzenia ze złodziejstwem w majestacie naszego prawa za dychę.
Byli członkowie zarządu fundacji w ciągu trzech lat przyznali sobie 362 tys. zł premii kwartalnych. Sekretarz fundacji otrzymał 94 tys. zł i zapowiedział, że ich nie zwróci.
Nagrody zakwestionowała NIK (regulamin wynagradzania ich nie przewidywał). Członkowie zarządu zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych na rękę, bo ich wynagrodzenia są zwolnione z podatku.
Chłopaki powalczyli z komuną najczęściej plując na czerwonych aferzystów i wytykając im niemoralne zawłaszczanie pieniędzy i bogacenie się kosztem robotników. A teraz spoważnieli - mają nobliwe stanowiska, kolesie załatwili im wysokie pensje i zwolnili z podatków. Nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością, moralnością i konstytucyjną równością. Złodziejstwo w majestacie prawa stworzonego przez kumpli dla kumpli jest dla społeczeństwa bardziej demoralizujące niż tradycyjnie pojmowana kradzież. A kombinowanie w ramach fundacji przekazującej niemieckie rekompensaty dla polskich robotników przymusowo pracujących dla III Rzeszy jest szczególnie skandaliczne. W Internecie powinny być publikowane wszystkie nazwiska, funkcje i wynagrodzenia osób zatrudnionych w fundacjach, spółkach skarbu państwa i urzędach. I niech w końcu ktoś zrobi porządek z zarobkami całkowicie nieprzystającymi do pracy. Zapytajmy Wałęsę, Mazowieckiego i robotników - czy o taką Polskę walczyliście? Tort jest jeden, należy go dzielić - nie równo, ale sprawiedliwie! Nie jest tak dzielony! I kto za to odpowiada? Nie robotnicy! Czy jest godne płacenie robotnikowi kilku złotych za godzinę (minus podatki) i zatrudnianie na wysokich posadach naszych nowych panów? Wszak to zależności rodem jeśli nie z niewolnictwa, to przynajmniej z feudalizmu! Przeciętnie uzdolniony i pracowity robotnik więcej czyni dla Rzeczypospolitej w jednakim czasie niż losowo wskazany antysocjalistyczny cwaniak powołany na stanowisko przez kolegów ze styropianu. A zarabia kilkanaście razy mniej! Ot postsocjalistyczna sprawiedliwość...Nie chciał do więzienia - Dziennik Bałtycki (18 kwietnia 2003)
Jak napisano w owej gazecie 11 marca 2003 - Jeden z funkcjonariuszy nie został jeszcze zatrzymany, gdyż przebywa na... zwolnieniu lekarskim.
Otóż teraz gazeta zamieszcza wypowiedź sprzed miesiąca o tym policjancie - Jest pracownikiem Policji w Gdyni i przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim, kiedy ono się skończy zostanie zatrzymany. Jan B. przeczytał jednak wcześniej w gazetach o zatrzymaniu swoich kolegów i po zakończeniu zwolnienia lekarskiego po prostu nie pojawił się w pracy. Prowadzący śledztwo nie potrafili wyjaśnić, dlaczego zwykłe zwolnienie lekarskie zabezpiecza przed zatrzymaniem.
Zapewne nikt w tym dziwnym kraju dokładnie tego nie wie...Rozum w sądzie - Dziennik Bałtycki (9 maja 2003)
Pod takim tytułem czytamy celną notkę Piotra Dominiaka - Sprawy Optimusa pokazują nie tylko głupotę stanowionego prawa, ale także głupotę aparatu fiskalnego i prokuratury. A początek równie sensacyjny - Sąd uznał, że obchodzenie złego prawa nie musi być karane. Precedensowy wyrok w procesie przeciw komputerowej firmie trochę przywraca wiarę w zdrowy rozsądek naszego wymiaru sprawiedliwości. Jeśli już poczytna gazeta wali prosto z mostu, z biedra albo i z ziebra, że nasze prawo i prawnicy są zerami i nikt nie podaje sprawy do sądu o zniesławienie... Pewnie po interpretacji prokuratora Kapusty nie bardzo wiadomo, czy emocjonalne wyzywanie od głąbów kapuścianych, głupków lub zer jest karalne...Niepoczytalny okulista? - Dziennik Bałtycki (20 maja 2003)
Prokuratura umorzy postępowanie przeciwko słupskiemu ordynatorowi, któremu postawiła aż 85 zarzutów, m.in. - poświadczenie nieprawdy i wyłudzenie pieniędzy. Biegli psychiatrzy wydali opinię, że w czasie popełniania zarzucanych czynów, ordynator był niepoczytalny, a niepoczytalny sprawca nie popełnia przestępstwa. Okulista nie mogąc leczyć w Słupsku, rozpoczął pracę w koszalińskim salonie optycznym. Czy pomimo popełnionych czynów i niepoczytalności będzie wykonywać swój zawód? - o tym zadecyduje za miesiąc rada lekarska.
Czy my, Polacy, żyjemy w normalnym kraju? Na tych trzystu tysiącach kilometrów kwadratowych (z okładem) chyba zgromadzono największych głupków pod gwiazdą zwaną Słońcem. Jeśli ma coś z głową, to pracodawca powinien zrezygnować ze znamienitego (do tej pory) pracownika, a onże sam nie powinien dostać pozwolenia na założenie firmy, zaś rada lekarska powinna zaraz pierwszego dnia po badaniach podjąć jedyną właściwą decyzję. Nawet jeśli nie można uznać go za przestępcę, to przecież powinno ustalić się prawdę obiektywną - kto i jakie straty poniósł, wszak to, że nie pójdzie gość do więzienia nie oznacza, że nie powinien zwrócić kasy - straty finansowe należy zrekompensować niezależnie od stanu umysłu... A gdyby był pilotem, generałem, ministrem? Ktoś istotnie choruje na głowę, i to chyba nie ja... Czy ktoś obliczył poziom inteligencji naszych prawników?Żarty? - Dziennik Internetowy PAP (23 maja 2003)
Przed łódzkim sądem rozpoczął się proces dwóch byłych strażników miejskich oskarżonych o przyjęcie 100 złotych łapówki od dziennikarza jednej z lokalnych gazet. Grozi im kara do 10 lat więzienia.
Ale tempo! Nie wiadomo, kiedy wzięli, ale cała machina Temidy została uruchomiona. Kto zapłaci za proces? A Lew ma większą aferę, i co? Może dziennikarze opiszą jego przeciętny dzień na wolności - praca, wypoczynek, życie towarzyskie, kultura i sztuka, podróże. Domyślam się, że przepisano z kodeksu owe 10 lat, co tyleż śmieszy, co irytuje. Mogę się założyć, że nie dostaną więcej niż rok i to pewnie w zawieszeniu. Zatem - po co piszecie o 10 latach? Za jazdę po pijaku także miało grozić więzienie i rzeczywiście na tym się skończyło - tylko grozi... Proszę wymienić jakąś znaną figurę, która wygląda spoza krat. Niebawem rusza proces b. szefa PZU. Przewał na milion razy większą kwotę, ale zagrożony karą (również!) 10 lat...Do zobaczenia na plaży w 2005 roku - Dziennik Internetowy PAP (30 maja 2003)
Były prezes PZU Życie poprosił w drugim dniu swego procesu o zwiększenie tempa rozpraw.
"Przy tym tempie rozpraw proces będzie trwał trzy lata. Znając stanowisko sądu w sprawie tymczasowego aresztowania, złożę wniosek o poddanie się karze" - powiedział b. prezes.
"Mój klient myślał o tym, że nawet przy najwyższym możliwym wymiarze kary, może się ubiegać o warunkowe, przedterminowe zwolnienie po połowie odbycia kary. Gdyby wiec poddał się dobrowolnie karze i sąd wymierzył mu np. 8 lat więzienia, to już mógłby się ubiegać o warunkowe. Skoro do dziś odsiedział dwa lata, to niewiele mu zostanie" - powiedział obrońca b. prezesa.
To na której plaży chcecie się spotkać już za dwa latka, panie obrońco i b. prezesie? "To niewiele mu pozostanie" dotyczy kwoty pozostałej do rozliczenia się z narodem polskim? Dla mnie to już może wyjść z pudła, byle zwrócił wszystkie pieniądze z odsetkami i opłacił wszelkie koszta sądowe. A co porabia reszta rodzinki? W czyjej szafie znaleziono równowartość kilkunastu samochodów? Po standardzie życia rodzinki można ocenić, czy z pawlacza wygarnięto wszystko... A co z transferami poza granicę kraju, który zaufał kolejnemu złodziejowi?Takie wyroki zachętą do kradzieży - Dziennik Internetowy PAP (19 czerwca 2003)
Na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat skazano byłą naczelniczkę urzędu pocztowego w Krakowie, która zagarnęła 180 tys. zł z podległej sobie placówki. Jak wyjaśniała przed sądem sama oskarżona, pieniądze posłużyły jej do kupna mieszkania własnościowego.
I to jest wyrok niezawisłego sądu? Chyba błazeńskiego... I takie wyroki są serwowane osobom wyciągającym kończyny górne po dobro społeczne. A gdzie rola odstraszająca wymiaru sprawiedliwości? A gdzie pieniądze? Kto i ile zapłacił za proces? Prawdopodobnie mieszkanie przeszło na stan Poczty Polskiej, ale o tym powinni dziennikarze uczciwie napisać.Michałki - Dziennik Internetowy PAP (27 sierpnia 2003)
Pięciu lat więzienia zażądał prokurator dla byłego prezydenta Gdańska oskarżonego o wzięcie w 1994 r. ponad 48 tys. marek łapówki od niemieckiej firmy w zamian za kontrakt na docieplenie budynków w jednej z dzielnic miasta.
Nie ma marek w obiegu, zatem obrońca powinien wystąpić o umorzenie sprawy. Pewnego młodziana zagoniono do pudła za kilkudziesięciozłotowy naciąg na pociąg PKP, zaś prezydenta miasta-symbolu boju o wolność i demokrację (brzmi prawie jak ZBoWiD...) sądy już 10 lat molestują o głośny przewał. Polska Temida robi wszystko, aby wykazać, że głoszona konstytucyjna równość jest wielką blagą... Dajcie facetowi spokój - teraz kolejni cwaniacy robią przekręty na miliony europów; tamto to michałki...Nieporadność i hańba - Dziennik Internetowy PAP (30 sierpnia 2003)
Marszałek Sejmu poinformował, że w związku z błędem legislacyjnym, który powstał w czasie prac nad ustawą o biopaliwach, trafia ona do kosza.
Jeden z posłów PSL wyjaśnił, że podczas prac nad ustawą w podkomisji wykreślono z rządowej wersji zapis "i inne rośliny". Sejm uchwalił ustawę w przekonaniu, że ten zapis został wykreślony. Sprawa wyszła dopiero podczas prac Senatu nad ustawą. Wprowadzenie zapisu "i inne" oznacza, że biokomponenty do biopaliw mogłyby być produkowane np. z soi, słonecznika, palmy, lub trzciny cukrowej, a więc surowców z importu.
Kolejna kompromitacja. A kto tym razem zapłaci za pomyłkę albo i fałszerstwo? Wszyscy polscy rolnicy, którzy zajmują się uprawą roślin nadających się do baku. Czy o zaporowym cle na egzotyczne rośliny pomyślano? Kulisy nr 33/2003 donoszą o nowym zjawisku - o kradzieżach z pól płodów rolnych przez bezrobotnych a głodujących mieszkańców wielu regionów Polski. Coś koszmarnego - miejmy nadzieję, że nie dojdzie do ukraińskiej makabry z lat trzydziestych. Może dojść do niesamowitej sytuacji - importowany luksusowy olej będzie odlewany przez niedożywione osoby (przed przerobem na paliwo do samochodów co bogatszych rodaków), bo okaże się najwykwintniejszym daniem do chleba i kradzionych ziemniaków, niż drogie (ze sklepu) masło i olej rzepakowy... Hańba!
