Obalić Konstytucję

Amerykę mógł odkryć każdy, uczynił to podobno Kolumb...

     Skoro Prezydent rozesłał tekst Konstytucji niemal wszystkim dorosłym Polakom, to grzeczność wymagała, by zapoznać się z ową przesyłką możliwie dokładnie. Ponieważ znalazłem kilkadziesiąt usterek językowych i logicznych, przeto pozwoliłem sobie wysłać do Bardzo Ważnych Urzędów (BWU), jeszcze w maju 1997, uwagi polemizujące z ustawą zasadniczą. Liczyłem, że przed ostateczną edycją nowej Konstytucji (będzie wszakże drukowana wiele lat na przednim papierze i chroniona złoconymi okładkami) zdołam powiadomić Głównych Zecerów Kraju, że ich parowóz (preambuła) wraz ze składem (artykuły) toczy się po językowo błędnym torze, co grozi wpadnięciem na mur śmieszności. Jako prawy (w miarę) obywatel chciałem Im, Narodowi i sobie tego oszczędzić. Nie udało się - wadliwy tekst podpisano!
    Jeśli ktoś nabywa samochód posiadający kilkadziesiąt usterek, to taki pojazd zwyczajowo nazywamy bublem. Po zgłoszeniu wad, porządna firma - z rumieńcami od pośpiechu i ze wstydu - zamienia produkt kontrolując jednocześnie linię produkcyjną. Do kiepskiej firmy można pisać, jak na Berdyczów.
    Zredagowanie ustawy zasadniczej nie jest prostą sprawą, ale też zajmują się tym zwykle i ludzie nieprości. Co uchodzi gazecie, nie wypada książce, a na pewno nie przystoi konstytucji.
    Lepiej, jeśli to Polak zauważył błędy, niźli miałby to uczynić cudzoziemiec nazbyt wnikliwie zgłębiający tajniki naszego niełatwego języka. Byłaby to hańba, a tak to jest tylko poruta...
Podziwiam dobre samopoczucie polonistów i prawników, a także uczestników oraz organizatorów konkursów ortograficznych - wszak również otrzymali kopie tekstu i mieli okazję nieco pokruszyć kopie w jakże słusznej sprawie. Nie pokruszyli...
    Jestem pełen podziwu dla znakomitych urzędników BWU, którzy służbowo twierdzili, że nie do nich należy ocena tekstu, choć prywatnie - z racji swego wykształcenia - musieli dostrzec trefność zapisu. Urzędniczy dualizm? Podobne problemy miewa światło - prywatnie zachowuje się jak fala, zaś służbowo myśli, że jest kwantem...
    Jako pracownik państwowej (póki co) stoczni, na pisaniu tychże dywagacji spędzam wczesne wczasy "pod gruszą". Jednak adwersarze winni solidniej przestudiować zgłoszone uchybienia i przestać już obijać owe biedne (z aforyzmu) gruchy. A mieli co rozpatrywać...
    Urzędom bliższym Temidzie złożyłem doniesienie popełnienia wykroczenia przeciwko polskim obywatelom, a to z powodu ich ośmieszenia poprzez publiczne i masowe wydanie najważniejszego tekstu - Konstytucji - w formie urągającej zasadom języka polskiego.
    Pozostałym instytucjom postawiłem wniosek, by uznać, że
a) tekst Konstytucji, w szeregu jej artykułów, jest niezgodny z zasadami języka polskiego;
b) współczesne dzieło literatury polskiej, jakim jest niewątpliwie Konstytucja, nie może być wzorem komunikowania się obywateli pomiędzy sobą, w szczególności nie może być wzorem dla uczniów, studentów, dziennikarzy;
c) tekst Konstytucji winien być poprawiony możliwie niezwłocznie z uwagi na p.  a)  i  b).
    Bez echa - Berdyczów.

    Czyż nie jest prawem i obowiązkiem obywatela zgłoszenie wad ważnego dokumentu, tudzież niezgodności granic (taki błąd także popełniono!) wybitych na monetarnej mapie bilonu Zjednoczonej Europy ?
    Dajcie "dziewięćdziesiąt spokojnych dni", a przy  pomocy kilku inżynierów przemysłu ciężkiego - o umysłach iście antonimowych - postawię kropkę nad "j" w dumnym słowie "Konstytucja". Stoczniowcy zapoczątkowali przemiany - może przyznać im prawo do zwodowania statku o złoconej nazwie "Konstytucja"; niech płynie po łamach i... nie łamie się!
    Co z obecną ustawą zasadniczą? I ona może mieć swoje miejsce
w historii (języka polskiego): zbliża się matura - proponuję temat  "Błędy i usterki językowe oraz logiczne dostrzeżone w Konstytucji 1997".
    Oponentom odpowiadam - nie jest to zadyma, lecz próba legalnego obalenia Konstytucji, z przyczyn formalnych, a dokładniej - z powodu ewidentnych błędów językowych i logicznych popełnionych w aktualnie obowiązującej ustawie zasadniczej.
 

           Z pobłażaniem
                                                                 Mirosław Naleziński

    Wysłano 28 stycznia 1998 do Sejmu, NSZZ "Solidarność", Rady Języka Polskiego, MEN, Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Min. Kultury i Sztuki, NIK, RPO, NSA oraz szeregu redakcji.
Strona główna