Dziennik serwuje nader ciekawą wiadomość - Rząd Brazylii ustalił, że w "warunkach pół niewolniczych" pracuje w tym państwie 25 000 osób. Prezydent ogłosił Narodowy Plan Zwalczania Pracy Niewolniczej. Zaostrzone przepisy Kodeksu Karnego przewidują wysokie kary więzienia dla pracodawców wyzyskujących pracę niewolniczą, łącznie z konfiskatą ich majątków.
Może nasz ambasador objaśni co to jest owo niewolnictwo, wszak u nas także dziesiątki tysięcy pracowników świadczy pracę nie otrzymując wynagrodzenia, właściciele nie płacą składek na ZUS, a posiadane środki przez współczesnych polskich niewolnikow, nie wystarczają na podstawową egzystencję. Rośnie natomiast nowa klasa właścicieli-wyzyskiwaczy. Ich najcięższą pracą (i niemal jedyną) jest wyprowadzanie zysków na swoje konta i doprowadzanie do upadłości firm w wiadomym celu. Czy ktoś słyszał o konfiskacie mienia? A przecież wielu z dobrze opłacanych dyrektorów podobno miało odpowiadać swoim majątkiem. Tak zrujnowano przemysł stoczniowy na naszym wybrzeżu. To nie zagraniczna konkurecja, to pazerność naszych nowych panów! Wielu z nich za Gierka wstąpiło do robotniczej partii, nie dopuszczając myśli o wyzysku (przynajmniej w teorii...). Dzięki partii brali co najlepsze w ówczesnych czasach - mieszkania, samochody, zagraniczne wczasy, a teraz - po upadku komuny - bez umiaru okradają robotników, na których pracy kiedyś żyli godnie, a teraz luksusowo... Niech ich zaraza, skoro sprawiedliwość opuściła polskie sądownictwo.Za złodziejską demoralizację narodu odpowiada złodziejska zdemoralizowana śmietanka towarzyska - Gazeta Wyborcza (5 grudnia 2003)
Prezentu na mikołajki nie było. Sąd nie przyznał wczoraj sześciorgu członkom Rady Polityki Pieniężnej po blisko 300 tys. zł wyrównania za trzy lata pracy. O co poszło? Członkowie RPP obliczyli, że co miesiąc powinni dostawać ok. 35 tys. zł. Brali niespełna 26 tys. zł.
Czyli dostawali po 850 zł dziennie, a wyliczyli, że należy się im ponad 1150 zł dziennie. Czy oni wiedzą, że większość nauczycieli, inżynierów i lekarzy zarabia ok. 60 zł dziennie (wszystko brutto)? Czyli na samą sporną różnicę w dniówce (300 zł), większość przedstawicieli inteligencji pracującej musi pracować cały tydzień. I żeby ci nasi czcigodni a zachłanni radcy i rodacy byli wybrani w jakimś uczciwym konkursie... Ale oni załapali się na posadki dzięki partyjkom, koneksjom i towarzyskim układom. W Polsce mamy równie dobrych kilkuset profesorów. Jeśli odbywają się przetargi na zamówienia publiczne (dostawy sprzętu, budowy, zakładanie sieci komputerowych), to dlaczego nie ma przetargów na mądre głowy? Wszyscy chętni składaliby oferty z propozycją swej gaży oraz dokumenty potwierdzające ich osiągnięcia. Mielibyśmy najtańszą RPP. I podobnie inne tyle szanowne co szabrownicze rady. Setki takich rad! Polska to jeden wielki Kraj Rad. Gdzie spojrzeć tam rada... Od czasu do czasu coś sobie poradzą i zawsze (sobie!) poradzą. Pielęgniarki od lat nie mogą dostać swych dwustu złotych (w majestacie prawa i nie ma na to rady), ale naszym nowym krezusom nawet rumieniec nie zalęgnie się na licu. Jeden z nich kiedyś oświadczył, że nie tyle idzie mu o te pieniądze, co o zasady i sprawiedliwość. To szczyt bezczelności, aby decydent, który przyczynił się pośrednio lub bezpośredni do krachu finansowego państwa i upadku moralności prawnej, powoływał się na takie idee!
A ilu innych (za)radnych bierze 50-100 tysięcy złotych miesięcznie i więcej? I co? Wyliczyli to sobie jako godny zarobek? Uważają się za uczciwych Polaków? Za lepszych od zwykłego szaraka budującego lepsze jutro? Od czasu do czasu zabawią się na szyderczym balu zbierając datki na chorowitego przedstawiciela tłuszczy. I sumienie mają spokojniejsze i towarzysko się udzielają. I dzionek ich ciężkiej pracy do przodu. A różnice w dochodach pomiędzy cwaniakami a frajerami rosną! Przecież ta cała nowobogacka inteligencja odpowiada za bajzel III RP. Oni są gorsi od zwykłych złodziei, bowiem sami sobie nawzajem przyznają złodziejskie pensyjki. A to demoralizuje innych urzędasów od góry do dołu. I każdy Polak widząc ową dostojną hołotę w działaniu myśli - jak tu by coś i dla siebie urwać, skoro jeszcze coś jest do wyrwania. No i rwą. Niemal wszyscy.
Oczywiście, nie dotyczy to tylko tej biednej (wręcz żałosnej!) RPP. Ona doskonale reprezentuje ową nową zachłanną, za niewiele odpowiadającą klasę cwaniaków. Dotyczy to znakomitej większości naszych nowych wodzów - i tych z lewa, i tych z prawa. Jedni za komuny już zrobili karierę, często studiując na Zachodzie za pieniądze ówczesnego proletariatu (tak nazywali półniewolników pracujących na nich), drudzy cierpieli za styropian i spokojnie odcinają kupony (mając w nosie dzisiejszych półniewolników), a jeszcze inni - dzięki szmalowi z niejasnego źródła albo dzięki złodziejskiej prywatyzacji, mają taki majątek, o którym ich rodzicom nawet się nie śniło, kiedy herbatę popijali z musztardówek ćwierć wieku temu. A to wszystko dzieje się na tle śmiesznej polskiej Temidy - śmietanka leżąca na szmalcu wyciągająca lepkie łapska po więcej (bo takiej zawsze za mało), w razie chwilowych kłopotów jest traktowana jak bóstwa - taki sobie przyjdzie na rozprawę w dogodnej dla siebie chwili, a jak już przyjdzie to odpowie na wybrane pytania, a najlepiej na żadne z nich. Siłownię zaliczy, do teatru się uda, na wczasy pojedzie. Nawet za granicę, jak mu wezmą paszport a wystarczą dowody osobiste. A innemu, jeśli dłuży się w komfortowym areszcie, to występuje o przyspieszenie procesu i dobrowolne przyjęcie kary, wszak połowa terminu potencjalnego wyroku się zbliża, konta zagraniczne z nudów obrastają odsetkami, a urocze plaże ciepłych krajów leżą odłogiem czekając na cwaniaków znad Wisły.
A większość obrzydliwie niezaradnych a wyślizganych ze wspólnego PRL-owskiego dobra inteligencików, roboli i fornali, nie wie co to ciekawe spędzenie czasu po pracy - biegają do roboty i cieszą się, kiedy im łaskawie nadgodziny lubo zlecone wpadną... A przecież taki robotnik przez swoje całe swoje życie znacznie więcej przysparza dóbr Ojczyźnie, niż klika wyrachowanych karierowiczów - cwanych profesorków, ministerków, posełków i prezesików razem wziętych, którzy nie dość, że sobie zapisali niebotyczne pensje, to jeszcze narobili tyle przekrętów, że pracę kilkudziesięciu roboli (bo za takich mają te mądrale robotnika) trzeba przeznaczyć na pokrycie strat spowodowanych pazernością uczonych kombinatorów. I Rzeczpospolita płaci trudem zwykłego pracownika!Lewnicy na straży leworządności - Fakt (18 grudnia 2003)
Przed sądem w Legnicy stanął adwokat, który pomagał przestępcom i utrudniał pracę organom ścigania. Oskarżony jest o namawianie więźniów do ucieczki z sali sądowej oraz o przekazanie swojemu klientowi siedzącemu w więzieniu telefonu komórkowego, pieniędzy i narkotyków. Także przekazywał grypsy.
Przeniesienie do innego sądu - to dyscyplinarna kara dla sędziego z Jarosławia. Za co? Za to, że spalił na działce 23 ikony przemycone z Ukrainy i wystawił protokół komisyjnego ich zniszczenia. Tymczasem obrazy powinny zostać przekazane państwu, a następnie poddane ocenie fachowców.
Wstając codziennie do pracy, powinniśmy dobrze się uszczypnąć, czy istotnie żyjemy jeszcze w normalnym państwie. Jeden prawnik pomaga uciec więźniom, dostarcza narkotyki, że o telefonie nie wspomnę (po co pisać komórkowy?; gdyby zataszczył mu zwykły "na wtyczkę", to można byłoby ten dziwny fakt odnotować - nie piszemy kupił telewizor kolorowy, else napiszemy czarno-biały...). Inny pali na działce (swojej prywatnej?) potencjalne dzieła sztuki i wystawia protokół komisyjny (jednoosobowo?). Albo niespełna albo zniszczył własne bohomazy. Wobec świata, korzystniejsze byłoby drugie wydarzenie - cwaniak i złodziej brzmi lepiej i na czasie niż kretyn... Gdyby tak Niemiec spalił starodruki skradzione parę lat temu z naszych niestrzeżonych bibliotek, to również przeniesiono by go do innego budynku? Przydałaby się także informacja - jakie wynagrodzenia otrzymywali owi dzielni nasi prawnicy w ostatnich miesiącach? Tak ze zwykłej ciekawości, bez nazwisk, to chyba nie tajemnica. A to ci prawnicy na straży praworządności... Czy takie rzeczowniki jak prawnik, lekarz, sanitariusz, polityk, ksiądz znaczą dzisiaj to samo, co jeszcze 10-15 lat temu? Po tych wszystkich aferach opisanych przez media (a ileż ich czeka na ujawnienie?)...Polska mnoży urzędników - Fakt (31 grudnia 2003)
W rządzie Millera naliczyliśmy aż 72 wiceministrów. Każdy ma własny sekretariat, kierowcę i samochód. Wszystko to oczywiście na nasz, podatników, koszt. Wiceminister zarabia od 10 tys. do 12 tys. zł miesięcznie plus "trzynastka". Na jego pensję składa się 27 podatników. Sekretarka od 1600 do 2500 zł. Utrzymanie służbowego samochodu - 3300 zł miesięcznie. Jeden z najmłodszych wiceministrów, jako rzecznik rządu został sekretarzem stanu, Teraz jest wiceministrem kultury i zajmuje się tylko jedną rzeczą - nową ustawą o mediach. A tytuł jakże wymowny - 72 wiceministrów kosztuje nas 19 mln (rocznie). Gdybyśmy policzyli koszty utrzymania wszystkich pozostałych polskich urzędników, mielibyśmy częściową odpowiedź na pytanie - dlaczego przy podobnej (do zachodniej) wydajności pracownika w przemyśle, mamy kilkukrotnie niższy produkt krajowy brutto na jednego rodaka. Przyszłe wybory zapewne wygra partia, która zapowie znakomitą redukcję biurokracji, ale czy... dotrzyma słowa?Co ich spotka w pajacowatym państwie? - Gazeta Wyborcza (2 stycznia 2004)
Gazeta drukuje co najmniej 3 artykuły o zeszłorocznych sprawach. A to o królu żelatyny - Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska zdążył przelać na konto Grabków tylko 8,5 mln zł, wypłatę półtora miliona zablokowano po naszych publikacjach. Pieniądze przepadły.
A to - Były prezes i wiceprezesi KGHM Polska Miedź zostali oskarżeni o bezzasadne wydanie 2 mln zł. Kilka osób odpowiada też za udział w nielegalnych transakcjach walutowych.
A to - Warunkowe umorzenie sprawy mecenasa za jazdę pod wpływem alkoholu nie oznacza dla niego końca kłopotów. Toczy się postępowanie dyscyplinarne. Ze względu na niekaralność i zasługi adwokata - dostał dwuletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Ma też wpłacić 2,4 tys. [dlaczego nie 2400?] zł na cel charytatywny. Nie będzie jednak figurował jako skazany, co pozwala mu nadal być adwokatem. Kilka lat temu za pomocą "pomroczności jasnej" bronił jednego z synów Lecha Wałęsy.
Pytanie do Czytelników - w jakim zakresie będzie wyegzekwowana sprawiedliwość w rozumieniu prostego ludu?Po kiego tacy urzędasi? - TVN24 (3 stycznia 2004)
Po 18-tej nadano świetny wywiad red. Marciniaka z ministrem zdrowia, Sikorskim. Przez kilkanaście minut zadawał mu ostre pytania, a ów biedak szamotał się, bo też cóż innego mógł zrobić? Powoływał się na krzywdę pacjentów, którzy powinni być leczeni przez nieetycznych lekarzy.
A kryzys służby zdrowia jest tylko częścią kryzysu Państwa. Głównym powodem jest rozbudowana biurokracja. Wszędzie i na każdym poziomie. Aż do obrzydliwości... Zbyt wiele etatów, zbyt wiele pomieszczeń do zagospodarowania, ogrzewania, remontowania.
Dlaczego runęła III Rzesza? Także i dlatego, że okupowane terytoria powiększały się znakomicie, zaś ich obsługa pochłaniała coraz więcej środków. Jeśli promień koła powiększymy dwukrotnie, to powierzchnia wzrasta czterokrotnie! Proszę tylko spojrzeć na urzędnicze inwestycje - jakie kubatury, elewacje, pensje, samochody na parkingach. Jaki sprzęt komputerowy i komunikacyjny. To wszystko z naszych podatków. A wystarczyłyby skromne budynki, niezbędni pracownicy, dobrze zorganizowani i solidnie opłacani. Każdy nowy rząd obiecuje cięcia etatowe i... rozbudowywuje administrację! Zadłużenie wewnętrzne i zewnętrzne rośnie. Przecież to zmierza ku katastrofie.
Pewna pani prezes, na pytanie - skąd taki przepych w budynkach ZUS-u (pamiętacie zdjęcia Tadeusza Drozdy w jego programie satyrycznym?), odpowiedziała - to nie jest za pieniądze emerytów i rencistów. W pewnym zakładzie pracy, pracownicy zapytali lokalnego szefa największego związku zawodowego - ile zarabia prezes, usłyszeli odpowiedź - nie martwcie się, on jest opłacany przez Warszawę, nie z naszego funduszu. Oto jakie blade pojęcie o ekonomii mają nowi przywódcy na wysokich i niskich szczeblach władzy... A podstawowa zasada zachowania masy, energii i środków finansowych? Przecież za to wszystko płacą obywatele RP. Co za różnica, z której puszki stojącej na półce w budżetowej kuchni?
Jest problem z właściwą redystrybucją pobranych podatków i z zasadnym zatrudnieniem, zwłaszcza poza sektorem produkcyjnym, w szczególności w branży urzędniczej...
Opieka zdrowotna wali się, bo ma przerośniętą biurokrację - ministerstwo, kasy chorych (czy fundusz zdrowia; narodowy?), szpitale. Wielu lekarzy wykorzystuje państwowy sprzęt do prywatnej praktyki (pieniądze zasilają prywatną kieszeń, nie kliniki), wiele drogich urządzeń wykorzystywanych jest na jedną zmianę, co podraża jednostkowe koszty badań i stanowi wąskie gardło w przepływie pacjentów. Wielu administratorów kombinuje na opale, paliwach, żywności i lekach stosowanych w szpitalach. Wielu lekarzy, aptekarzy, dostawców i producentów tworzy mafijki zajmujące się cenowymi i asortymentowymi przewałami, zaś dobro pacjentów jest na ostatnim miejscu. Niewielu, ale jednak, pacjentów jest chorowitych i tak przywykli do opieki zdrowotnej, że nie mogą bez niej się obejść. Muszą chodzić i zawracać głowę swymi problemami, często urojonymi. Do tego problem zbyt licznej grupy rencistów, która jest lustrowana nieco na oślep...
Lekarze studiowali latami, a pracując dowiadują się, że ich koledzy, często z gorszymi wynikami w nauce lub w praktyce, załatwili sobie ciepłe i dobrze płatne posadki w urzędach w branży. Także takie posadki dostają ekonomiści po dużo łatwiejszych studiach. W obu przypadkach, z powodu kłopotów w zatrudnieniu, stanowiska te dostaje się po znajomości lub po daniu w łapę. Lekarze ponoszą wielką odpowiedzialność za niewielkie pieniądze, zaś ministrowie i inni urzędasi - duże pieniądze za społecznie zwykle nieużyteczną pracę, często wręcz szkodliwą... Dobrzy lekarze mają leczyć za grosze, bo ministerstwo uważa, że dobro pacjenta jest najważniejsze. To że 20-letni biznesmen zakombinuje z celnikami kontener ciuchów już nikogo nie dziwi. Że ma piękny dom i samochody oraz jeździ do ciepłych krajów dwa razy do roku, także nie dziwi. To że większość biznesmenów to zwykli złodzieje, tyle że w białych kołnierzykach, to również już nie dziwi. A dziwi to, że lekarze mają (dbając o pacjenta!) za psie pieniądze pracować. Dla idei. Dla ministra, który załatwi kolejną sprawę, weźmie premię i pojedzie na zasłużone wczasy... Minister parę miesięcy groził, że oporni nie znajdą zrozumienia. Szantażował dobrem schorowanych pacjentów. Nie przyszło mu do głowy, że lekarze powiedzą - dość tych obietnic i krętactw! I teraz, kiedy system się wali, minister nagle ma chęć do rozmów. Bo pewnie premier pogroził - nie załatwisz, to wylatujesz!
Jednego ważnego pytania red. Marciniak nie zadał - Panie ministrze, jeśli panu tak istotnie zależy na pacjentach, to niech pan nam powie, ile kosztuje utrzymanie ministerstwa i całej biurokracji związanej ze służbą zdrowia oraz jaką pan by zaakceptował pensję dla siebie w tych trudnych czasach, czyli ile razy wyższą od płacy lekarzy, których pan krytykuje? Taki minister to bierze trzynastkę brutto porównywalną z rocznym zarobkiem netto lekarza z kilkuletnim stażem pracy. Skandal! I on odwołuje się do etyki...
A teraz pomyślmy, że taki bajzel panuje w każdej dziedzinie naszej gospodarki. I będziemy mieli obraz już chyba katastroficzny. Wyobraźcie sobie, że 3/4 drogich samochodów w Polsce pochodzi z przewałów. I to nie tylko kryminalnych. Doliczmy całą legalną i półlegalną działalność naszych urzędników, zwłaszcza wysoko postawionych - wielkie pensje, przywileje (telefony, samochody, odprawy, udziały w zyskach), dostęp do sprzedawanych działek, budynków, samochodów poza oficjalnymi licytacjami, dostęp do informacji, na podstawie których można zarobić (przechwycić, oczywiście często nawet zgodnie z naszym beznadziejnym prawem) równowartość pracy całego życia robotnika. Ile to media podają przykładów urzędniczych machlojek, a kary... No cóż - rok w zawieszeniu na dwa lata. A willa z basenem i lśniącymi wozami i dzieci na zagranicznych studiach? Nikt tego im nie ruszy. A ich robota jest często w ogóle zbędna!Do urzędasów! Niemal wszyscy okradają nasz kraj, a wasza indolencja, twórczość prawna, odwoływanie się do szczytnych haseł są żenujące i haniebne! Dwie grupy pasożytują na nas - przestępcy (często współpracujący z funkcjonariuszami państwowymi) i zbędni urzędnicy. I te grupy głównie odpowiadają za kłopoty w każdej dziedzinie.
Jeśli którykolwiek z obywateli miał do czynienia z jakimkolwiek urzędnikiem, to chyba wie, o czym piszę. Oczywiście, każdy z nas jest w pewnym sensie także urzędnikiem, od każdego z nas zależy forma obsługi petenta i muszę stwierdzić, że większość z nas nie ma pojęcia jak przyjaźnie go traktować... Ale to całkiem inna historia. Jesteśmy kilkanaście lat po przemianach, ale to co pokazują media, to co wyprawiają nasi urzędasi z najwyższych stanowisk, przerasta wyobraźnię - a to za grosze wykupiono mieszkania z lokatorami i ktoś chce zbić fortunę, a to notariusze zamieszani w dziedziczenie kamienic, a to setki milionów "wyprowadzonych" z zakładów energetycznych, a to Polacy przybywający ze Wschodu na naszą ziemię, a ich współmałżonkowie nie dostają należnych uprawnień... Jedna wielka korupcja, niekompetencja i pasożytowanie na
społeczeństwie! Proszę podać przepis, który został skonstruowany przyjaźnie, solidnie przetestowany i jest jednoznaczny...Skok na przestępców - Dziennik Bałtycki (26 stycznia 2004)
Prokuratury zanotowały wielki skok w zabezpieczaniu mienia należącego do przestępców. Śledczy od wielu lat mówią o tym, że najważniejszym problemem w walce z przestępczością jest nie tylko wyłapywanie bandytów, ale przede wszystkim zabieranie im mienia, którego dorobili się na działalności przestępczej. Gangsterzy napadają na tiry, okradają hurtownie, żyją z haraczy. Budowane za to luksusowe wille, czy kupowane drogie auta potem przepisują na najbliższą rodzinę. Formalnie nie ma się do czego przyczepić, bo mienie nie należy do nich, a oni są goli. Teraz już jednak możemy ścigać także ich rodziny. Muszą udowodnić, że zakupy zrobili za legalnie pozyskane pieniądze. Jesienią odkryto, że kilku celników miało współpracować z gangiem przemytników. Skarb Państwa stracił około 40 mln zł. Policja zabezpieczyła wiele dóbr należących do celników. Prokuratura bada też okoliczności budowanych obecnie willi, których właścicielami są zatrzymani celnicy lub członkowie ich rodzin.
No nareszcie! Po kilku tysiącach lat istnienia prawa karnego, ktoś w małym kraju leżącym na skraju cywilizacji zauważył, że należy odbierać nie tylko kombinatorom zagarnięte mienie... Przypadkiem spostrzeżono niecodzienne zjawisko - otóż przestępcy przepisywali część łupów swej rodzinie! Brawo! Cóż za spostrzegawczość! Gdyby powołać czarną brygadę (policja i skarbówka), która odwiedzałaby nowobogackich (także celników - już w biblijnych czasach celników i złodziei oceniano w tych samych kategoriach), to cegielnie nie nadążałyby z budową więzień. Ale po kilku latach ochroniarze byliby bezrobotni, zaś nasi celnicy byliby najuczciwszą grupą zawodową w III RP. Do pracy zachęcałyby ogłoszenia i atrakcyjne kredyty - a i tak brano by ich z łapanki. I z jednej strony mamy policjanta, który wziął 100 zł w łapę od kierowcy, z drugiej - celnika, który wziął tysiące razy więcej. Obu grożą kary do 10 lat więzienia, ale po wyjściu z pudła będzie nadal klepał biedę, zaś drugi nie będzie wiedział co zrobić z forsą...
A gdyby tak sprawdzano wszystkie budowy już na etapie występowania o pozwolenie na zabudowę działek, a działki na etapie ich nabywania? I samochody powyżej 15 tysięcy europów? Sprawiedliwość leży na ulicy, tylko ją podnieść!
PS Jak można badać okoliczności budowanych domów?Znany przestępca nie siedzi a kradnie - Fakt (12 lutego 2004)
Groźna strzelanina, ciężko ranny policjant i rozbity radiowóz... To nie bilans wojny z bandą groźnych gangsterów. Tak w wykonaniu toruńskich policjantów wyglądało łapanie jednego pijanego złodzieja samochodów. Na szczęście policjantom udało się jakoś dopaść pijanego jak bela bandytę. Okazał się nim dobrze znany z podobnych wyczynów 20-latek. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby akurat był trzeźwy.
Zastanawia przedostatnie zdanie - jak ów dobrze znany młodzian może być na wolności, skoro jest dobrze znany z podobnych wyczynów (obojętnie przechodzimy obok takiej zbitki słów; podobnie kiedyś większości nie dziwił eksport wewnętrzny) - powinien odbywać solidną odsiadkę, a on sobie cudzym samochodem jeździ po pijaku. Skandal! Ciekawe, kiedy go znowu policja złapie na podobnym przestępstwie? Obstawiamy?A prezydent sobie ułaskawia - Onet (7 kwietnia 2004)
21-letni syn radomskiego senatora SLD, skazany na trzy lata więzienia za udział w rozbojach, został ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Postanowienie o skorzystaniu z prawa łaski wobec niego wpłynęło do radomskiego sądu. Zdaniem prezesa sądu - prezydent nie musi uzasadniać swej decyzji.
"To dobra wiadomość dla rodziny, zwłaszcza dla syna Łukasza, który popełnił błąd, ale jest dobrym dzieckiem, uczy się i będzie przestrzegał prawa" - powiedział w rozmowie z PAP ojciec.
Decyzja prezydenta zamienia karę więzienia na karę ograniczenia wolności, polegającą na obowiązku odpracowania 30 godzin miesięcznie przez rok na cele publiczne.
Łukasz Gołąbek został oskarżony przez prokuraturę o współudział w dwóch napadach z bronią w podradomskich miejscowościach w 2000 roku. Miał wówczas 17 lat. Podczas rozbojów pełnił funkcję kierowcy. Razem z nim sądzeni byli jego czterej koledzy w wieku od 16 do 19 lat. Oskarżeni zabierali swoim ofiarom ubrania i pieniądze. Otrzymali kary od dwóch do trzech i pół roku pozbawienia wolności.
Wyrok podtrzymał warszawski sąd apelacyjny. Sąd Najwyższy oddalił kasację wyroku, o którą starał się syn senatora. Wtedy Łukasz Gołąbek wystąpił do prezydenta o ułaskawienie. Wykonanie wymierzonej mu kary zostało odroczone z powodu złego stanu zdrowia.
Kłopoty z prawem ma również sam senator Zbigniew Gołąbek i jego drugi syn, Adam, który został oskarżony o wyłudzenie rur miedzianych o wartości 400 tysięcy złotych. Prokuratura oskarżyła senatora o podżeganie biegłej do sporządzenia fałszywej opinii w sprawie jego syna - namawiał lekarkę do wystawienia fałszywej opinii sądowo-psychiatrycznej dotyczącej niepoczytalności jego drugiego syna.
Dalej tak, prezydencie! A stracisz kilkanaście procent z topniejącego poparcia... Gościu pewnie miał gołębie serce. Wałęsa i Kwaśniewski ułaskawili po około 3 tys. skazanych prawomocnymi wyrokami. Można by rzec, że taki prezydent (mawia, że wszystkich Polaków) na nic innego nie miał czasu, skoro codziennie wypuszczał z kryminału kilku cwaniaczków. Każda taka sprawa powinna być zamieszczona jawnie, w internecie. I zbadana przez dziennikarzy, skoro ważnym instytucjom to dzwoni.
A więc - nazwisko i imię, zarzuty, wyrok, osoby poręczające lub zgłaszające do ułaskawienia, ewentualna poprzednia kryminalna działalność oraz kolejne zarzuty popełnione już po wyświadczonej łasce. Także sposób naprawienia strat finansowych i moralnych oraz uwaga o wysokości poniesionych przez podatników kosztów procesu (skoro podaje się koszmarne koszty przeszczepienia narządu, aby uratować dziecku życie, to społeczeństwo może poznać wysokość kosztów poniesionych w ramach przywracania negatywnych jednostek na łono społeczeństwa). Dziwne, że jeszcze Ministerstwo Sprawiedliwości nie założyło takiej witryny.
Z informacji MSWiA wynika, że w trakcie pierwszych 5 lat prezydentury, A. Kwaśniewski ułaskawił 26 morderców, 12 gwałcicieli, 179 sprawców napadów i około 700 złodziei. Koszmarne żarty sobie stroi z Rzeczpospolitej? Może wprowadzić premie i kary finansowe dla czołowego Ułaskawiacza RP w zależności od dalszych losów ułaskawionych?Załóżcie biało-czerwone krawaty! - transmisja z Sejmu (14 maja 2004)
Jednak miarka się przebrała - szef Samoobrony zdecydowanie przesadził. A to czepiał się prezydenta RP, a to pewnego posła, a to wreszcie posła Rokity machając dokumentami będącymi rzekomymi dowodami na jego współpracę ze znanym malwersantem, powołując się przy tym na CIA. Nie przeczę - ów oryginalny gościu wprowadzał pewien rozgardiasz, który mógł być rzeczowy, gdyby i argumenty w nim stosowane były takież. Jednak po aferze z Klewkami niewielu go traktuje poważnie. Stracił niepowtarzalną szansę nagłośnienia wielu skandalicznych spraw. I wyjaśnienia!
Istnieje niebezpieczeństwo, że kiedy podejmie temat ważny i poważny, to nikt go takoż nie potraktuje (z wiadomych powodów). Widać, że szuka poklasku za wszelką cenę, nawet za cenę przyzwoitości, która jeszcze kilka lat temu jednak otaczała narodowych dyskutantów w tym okrągłym budynku, co wiąże się z coraz częstszym przyrównywaniem go do areny niezbyt poważnego przybytku kultury.
Ponieważ Samoobrona zawłaszczyła nasze barwy narodowe, wiążąc swym działaczom krawaty w biało-czerwone pasy, przeto należałoby zastosować jakiś rozsądny fortel. Podobno nie można zabronić im noszenia takich krawatów, bowiem (jak mniemam) gdyby można było to uczynić, to już dawno wpłynąłby stosowny wniosek, że o pozytywnych skutkach nie wspomnę. Otóż - należałoby przyjąć ów pomysł! Wszyscy posłowie, senatorowie, nasi przedstawiciele w europarlamencie oraz prezydent RP, premier, ministrowie i ambasadorzy naszego państwa powinni założyć takie same krawaty! Im wcześniej, tym lepiej! Jeśli nie chcemy, aby za kilka lat nasze narodowe barwy kojarzyły się z dziwnym posłem, który nie tylko w naszym parlamencie będzie zadziwiał, ale także pokaże swoje umiejętności poza granicami naszego kraju (a rozkręca się...), to powinniśmy naszym pozostałym przedstawicielom również zawiązać owe krawaty. Inaczej cudzoziemcy widząc nasze flagi na zawodach sportowych, spotkaniach dyplomatycznych, wręczaniu międzynarodowych nagród oraz na podobnych uroczystościach, będą mieli jednoznaczne skojarzenia, których większość Polaków wolałaby sobie, dzieciom i wnukom zaoszczędzić!
Przy okazji - należy wprowadzić zapis prawny, który zabraniałby wytwarzania, importowania oraz sprzedaży wszelkich użytkowych przedmiotów (zwłaszcza wybranych asortymentów garderoby) w kolorach jednoznacznie kojarzących się z naszą narodową flagą, co mogłoby oburzyć znakomitą większość Polaków. Podobną prawną ochronę należałoby wprowadzić w stosunku do wizerunku flagi UE oraz innych podmiotów prawa międzynarodowego.Policjant prosi o łagodną karę - Gazeta Olsztyńska (11 sierpnia 2004)
Oskarżony chce się dobrowolnie poddać karze - wnioskował o 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, zakaz prowadzenia pojazdów przez rok oraz grzywnę 300 zł na cele społeczne.
Jakie to chwalebne - gościu chce zaoszczędzić nam podatkowego grosza i proponuje karę dla siebie. A kimże on jest i co był uczynił? Ano - Policjant jechał prywatnym samochodem, zjechał na pobocze i potrącił jadącego rowerem 14-letniego chłopca. No cóż, każdemu to się mogło przydarzyć, choć raczej nie powinno policjantowi, no ale niech mu będzie - to także człowiek, a i chłopakowi jakby lepiej...
Cóż jednak czytamy dalej? Zbiegł z miejsca wypadku. To już poważna sprawa, zwłaszcza dla stróża porządku publicznego. Czujemy niesmak? Spokojnie - to nie wszystko. Tego pirata (chyba już właściwe określenie?) jednak ujęto i zbadano to co miał najcenniejsze - krew, czyli szczególnie poszukiwany lek (okazuje się, że szpitale nie mają krwi do operacji, a ich rzecznicy wyjaśniają, że "krwiodawcy powyjeżdżali na wakacje", choć w poprzednich latach nie było takich kłopotów, zaś w tym roku wyjechało szczególnie mało Polaków na urlopy; czyżby krwiodawcy byli najliczniej wypoczywającą grupą społeczną w Polsce?). Miał 1,8 promila. No to już skandal! Oczywiście, że pirat. Brak słów - przecież za to grożą dwa lata bez zawiasów. Jak to? Kontrolują, pouczają, wlepiają mandaty, a jak co do czego, to sami zachowują się jak przeciętni obywatele naszego kraju?
Ale i do tego miejsca jest to tylko tuzinkowy przykład z życia dość przeciętnego obywatela w Polsce, bowiem rocznie policja łapie dziesiątki tysięcy takich klientów i nie ma to żadnego odstraszającego wpływu na kolejnych ryzykantów (i nie będzie miało przy takiej postawie Temidy!).
Cóż zatem może być jeszcze zaskakującego w tej sprawie? Otóż najważniejsze - Policjant to przewodniczący Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Po zdarzeniu zrezygnował z tej funkcji. Czy spece od czarnawej komedii wymyśliliby coś równie groteskowego? Honorowy ten (już były) przewodniczący - sam zrezygnował. Nie wiadomo ile i komu narozwiązywał alkoholowych problemów, jednakże sobie raczej ich przydał... No cóż, jedni kiepsko rozwiązują cudze krzyżówki, inni własne problemy.
W policji pełnił służbę 20 lat. Do matematyków - jakie jest prawdopodobieństwo zajścia tylko jednokrotnego trunkowego wybryku podczas wieloletniej wyczerpującej a niewdzięcznej służby? Całe szczęście, że w prawie liczą się udowodnione fakty, a nie sugestie rachunku prawdopodobieństwa... Nazwiska nie podano - to bardzo szlachetne (im szlachetniejszy był trunek, tym większe zrozumienie powinien wykazać sąd wobec owego szlachcica za kółkiem), przecież nie można narażać wszystkich Polaków o tymże nazwisku na niezdrowe podejrzenia. Może niepotrzebnie zrezygnował, wszak dobrego reżysera poznaje się po skromnym oświadczeniu - "najlepszy film mam jeszcze przed sobą". A stróżowi film urwał się dopiero w połowie kariery, zatem zbyt wcześnie na (krytyczne) oceny...
PS Dziennik Bałtycki (26 sierpnia 2004) informuje, że sąd przystał na propozycję byłego (już) policjanta i skazał go na wymienione na wstępie dolegliwości. Kara powinna wychowywać i odstraszać. Ta raczej zachęca do picia na służbie...Bezmyślne procedury, a na szpitale nie mamy kasy - Dziennik Bałtycki (14 października 2004)
Kilkudziesięciu świadków do ponownego przesłuchania, zmarnowany czas sędziów, ławników, biegłych. Wszystko to z powodu jednego pijanego sędziego. Przed gdańskim sądem rozpoczął się od nowa proces studenta oskarżonego o zamordowanie pracownika Politechniki Gdańskiej. Taka jest procedura, kiedy jeden z członków składu orzekającego z jakiegoś powodu nie może prowadzić sprawy. Proces mógłby skończyć się we wrześniu, gdyby sędzia, który go prowadził, nie wsiadł do swego auta po pijanemu. 14 spraw prowadzonych przez niego musi się zacząć od nowa. Ta sama procedura kazała niedawno wznowić proces gangu "Krakowiaka".
Dlaczego podają ile kosztuje kilometr autostrady, semestr nauki studenta, przeszczep narządu ratującego życie (często rodzina rozpaczliwie zbiera pieniądze na operację). A tu gościu popije sobie, zachoruje, przeniosą go w ministry albo i w zaświaty, i co? Od nowa proces? Zrywać świadków do ponownych zeznań przed sądem, często w innych miastach? A jeśli pójdą w ślady owego sędziego? Każdorazowo proszę podać koszt takiego procesu! Ktoś chyba zwariował - kto wymyślił taką procedurę? Szkoda, że słynne 21 postulatów Stoczni Gdańskiej nie zawierało mądrych propozycji dla polskiej Temidy - dzisiaj działałaby lepiej niż szwajcarski zegarek. A tak mamy średniowiecze - zabytkowe sale, maszyny do pisania, sprawy ciągnące się latami, kretyńskie procedury... Ile kosztuje wymiar sprawiedliwości? Kto zliczy wszystkie koszty - płace, budowy, remonty, energia elektryczna i cieplna, sprzęt; nie tylko sądy, ale areszty, więzienia? Nie pytam kto za to płaci, bo chyba wszyscy to wiemy. Ile z tego można byłoby zaoszczędzić, gdyby kalkulacje prowadzono sumiennie a oszczędnie jak w prywatnej firmie? Połowę?!Nasze złodziejskie Państwo - Gazeta Wyborcza (22 października 2004)
Chwalony ów ogólnopolski dziennik (przez postępowych polonistów) za śmiałe rozwiązania językowe, w dwóch tytułach bije błędem po oczach - Wygrana zabużan oraz Miliony dla zabużan. To prawda, że nie wszystkie słowniki mają to słowo (w tym Ortograficzny słownik języka polskiego, Wilga 2000), ale skąd małoliterowy pomysł?
Tegoż dnia Dziennik Bałtycki dał tytuł - Teraz miliony dla Zabużan. I prawidłowo. Tamże - Sędzia Marek Machnij powiedział, że państwo musi wywiązywać się ze swoich zobowiązań. A skoro w 1944 roku ustanowiło przepisy, na mocy których przesiedleńcy mieli otrzymać odszkodowanie za pozostawione tam majątki, powinno zapłacić.
Takich sędziów nam potrzeba. Przy okazji - machnij się pan na Państwo w sprawie przepisów dotyczących książeczek mieszkaniowych, w których jest zapis o poręczeniu przez Skarb Państwa za wkłady mieszkaniowe, bowiem wielu ludziom przepadły pieniążki w wartościach realnych. Ponadto wielu oczekujących na lokale wzięło kredyty (zmuszono ich!), aby uzupełnić wkłady mieszkaniowe przekazując owe kwoty na rzecz spółdzielni mieszkaniowych. Pospłacali kredyty obniżając swą stopę życiową, spółdzielnie pobudowały za nie mieszkania dla innych i frajerom (z przypadku) pokazano figę z makiem. Czy ktoś zajmie się tym złodziejstwem wszech czasów? Chyba nie ma przedawnienia dla państwowego i spółdzielczego cwaniactwa? Każdy uczciwy obywatel (w tym urzędnik) przyzna rację ofiarom socjalistyczno-kapitalistycznego losu, ale gdzie szukać sprzymierzeńców? Wszak oni mają już mieszkania, a przyznanie racji spowodowałoby małe, ale jednak, obarczenia podatkowe. Więc siedzą cicho jak myszy pod miotłą! Mają w mieszkankach po parę metrów kwadratowych zawłaszczonych współrodakom. Co myślą o idei solidarności społecznej? Myślą z wielką sympatią, póki to ich nie dotyczy w sensie oddawania, bowiem w sensie otrzymywania są całym sercem za ideą...Państwo surowe wobec maluczkich, nie dla zdrajców - Dziennik Bałtycki (15 grudnia 2004)
Syn dowódcy obrony Poczty Polskiej w Gdańsku chce odzyskać majątek ojca. Na jego drodze stanął Skarb Państwa. Pan Flisykowski kupił przed wojną ponad 50 ha lasu. We wrześniu 1939 roku stanął na czele obrońców Poczty Polskiej, potem został rozstrzelany. Majątek przejęli Niemcy, a na podstawie dekretu PKWN - Polska Ludowa.
Ponieważ w księdze wieczystej jako właściciel figurował nadal nieżyjący ojciec, potem jego syn, nasze sprawiedliwe państwo - z orłem (kiedyś o przewróconej, teraz o przywróconej) koronie i z prezydentem o ustach przepełnionych frazesami (uczciwość, sprawiedliwość, dobre obyczaje i temu podobne chwytliwe baje) - postanowiło uregulować sprawę. Cóż uczynił ten 15-letni państwowy twór (zwany III RP) w naszym imieniu? Otóż zamiast rodziny wolnomiejskogdańskiego (i polskiego!) bohatera, właśnie owo państwo miałoby być właścicielem spornych gruntów. Jednak pół roku temu sąd w Kościerzynie nie zgodził się na to twierdząc, że według prawa to syn obrońcy Poczty Polskiej jest właścicielem majątku.
I co? Naszym (pożal się Boże) władzom to nie w smak - Skarb Państwa odwołał się od decyzji!
I gdyby tak owo państwo było równie twarde wobec wszystkich, a zwłaszcza wobec obecnych cwaniaków, to nawet można byłoby machnąć ręką na te hektary, zwłaszcza że cudze, tym snadniej by nam to przyszło... Jednak codziennie albo nawet co godzinę, nasza Ojczyzna jest skubana przez układy kolesiów na dobra znacznie przekraczające wartość owych hektarów. Pajęcze partyjno-biznesowe sieci otaczają i ssą ostatnie smakowite kąski wspólnie wypracowanego majątku. To kanciarze, którzy ani sami nic nie zrobili dla tego kraju, ani ich rodziny nic takiego chwalebnego nie uczyniły. Jedynie są i pasożytują i gdyby nie te dwie ich podstawowe czynności, to nikt nie wiedziałby o ich istnieniu! I takie zera decydują w imieniu III RP o zawłaszczonych dawniej majątkach. A co grozi nowobogackim, którzy nie wiadomo w jaki sposób wzbogacili się w ostatnich latach? Codziennie mamy odpowiedzi na to pytanie - bodaj nie ma dnia bez kolejnej afery. Przedstawiciele narodu (także wraz z rodzinami) okazują się kłamcami i kombinatorami, często złodziejami. Przy najważniejszej głowie w państwie przycupnął facet o zatrzymanej procedurze karnej. Wśród setek spraw, akurat tę ominęły zwyczaje stosowane wobec pomniejszych obywateli. Oczywiście... przypadkowo. I nic zdrożnego w tym nie widzi ani przedstawicielka kancelarii ani sama wspomniana głowa, która jeszcze kilka dni wcześniej uważała, że w polityce liczą się obyczaje, choć - nie pamiętam - czy mowa była akurat o dobrych obyczajach... Podejrzewam, że pierwsi ze stron Polacy to żadni patrioci i uczciwi biznesmeni - oni chcą się nachapać naszym kosztem, kosztem Ojczyzny. To są dewianci, którym nie wystarcza 1 miliard; oni chcą mieć 10 i 100... Z biedasocjalistycznej zamieniamy się w mafiakapitalistyczną republikę, na wzór kauczukowych, bananowych, czy naftowych bantustanów. Dla dobra wszystkich Polaków powinno ustalić się maksymalny poziom posiadania majątkowego. Przykłady z techniki - zaleca się nie przekraczać bezpiecznej temperatury czynnika w kotle; limity nośności ustala się dla windy, mostu, ciężarówki oraz statku, zaś na niebezpiecznych odcinkach dróg stawiamy znaki ograniczające prędkość. Zamiast 100 najbogatszych Polaków, wolałbym 10000 mniej zamożnych. Byłoby przyzwoiciej, mniej pazernie oraz byłby niższy poziom bezrobocia. Może towary byłyby nieco droższe (o jeden procent?), ale nasze zdrowie psychiczne (bezcenne) byłoby w znacznie lepszej kondycji - mniej afer. Żylibyśmy na znacznie wyższym poziomie spokoju (jako jednostki i jako społeczeństwo). Kto doprowadza nas i nasz kraj do kresu wytrzymałości nerwowej? To politycy, biznesmeni i prawnicy. Wielu z nich to zdrajcy (nie w wojennym, ale w gospodarczym rozumieniu), nie patrioci, bowiem ich celem nie jest dobro naszej Ojczyzny!
PS 31 grudnia 2004, w "Gazecie Wyborczej" zamieszczono przeprosiny - Chcę publicznie przeprosić mojego syna, że nie poświęciłem dostatecznie dużo czasu i wysiłku, by przygotować go do życia - Marek Ungier, były szef gabinetu prezydenta Kwaśniewskiego.
Może powinien przeprosić prywatnie, a nie absorbować uwagę czytelników swoją rodziną. Może powinien wyjaśnić sprawę Juventuru, która została umorzona w skandaliczny sposób z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną (choć kwota znacznie przekraczała 200 zł)? Powinien podziękować jednak synowi - zamiast podać się do dymisji za własne niewychowawcze czyny, pożegnał się z kancelarią korzystając z rodzinnej "okazji". Powinien również oskarżyć Temidę - gdyby sprawiedliwie osądziła go wiele lat temu, to syn z pewnością miałby staranniejsze (bo skromniejsze) wychowanie i nie rozbijałby się samochodem po pijaku. I pomyśleć - kariera przybocznego zależy od dziennikarzy (jeden wykrył umorzenie ojca, a po jazgotliwej obronie pani minister - drugi odkrył umorzenie wobec syna)... Oczywiście, obrzydliwi a niezawiśli sędziowie (zajmujący się tymi oraz podobnymi sprawami) są... uczciwymi obywatelami III RP i są najlepiej chronioną (przez Konstytucję 1997) grupą zawodową.Sądowa farsa - Onet (7 lutego 2005)
Wykładowca skazany za łapówki od studentów. Bydgoski sąd skazał byłego pracownika naukowego Akademii Bydgoskiej, Kazimierza W. na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata za przyjęcie od studentów łapówek w wysokości ponad 4 tys. zł. Skazany będzie musiał też zapłacić 4 tys. zł grzywny i przez dwa lata nie będzie mógł wykonywać zawodu nauczyciela. Dr Kazimierz W. przyznał się do winy i sam wnioskował o dobrowolne poddanie się karze w takim wymiarze.
Coraz więcej spraw dotyczy łapownictwa. Jest to już totalny wysyp i chyba tylko dlatego należy uznać kary za wyjątkowo łagodne. Z jednej strony media informują, że policjanci biorący 20 zł w łapę mogą iść na 8 lat do pudła, z drugiej strony wyroki w zawieszeniu wobec nauczyciela, który powinien świecić przykładem i raczej on powinien wyznaczać poziom etyki, a nie policjanci. Jeśli jednak bydgoski wyrok miałby ustalić pewne standarty/standardy, to jednak wspomnianym policjantom dałbym parę razy mniejszą karę. Przecież taki niski wyrok to istny śmiech na sali (sądowej)! Kpina! Kara powinna być także przestrogą dla obecnie biorących i planujących branie. A jaka to kara w zawieszeniu? Każdy Polak, który nie miał jeszcze sprawy, może w sposób planowy bezkarnie brać do pierwszej wpadki i (...dobrowolnie) poprosić o wyrok w "zawiasach". Miliony rodaków mogą sobie kombinować na podstawie omawianego orzecznictwa. Oczywiście - po terminie zawieszenia ponawiamy proceder. Śmiech i kompromitacja!
Założyłbym się, że dla dydaktyka (ciekawostka - łapówki przyjął za zaliczenie przedmiotu "Problemy współczesnej dydaktyki"...) nie był to premierowy występ. Po zamieszczeniu pełnych informacji w internecie, zapewne zgłosiliby się kolejni świadkowie. Istnieje wiele filmów fabularnych (zwłaszcza amerykańskich), w których wielu świadków zgłasza się do sądu po obszernych relacjach telewizyjnych z procesu. Choć można zrozumieć niechęć kolejnych świadków do składania zeznań; rozumują - faceta zamknęli i dostał wyrok (a nawet się przyznał), zatem cóż to da, że przekażę dodatkowe obciążające dowody; wyroku mu nie zwiększą, a będę musiał się ujawnić i rzucę cień na własną uczciwość.
Omawiany wyrok jest częścią naszej współczesnej komedii narodowej, której nastrój udzielił się sądowi... Można byłoby (wzorem określenia "zbrodnia sądowa" szerzej poznanego podczas analizowania hitlerowskiego procesu dzielnych obrońców Polskiej Poczty w Gdańsku) wprowadzić określenie "farsa sądowa" po pobieżnym przejrzeniu rzeczonej sprawy. Inną powszechnie znaną komedią jest temat "uznanie prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu za przestępstwo". Prawodawca chciał dobrze (o tak, chęci to zwykle miewamy dobre) - myślał, że jeśli przekwalifikuje wykroczenie na przestępstwo, to zniknie problem pijaka za kierownicą i przejdziemy do historii jako naród, który załatwił choć jeden społecznie ważny problem. Niestety, trafiła kosa Temidy na solidny polski przydrożny kamień - rodacy masowo olali groźby i wygrali, bowiem nasze nieefektywne państwo nie jest w stanie zrealizować w poważny sposób gróźb wobec kilkudziesięciu tysięcy samochodowych przestępców rocznie!
Sądy nie poradzą sobie z tysiącami łapowników - instruktorów, celników, lekarzy, prawników, sportowców, biznesmenów, kontrolerów. Nie nadążylibyśmy z budową więzień i wszyscy o tym wiemy, a najlepiej wiedzą owi łapownicy i ich kochające rodziny, które korzystają pełnymi garściami z zawłaszczonych środków. Mają udział w bezeceństwie, ale nie podlegają rygorom prawnym - często do końca życia nie muszą parać się tak zwaną pracą śmiejąc się w nos tak bezrobotnym jak i pracusiom...Faszystowskie elementy sądownictwa - Onet (16 marca 2005)
B. prokuratorowi Hopowi, aresztowanemu w listopadzie 2002 r. pod zarzutem m.in. wyłudzenia pieniędzy i podrobienia dokumentów należało się pełne wynagrodzenie za okres od chwili aresztowania do momentu orzeczenia Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów w kwietniu 2003 r. (otrzymywał tylko połowę wynagrodzenia). Orzekł to Sąd Najwyższy. Wyrok jest ostateczny.
Sędziowie są bodaj jedyną grupą zawodową w Polsce, którą wymieniono w Konstytucji 1997 jako zbiór obywateli, którzy wymagają szczególnej ochrony płacowej. Nie lekarze, nie nauczyciele, nie robotnicy. Takie małe odstępstwo od propagowania powszechnej równości. Kilka lat temu pewien sędzia aż tak przejął się konstytucyjnym zapisem o godnym wynagrodzeniu gwarantowanym jego grupie, że oddał sprawę do sądu, bowiem nijak mu nie pasowała rzeczywistość (uznał ją za skrzeczącą) z elegancją (jednak pustego!) zapisu. Nie znam finału sprawy, ale czyż wywyższanie jednej grupy społecznej ponad inne, nie trąca faszyzmem?
Teraz Sąd Najwyższy (czyli zestaw teoretycznie najsprawiedliwszych ludzi w Polsce) uznał, że prokuratorowi, na którym ciążą poważne zarzuty (godne hochsztaplera, a nie prawnika z patriotycznym orłem na łańcuchu najwyraźniej ciążącym mu u szyi) należy się pełne wynagrodzenie za wymieniony okres, a nie połowa, którą otrzymywał w łaskawości ośmieszonego Narodu. Oczywiście, owi dżentelmeni przeanalizowali prawo i praworządnie uznali, że gościowi (sądowych sal a koledze po fachu) się należy wyrównanie (w janosikowym systemie wyrównywano w dół, ale w ramach demokracji III RP równają ku górze, jednak tylko swoim). Pewnie w świetle (cóż za określenie wobec ciemności, w które brnie Temida...) obowiązującego prawa (?) mieli rację. Może nawet dostrzegli idiotyzm sytuacyjny, ale przecież od kilku dobrych lat, jak większość z nas, przyzwyczaili się do wielu podobnych kretyństw w naszym dziwnym kraju.
Kiedyś, jako studenci prawa, oburzali się z wrodzoną wrażliwością na niesprawiedliwość wszelaką, ale już dawno wyrośli z marzycielskich ideałów. Metamorfoza - z wojowniczych żaków zamienili się w nobliwych i wyważonych nestorów. Taki darwinizm społeczny w przyspieszonym tempie. Zrozumieli różnice pomiędzy praktyką a teorią. Teraz nie ruszą już palcem, a wiedzą o aferach w swoim środowisku - skandaliczne i nieformalne procedury przyjmowania na studia prawnicze, eliminacja niepokornych prawników ze środowiska, popieranie branżowych a rodzinnych klanów. No, to niezupełnie prawda; owszem, ruszą palcem, kiedy wpłynie wniosek i jeśli znajdą czas albo ocenią, że Naród się wzburza i pora postawić na właściwego konia. Sami z siebie nie wezmą się za robotę. Taką mają fuchę.
Owi klauni a błaźni tudzież arlekini, przebierają się w staromodne fatałachy i orzekają w imieniu Narodu, kompromitując Go. Od paru lat większość z nich wie, że wypłacane są wysokie emerytury polskim zbrodniarzom (przeciwko ludzkości) przebywającym za granicą, którzy są poszukiwani listami gończymi, a którym Naród (rękoma wybrańców a idiotów) przesyła na konto, "ciężko i w znoju budowanej PRL" wypracowane świadczenia. I ten okradany Naród ma szanować polski wymiar (nie)sprawiedliwości? Taki polski hip hop, jednak całkowicie nierozrywkowy.
19 marca 2005 pokazano pewnego komornika. Sposób jego bycia i traktowania klientów to istny koszmar. Ojciec (również komornik) jest jednak dumny z syna. Takich programów nie powinny oglądać osoby zanadto przejmujące się stanem naszego kraju, a jeszcze wierzące w podstawowe prawa! Ordynarność, krętactwa, lekceważenie obywateli, także jakieś przewały finansowe. Komornicy to całkiem osobny temat, ale śmiało można powiedzieć - przynoszą wstyd polskiej Temidzie i trudno znaleźć (nawet przy dobrej woli) jakieś rozsądne wytłumaczenie dla opisanego stanu.
Oczywiście, warcholstwo tej grupy zawodowej jest umocowane powagą (?) naszego sądownictwa. Jeśli byśmy analizowali faszyzm jako nieludzki system społeczny oparty na poczuciu wyższości wybranych obywateli nad pozostałymi, i to w aspekcie legalnego państwowego systemu prawnego, to bezkarne zachowanie tej grupy można uznać za faszyzujące. Miejmy nadzieję, że działania owej zawodowej grupy są chronione przez Państwo, jednak wyłącznie z powodu głupoty urzędników państwowych, niźli z powodu ich głębokiego przeświadczenia o słuszności obecnych procedur w tej materii. Tak czy owak, należy wiele zmienić w tym fachu, począwszy od sposobu obliczania należności za ich ciężką pracę, a skończywszy na kursie etykiety, jednak najlepiej wymienić niemal ów cały komorniczy stan...Cieć testuje prawo wyborcze - Dziennik Bałtycki (24 października 2005)
Zaspany dozorca w jednej z komisji wyborczych w Legnicy spowodował wczoraj wydłużenie o 25 minut ciszy wyborczej.
I to nie tylko w Legnicy, ale w całej Polsce! A gdyby wybory odbywały się w superpaństwach (powyżej ćwierć miliarda mieszkańców), to paraliż byłby parokrotnie większy, ale też głupota decyzji bardziej wyrazista. Oto bowiem, nie wnikając, czy to przepisy ustalono (najoględniej mówiąc) dziwaczne, czy ich interpretacja była nazbyt kuriozalna, otrzymaliśmy bublowaty wyborczy prezent, który dojrzewał od samego rana. Większość łudziła się, że to jakiś sen, że rozsądek zwycięży, ale zdumienie wieczorem nie było już wielkie - miliony telewidzów jednak pomału przygotowało się do półgodzinnego narodowego śmiechu. Wielogodzinne przekonywanie do głupoty owocuje w końcu niemal pełnym zrozumieniem mas, podobnie jak - wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą... A ludziska czasami mnie pytają - czy nie zabraknie w końcu tematów; wszak już wszystkie głupoty wypowiedziano? Nie, bowiem za kilka dni powstaną kolejne bulwersjany, czyli teksty oparte (niektórym nie podoba się to słowo) na nowych zaskakujących wydarzeniach.
Tyle już wyborów za nami, ale zawsze czymś nas zaskakują. Taki legnicki cieć przetestował polska demokrację, jednak ośmieszając ją niewąsko... Za kilka lat, w sposób zaplanowany będzie można za pół litra załatwić przesunięcie ujawnienia pierwszych wyników, dokładnie według wczorajszego scenariusza, i to zgodnie z (podobno) obowiązującym prawem. I to nie tylko w Polsce, ale podczas wyborów w całej UE (pewnie kiedyś będą takie), to my, Polacy, zastosujemy znaną już legnicką sztuczkę (miasto to przez lata kojarzyło się ze słowiańskimi braćmi, którzy mieli tam spory wkład w studzeniu idei wolnych wyborów). A iluż to obywateli skorzystało z dodatkowego czasu w owej pechowej komisji wyborczej? Podobno można było ich policzyć na palcach lewej (bo takie też mamy wyborcze prawo) ręki!
Może ogłosimy konkurs na wymyślone przypadki, którymi przetestujemy obecne przepisy prawa wyborczego oraz może dzięki owym testerom, zmienimy owe reguły? Mądry Polak przed szkodą? Która z gazet zorganizuje taki konkurs? Jest tyle idiotycznych kwizów, że jeden intelektualny turniej, wprowadziłby twórcze ożywienie (mózgowo coraz mniej kształtnych) mas?
Kiedyś byłem w komisji wyborczej. Pamiętam uczone dyskusje na temat zaliczania głosów. Np. jeśli dwie linie krzyżują się w kratce symbolizującej kandydata, to zaliczamy mu głos. I co z tego wynikało? Jeśli ktoś przekreślił ówczesny arkusz A4 dwoma liniami po przekątnych, to - mimo jego oczywistej niechęci do formularza i nazwisk tam zamieszczonych, że o szacunku do nowego ustroju nie wspomnę - zaliczano głos, jeśli przypadkiem oba odcinki przecinały się w obrębie kratki. Oczywiście, taka interpretacja preferowała nazwiska ze środka stawki, bowiem najczęściej skrzyżowanie powstawało w połowie arkusza.
Obecnie wymyślono także - jeśli ktoś postawi krzyżyk w kratce kandydata, który nie uczestniczy w wyborach I tury (były dwie takie osoby), to można postawić drugi krzyżyk na rzecz innego kandydata. I już rodzą się spekulacje - a co będzie, jeśli ktoś "błędnie" zaznaczy dwóch kandydatów, a potem trzeciego? Takiego przypadku nie zinterpretowano, choć - oczywiście - można było posłużyć się podaną wykładnią i rozciągnąć ją. Ale w jednych komisjach rozciągali, choć w innych pewnie twierdzono, że pomylić można się tylko jeden raz.
Pouczano, że w kratce można postawić krzyżyk i tylko taki znak był ważny. Inne były nieważne. Ale co to jest krzyżyk? Każdemu "od dziecka" krzyżyk kojarzy się z symbolem podobnym do znaku "plus", ale ilustrowano to akurat symbolem "X", czyli - mówiąc o krzyżyku myślano o iksie... Oczywiście, można było wyraźnie powiedzieć, że stawiamy "plus" albo "X", jednak w telewizyjnych objaśnieniach nie ujmowano problemu w ten sposób. A co by się stało, gdyby w WOLNYM KRAJU dopuszczono każdy dowolny znak, także okrąg wpisany w kratkę albo na niej opisany? Albo nawet serduszko, tajny anagram, albo i hinduski symbol szczęścia (czyli hitlerowski znak trwogi i zbrodni)? No - co by się takiego stało??? A może byłaby wyższa frekwencja, bo część wyborców poszłaby choćby jedynie po to, aby umieścić swój tajny znak w zaczarowanej kratce?
A najciekawsze to puszczenie machiny w ruch - gdyby nie ujawniono spóźnienia otwarcia, to nie byłoby sprawy. Ale jak już ruszono (ktoś zauważył, inny zapytał - co z tym fantem zrobić, ktoś inny zadzwonił do mediów - i już tryby poszły w ruch), to musiała problemem zająć się... najwyższa komisja. Dawniej, kiedy media nie były tak mobilne (choćby bezkomórkowe czasy), z pewnością bywały podobne sytuacje, ale pies z kulawą nogą się tym zainteresował. Filozof mawia - nieudokumentowane wydarzenie nie miało miejsca. A sprawa zdjęć wcześniaków potwierdza tę regułę - w czasach, kiedy trudno było kupić taśmę marki ORWO, także takie czyny miały miejsce (nie wiem, ale domyślam się z dużą dozą prawdopodobieństwa). Przecież nie ogólna dostępność aparatów fotograficznych sprowokowała zajście, choć niewątpliwie w znacznej części podobnych przypadków, kamery i aparaty zwiększają prawdopodobieństwo zaistnienia niegodnego czynu. Identyczną sytuację mieliśmy kilkanaście miesięcy temu w bagdadzkim więzieniu. A upowszechnianie techniki cyfrowej (w tym tanich i łatwych do ukrycia komórek/celek) oraz ich anonimowość podczas stosowania, spowoduje nagły wzrost liczby przekazywanych obrazów, i to nie tylko pięknych kwiatów z odwiedzanych ogrodów botanicznych, ale koszmarnych widoków, o których nam się jeszcze nie śniło).Urzędniczyny i ich czyny - Chwila dla Ciebie (10 listopada 2005)
Po okradzeniu mieszkania i zniszczeniu mienia, którego złodzieje nie byli w stanie wynieść, właścicielka mieszkania napisała pismo o zgodę na założenie krat w oknach. Ponad rok temu otrzymała od spółdzielni mieszkaniowej pozwolenie.
Kraty spełniały wszystkie warunki, które stawiają przepisy - w jednym oknie krata otwiera się tak, aby w razie pożaru można było uciec. Zamontowane są też szpikulce uniemożliwiające dostanie się po kracie na pierwsze piętro. Poszły na to wszystkie oszczędności.
W ciągu trzech miesięcy inspektorzy dwukrotnie oglądali owo cudo techniki. Na zamieszczonych zdjęciach widać nierzucające się w oczy pręty zbrojeniowe o średnicy ok. 10 mm. Są umieszczone pomiędzy podobnie ogrodzonymi balkonami parteru (bohaterki artykułu) a pierwszego piętra (sąsiadki); nawet kolorystycznie cały zestaw wygląda podobnie - dobrze trzeba się przyjrzeć, aby je dostrzec z kilkunastu metrów. Inżynier, który zaprojektował okratowanie, zasugerował wybieg, czyli pozorowany kompromis pomiędzy obywatelem a władzą - chwilowy demontaż, wystąpienie do urzędu miasta o zgodę (i zapłatę 50 zł) oraz ponowny montaż. Właścicielka nie zgodziła się na owe bezsensowne oraz kosztowne (wszak nie za darmo) manipulacje kratami. No to za upór otrzymała propozycję nie do odrzucenia - 2500 zł za legalizację krat. Okradziona "przestępczyni", opływająca w emeryturę 800 zł, spłacająca owe stalowe pionowe gryle, napisała odwołanie do sądu. Jeśli przegram, to i tak nie zapłacę. Niech mi przeliczą to na dni do odsiedzenia w więzieniu.
O ile się nie mylę - jeśli budowlana propozycja inwestora (tu - montaż... aż kilkunastu prętów na balkonie) nie zostaje przez dwa tygodnie oprotestowana przez odpowiednie instancje, to istnieje domniemanie zatwierdzenia projektu. Cóż stoi na przeszkodzie, aby każda spółdzielnia mieszkaniowa, po otrzymaniu wniosku od obywatela, (automatycznie) przesłała kopię do urzędniczej władzy? Nie byłoby takich nieporozumień, szarpania nerwów, wystawiania ważnych instytucji na ryzyko kompromitacji. I co za różnica, kto ma rację, kiedy tryby już ruszyły? Teraz kilkadziesiąt podmiotów (właścicielka, spółdzielnia, inspektorat, sąd, dziennikarze) będą mieli zajęcie, które napsuje wszystkim krwi, a dochodu narodowego nie przysporzy. Jak samochody stojące przed czerwonym światłem - zużywają paliwo, ale nic z tego nie wynika, oprócz zatruwania atmosfery...
Podsumujmy - okradziona mieszkanka otrzymała błędną decyzję spółdzielni mieszkaniowej (przyznali, że zgodę wydano "nieco na wyrost"), zamontowała niepozorne pręty, inspektorat nadzoru budowlanego finansowo chce ukarać niepokorną (i chyba jedyną rozsądnie myślącą osobę w opisanym gronie!) emerytkę. Kolejna kompromitacja urzędników w kraju, w którym tysiące budów (całoroczne letniskowe domki za miastem) jest wznoszonych tyleż nielegalnie, co bezkarnie. Właściciele tych zamczysk (w porównaniu z okratowaniem...) śmieją się z państwa i emerytki - oni doskonale wiedzą, jak te sprawy się załatwia. W kraju, w którym "poważne" państwowe instytucje kontrolne przyznają, że nie mogą efektywnie sprawdzić paliwa sprzedawanego do baków milionów aut, gdzie bodaj co dziesiąty litr paliwa jest fałszowany a to chemicznie, a to fakturalnie. Nasze biedne (i głupie, bowiem oba pojęcia są synonimami w nowobogackich kręgach) państwo jest ośmieszane w mediach przez paliwowych cwaniaków i nieprofesjonalnych urzędasów, tak ze stołecznego szczebla, jak i gminnego. A tu starsza kobieta testuje idiotyzmy na szczeblu inspektora budowlanego i prezesa spółdzielni, zaś redakcja daje do zrozumienia tysiącom czytelników, że żyją w jednak durniejszym państwie, niż myśleli przed rozpoczęciem lektury. Więcej, owi czytelnicy konstatują - masz coś do zalegalizowania (budowa, cło, spadek), to nie stawiaj się, ale "dogadaj sprawę" i to w odpowiednim momencie, a skoro już idziesz na udry, to licz się ze zmasowanym atakiem najmądrzejszych prawników firm opłacanych z naszych podatków, zarabiających wielokrotność emerytki, a gdyby sprawdzić, co oni takiego wielkiego zrobili w swym urzędniczym życiu, to pewnie znacznie mniej dali ojczyźnie, niż owa pani.
Dziennik Bałtycki (16 listopada 2005) opisuje co najmniej niezręczną sytuację, w której znalazła się matka niepełnosprawnego dziecka, którą ukarano za jazdę autobusem bez biletu (z tego powodu drugi raz w ciągu paru miesięcy).
Przykładów ukarania opiekunów osób niepełnosprawnych jest więcej. Kary nakładano nawet na rodziców jadących z dziećmi na zajęcia terapeutyczne, choć już w listopadzie 2003 takie właśnie osoby uzyskały przywilej podróżowania za darmo. Ostatnia sprawa to jednak największy skandal. Trzy dni przed zdarzeniem kontrolerzy uczestniczyli w szkoleniu zorganizowanym przez ZKM, na którym uczulano ich, aby nie karali opiekunów osób niepełnosprawnych.
I cóż tu dodać? Dyrekcja zapewnia, że potrąci premię swym nadgorliwym pracownikom. I co przyjdzie firmie z tej kary? O, gdyby tak przekazano te pieniądze poszkodowanej matce (w ramach przeprosin). Ale to jeszcze nie u nas. A może jakiś lotny prawnik pomoże wytoczyć proces przewoźnikowi? Ciekawy byłby ten spór o zasądzenie odszkodowania za straty moralne. Także nowość u nas. I mogłoby się okazać, że wykonując swoją pracę wśród obywateli, bylibyśmy nagle bardziej uprzejmi i profesjonalni. I cóż z tego, że z musu, a nie z wyniesionego z domu (ani nabytego) dobrego wychowania? Lepszy taki powód, niż przaśne zachowanie wobec pasażerów (klientów, pacjentów), kiedy nic nam za to nie grozi...
Telekurier (także 16 listopada) zapoznał nas, widzów, z kolejną głupotą panującą w służbie zdrowia (od strony funduszu zdrowia, zwanego buńczucznie "narodowym" - to górnolotne określenie, a ostatnio coraz mniej szanowane; zapewne chodzi o znakomite samopoczucie wyłącznie wybrańców naszego Narodu). I nawet szkoda czasu na największy skandal z ostatnich dni - niepłacenie za pacjentów zmarłych przed upływem połowy doby leczenia, bo już za tego typu pomysł (i za zamieszanie wśród milionów Polaków oraz za kompromitację w UE), powinien ktoś wylecieć na zbitą mordę (której plastyczne zoperowanie byłoby potraktowane wzorcowo w kategorii finansowej - bez refundacji i bez znieczulenia). Otóż - omówiono sprawę zwrotu poniesionych kosztów protezy dla kobiety poszkodowanej w wypadku (utraciła nogę). Po kilku latach zużyła się jakaś ważna część i naprawa wyniosłaby 2000 zł. Wyniosłaby, ale nie wyniesie, bowiem baczni urzędasi starannie przewertowali papierzyska - refundacja nie może przekroczyć kwoty 900 zł (ale w jakim terminie powinni odpowiedzieć na apelację obywatela - nie wiedzieli!). Mądrale paplają przed kamerą o limitach, przepisach i... nic z tego nie wynika! Pewnie słyszeli sporo o dobroci serca, ale każdy dorosły Polak wie, że chwile tkliwości i miłości do bliźniego mamy wyłącznie podczas niedzielnych spotkań z duszpasterskimi hasłami albo podczas telewizyjnych felietonów wspominających naszego Papieża - w limitowanym urzędniczym życiu nie pora na słabości; jest bariera, to należy jej przestrzegać. Oczywiście, można byłoby podać sumy comiesięcznie przeznaczane na urzędników funduszu, na pojazdy służbowe, na czynsze i remonty i porównać z praworządnie ustalonymi limitami. Konstytucja zapewnia równość i opiekę zdrowotną. Ale jeśli ważnemu urzędnikowi zachoruje ktoś z rodziny, to czy także powołuje się na limity?! Może dziennikarze przejrzą faktury na protezy, drogie leki, operacje załatwione komuś z rodziny (albo sobie!) przez urzędnika stojącego na straży publicznego grosza? Czy ktoś przegląda podpisane decyzje, które dotyczą osób spowinowaconych? Kilka lat temu, pewien amerykański kongresmen czynił wyrzuty prezydentowi Clintonowi za niemoralne prowadzenie się i... udowodnili mu podobne zachowania. A swoją drogą - ileż warta jest nasza Konstytucja?
Najmłodsza gazeta (ukazuje się od 14 listopada) - Nowy Dzień (17 listopada 2005) donosi, że Kaliski stomatolog wyłudził z NFZ ponad pół miliona złotych refundacji. Udało mu się to zrobić w zaledwie dwa lata. Grozi mu 10 lat. Policzmy - ile można byłoby załatwić spraw pokazanych w telewizji za owe pieniądze oraz za paroletni więzienny wikt dentysty (okazuje się, że wyrywał nie tylko zęby, ale i niezłą społeczną kasę...). Ty, ja i kobieta, która nie doczeka się naprawy protezy (bo przepisy nie pozwalają) zafundujemy cwaniakowi sanatorium za ogrylowanym oknem (bo przepisy pozwalają na taką społeczną zrzutkę). Czyli ów posadzony złodziej a lekarz ma większe prawa niż wolny a schorowany obywatel. Paranoja! Miejmy nadzieję, że nie dadzą mu do ręki ulubionych narzędzi - mógłby jeszcze nazbyt gorliwie dłubać przy korzeniach wspomnianego okiennego rusztu...Masz ci babo morelowy placek - Nowy Dzień (12 stycznia 2006)
Mariusz Placek prawie nie chodzi, a w lutym czeka go poważna operacja kręgosłupa. ZUS najpierw uznał, że jest chory, ale po trzech miesiącach zmienił zdanie. Placek złożył identyczną dokumentację jak przy zasiłku chorobowym. - Jest pan zdrowy, więc zasiłku nie dostanie - uznała komisja. Jak to możliwe, że na podstawie identycznej dokumentacji ten sam ZUS wydaje dwie różne decyzje? Urzędnicy nabierają [nie tylko obywatela, ale również] wody w usta. O tej sprawie mogę rozmawiać tylko z panem Plackiem - ucina Sroka z oddziału ZUS.
Już parę lat temu głośno było o ślicznych siedzibach ZUS w całym kraju (w programie Tadeusza Drozdy) - pokazywano owe budowle ze szkła, aluminium i marmurów (takie szklane domy, o jakich pisał Żeromski, który w grobie się obraca, jeśli tylko widzi to co my). Ówczesna szefowa tłumaczyła, że ukazywany luksus nie jest wznoszony kosztem emerytów i rencistów. Pewnie w domu trzyma parę puszek z napisami - "na buty", "na czynsz", "na żywność" i z jednej puszki nie finansuje innych wydatków. W państwie jest jedna puszka i jeśli nie płacą klienci ZUS, to kto? Kto płaci wysokie pensje czołowych działaczy ZUS, za budowę i utrzymanie pięknych miejsc pracy, a ostatnio - za korty tenisowe i inne, nieznane zwykłym polskim pracownikom, obiekty odprężające zusowskich wybrańców losu po ciężkim dniu pracy, a nawet podczas jego trwania?! Otóż my wszyscy i my wszyscy mamy prawo zablokować owe wydatki, jeśli tylko uznamy, że są przesadzone. A w naszym imieniu powinien to uczynić Sejm i rząd, jeśli istotnie mamy budować IV RP.
Panie Sroka (chyba nie Sroko) - nie wszystko złoto co się świeci, a wasze zakładowe bogactwa to luksus okupiony dalszym zadłużaniem naszego kraju. Te wydatki oraz zbyt wysokie wynagrodzenia urzędników państwowych w sytuacji coraz większego deficytu budżetu RP przy niskiej stopie życiowej większości Polaków, to sprawa, która powinna być zbadana przez prokuraturę, ponieważ jest przykładem skandalicznie niewłaściwego gospodarowania społecznymi finansami.
Panie Huk (autor notatki; chyba nie Huku) - tak trzymać i nadal hucznie rozprawiać się z głupotą i rozrzutnością urzędasów; na huki ich!
Ostatnia wiadomość gazety (w dolnym prawym kąciku na ostatniej stronie) jest o niejakim Morelu. To kolejny gorzki placek (choć morelowy, bo Morelowy) dla naszych urzędników.
W latach 50. doprowadził do śmierci półtora tysiąca więźniów. Dziś mieszka w Izraelu. Wyszło na jaw, że Polska płaci mu 5 tys. zł emerytury. - Nic nie można zrobić. Takie jest prawo - mówią w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Tę sprawę ujawniono już parę lat temu podczas sejmowych obrad. Jeśli takie jest prawo i takie mamy Ministerstwo (Nie)Sprawiedliwości, to należy uznać kilku urzędników wysokiego szczebla za zwykłych idiotów, bo żadne łagodniejsze słowo nie przychodzi na myśl. Takich młotów mamy nie tylko na niskich szczeblach zarządzania. Pokończyli studia, robią karierę, ale gdyby głupota mogła fruwać, to w stolicy najwyżej. Jedyna nadzieja w nowym ministrze - powinien takich wywalić na połamane żebra, tych nazbyt wygodnie rozpartych w fotelach pacanów z poprzedniej epoki. Panie Ziobro, niech pan zbuduje nowe ministerstwo od podstaw, niech pan odnowi cały kręgosłup wraz z żebrami!
Czy świat już się z nas śmieje, czy dopiero to nas czeka? Te filiżanki z uchami od wewnątrz to jednak sporo prawdy o naszej (narodowej?) głupocie! A do tego niesympatyczne skojarzenia na delikatnej granicy polsko-żydowskiej. Chyba wszystkim obywatelom obojga narodów leży na sercu przyjazne załatwianie takich spraw - wszak wszyscy wiemy, jak niewiele trzeba, aby nas poróżnić.
Kilka dni temu ujawniono podobny skandal - "zasłużony" oficer (a dokładniej - "zasłużona" oficer) także pobierał emeryturę. Wysyłano ją z naszego budżetu na konto wygodnie żyjącej pani, która nikczemnymi metodami niosła wyzwolenie społeczne. Dopiero teraz jakiś bystrzacha doliczył się paromiesięcznych braków w składce i... zawieszono przekazy. A po drugiej stronie mostu z krzywdami - Polski legionista (99 lat), przymierający głodem mieszkaniec Ukrainy, po interwencji w urzędzie do spraw kombatantów, nareszcie otrzymał polską emeryturę wojskową (wiadomość z grudnia 2005). Oto skala nieprawości i głupoty naszych urzędników.
PS Skoro redaktor naczelny (na stronie tytułowej) popełnił komentarz pod tytułem Marek Jurek - kiełbasa i sznurek, to chyba zbytnio nie sprzeniewierzyłem się etyce pismaka i również pozwoliłem sobie na językowe żarty z nazwisk na skraju elegancji...Czy głupota już wpisuje się w geny Polaków? urząd pocztowy (31lipca - 1sierpnia 2006)
Najpóźniej w przededniu kolejnego miesiąca, dobrze byłoby kupić znaczek na autobusowy bilet miesięczny. Idę więc do urzędu pocztowego w nowoczesnym mieście Gdynia i dołączam do wijącej się kolejki. Personel informuje, że nie przyjmuje wpłat i nie sprzedaje znaczków, bowiem nie ma prądu (niektórzy uważają, że nie ma napięcia, jednak w tej sytuacji to niewiele zmienia), a to oznacza, że komputery nie są na chodzie. No tak, zachciało się Poczcie Polskiej nowoczesności, to pora rozejść się do domów. Ludzie nie strajkują, ale sprzęt się znarowił... Jednak postanowiłem sprawdzić personel w temacie wrażliwości i zgłosiłem dwa wnioski - aby wypisano mi zaświadczenie o niemożności sprzedania znaczków (bo jutro będę jechał na gapę i dobrze mieć taką podkładkę) oraz aby sprzedawali znaczki metodą przedkomputerową (a jak włączą prąd lub pojawi się napięcie, to sobie wszystko wpiszą z klawiatury). Kiedy zacząłem zastanawiać się, czy jeszcze w urzędzie mają coś takiego jak książka skarg i zażaleń, urzędnicze towarzystwo przemyślało jednak problem nosa w aspekcie tabakiery i wspaniałomyślnie rozpoczęło sprzedaż owych kolorowych papierków na legalne przejazdy, oczywiście znaną sprzed lat tradycyjną metodą (bezkomputerową)..
Ponieważ z powodu awarii nie zdołałem wpłacić abonamentu telewizyjnego, przeto nazajutrz udałem się do placówki pocztowej, aby spełnić obowiązek, który jest olewany przez połowę moich rodaków. Wyrażam wolę zapłacenia za całe drugie półrocze (od lipca do grudnia), ponieważ nie lubię chodzić co miesiąc i wpłacać po kilkanaście złotych tracąc czas przed okienkiem. Pani nalicza niemal 100 zł oraz karę za przeterminowanie płatności za lipiec.
"Ależ ja płacę wprawdzie z miesięcznym opóźnieniem, jednak przecież za 5 miesięcy z góry". Pani - "To nic, zgodnie z przepisami, jeśli płatność wnoszona jest po niezapłaconym miesiącu, uiszcza się zwłokowe".
Wczoraj (31 lipca) chciałem zapłacić, ale komputery nie działały, a dzisiaj (1 sierpnia) już działają, ale mamy nowy miesiąc. I kto jest frajerem w tym nowoczesnym kraju? Oczywiście, że ja - zapłaciłem za półroczny abonament (w tym 5/6 z góry) i zostałem potraktowany jak przystało na palanta, czyli karą za brak rozumu. Pretensje mogę mieć tylko do siebie, bowiem znam ten kraj zarządzany w chyba każdej dziedzinie przez rozmaitej maści durniów, zatem powinienem wykazywać dość szczególną ostrożność przy podejmowaniu decyzji, które w innych cywilizowanych państwach zaliczane są do normalnych decyzji. Przecież nie przyjechałem tu kilka dni temu z cywilizowanego świata, ale mieszkam, pracuję i żyję tutaj ponad pół wieku. Poza prostym dowodem na mą głupotę, należy podsumować i wskazać winnego - gdyby nie komputeryzacja Poczty, to bym nie zapłacił kary, nie urządzałbym przedstawienia w miejscu publicznym i nie szarpałbym sobie układu nerwowego. Rozumiem, dlaczego dawniej niszczono maszyny w fabrykach. Na poczcie też przyszło mi to do głowy, ale grube szyby i jednak wychowanie na w miarę spokojnego obywatela, zrobiły swoje...
Drobiazg? Poważniejsze sprawy są załatwiane mądrzej na wyższym szczeblu?
Onet (według "Głosu Szczecińskiego", 1 sierpnia 2006) - Około 45 mln zł z funduszy unijnych wypłacono rybakom, głównie armatorom złomującym kutry, mimo iż nie spełnili wszystkich kryteriów. Zlikwidowano 327 jednostek. Niestety, decydowała kolejność zgłoszeń, a nie wiek kutrów, dlatego na żyletki pocięto wiele nowszych, a starsze zostały. Średnio armatorzy otrzymywali 960 tys. zł za jednostkę, ale były przypadki, że rekompensata wyniosła prawie 3 mln zł.
NIK jak zwykle zdała egzamin - wykryła tę aferę. Nie ma miesiąca, aby NIK nie znalazła czegoś kompromitującego na naszych zarządców. Czy nie taniej byłoby dla biednej Polski - aby NIK na bieżąco przyglądała się każdej ważnej decyzji? Wówczas korekta następowałaby natychmiast bez strat, bez kompromitującego rozgłosu i bez kosztownych procesów oskarżanych osób, które nie musiałyby się tłumaczyć ze swojej (niezamierzonej?) głupoty i z (nadmiernego!) poziomu jakości życia. A cóż nam po kolejnych spostrzeżeniach NIK i potwierdzeniach, że mądry Polak po szkodzie? Przecież o tym wiemy wszyscy od dziecka.
Znane są przypadki wyginięcia pewnych gatunków zwierząt z powodu wyjątkowo niesprzyjających warunków życiowych, które spadły na nie jak grom z jasnego nieba. Boję się zapytać - czy znane są narody, którym los zesłał nadmiernie powiększony gen głupoty? A może opisana głupota dotyka współczesnego homo sapiens, nie tylko naszych rodaków?